środa, 26 września 2012

Przerwa na narcyzm z autokrytyką przeplatany

Ostatnio z lubością i niejakim przerażeniem śmiałam się z narcystycznych głupot, jakie na swej stronie wypisuje niejaka Michalina Olszańska - młoda pisarka, której beznadziejną książkę właśnie próbuję zmęczyć do końca. Dziewczę zrobiło całą listę "książek", jakie napisała w swoim życiu, w tym opowiastki o koleżankach z klasy i bajeczki o Bożym Narodzeniu, które nawet nie zostały wydane, a wszystko to traktuje z całkowitą powagą. Aż mnie to natchnęło do zrobienia przeglądu własnej twórczości. A co, jej wolno, a mi nie?

Zacznijmy od lat najwcześniejszych. Bardzo wczesna podstawówka, fascynacja filmami Disneya i początki miłości do fantastyki.
Twórczość z lat 1998-2000:
  1. "Siedem łabędzi i pies" - oooch, pierwsza z pierwszych. Znaczy, ekhem, przepraszam, chciałam powiedzieć: oto pierwsza część cyklu zatytułowanego "Samodzielne ksiąrzki" (pisownia oryginalna), opowieści dla każdego, w których zwierzęta żyją w zgodzie z człowiekiem, a fantazja i rzeczywistość przeplatają się niczym w...
    PFFFT! Nie no, ja tak nie potrafię. xD To książeczka z trzech kartek A4 złożonych na pół o dzielnym psie Bosie, który, zostawiony przypadkiem przez swoich właścicieli nad jeziorem, próbuje odnaleźć drogę do domu z pomocą siedmiu łabędzi. Inspirowane prawie prawdziwymi wydarzeniami. W wyobraźni już widziałam skórzaną okładkę, złote litery i w ogóle.
  2. "Osiem łabędzi i psy" - zbędna kontynuacja, na dokładkę całkowicie pozbawiona fabuły.
  3. "Historia łabędzi" - taka młoda byłam, a już wiedziałam, jak odcinać kupony... Anyway: prequel "Siedmiu łabędzi i psa", dla odmiany wierszowany.
  4. "Historia Bosa" - odcinania kuponów ciąg dalszy. Rym roku:
    Siedzi obok w klatce taki pies,
    wyje, wyje, tylko Bos nie ryje.
  5. "Dzielny Bernard" - kolejny odważny pies, tym razem bernardyn ratujący małego chłopca spod lawiny. Spoiler: pies ginie.
  6. "Niesamowite stado" - głównym celem przyświecającym temu... opowiadaniu? była konfrontacja chłopaka i stadka ponętnych centaurzyc. Zero seksu, za młoda byłam, by wiedzieć o takich rzeczach.
  7. "Władca koni" - pewien chłopak kochał konie i miał ukochanego konia Błyska, ale pewnego dnia ktoś porwał Błyska i chłopak ruszył go odnaleźć, ale zginął w walce i wystawili mu pomnik... Nie rozumiem, o co mi chodziło.
  8. "Szkarłatny kamień" - dwójka dzieci w poszukiwaniu magicznego kamienia, za który król Partiz (ołmajgad) wyznaczył dużą nagrodę: więcej magicznych kamieni! Wtedy wydawało mi się, że to ma sens.
  9. "Wigilijna historia" - moja osobista zżynka z "Opowieści wigilijnej". Jedyna zmiana to bogata bohaterka zamiast Scrooge'a o przepięknym imieniu: Maria Zeberka. <3
  10. "Czarodziejka" - ostatnia "ksiąrzka" z serii. Młoda czarodziejka Eleonora mająca dar ożywiania zabitych zwierząt (były po tym normalne, nie jak zombie... serio, to było tak straszne, jak brzmi), mająca sokoła Aydena i dosiadająca oviraptora Lambady. To znaczy moje rysunki najbardziej przypominają oviraptora. Wtedy to był po prostu "dinozaur".
  11. "Tajemnica Bandalady" - efekt uwielbienia do filmu "Wyprawa Jednorożca". Moje przygody w świecie Fantazji i próba uratowania go przed złym trollem-kolekcjonerem rogów o imieniu Scotos/Damacon/Zyg/niemogłamsięzdecydować.
Haha, już w podstawówce przerosłam ilościowo dorobek Olszańskiej, trololo. Zajrzyjmy do ciągu dalszego, obejmującego rosnącą fascynację fantastyką, "Harrym Potterem" i grą Heroes of Might and Magic III.
Lata 2000-2005:
  1.  "Tajemnica Bandalady II: Co widziały nasze oczy" - wielka kontynuacja! Pierwsza część miała 6 stron, druga o 97 więcej! A to dzięki odkryciu wspaniałych możliwości, jakie niesie ze sobą komputer. W tym tomie grono bohaterów powiększa się o moją siostrę, dwie kuzynki, młodego czarnoksiężnika Nikodema, barbarzynkę Shivę oraz elfa Fantana - wszyscy razem rzuciliśmy się na pomoc Fantazji, która zaczęła znikać (i wcale nie ściągałam z "Niekończącej się opowieści"), a wszystko za sprawą Sir Gallahada, czarnoksiężnika o potężnej mocy, który wytłukł prawie wszystkie jednorożce, dzięki którym Fantazja istnieje. Uff... "Powieść" obfituje w całą masę bezsensownych przygód i jest strasznie naiwna, ale mam do niej taki sentyment, że napisałam kilka jej fragmentów od nowa oraz kontynuację, o której za chwilę. :D
  2. "Tajemnica Bandalady III: Sir Gallahad kontra Sir Lancelot" - niedokończona trzecia część planowanej tetralogii (wtedy jeszcze nie znałam takich mądrych słów). Sir Gallahad powraca pod postacią gryfa-albinosa i próbuje przejąć Fantazję przy pomocy smoków. Nasza banda w sprawdzonym składzie znów próbuje go powstrzymać. W następnym tomie planowałam, że Gallahad dostanie się na Ziemię i rzuci na mnie, siostrę i kuzynki zaklęcie zapomnienia, tak że zapomnimy o istnieniu Fantazji, i wtedy Nikodem, Shiva i Fantan przybędą po nas, ale nie będziemy ich pamiętać, i...
  3. "Dziecko Zoriki" - obejrzałam film "Mały konik", zaangażowałam się w ratowanie koni wywożonych na rzeź i takie są efekty. Bohaterka - Daria McHors (Boru, aż wstyd się przyznać, że wymyślałam takie imiona) - na co dzień uczy się woltyżerki i pomaga mamie i dziadkowi w prowadzeniu stadniny. Aż do dnia, w którym w zupełnie nieprawdopodobny sposób ratuje stadko koni od rzeźni i przygarnia ciężarną klacz Zoricę. Zorica niedługo potem rodzi małego centaura płci żeńskiej, który otrzymuje imię Chira. Plany były ambitne, Daria miała iść na studia, a Chira dorastać wraz z nią i miał być cały szereg skomplikowanych relacji między nimi. ;P
  4. "Pamiętnik Maureen White" - pierwszy z dwóch pamiętników hogwardzkich. Właścicielką tego byłą Maureen, czarownica z włoskiej Akademii Magii Cigno (bardzo starannie wszystko wymyśliłam na temat szkoły, a wszystko po to, by potem nic z tych rzeczy nie opisać), która z powodu śmierci wychowującego jej dziadka musi przeprowadzić się do Anglii i zamieszkać z ojcem-śmierciożercą. Gdyby bohaterka nie była taką merysujką, możnaby coś z tego wyciągnąć.
  5. "Pamiętnik Winky" - czyli ja w Hogwarcie, a wraz ze mną siostra i kuzynki. Pisane bardziej dla zabawy niż czegokolwiek innego.
  6. "Vivian" - nie pamiętnik, ale też jest potterowo. Vivian Gray (coś mało twórcza byłam w wymyślaniu nazwisk) jest świeżo upieczoną absolwentką Hogwartu, pracuje w Ministerstwie Magii i właśnie ma oficjalnie dołączyć do grona śmierciożerców. Bardzo starannie poddawałam ją zabiegom utraty pamięci w momentach, w których powinien pojawić się Voldemort - no uwielbiam go, ale bałam się o nim pisać, bo czułam, że nie umiem go dobrze przedstawić. Wstydziałam się. :3
  7. "Na początku było ciemno" - bardzo poważne opowiadanie jak na mnie w tamtych czasach. Napisałam je, przejęta losem koni wywożonych na rzeź. Jest w nim mnóstwo nieścisłości, ale widziałam, że swego czasu sporo osób w sieci mi je podwędziło i płakało w komentarzach. ;P
  8. "Na wieki służyć ci będę" - kolejne poważne opowiadanie o tragicznym tytule, oparte na historii wyczytanej w takim fajnym magazynie, który kiedyś wychodził, "Kocham zwierzęta". Tym razem o psie, który zostaje przygarnięty przez bezdomnego, a po jego śmierci czuwa przy bezimiennym grobie aż do własnej śmierci.
  9. "Czarodziejka Gwiazd" - Ta, Do Której Istnienia Wstyd Się Przyznawać. W tym okresie odżyła mi mania na Sailor Moon i wymyśliłam opko, w którym transformowałam w czarodziejkę... Z SM nie ma to nic wspólnego, ale i tak żal. Na podstawie tego potworka narysowałam nawet dwa komiksy, ale żaden, na szczęście, nie obsadzał mnie w głównej roli. I oba były lepsze od literackiego pierwowzoru.
Było jeszcze kilka opowiadań, ale większość zaginęła w odmętach wciąż psującego się komputera i tyle je było widać. Czas przejść do kolejnego okresu: gimnazjalnego. Wtedy to zaczęłam myśleć na poważnie o karierze pisarskiej, udzielałam się na forach literackich, pisałam sporo "wprawek", których nie miałam ochoty pisać, ale czułam, że przyda mi się podszkolenie. A zatem...
Lata 2005-2008
  1.  "Pogranicze. Tom I: Kaduceusz" - to jest taki mój osobisty "Eragon". Zaczęłam pisać kompletnie bez pomysłu, tytuł wybrałam na chybił-trafił i dopiero później starałam się jakoś dopasować do niego fabułę. Całość brzmi jak kiepska gra komputerowa, logika kuleje, kreacja świata kuleje, język kuleje, a wszystko razem jest tak przezajebiście wprost NUDNE, że nawet ja sama nie jestem w stanie ponownie przebrnąć przez te 160 stron żenady.
  2. "O kocie poliglocie" - krótkie opowiadanie napisane na polski. Dostałam za nie 5. *puchnie z dumy* Ale jak teraz je przeczytałam, to za bardzo mi zalatuje klimatami, których nie znoszę, a które ciężko mi jednoznacznie określić. Takie, że są bohaterowie bez imion albo określani przez swoją funkcję (tu mamy Kumpla), że są dziwne wydarzenia, które wszystkim wydają się normalne (tu: zwierzęta nauczyły się języków obcych i psy miauczą, konie beczą, a szczury mówią po angielsku) i na dobrą sprawę całości brak jakiejkolwiek puenty. No bez sensu to, no.
  3. "Sąd Ostateczny" - jedna z wielu wprawek. Pewna dusza w Niebie znudziła się czekaniem i żąda audiencji z Bogiem, by dowiedzieć się, kiedy będzie Sąd Ostateczny. Po długiej naradzie z Bogiem serafiny oznajmiają, że nie będzie Sądu Ostatecznego w ogóle, bo niektóre dusze czekają już długo, a niektóre nie czekałyby w ogóle i to jest bez sensu i niesprawiedliwe. Nic zajmującego, ale dizajn serafinów wymyśliłam fajny, muszę go zastosować w czymś ambitniejszym. xD
  4. "Prace nad budowaniem nastroju grozy" - też wprawka, co chyba widać po tytule. ;P Drugoosobowa narracja (której nie znoooszęęę!) i stary cygan-ludożerca śpiewający zbłąkanemu podróżnemu Ore ore, siabadabada amore i tak dalej. Całość wymyślona pod tę właśnie piosenkę, bo, khem khem, bardzo ją lubię...
  5. "Pomiędzy śmiechem a krzykiem" - opowiadanie na bitwę na Weryfikatorium, głupie, ale wygrało.
  6. "Dark Brotherhood" - na podstawie questa z Mrocznym Bractwem w grze TES IV: Oblivion. Zakochałam się w Lucienie Lachance bez pamięci. <3 To około 30-stronicowe opowiadanie dotyczy losów mojej postaci z gry, która cierpi po stracie ukochanego i opowiada o wszystkim swojemu synowi, zafascynowanemu historią ojca. Tak jakoś... bardzo je lubię, choć zapewne nie jest pozbawione wad.
  7. "Tajemnica" - kolejne opowiadanie na bitwę, znów zwycięskie. O bogu wojny, który za karę za swoje winy zostaje skazany na bycie zwykłym śmiertelnikiem. W opowiadaniu ginie w bitwie, ale czasem nachodzi mnie myśl, by rozpisać to na coś większego. BTW: inspiracją do napisania tego opowiadania był komiks "Czarodziejki Witch". xD
  8. "Doświadczenie" - następna wprawka... Doświadczenie szkolne polegające na wyhodowaniu w akwarium miniaturowych ludzi i przeprowadzenia ich przez wszystkie stopnie ewolucji i historii, które wymyka się spod kontroli. Nie wiem, czego się nawdychałam.
  9. "Agonia" - wprawka o lisie odłowionym z dziczy i trzymanym na fermie futrzarskiej. Kiepsko wyszło.
  10. "Góry" - dziadostwo na podstawie snu, którego na szczęście nigdy nie skończyłam, bo za głupie jest. Mama z córką-karłem jadą na wakacje, aż tu nagle mają wypadek i wpadają prosto przed chatę dobrodusznego olbrzyma imieniem Góry.
  11. "Inny punkt widzenia" - coś bez nazwy... Zniesmaczona kretynami, którzy otaczali mnie w gimnazjum, zaczęłam pisać to coś, w którym realizowałam swoje marzenia bycia stanowczą i arogancką w stosunku do wyśmiewających się ze mnie dresów i dziuń. Szkoda gadać...
  12. "Ostrożnie z elfami" - niedokończone humorystyczne opowiadanko o małej dziewczynce, którą wieczorami odwiedza elf i gra jej na flecie. Wiele lat później, gdy dziewczynka staje się dziewczyną, elf znów ją odwiedza i szalenie zazdrosny o jej chłopaka wpędza oboje w kłopoty. Nie chciało mi się tego dokańczać. ;P
  13. "Deragon" - parodia "Eragona". Ma kilkanaście rozdziałów i zdecydowanie powinnam ją dokończyć, ale mi się nie chce.
W końcu dochodzimy do czasów nieco bardziej współczesnych, od liceum aż do teraz. Dominują tu opowiadania niedokończone i zalążki powieści, które albo są za głupie na kontynuację, albo za które powinnam się wziąć, ale tak jakoś ciągle czasu brakuje.
O ile w poprzednich listach nie trzymałam się jakoś ściśle chronologii, tak tutaj ostatnie utwory to te najnowsze i najważniejsze (to znaczy takie, z którymi wiążę największe nadzieje).
Lata 2008-2012

  1. "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" - na konkurs o Dekalogu Kieślowskiego. Nie wygrało i trudno się dziwić, ale jak przeczytałam zwycięskie prace, które były JESZCZE gorsze, to strzeliłam wieczystego focha na konkursy literackie i już nigdy, przenigdy nie wezmę w żadnym udziału, bo to czysta parodia jest. Będę liczyć na siebie i na własną ciężką pracę, a nie na jakieś kompletnie niezrozumiałe kryteria, jakimi kierują się ludzie zasiadający w jury takich konkursów. Doskonała większość tych opowiadań nawet nie miała NIC wspólnego z przykazaniami, których podobno dotyczyły, na litość Borską!
  2. "Kamienne serca" - projekt, z którym początkowo wiązałam duże nadzieje, ale ostatecznie zrezygnowałam z niego na dobre. Powieść miała dotyczyć żywej rasy gargulców, które żyją w obecnych czasach i strzegą dóbr kulturowych. Poniewczasie dowiedziałam się o istnieniu serialu animowanego "Gargoyles"... Skojarzenia byłyby nieuniknione, nawet mimo małej popularności serialu w Polsce. Ale i bez tego to nie był najlepszy pomysł.
  3. "Silva rerum" - to tytuł planowanego zbioru opowiadań o małych istotach żyjących w czasach średniowiecza. Można powiedzieć, że o elfach, ale podzieliłam je na kilka rodzajów: skrzydlate odonaty, gadzie jaszczurce, nieme kaesity i nietoperzowate chiroptery. Napisałam jedno opowiadanie i na nim się póki co skończyło. Może kiedyś pociągnę ten projekt dalej.
  4. "Demoniczna szkółka" - tytuł roboczy. ^^ Opowiadanie o elitarnej szkole, której uczniowie pewnego dnia zostają uwięzieni w środku i są regularnie rozstrzeliwani podczas salw na głównym korytarzu. W oryginale to miało więcej sensu... Pomysł przyszedł po moich własnych doświadczeniach z "elitarną" szkołą. To było coś beznadziejnego.
  5. "Tajemnica Bandalady: nowy początek" - strasznie wyświechtany tytuł, ale pasował mi. Znów ja, siostra i kuzynki w świecie Fantazji, ale tym razem dorosłe, po postanowieniu opuszczenia Ziemi raz na zawsze i zamieszkaniu w Fantazji. Celem tego tworu było odpocząć i oddać się marzeniom, nie jest to nic nad wyraz poważnego.
  6. Trzy miniatury: "Szatan", "Facebook", "Magia" - napisane na forum. Nie lubię miniatur i drabble, to jest o wiele za krótkie.
  7. "Chodzenie po wodzie" - opowiadanie na podstawie snu, o ludziach w jakiejś bliżej nieokreślonej rzeczywistości fantasy, którzy mają magiczne talenty i nie wszyscy potrafią się uporać ze swoimi. Nawet je lubię, choć jest momentami zbyt... natchnione.
  8. "Wróbel" - w liceum ustawicznie cierpiałam na depresję, co musiało się odbić na twórczości. ;P "Wróbel" to trzy historie o śmierci, które się ze sobą łączą.
  9. "Co mam robić" - beznadziejny tytuł do beznadziejnego opowiadania. Ja go nienawidzę, mój chłopak je uwielbia. Boru, co on w nim widzi?! Jest w nim niemal wszystko, czego nienawidzę w polskiej fantastyce.
  10. "Ciota" - a to jedno opowiadanie naprawdę lubię. :D W założeniu miało być delikatną parodią "Zmierzchu", ale w efekcie końcowym nie jest to mocno widoczne. Otóż Eugeniusz jest wampirem, ale nie dość, że brzydkim, to jeszcze wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności słońce mu nie szkodzi, przez co jest popychadłem wśród innych wampirów. Ale spotkanie z piękną, acz głupią Beatą wszystko zmienia.
  11. "Smok" - pewna wioska w górach staje w obliczu zagrożenia ze strony smoka. Z dalekich stron nadciągają śmiałkowie gotowi stawić mu czoła, co nie wszystkim góralom jest w smak. Work in progress. ^^
  12. "Tyrpator" - opowiadanie przełomowe w mojej dotychczasowej karierze. Napisałam je raz, rok później niemal całkowicie zmieniłam, a teraz zamieniam je w całą powieść. Czy uda mi się ją wydać? Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak. Trzymajcie kciuki. :3
I to by było chyba na tyle. Nie liczyłam tu prac pisanych na zajęcia na studia, bo ani to wszystko ambitne, ani długie, ani nawet dobre, słowem: szkoda gadać. Nie wiem, czy to imponujący dorobek, ale mimo wszystko jestem dumna z niego i z postępów, jakie udało mi się zrobić przez ostatnie czternaście lat. Mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej i że uda mi się w końcu zaistnieć w literackim światku, hjo hjo. ^^

