niedziela, 25 grudnia 2011

Kradzieje pomysłów

To doprawdy frustrujące. Naprawdę, czasem człowieka może trafić szlag. Oj, zaraz, ale dzisiaj Boże Narodzenie, a ja zaczynam tak ni przypiął, ni przyłatał. 


Z wielu moich wad jedną z upierdliwszych jest brak zdolności komunikacyjnych na poziomie rozmowy face to face, ze szczególnym uwzględnieniem składania życzeń. Cóż... Życzę Wam miłego odpoczynku od nudnej, szarej rzeczywistości, fantastycznych pomysłów i spełnienia najdzikszych marzeń! (Tak, ja też nie dostałam pod choinkę smoczego jaja...)

Formalności za nami, wracamy do meritum. No więc: bardzo was nie lubię, przebrzydli kradzieje pomysłów!

Imaginujcie sobie: jesteś młodym człowiekiem pełnym planów na przyszłość (tia...) i idealistycznych marzeń. Największe z nich: chcesz zostać pisarzem. Płynnie wysławiałeś się w wieku 2 lat, pół roku później zacząłeś stawiać pierwsze literki, jeszcze przed pójściem do zerówki smarowałeś całe tomy komiksów o przygodach antropomorficznej Kotki (jej, byłam utajonym furry i nawet o tym nie wiedziałam), lat mając 7 zaczynasz pasjami pisać opowiadania o zwierzątkach i skrupulatnie umieszczasz je w kartoniku z napisem „Samodzielne ksiąrzki”, dalej toczy się lawinowo i po 13 latach masz na koncie ponad 1000 stron tzw. „wprawek”, w tym dwie pożałowania godne powieści (których z sentymentu nie pozbędę się nigdy). Myślisz, że możesz startować do różnych wydawnictw - nie udaje się, masz depresję cyklicznie co miesiąc, ale się nie poddajesz. Wpadasz na wiele ciekawych pomysłów... i nagle zdajesz sobie sprawę, że ktoś ci je perfidnie kradnie!

Najgorsze jest to, że nawet nie można tego nazwać prawdziwą kradzieżą ani plagiatem - bo zwyczajnie nikt o twoich pomysłach nie wiedział, bo i nie miał prawa wiedzieć - nikomu ich nigdy nie zdradziłeś albo „złodziej” zwyczajnie nie miał jak się dowiedzieć, że ty wcześniej wpadłeś na ten sam lub podobny pomysł. No i teraz nie możesz już wykorzystać swojego pomysłu, bo to ciebie nazwą plagiatorem i złodziejem. I gdzie sprawiedliwość? Ni mo!

Według mnie gadanie o tym, że „wszystko zostało już napisane” i nie da się już napisać niczego nowego wynika tylko z potwornego lenistwa wyobraźni lub jej braku. Nie chcę tu jednocześnie udowadniać, że akurat ja mam superoryginalne pomysły, bo zapewne gówno prawda, ale przynajmniej się staram i nie spoczywam na laurach, wmawiając sobie bardzo wygodnie, że po prostu nie da się napisać nic nowatorskiego. Jak na kulturoznawcę-literaturoznawcę jestem raczej mało oczytana (na BiblioNetce ledwie 334 oceny książek, buhuhu, dlaczego ja tak powoli czytam?), więc może nie potrafiłabym dokładnie ocenić, na ile dane motywy są wyeksploatowane, ale czy to znaczy, że oklepanym motywom nie można dać oryginalnej otoczki? Taki na przykład „Z Mgły Zrodzony”- fabularnie nic nadzwyczajnego, ale system Allomancji zamiast ciągle tych samych czarów-marów... bomba! To jest właśnie coś nowego. Nie do wszystkich pisarzy chyba dociera ta idea, z uwagi na to, jak bombardują nas nie tyle utartymi schematami, co identycznymi gadżetami: kule ognia, zaklęte miecze, średniowieczny bestiariusz... Co w tym oryginalnego? Sama lektura może zacząć być ciekawa dzięki sposobowi, w jaki została napisana, ale nowatorskości z pewnością nie można by jej zarzucić.

W sumie to chyba odeszłam od tematu... Tak się kończy lanie wody. Nie umiem się porządnie rozpisać na jeden temat, ZAWSZE moje myśli powędrują w zupełnie innym kierunku. Sorry.