wtorek, 27 listopada 2012

Różowy przegląd

Tak sobie, na pocieszenie.

Jednym z moich mrocznych sekretów jest to, że jak mi się bardzo, ale to bardzo nudzi (czytaj: kiedy bardzo, ale to bardzo muszę się uczyć), oglądam sobie filmy produkowane z myślą o dziewczynkach mniejszych lub większych. Uwielbiam te wszystkie zawarte w nich idiotyzmy, schematy, kiepską animację i przerażająco różową scenerię. Głupio oceniać je na filmwebie, gdzie wszyscy znajomi patrzą i pomyślą sobie: łat de fak?! więc zrobię tutaj niesamowicie wprost różowy i cukrowy:

Przegląd filmów o Barbie
z gościnnym udziałem Maryboo :)


1. Barbie w Dziadku do orzechów (2001)
Pierwszy film z udziałem najsłynniejszej lalki świata był jeszcze słodki i niewinny. Miał baśniowy klimat, rozkosznie czarno-białych bohaterów, sztywną animację, która nie poprawiła się od 11 lat... Ale miał swój urok. Shelly boi się, że nie nauczy się dobrze tańczyć na przedstawienie baletowe, więc Barbie opowiada jej baśń o Dziadku do orzechów. Przy tej okazji nie mogło zabraknąć muzyki Czajkowskiego i scen tańca, które były całkiem ładne. Film nie przytłaczał też różem w takim stopniu, jak późniejsze tytuły, o których za chwilę. Ogólnie: "Barbie w Dziadku do orzechów" nadaje się do pokazania małym dziewczynkom bez ryzyka spaczenia im psychiki. O ile zaraz potem da się im pograć w Heroes of Might and Magic III.

Maryboo: Szczerze mówiąc, podczas tego akurat seansu cierpiałam na początkowe objawy choroby filipińskiej i nie byłam w stanie zbyt mocno skoncentrować się na fabule; to, co zdołałam przyswoić było jednak tyleż mało irytujące, co nudne. Do plusów zaliczam głos Dziadka do orzechów (który wygląda całkiem męsko, póki z drewnianej figurki nie przemienia się w jednego z paskudniejszych Kenów w tej serii) oraz końcową scenę baletu.

2. Barbie jako Roszpunka (2002)
Kolejny względnie niegroźny tytuł. Tym razem Shelly nie wie, co namalować, co kończy się opowieścią Barbie o Roszpunce. W tej wersji Roszpunka żyje u podłej Gotel, właścicielce równie podłego... łasica? imieniem Otto, a jej przyjaciółmi są: gadający królik Hobbie i strachliwa mała smoczyca Penelopa. Przez większą część filmu jest uwięziona, to prawda, ale nawet nie w wieży, a swoich włosów jako liny używa tylko raz - we śnie. Dodatkowo to nie książę przychodzi do niej, a ona do niego, kilka razy, gdyż znajduje tajne wyjście poza magiczną barierę postawioną przez swoją panią. Jak by tego było mało, Gotel ma na usługach wielkiego różowego smoka, ojca Penelopy, i wykorzystuje go do... właściwie niczego. Ale obecność smoka zawsze dobrze wpływa na ocenę filmu. Ten - ponownie - jest znośny i akceptowalny.

Maryboo: Jeśli dobrze kojarzę, to właśnie ten film zapoczątkował erę gadających przyjaciół Barbie. Mój problem ze zwierzątkami w stylu smoczycy Penelopy jest taki, że budzą one ciemniejszą stronę mej natury – konkretnie tą, która marzy o torturowaniu tych niemożebnie irytujących stworów rozgrzanym żelazem. Pomijając ów drobny szczegół, ten odcinek wciąż ma jako-tako angażującą fabułę.

3. Barbie z Jeziora Łabędziego (2003)
Powrót do tematyki baletowej. Shelly czuje się źle na letnim obozie, więc Barbie opowiada jej baśń o Jeziorze Łabędzim - znów ugrzecznioną i dość płytką (płytką, haha, śmieszne). Mamy Odettę żyjącą w miasteczku ze swą kompletnie nieistotną rodzinką w postaci ojca i siostry. Pewnego dnia do miasteczka wpada jednorożec i Odetta podąża za nim do odosobnionej, magicznej części lasu, gdzie zostaje wplątana w walkę ze złym Rothbartem i jego narcystyczną, głupią i brzydką córką o wdzięcznym imieniu Odylia. Potem do leśnych powstańców (w postaci elfów pozamienianych w zwierzątka) dołącza książę Daniel i w dość oczywisty sposób zakochuje się w Odetcie. Znów Czajkowski, znów balet. Do tego dość sporo silenia się na śmieszne gagi, co w efekcie wypada raczej żałośnie. Można pokazać dziecku, ale dopiero po seansie "Księżniczki łabędzi" - po stokroć lepszej wersji tej historii.

Maryboo: Niby nic specjalnego – ot, Barbie zrealizowana na podstawie jednego z najsłynniejszych baletów. Mam jednak sentyment do tej części, a to ze względu na trolla cierpiącego na ADHD oraz Rothbarta jako bezsilnego ojca rozpieszczonej nastoletniej córki, który jak żywo potrzebuje sesji z Supernianią.

4. Barbie jako księżniczka i żebraczka (2004)
Tym razem nie ma żadnej Barbie i żadnej Shelly. To wszystko przydarzyło się naprawdę (yay!)! Księżniczka Anna Luiza (Barbie) czuje się przytłoczona pełnym obowiązków życiem, zaś młoda szwaczka Eryka (Teresa? no, ta brązowa) pragnie przepychu i beztroski. Co robią, gdy przypadkiem spotykają się na ulicy miasta i odkrywają, że wyglądają identycznie (poza kolorem włosów)? Zamieniają się miejscami! I nikt nawet nie domyśla się podstępu, jako że gęste czupryny obu dziewczątek z łatwością znikają pod perukami. Nie zamieniają się kotami, ale co tam. Dodatkowo w tle przewija się wątek hrabiego czy kogoś tam, pragnącego przejąć władzę, ale mniejsza. Jest bardzo różowo i mnóstwo piosenek. W tej części ich teksty jeszcze mają sens, za co należy dać duży plus.

Maryboo: Pierwsze dzieło biorące na tapetę dwie główne bohaterki i jedno z ostatnich czerpiących inspirację stricte ze znanych baśni i podań. Fabuła jest prosta – księżniczka i panna z niższych sfer zamieniają się miejscami. Kolejne niezbyt zabawny czy angażujący obraz, który ma jednak swoje jaśniejsze momenty jak: królowa nie poznająca swego dziecka bez okularów, główny zły używający ekonomicznego szantażu w celu zdobycia korony czy też - mój absolutny faworyt – Ken, który sam ciągnie konny wóz po oddaniu swego wierzchowca tajemniczemu handlarzowi.

5. Barbie: Wróżkolandia (2005)
Bez bicia przyznam, że nie byłam w stanie zmęczyć tego filmu do końca. Jest obrzydliwie słodki, cukierkowy i różowy. Zgaduję, że targetem były bardzo, ale to bardzo małe dzieci. Barbie-Elina jest jedyną wróżką, która nie ma skrzydeł, ratuje świat wróżek od złej czarownicy i towarzyszy jej wkurzający turkusowy kłębek kurzu imieniem Bibi, który nieustannie piszczy i doprowadza widza do szału. Istny koszmarek.

6. Barbie i magia pegaza (2005)
A ten film mnie po prostu wkurzył. Czym? Że jest tanią i kiczowatą zżynką z "Magicznego miecza". Barbie jako księżniczka Annika (magicznomieczowa Kayley) spędza całe życie spokojnie jeżdżąc na łyżwach, aż do dnia, w którym zły czarnoksiężnik Wenlock (Ruber) jeżdżący na gryfie (brzmi znajomo?) żąda jej ręki. Od niechcianego małżeństwa ratuje ją deus ex machina w postaci pegaza, który zabiera ją do królestwa w chmurach i okazuje się być jej siostrą, Briettą, przemienioną przez Rube... tfu, Wenlocka. Annika może pokonać Wenlocka przy pomocy Różdżki Światła. Wyrusza na poszukiwania do zaczarowanego Zakazanego Lasu (zżynka). Napotyka tam ogromnego orka (tu też). A także przystojniaka o imieniu Aiden (serio? W "Magicznym mieczu" takie imię nosił sokół, no ale należał do Garreta, który też był błąkającym się po Zakazanym Lesie przystojniakiem, który chciał wszystko robić sam). Ech... jedyne, co mnie z początku ucieszyło, to że w przeciwieństwie do pozostałych filmów o Barbie, gdzie czarne charaktery były brzydkie, Wenlock był całkiem przystojny. Niestety, moja radość nie trwała długo, bo gdy Annika go pokonuje, okazuje się, że rzucił na siebie zaklęcie i tak naprawdę jest obrzydliwym, szkaradnym starym prykiem. Werdykt: NIE.