A z okazji światowego dnia królika:

6 komentarzy:

  1. Za Tyrpatora trzymam kciuki :D

    Kurde, lista, no nie powiem, ogromniasta! Z moją beztytułową kolekcją nawet połowy bym nie sięgnęła, więc może WEŹMIESZ PUPĘ (jedno p na d zmień) W TROKI I ZACZNIESZ COŚ ROBIĆ?! A nie, potem mamy takie Olszańskie ze źle wydepilowanymi brwiami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja? Ja bierę pupę... Powoli, ale bierę. xD

      Usuń
  2. Przeglądałam twoje teksty tutaj i zwróciłam uwagę na to, co piszesz o cosplayu. Jakbym własne myśli czytała ;] Tak, powiewająca peleryna to jest to. Na ostatnim Polconie chyba wygrałaś, nie? Ten strój na pewno wymagał sporo pracy, więc gratuluję efektu. Nie wiem, czy mnie przyuważyłaś. Byłam łuczniczką w zielonej pelerynie i niebieskiej, krótkiej sukience (uznawana zamiennie za elfkę lub Meridę ;) ).
    A co do tematu tego posta, też życzę wydania. Sama również mam takie marzenia, a czy się spełnią to się okaże ;) Pokaźną masz kolekcję w każdym razie ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę cię, owszem. :D Człowiek zawsze jak ubierze się w pelerynę i weźmie kołczan, to biorą go za elfa. ;) Co do pisania, to patrząc na różne wydawane gnioty, szanse chyba nie są aż tak małe na wydawanie w ogóle, więc możemy obie być bardzo dobrej myśli. ;D

      Usuń
  3. Chcę przeczytać Ciotę! Chcę, chcę, chcę! Błagam, wrzuć to gdzieś *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.fantastyka.pl/4,4664.html ;)

      Usuń