piątek, 2 września 2011

Cosplay

Ostatnio miałam okazję odwiedzić Polcon - największy polski konwent dla miłośników fantasy i sci-fi. Parę miesięcy wcześniej byłam na Pyrkonie (który nawet odbywał się w tym samym miejscu), więc wiedziałam, czego się spodziewać: ciekawe prelekcje, konkursy, turnieje gier, games room, sprzedawcy, przebierańcy... No właśnie, przebierańcy.
Już od wielu lat podziwiałam na Deviantarcie zdjęcia cosplayowców wszelkiej maści i zazdrościłam im umiejętności, strojów i tego, że mogą zrobić to na zasadzie Ja i mój chłopak/moja dziewczyna przebraliśmy się razem na konwent i jesteśmy zajebiści". Cóż... najpierw nie miałam chłopaka, potem miałam takiego, że olabogarety-jak-to-możliwe-że-byłam-z-kimś-TAKIM i mogłam co najwyżej pomarzyć o jakichkolwiek konwentach, a co dopiero przebraniach. Ze znajomymi też nie miałam ochoty jeździć, bo jestem dość nieśmiałym wilkiem-samotnikiem, a przecież wokół znajomego byłoby całe stado jego znajomych i zginęłabym w tym tłumie. Aż w końcu mój obecny mężczyzna (dalej nazywany Piratem) stwierdził, że tak być nie może i zabrał mnie na Pyrkon. Bawiliśmy się świetnie, więc od razu zaczęłam planować, za kogo mogłabym się przebrać. Przy pomocy Pirata ustaliłam, że będzie to Milva z cyklu o wiedźminie, on zaś zdecydował się na Garretta z serii Thief. I tak pojechaliśmy na Polcon...
 foto: Michał Dagajew

Konwent konwentem. Konkurs konkursem (choć pochwalę się, że wraz ze znajomym Pirata przebranym za wiedźmina zdobyłam trzecie miejsce). Ale spacerowanie w tych przebraniach w biały (upalny...) dzień ulicami Poznania to było właśnie to. Miałam wrażenie, że wreszcie jestem sobą, kiedy tak maszerowałam w rozwiewającej się pelerynie, z opaską na czole i łukiem w dłoni. Zupełnie jakbym nagle przeniosła się do mojego opowiadania, które namiętnie pisałam jako dziesięciolatka, o przygodach moich, mojej siostry i dwóch kuzynek w Świecie Fantazji.


„Wdrapałyśmy się na szczyt wzgórza, skąd mogłyśmy podziwiać pałac Bandalady w całej okazałości. Jasne mury, fantastyczne kształty i konstrukcje, lśniące złote dachy, wokół ogromne jezioro i strome, skaliste pagórki... Nad zamkiem przeleciał rok, swoim skrzekiem poruszając nasze serca. Powiał lekki wiatr, wzruszając liście na drzewach. Pomyślałam, że to miejsce tchnie magią. Nagle poczułam się, jakbym wróciła do domu.”
Tajemnica Bandalady II - wybrane fragmenty napisane od nowa

 Tak, to właśnie to. Parę lat temu wzięło mnie na wspomnienia i niektóre fragmenty (niekoniecznie najlepsze) stustronicowego opowiadania napisałam w znośnym stylu.
W każdym razie możecie być pewni, że jeśli zawitam na kolejne konwenty, to na pewno będę przebrana. Może za bliżej nieokreśloną czarodziejkę, może za hobbita, może za Cthulhu. Ale przebiorę się na pewno, bo dopiero w fantastycznym przebraniu czuję, że istnieję, że życie ma więcej barw od tych, które codziennie widzę przez okno. Fantazja i wyobraźnia ma dla mnie ogromne znaczenie; gdybym w czasie ciągle tej samej drogi na uczelnię nie wyobrażała sobie, że obok pociągu mknie smok, szybko wpadłabym w prawdziwą frustrację. Gdybym tylko miała więcej odwagi, codziennie zakładałabym własnoręcznie szytą pelerynę i skórzane karwasze, nie tylko, by się wyróżnić, ale przede wszystkim dla poprawy własnego samopoczucia. Bo co jest ważniejsze od marzeń?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz