sobota, 10 września 2011

When the dragon lies bleeding...

Czasem załączają mi się „fazy” na różne rzeczy. Kiedy jakaś się załączy, myślę niemal wyłącznie o jej przedmiocie, szukam o nim informacji, czytam książki i oglądam filmy, piszę opowiadania, a jeśli mogę - robię o tym teledyski (na użytek, niestety, głównie własny, bo każda próba zamieszczenia ich na youtube kończyła się blokadami konta). Obecnie mam fazę na smoki.

Fascynacja zaczęła się od gry Heroes of Might and Magic III (kto tego nie zna?), a więc jak miałam lat... siedem? Osiem? Coś koło tego. I przez długi czas była podsycana głównie moją wyobraźnią, bo nie znałam i nie mogłam znaleźć żadnych filmów, książek czy gier. Ostatnio miałam w rękach dwie smocze książki i pomyślałam o przeprowadzeniu analizy smoczego wizerunku w różnych tytułach (nie wszystkich, o jakich czytałam, ale tych bardziej interesujących). Kolejność taka, w jakiej mi się przypominają.

Naomi Novik „Smok jego królewskiej mości”
Smoki bardzo fajne, choć nieco się na nich zawiodłam. Z początku, zanim jakiegokolwiek poznajemy, są opisywane jako dzikie i takie, które ledwo da się okiełznać. Potem trafiamy na smoki: szalenie inteligentnego i przyjaznego, głupiego jak stołowe nogi oraz zwyczajnie pierdołowatego, który daje się pomiatać swojemu opiekunowi. Gdzie się podziała cała ta dzikość? Ano jest, ale objawia się tylko w przypadku, gdy opiekunowi grozi niebezpieczeństwo. Nie mają problemów z posługiwaniem się ludzką mową; w zasadzie miałam wrażenie, że nie mają własnej, bo więcej mówią niż ryczą. Jak im się to udaje z taką budową pyska? Nie wiadomo. Smoków są różne rasy, a każda potrafi co innego - jedna zionie ogniem, druga pluje kwasem itd. Generalnie smoki Novik można przyrównać do kilku zwierzęcych stereotypów: są wierne jak psy, hodowane jak konie, groźne jak bawół afrykański (zabijają więcej ludzi niż lwy). Mimo to już czuję, że zapełnię sobie półkę pozostałymi tomami.

Anne McCaffrey cykl „Jeźdźcy smoków z Pern”
Smoków na Pernie są właściwie dwa rodzaje: te właściwe, pod wierzch, i malutkie jaszczurki ogniste będące ich mniej inteligentnymi miniaturami. Również przywiązują się do opiekuna, wybrawszy go po wykluciu podczas ceremonii Naznaczenia. Nie walczą ze sobą nawzajem - coś takiego jest odbierane przez jeźdźców i społeczność weyrów jako tragedię; smoki i jeźdźcy muszą być zjednoczeni, by móc walczyć z Nićmi. Smoki porozumiewają się telepatycznie między sobą i swoimi opiekunami - ale smok nie może porozumieć się w ten sposób z innym jeźdźcem i vice versa. Choć książki są, delikatnie mówiąc, umiarkowanie zajmujące, wprost uwielbiam w nich fragmenty opisujące codzienne życie jeźdźca i jego smoka - rozmowy, wygrzewanie się na słońcu, kąpiele w jeziorze. W sumie jedyne, czego nie lubię w perneńskich smokach, to ich oczy - fasetkowe, takie jak u muchy. Zupełnie mi to nie pasuje do gadziego wizerunku. Ani to, że według autorki najbliższy jej wyobrażeniom obraz został wykreowany przez Colina Saxtona.

Christopher Paolini cykl „Dziedzictwo”
Pominę to, jak mierne są to książki i skupię się na samych smokach. Podobnie jak w obu powyższych przypadkach - smok wybiera sobie jeźdźca, z tą różnicą, że może na niego czekać w jajku przez setki lat. Jego wyglądowi nie mam nic do zarzucenia (proszę nie mylić filmu z książką, ani tym bardziej nie myśleć, że wyobraźnię mam tak słabą, że opieram się na tych szpetnych okładkach), poza tym, że główny smok - a raczej smoczyca - cyklu, Saphira, w trzecim tomie okazuje się największym narcyzem na świecie; przez kilka akapitów zachwyca się, jaka jest piękna i jak piękna musi się wydawać ludziom w dole, i że piękniejszego stworzenia od niej na świecie nie ma... O JEŻU. Aż idzie pożałować, że też potrafi porozumiewać się z ludźmi telepatycznie. Poza tym zionie ogniem i robi różne dziwne rzeczy z magią, nad którymi nie do końca panuje, na przykład zostawia dzieciom dziwne piętna na czołach i robi diamentowe grobowce. Może także, no cóż, wyrzygać pewien klejnot, który zawiera część jej duszy, osobowości czy jak to można nazwać. A kiedy zginie jeździec - smok automatycznie umiera. Hę? U Novik smok - choć rozżalony - żyje dalej, u McCaffrey z rozpaczy popełnia samobójstwo, u Paoliniego... po prostu zdycha. Dla mnie nie ma to najmniejszego sensu. Nic dziwnego, że tak szybko wyginęły; a ludzie w Alagaesii się dziwią, jak to się mogło stać.

Steven Brust cykl „Vlad Taltos”
Na Drakei przez dwa tomy ze smokiem spotkałam się póki co jako symbolem jednego z domów szlacheckich - szczerze mówiąc nie pamiętam, by ktoś tam wspominał, czy smoki jeszcze istnieją czy nie. Skupmy się zatem na jheregu - stworzeniu do smoka podobnemu. Jhereg jest wielkości średniego psa, długości ludzkiej ręki. Nie zionie ogniem, nie posługuje się magią, ale jest bardzo inteligentny, złośliwy i waleczny.  Komunikuje się telepatycznie - i to nie tylko ze swoim opiekunem, bo i nie ma tu czegoś takiego, że on go sobie wybiera. To zwierzątko - kogo zobaczy po wykluciu, tego uważa za mamę (tudzież „szefa”). To zdecydowanie jeden z moich ulubionych wizerunków smoka (czy też stworzenia smokopodobnego).

Ewa Białołęcka „Tkacz Iluzji”
Pożeracz Wiatru jest smokiem, który z miejsca skradł mi serce. Smoki Białołęckiej to mądre, magiczne stworzenia, pokryte futrem (na wysokościach, na których latają jest w końcu bardzo zimno). Są zmiennokształtne i potrafią przybrać wygląd ćmy, psa, a nawet człowieka. Nie ma żadnych reguł, według których miałyby regularnie wchodzić w komitywę z ludźmi. Są z gruntu niezależne i nawet jeśli się z kimś zaprzyjaźnią, łatwo można je obrazić i popaść w nie lada tarapaty. Wielu czytelników pewnie nie może przywyknąć do smoka-sierściucha i wtedy mogę co najwyżej spytać: czy naprawdę nie potraficie sobie wyobrazić tego piękna?

Patrick Rothfuss „Imię wiatru”
Smok pojawia się tam epizodycznie, ale zasługuje na wymienienie. Dlaczego? A z uwagi na swoją odmienność wobec wszystkich powyższych. Jest wielki i niezgrabny, przypomina bardziej ogromnego warana niż skrzydlatą bestię z legend - po prawdzie to on nawet nie ma skrzydeł. Jest stworzeniem naziemnym i żywi się... drzewami. Dzięki temu zionie niezwykle silnym ogniem. Jednak jego przysmakiem jest żywica pewnego drzewa, z której wyrabia się narkotyk. Nie ma się co spodziewać po nim inteligencji choć minimalnie zbliżonej do ludzkiej - to wielka, wstrętna i groźna kreatura. Ciekawa odmiana po tych wszystkich milusich smokach, które dają się ujeżdżać jak kucyki.

Tad Williams, Deborah Beale „Smoki ze Zwyczajnej Farmy”
Choć smoki są już w tytule, w samej powieści nie odczuwam, by pełniły wielką rolę. To znaczy, owszem, pod koniec są dość ważne dla fabuły, ale ogólnie to nikną wśród ogromu atrakcji, jakimi są jednorożce, węże morskie, gryfy czy skrzydlate małpki. Ale jak już się pojawiają, to są bardziej zwierzętami niż towarzyszami - choć z niewyjaśnionych powodów główna bohaterka potrafi odczytać myśli smoczycy, a nawet się z nią porozumieć na prymitywnym poziomie. No i cóż... poza tym, że smoczyca jest ogromna, a samiec w porównaniu z nią - niewielki, wiele więcej powiedzieć o smokach ze Zwyczajnej Farmy nie mogę.

J.R.R. Tolkien „Hobbit, czyli tam i z powrotem”
Smaug jest według niektórych takim smokiem, jakim powinien być smok. Wielki, skrzydlaty, inteligentny, śpiący na kupie skarbów i bardzo, bardzo zły, że ktoś mu chce te skarby odebrać. Tolkienowskie smoki są jednymi z najbardziej zbliżonych do legendarnych pierwowzorów (choć na średniowiecznych obrazach rzadko przekraczają rozmiarami dużego psa - łaa, cóż za straszliwie trudna do pokonania kreatura). Lubią go wszyscy entuzjaści polowań na smoki (i uwalniania dziewic), jednak przyjaciele smoków z pewnością uważają ten wizerunek za krzywdzący. Pozostaje opowiedzieć się po którejś ze stron... albo wyjść z założenia, że w każdym Cieniu jest inny smok i pójść na herbatkę do Amberu.

Na dziś to wszystkie smoki, które chciałam opisać. Jeszcze wiele książek przede mną, więc lista się powiększy i kiedyś zamieszczę drugą część wyliczanki. Póki co, na zakończenie mój ostatni smoczy teledysk. Enjoy.

3 komentarze:

  1. Ewa Białołęcka „Tkacz Iluzji”
    Muszę to dostać. Smoki uwielbiam, więc takie zestawienie książek jak najbardziej mi pomoże :) Tym bardziej, że rok akademicki się zbliża XD

    OdpowiedzUsuń
  2. No, w końcu trzeba mieć co czytać na nudnych wykładach. :D Ale równie dobrze możesz poszukać ,,Naznaczonych błękitem", bo jak mi powiedziała Białołęcka - to to samo, tylko lepsze od ,,Tkacza". xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Oho, w takim razie muszę też przeczytać ten mini przegląd i ruszyć czym prędzej do lektury ;) Zwłaszcza, że wmuszono u nas obowiązkowe wykłady xD
    Cieszę się, że znalazło się miejsce na smoki Rothfussa. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg "Królobójcy" ^^

    OdpowiedzUsuń