Maryboo: Jedyny z filmów, który obejrzałam jedynie do połowy. Być może nie powinnam wypowiadać się, nie znając wszystkich zawiłości fabuły, ale mam pewną uwagę dla scenarzystów: jeżeli widz nie potrafi odróżnić najnowszego epizodu od produkcji z roku 2003 (patrz niżej), to wiedz, że powinieneś na gwałt zacząć szukać nowych źródeł inspiracji.

7. Barbie: Syrenkolandia (2006)
Kontynuacja "Wróżkolandii", którą ominęłam szerokim łukiem. Elina musi pomóc syrenkom (jakby cały świat nie mógł się bez niej obyć...), więc podejmuje trudną decyzję i zamienia świeżo zdobyte skrzydła na ogon. Jeśli to takie proste, czemu cały pierwszy film opierał się na nieszczęściu bezskrzydełkowej Eliny?

8. Barbie i 12 tańczących księżniczek (2006)
...Czyli jak sprzedać jak najwięcej zabawek! Barbie i jej 12 siostrzyczek (nawet nie będę próbować zgadnąć, za którym z tych cudacznych imion kryje się prawdziwa Barbie, bo nie pamiętam) żyją pod opieką swego dobrego ojca i uwielbiają tańczyć. Ich życie staje się koszmarem, gdy przybywa do nich złośliwa ciotka, która stopniowo zatruwa króla, przejmuje rządy i zakazuje im pląsów. Ale bystre księżniczki z Barbie na czele odkrywają tajne przejście do magicznego miejsca, w którym mogą bez przeszkód tańczyć całą noc. Nawet nie pamiętam, jak ta historia się kończy, tak nieciekawa jest. Zero w tym emocji: księżniczki tańcują i się cieszą, a konflikt rozwiązuje się sam. No i nie mogło się obyć bez wymuszonego romansu Barbie z Kenem pod postacią kolejnego wypranego z osobowości księcia.

Maryboo: Niewydolny wychowawczo ogier rozpłodowy, król Randolph, uprasza swą demoniczną kuzynkę, Rowenę, by zajęła się jego niesfornymi dwunastoma córkami (mała ciekawostka: istnieje tylko jeden film z Barbie, w którym oboje z jej rodziców żyją i mają się dobrze. Naukowcy dotąd nie zdołali ustalić, jakiż to imperatyw nakazuje scenarzystom robić z nieszczęsnej dziewczyny półsierotę). Nikczemna kobieta nie dość, że wymyślnie torturuje nasze bohaterki, każąc im się ubierać w brzydkie szare sukienki i wysyłając je do łóżka tuż po dobranocce, to w dodatku podtruwa tatusia, mając chrapkę na koronę.

Pozwólcie, że od tego momentu będę analizować w postaci podpunktów – ta forma jest po prostu wygodniejsza, poza tym nie chodzi mi wszak o streszczenie filmów, a o podanie tych smaczków, na temat których milczy Wikipedia ;)

-Największym dramatem dziewcząt jest fakt, że Rowena zabrania im tańczyć (bór raczy wiedzieć, dlaczego); nie żartuję – przez pierwszą połowę filmu to właśnie zakaz pląsania stanowi główny konflikt fabularny.

-Najmłodsza z sióstr Barbie (nazywaną tu Genevieve – Winky, jak mogłaś o tym zapomnieć? Wszak tylko nasza heroina zasługuje na imię po postaci z legend), Lacey, była najwyraźniej wzorowana na postaci Belli Swan – jest niezdarna (do tego stopnia, że nie potrafi sama wdrapać się na łóżko), płaczliwa i sprawia, że już po kilku minutach widz ma ochotę potraktować ją kałasznikowem.

-Matka zostawiła swym dwunastu pociechom (które różni wszystko prócz faktu, że wywijają na parkiecie niczym baleriny z dziesięcioletnim stażem) tajemniczy ogród z magicznym kwieciem, spełniającym wszystkie życzenia. Jak myślicie, do czego używają go nasze heroiny? Tak jest – do tańcowania przez całą noc. Nic to, że jedna z sióstr, mól książkowy, mogłaby zażyczyć sobie olbrzymiej biblioteki, a inna, dżokejka, własnej stadniny. To się nazywa miłość do tańca – Czarny łabędź może się schować.


