wtorek, 20 września 2011

Smutek

Powiem wam, że twórczy człowiek nie ma łatwo. Wpadnie takiemu coś do głowy i ma wielką ochotę swój wielki plan zrealizować. Przychodzi etap intensywnych rozmyślań, planowania i ogólnego podniecenia. No i do tej pory wszystko fajnie. Schody zaczynają się w momencie, gdy pojawią się pierwsze przeszkody, a brak pieniędzy na sfinansowanie przedsięwzięcia wcale nie jest najgorszy.

Zaczęło się od robienia teledysku z filmu „Wyprawa Jednorożca” (mój ukochany film fantasy z dzieciństwa <3). Zapatrzyłam się na stroje bohaterek i stwierdziłam, że też takie chcę. Po bliższym przyjrzeniu się doszłam do wniosku, że nie ma co przeceniać moich zdolności krawieckich i dokładnej rekonstrukcji nie uda mi się zrobić, więc zaprojektowałam coś innego, ale w tym stylu. Lekki, wiosenno-jesienny płaszczyk.


I to by było z grubsza na tyle w tym temacie, ale wtem przypomniałam sobie, że buszując ostatnimi czasy na strychu znalazłam kilka skrawków jakichś materiałów. O mało nie skisłam z radochy, gdy po zmierzeniu wszystkich tych ochłapów okazało się, że jeden jest na tyle duży, że starczy spokojnie nawet na szerokie rękawy. Zasięgnęłam języka w kwestii szycia, zrobiłam nieco dokładniejszy plan wykroju, kupiłam za 3zł poliester na podszewkę. Nie mam niestety maszyny do szycia, a nawet gdybym miała, to nie umiem się tym ustrojstwem posługiwać, więc wszystko będę robić ręcznie. W tym celu przewalam fora i strony o historycznych strojach - bo przecież ludzie nie mieli maszyn do szycia i potrafili zrobić piękne, nierozłażące się w szwach ubrania. Dlaczego mnie miałoby się nie udać?

Wyobraźcie to sobie: uszczęśliwiony człowiek idzie się pochwalić swoimi planami rodzicom. Spodziewa się zdziwienia, oczekuje zainteresowania, słów zachęty, wsparcia. A zamiast tego słyszy: Zamierzasz zrobić CO? Ale to na przebranie na Polcon...? No ty chyba nie chcesz wychodzić w tym na ulicę. Ty wiesz, ile to roboty? To nie takie proste (eee tam?!). Już ty lepiej nie zawracaj głowy, idź do sklepu, poszukaj na Allegro, na pewno znajdziesz taki sam płaszcz (z całą pewnością, biorąc pod uwagę fakt, że sama go zaprojektowałam na podstawie kostiumów z filmu fantasy). A zresztą masz już przecież ładny, czarny płaszcz (gruby. Zimowy).

Można powiedzieć, że łoo, nie mam się czym przejmować, machnąć ręką i robić swoje. I taki mam zamiar, mało tego, zamierzam wspiąć się na szczyt swoich możliwości, żeby wszystkim szczęki opadły. Tylko że... jak tu uwierzyć w siebie, w swoje możliwości? Jak mam iść przez życie z piersią do przodu, skoro cały mój entuzjazm jest tłumiony w zarodku w domu? Bo to nie pierwszy raz. Tak samo było, jak mówiłam o swoich planach robienia i sprzedawania biżuterii, szycia poduszek i jak szyłam peleryny na konwent. Boję się, że to wszystko będzie się podobać tylko i wyłącznie mnie, i nikt tego nie pochwali, tylko wyśmieje - a jak tak się stanie, to i mnie przestanie się podobać, zacznę widzieć same wady i złe strony, i stracony czas. Zaczynam myśleć, że to wszystko było bez sensu i bez sensu jest wszystko, za co się biorę. Dół gotowy i z każdym kolejnym mam coraz mniejszą ochotę wychodzić i próbować czegoś nowego, bo i po co, skoro skończy się jak zwykle, zanim na dobre się zacznie?

Ale uszyję ten płaszczyk. Uszyję go, choćby się waliło, paliło i wbijało mnie młotkiem w ziemię. Uszyję i będę w nim chodzić. BO PO TO WŁAŚNIE CHCĘ GO USZYĆ. Żeby czuć się w nim dobrze, być sobą. Jak mogę być sobą w ciuchach, w których chodzi co druga dziewczyna na ulicy?

2 komentarze:

  1. No niestety, mam to samo. Czymkolwiek się pochwalę, to albo słyszę, że to bez sensu, że się nie uda, albo, czy nie można było lepiej tego zrobić.
    Szyj szyj i chwal się jak wyszło

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety, mnie krew zalewała. I się wkurzałam niemiłosiernie. Ale mimo wszystko warto ją przeczytać. Naprawdę!

    OdpowiedzUsuń