wtorek, 17 stycznia 2012

Tak jakoś... „Zaplątani”

„Zaplątani” mieli swoją premierę tak dawno, że od tego czasu zdążyli się już pojawić na DVD i na HBO. Dlaczego piszę o nich dopiero teraz? Bo w czasie premiery ten blog jeszcze nie istniał, to raz, ale przede wszystkim dlatego, że po pierwszym seansie byłam raczej skonfundowana i dopiero powoli zdawałam sobie sprawę, z jakiego powodu. Nie mówię, że jest to zły film. Jest ok. Po prostu ok. I za chwilę postaram się wyjaśnić, co mi nie pasuje w tej produkcji Disneya.


Zacznijmy od początku, bo sam początek filmu zraził mnie najbardziej. Naszym narratorem jest jeden z bohaterów, Flynn Rajtar, który oznajmia patetycznie: „Opowiem wam, jak umarłem...” Huh? Po tym, jak na końcu dowiadujemy się, że wcale nie umiera, ba! żyje długo i szczęśliwie, zastanawiam się: po co to? To zupełnie bezsensowne zdanie, które chyba miało na celu przykuć uwagę widza, a tak naprawdę brzmi straszliwie głupio. Podam wam przykład dobrego zastosowania takiego tekstu. Film, również komputerowa animacja z konkurencyjnego studia Dreamworks, „Megamocny”, otwiera scena, w której główny bohater spada z ogromnej wysokości i wszystko wskazuje na to, że zaraz roztrzaska się o ziemię, o czym sam nas informuje. Następnie zaczyna opowiadać całą swoją historię - a więc jest to ciekawe zastosowanie motywu „życia przelatującego przed oczami” tuż przed śmiercią. W „Zaplątanych”... NIKT NIE UMIERA! Flynn owszem, ociera się o śmierć, ale poza prologiem jego rola narratora zostaje porzucona, a do jego pierwszego zdania już nikt więcej nie nawiązuje. 

Sprawa druga: piosenki. Od niepamiętnych czasów filmy disneya zawierają musicalowe wstawki. W „Zaplątanych” są one... no, co najmniej kiepskie. Melodie nie zapadają w pamięć, są kompletnie niechwytliwe, a teksty... „Malować nie ma gdzie, nie widzę białych plam. A potem włosy, włosy, póki siłę mam, od lat w tej wieży zamkniętych drzwi, cierpliwie czekam aż przyjdą nowe dni”. Włosy, włosy... Od lat w tej wieży zamkniętych drzwi... zamkniętych... Nie, to mnie przerasta. Jedyna piosenka, która mi się spodobała, to „Marzenie mam”, choć też mogłaby być lepsza. No i aktorzy mogliby śpiewać WYRAŹNIEJ, bo prawie się nie da ich zrozumieć.

Sprawa trzecia: żarty słowne. Szczególnie okrzyk Flynna (ten gość ciągle mi podpada): „Kocham zapach napalmu o poranku!” Że... co... jak... Nap...? WTF?! Jaki napalm?! Mamy czasy a'la późne średniowiecze, Rajtar dopiero co dokonał kradzieży, nawet nikogo paznokciem nie zadrapał, skąd ta gadka o napalmie? Rozumiem, że to miało być oczko puszczone do starszych widzów, którzy zapewne widzieli „Czas apokalipsy”, ale nie ma to najmniejszego sensu. Cytat jest po prostu z rzyci wzięty i wciśnięty na chama do bajki i sceny, do której kompletnie nie pasuje, i wkurza niemal tak samo, jak „Oł noł” Chudego w „Toy Story 3”. To strasznie psuje klimat. Czy bajki nie polegają właśnie na tym, by były oderwaniem od rzeczywistości, zamiast co chwilę nam brutalnie o niej przypominać? Zbyt wiele żartów popkulturowych i  SZCZEGÓLNIE politycznych (w „Zaplątanych” na szczęście takich nie zauważyłam) to coś, co w moich oczach zabija każdą tego typu produkcję.

Poza tym „Zaplątani” są ok. Historia jest ok. Fabuła jest ok. Animacja jest świetna. Koń jest ZAJEBISTY. Szczerze mówiąc, może mogliby zrobić film o tym koniu. Chętnie bym coś takiego obejrzała. Koń nie gada, więc na pewno oszczędzi nam kretyńskich żartów i miernych piosenek.

6 komentarzy:

  1. A ja się nie zgodzę. Mnie się bardzo podobała ta produkcja i nawet oglądałam ją dwa razy ;) Jakoś nie przeszkadzały mi i żarty i piosenki. Ale fakt, jest wiele innych lepszych bajek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również się nie zgodzę, choć animacji nie widziałem.
    Mam jednak zupełnie inne zdanie na temat żartów popkulturowych zawartych w bajkach. Otóż wg mnie one znacząco uatrakcyjniają produkcje. Pod warunkiem oczywiście, że nie są wciskane na siłę i w miarę pasują do kontekstu.
    W ogóle lubię odniesienia w jednej produkcji do innej. W drugiej części gry Wiedźmin, dla przykładu, już podczas prologu bohater natrafia na martwe ciało asasyna, który niewątpliwie spadł z dachu, i komentuje ironicznie: "Nigdy się nie nauczą". Uśmiałem się niemało. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten przykład, który podałeś z Wiedźminem, jest faktycznie fajny, niestety w zastanawiająco dużej ilości filmów animowanych tego typu żarty są strasznie wyjęte z kontekstu i nachalne że łojezusmaria. Aż czuję zażenowanie, oglądając takie produkcje. :]

    OdpowiedzUsuń
  4. A' propos - Żart słowny Flynna na początku filmu w pełnej wersji brzmi: "Ach, kocham zapach NAPADU o poranku!".

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiedziała obrażona uczennica podstawówki, bo ktoś miał czelność mieć inne zdanie na temat filmu, który ona oceniła na 9/10.
    Brawo! Rób tak dalej, a daleko nie zajdziesz. Na szczęście dla nas wszystkich.

    OdpowiedzUsuń