EDYTKA! ZAPOMNIAŁAM O: 
9. Pamiętniki Barbie (2006)
Była to próba stworzenia przez twórców filmu o Barbie nie dla totalnie małych dziewczynek, a dla młodych nastolatek. No i wyszło dość... niezręcznie. Film o nastolatkach, ale z Barbie w roli głównej. To chyba nie przysporzyło filmowi popularności. O czym opowiada film? Barbie, Tia i Courtney zaczynają naukę w drugiej klasie liceum i każda z nich ma swoje wielkie marzenie do zrealizowania. Barbie pragnie dostać się do szkolnej telewizji (mają w Stanach coś takiego jak "szkolna telewizja"...? Rozumiem gazetkę, radio czy coś, ale cała telewizja?). Jednak by tego dokonać, musi wkupić się w łaski "popularsów", czyli najpopularniejszych uczniów w szkole znanych z tego, że są piękni, bogaci i stereotypowo źli. Czy naprawdę problem bycia popularnym jest problemem numer jeden w amerykańskich szkołach? I czy wszystkie grupki przyjaciółek mają garażowe zespoły muzyczne i jeżdżą różowymi cadillacami z tapicerką w panterkę (100% wiocha!)? Dla tych wszystkich głupot naprawdę warto obejrzeć ten film, a już szczególnie dla tej typowej dla Barbie animacji, dzięki której mamy okazję obserwować gości uchodzących za największe szkolne ciacha poruszających się jak bobasy, które narobiły w pieluchę.  

9. Barbie i magia tęczy (2007)
Kolejny koszmar z cyklu Wróżko-, Syrenko-, Jednorożco- i Bór-raczy-wiedzieć-czego-landii. Jestem nim tak niezainteresowana, że nawet nie wiem, o co w nim chodzi.

 10. Barbie jako księżniczka wyspy (2007)
Barbie/Rosella jako mała dziewczynka trafia z rozbitego statku na bezludną wyspę, gdzie opieki nad nią podejmuje się panda Sagi, paw Azul i słonica Tika. Okej... Rosella dorasta i robi za księżniczkę wyspy. Pewnego dnia przypływa na nią statek i znajdujący się na nim książę pragnie zabrać Rosellę do cywilizacji. Reszta jest całkowicie przewidywalna i nużąca niczym obrady sejmu z fińskim dubbingiem. I jest jedna rzecz, która nie daje mi spokoju. Barbie w każdym filmie ma jakieś rozkoszne zwierzątko albo innego cudownego towarzysza. Ale ta słonica... ona... ona jest PRZERAŻAJĄCA! Ona ma MAKIJAŻ! Że nie wspomnę o pupilku czarnych charakterów, białej małpce, która wygląda jak jakaś straszliwa kreatura, która uciekła z wyspy doktora Moreau!

Maryboo: Jedna, jedyna uwaga: Gdy, na skutek intrygi Tych Złych, Barbie wraz ze swoimi zwierzęcymi towarzyszami znalazła się w oceanie, całe moje jestestwo zaczęło rozpaczliwie skandować: „Proszę, proszę, niech ten słoń pójdzie na dno.” Słonica Tika zajmuje pierwsze miejsce na mojej prywatnej liście najbardziej irytujących postaci w tym uniwersum. Gdybym była katem i kazano by mi wymyślić najbardziej okrutną formę tortur, puszczałabym skazanemu zapętlone fragmenty z Tiką w roli głównej w trybie 24/7. Złamanie ofiary gwarantowane.

 11. Barbie Mariposa (2008)
Barbie już wcześniej miewała dziwaczne imiona, ale tu przeszła samą siebie. Tym razem jako wróżka Mariposa uwielbia śnić o świecie leżącym poza krainą zwaną Skrzydłolandia. Yhm. Gdy Skrzydłolandii zagraża niebezpieczeństwo, wyrusza poza jej granice, by znaleźć ratunek. Nudy, nudy, straszne nudy, strasznie dużo różu i błyszczących świecidełek. Mogą oczy rozboleć.

 12. Barbie i Diamentowy Pałac (2008)
Tu dla odmiany Barbie nie jest księżniczką - jako Liana i jej przyjaciółka Alexa żyją w środku lasu, klepiąc biedę i żywiąc się wyłącznie chlebem z dżemem, co jednak nie przeszkadza im nosić pięknych sukni. Oczywiście znów każda z nich ma wielkookiego, słodkiego pupilka, których imiona dobrze brzmią tylko po angielsku. W każdym razie w pewnego dnia w ręce Liany i Alexy wpada magiczne lusterko, w którym pokazuje się muza, uwięziona w nim przez złą czarodziejkę, która objęła władzę nad Diamentowym Pałacem. No i kto musi uratować świat i przywrócić muzykę i śpiew w Pałacu? Tia. Tym razem dla odmiany nie tylko Barbie znajduje księcia z bajki - w czasie podróży trafiają na bardów-bliźniaków, którzy są koszmarnie irytujący.

