środa, 14 września 2011

Get a life!

Mało brakło, a zamieściłabym totalnie angstową notkę, w której wrzucam na League of Legends, na ludzi grających w League of Legends i na najgorsze, na co można trafić, grając w League of Legends: mecz z samymi Polakami, na dokładkę dresami. MA-SA-KRA. Naprawdę lubiłabym tą grę, gdyby miała tryb stuprocentowo solo. Niestety, jest to gra stuprocentowo multi, a ponieważ jestem zbyt nieśmiała i wrażliwa na nazywanie mnie bez powodu noobem czy, cytuję, kurwą jebaną, kończę moją przygodę z LoLem i wszelkimi grami jemu podobnymi.


No i w efekcie i tak zamieszczę notkę, w której wrzucam na League of Legends, ale już nie aż tak angstową, bo główny gniew i żal już się wygotowały. Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, co to jest League of Legends. Według Wikipedii jest to hybryda cRPG i RTS rozgrywana w trybie multiplayer. Polega na tym, że gracze z dwóch drużyn naparzają się nawzajem celem eliminacji nexusa, czyli głównej bazy drużyny przeciwnej. Im dłużej trwa mecz, tym lepiej, bo można zgarnąć więcej złota, bonusów etc., a co za tym idzie: więcej doświadczenia na koniec, dzięki czemu wzrasta poziom gracza. Im wyższy gracz ma poziom, tym ma lepiej, bo może układać sobie runy dające bonusy w pojedynczych meczach, masteries i takie tam duperele. Poza tym za każdy mecz - nieważne wygrany czy przegrany - zdobywa się punkty, za które można sobie wykupywać runy lub bohaterów. Tych ostatnich jest w LoL kilkadziesiąt i co tydzień są inni do wyboru, chyba że gracz sobie jakichś wykupi - wtedy może nimi grać zawsze niezależnie od rotacji. Grać można na kilka sposobów: dwie misje treningowe, 5vs5, 3vs3, własny mecz z ustaloną przez siebie liczbą graczy lub gra z botami, czyli graczami wirtualnymi. Jednak w każdym przypadku jest to multiplayer. Nawet przy grze z botami wirtualni są tylko przeciwnicy, w twojej drużynie zawsze będą prawdziwi gracze.

I to z grubsza tyle. Teraz przyjrzyjmy się, czym według definicji słownikowej jest gra.

1. «zabawa towarzyska prowadzona według pewnych zasad»

Krótko i na temat. Po co są stworzone gry? Dla zabawy. Z moich obserwacji wynika, że nie do wszystkich użytkowników LoLa (a także innych gier multi) dociera ta idea. Oni nie grają po to, żeby się rozerwać, odpocząć po szkole/pracy czy pobawić się ze znajomymi. Dla nich jedyne, co się liczy, to ranking. Chcą wygrywać wszystkie mecze, być najlepszymi, patrzeć na wszystkich z góry i napawać się swą zajebistością. Jak trafi się taki Nołlajf w drużynie - biada. A jak kilku takich - łolabogarety! Okaż tylko odrobinę słabości, zgiń jeden jedyny raz, a zaraz zostaniesz wyzwany od noobów, idiotów, feederów i Bór raczy wiedzieć, czego jeszcze. Pół bidy, jak Nołlajf nie mówi po twojemu; wtedy jedyne, na co będzie potrafił się wysilić, to parę noobów i mnóstwo fuckowania. Wczoraj miałam okazję się przekonać, jak pięknie potrafią się zachować nasi rodacy. Nie szło mi za dobrze, a przeciwnicy byli wyjątkowo dobrze zorganizowani i często zdarzało mi się zginąć. Więc panowie Nołlajfowie zbluzgali mnie od góry do dołu i grozili raportem za feedowanie - czyli specjalne dawanie się zabić, by przeciwnicy zbierali bonusy. Ręce, nogi i cycki mi opadły, bo w swej naiwności wcześniej nawet nie pomyślałam, że ktokolwiek mógłby chcieć to robić specjalnie. No i człowiek jest bezradny, bo głupoty się nie raportuje, wulgarnego języka też nie, bo i kogo w tym całym Riocie to obchodzi. Jednostki odporne na takie numery machają ręką i grają dalej. Ja nie potrafię. Każdy taki mecz to dla mnie jeden wielki stres. Przed rozpoczęciem zawsze serce mi waliło jak oszalałe i myślałam: Boże, jeśli nie mogę liczyć na uprzejmość, to niech przynajmniej nikt się nie odzywa i zajmuje swoimi sprawami. Niestety, rzadko kiedy nikt się nie odzywa. A najczęściej jak już się odzywa, to nie wynika z tego nic dobrego.


Tak więc moja recenzja League of Legends prezentuje się następująco, że zacytuję Józefa Piłsudskiego:

„Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz