czwartek, 27 października 2011

Krytyka Krytyka, co ma sens (choć nie brzmi, jakby miało)

Ostatnio mam przerost weny, ale z grubsza nie na to, co trzeba. Na co trzeba? Na dokończenie przynajmniej dwóch opowiadań do zbioru, który mam zamiar kiedyś, w zamierzchłej przyszłości wydać. A na co mam? Naaa... wszystko poza tym. Na przykład pisanie chaotycznych notek na bloga, bo sama nie wiem, o czym napisać z rzeczy, które mogłabym napisać. Albo na przeglądanie Wiochy. Tudzież maniakalne oglądanie Nostalgia Critica.

O, a propos Nostalgia Critica. Uwielbiam tego gościa. Momentami jego żarty są trochę irytujące, ale głównie śmieję się z nich jak debil, a naprawdę ciężko mnie rozśmieszyć na serio. Jest dobry do tego stopnia, że choć po filmach, które lubię, jedzie jak po łysej kobyle i bezlitośnie miesza z błotem moje dzieciństwo (jak choćby Troskliwe Misie, awww)... wciąż uwielbiam jego recenzje! Mam kilka ulubionych, które oglądam raz po raz od nowa i za każdym razem są śmieszne. Zdecydowanie Doug Walker ma talent do robienia show (wspominając choćby recenzję „Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci”, którą zrobił wraz z przypadkowymi członkami konwentu), potrafi rzucać celne uwagi i wyśmiać je w odpowiedni sposób. 

Wiele osób porównuje go do naszego rodzimego Niekrytego Krytyka... i krew się we mnie gotuje.

Cóż, sam Niekryty przyznaje, że Doug był dla niego jedną z inspiracji. JEDNĄ Z INSPIRACJI?! Wystarczy spojrzeć, jak do każdej recenzji ubiera się Nostalgia Critic, a jak Niekryty Krytyk:


Tutaj można grać w „znajdź różnice” i nie będzie ich wiele. No popatrzmy. Okulary. Ta-część-męskiej-garderoby-która-wygląda-jak-garniak-ale-nie-umiem-jej-nazwać. Biała koszulka. Jasna ściana za plecami. OOO, Niekryty nie ma krawata i kaszkietu! Ale niueee, wcale nie jest podobny, popatrzcie tylko na tę minę, Nostalgia approves.

Secundo, czyli sedno (nie, to nie było tłumaczenie; mimo porażki na polu nauki łaciny na studiach, wiem, co znaczy to słowo), czyli jakość recenzji, poziom żartów etc. U Nostalgii, jak wspomniałam, mamy połączenie (w miarę) rzetelnych recenzji i inteligentnego (głównie) humoru, choć czasem zdarzają się umiarkowanie zabawne akcje typu 20-godzinny maraton rzygania na widok bobasa z „Juniora” ze Schwarzeneggerem. Podczas gdy Niekrytego... Och, Boże, tego się nawet nie da oglądać. Zobaczyłam kiedyś jego filmik o „Sailor Moon” - był tak beznadziejny, że wyłączyłam pod koniec. Dłuuugi czas później rzucił mi się w oczy link do recenzji czegoś innego, nie pamiętam już czego. Pomyślałam: ee, może to była jednorazowa wpadka, ludzie mówią, że on jest taki zajebisty i w ogóle. Zaczęłam oglądać... i nie skończyłam. TAK GŁUPIE TO BYŁO. Ten facet jest sztuczny jak tona plastiku. Niejedna cizia z wiochy.pl jest bardziej naturalna od niego. On właściwie nawet nie robi recenzji, on tylko rzuca tekstami i komentarzami, które są tak wymuszone i wymyślane na siłę, że naprawdę nie wiem, z czego tu się można śmiać. Czepia się rzeczy kompletnie nieważnych, wyjętych z kontekstu, a robi to w sposób tak niestrawny, że po prostu wstyd mi oglądać jego filmiki - mam tak samo z czytaniem książek albo oglądaniem filmów, w których bohaterowie robią z siebie skończonych idiotów.


Puah. Matko. Oby jak najmniej takich „wcale nie zrzynam z kogoś innego” naśladowców. Próżne to nadzieje, bo od kiedy istnieje twórczość, istnieją plagiatorzy. Nienawidzę plagiatorów, nienawidzę... *szybkimi ruchami przesuwa osełkę po ostrzu topora* Ekhem. Cóż, czego mogłam się spodziewać. Zarzucę banałem i powiem, że jaki kraj - taki krytyk. Na szczęście Internet jest miejscem tak cudownym, że mogę sobie nie zawracać głowy jakimiś tam Niekrytymi Ofiarami i w spokoju delektować się widokiem Nostalgii, Chestera A. Buma, Tego Gościa W Okularach i ich pomagierów.

PS A poza tym DOUG JEST PRZYSTOJNIEJSZY!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz