wtorek, 27 marca 2012

Pyrkon 2012

Uff! Okej, już mniej-więcej ochłonęłam po tym szalonym weekendzie. W końcu mogę napisać coś w miarę sensownego. Już to mówiłam przy okazji ostatniego Polconu, ale muszę powtórzyć: KOCHAM COSPLAY. Tym razem zdecydowałam się, by wejść w skórę kapitana Zee z Romantically Apocalyptic. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę: ja bawiłam się świetnie, kicając i podśpiewując z kubkiem w dłoni, a fani komiksu cieszyli się z obecności swojego idola (nioch nioch). Od niedzieli wieczór mój narcyzm sukcesywnie rośnie wraz z każdym nowym zdjęciem znalezionym w sieci. A co, raz w roku chyba może. ^^

Technikalia... Gdzie jest Engie, kiedy go najbardziej potrzebuję?



Konkurs na najlepsze przebranie/scenkę tym razem niewygrany, ale bawiłam się zbyt dobrze, by teraz narzekać; zresztą nie dla nagród brałam udział. Najważniejsze było trollowanie w stylu Zee! :)



Nie wiem, czyja to zasługa, ale ten konwent był wyjątkowo udany. Żadnych strat materialnych ani duchowych, żadnych zgrzytów, pełna swoboda i ogólny zaciesz na pysku. Wszystko miało swój urok, nawet ten strach, że zaraz ktoś mi zmiażdży głowę, gdy śpiąc na podłodze sali gimnastycznej przez całą noc słyszałam tuż koło ucha tylko ŁUP ŁUP ŁUP czyichś glanów. Munchkin na śpiworach, salutowanie losowym ludziom, tratowanie szkolnych krzaczorów w walce o dobre miejsce do spania, kawaii podgryzanie  uszu mojego nin... ninjy? O Boru, ale to się dziwnie odmienia. W każdym razie: powodów do narzekania niemalże brak. Różnorodność ludzi, stoisk i wydarzeń - oszałamiająca. Możliwość bycia sobą - bezcenna!

2 komentarze:

  1. Kurde, zaczynasz coraz bardziej kusić.
    Przebranie cudne, no, ale to my wszyscy śmiechawkowicze zgodnie mówimy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne zdjęcie z Izayą i Shizuo <3

    OdpowiedzUsuń