Maryboo: Matko i córko, jakie to było nudne. Naprawdę – nawet nie jestem w stanie skrytykować tego dzieła. Twórcy posklejali pojedyncze wątki z poprzednich filmów, stworzyli najbardziej stereotypowe postacie świata i...Nie, dajcie sobie z tym spokój. Naprawdę, nie podjudzam Was – nie ma czego oglądać. Jeżeli macie się ochotę porządnie odmóżdżyć, wybierzcie którąś z pozycji niżej. W tym filmie – co jest absolutną zbrodnią, jeżeli chodzi o świat Barbie – nawet nie ma za bardzo z czego się pośmiać.

13. Barbie w wigilijnej opowieści (2008)
Wielki powrót Shelly, która tym razem wybrzydza, że nie chce iść na wielką wigilijną galę charytatywną i woli tradycyjne święta spędzone z rodziną. Najwyraźniej widz musi uważać to za złe, bo Barbie raczy swoją nabzdyczoną siostrzyczkę przeinaczoną opowieścią Charlesa Dickensa. Jej główną bohaterką jest śpiewaczka operowa Eden Starling, która jest samolubną, narcystyczną zołzą i zmusza swoich pracowników w teatrze, by pracowali w święta. Nie wiem, od kiedy śpiewaczki operowe zarządzają teatrem, nie wiem też, czemu w wielkiej operze zatrudniony jest bazarowy iluzjonista, ale mniejsza. Za głównego kozła ofiarnego robi przyjaciółka Eden, Katrine, projektantka kostiumów. Reszta jest przewidywalna do bólu.

14. Barbie przedstawia Calineczkę (2009)
Jeszcze się z tym niewątpliwym arcydziełem nie zapoznałam. Mogę najwyżej zgadywać, że to coś pokroju Wróżkolandii i nie mieć dobrych przeczuć.
 

15. Barbie i trzy muszkieterki (2009)
Najnudniejszy i jeden z najgłupszych filmów o Barbie, jaki widziałam. Barbie/Corinna mieszka na wsi i marzy o zostaniu muszkieterką tak jak jej ojciec (prawdziwy D'Artagnian!). Pewnego dnia matka daje jej pieniądze na wyprawę do miasta i Corinna pomyka do Paryża, który jest nim tylko z nazwy. Tam jednak wszyscy wyśmiewają jej pomysł i zostaje zatrudniona jako sprzątaczka w zamku. Poznaje trzy niepokorne dziewczątka: Vivecę, Araminę i Renée. O ich muszkieterskich marzeniach dowiaduje się niepozorna babuleńka-gosposia, która otwiera przed nimi tajemne przejście w zamku, prowadzące do... najbardziej idiotycznej sali ćwiczeń, jaka kiedykolwiek zaistniała w filmie. To trzeba zobaczyć na własne oczy, włącznie z ostatnią sceną akcji, gdzie muszkieterki walczą przy pomocy wstążek i wachlarzy. Ach, w tle jest jakiś spisek związany z pozbawianiem kogoś tronu i nasze dzielne muszkieterki ratują Paryż i tak dalej.

Maryboo: Numer trzy na moim osobistym podium absurdalności.

-Siedemnastolatka, która w XIII wieku wyrusza z rodzinnej wsi do miasta, by zostać muszkieterką. Sama. W męskich ciuchach.

-Corinna nie zostaje początkowo przyjęta do organizacji i nic w tym dziwnego, bo obserwując jej trening w stodole mam wrażenie, że dziewczyna pomyliła służbę w elitarnej kawalerii z gimnastyką artystyczną.

-Moja druga ukochana postać świata Barbie – Obi Wan Kenobi o lasce, czyli stara zamkowa służąca będąca w rzeczywistości mistrzynią walk...za pomocą szarfy i wachlarza.

-Co, śmiejecie się? A wiedzieliście, że dobrze użyty wachlarz jest w stanie powalić dwóch uzbrojonych chłopów?

-Ken jeszcze nigdy nie był tak wielką pierdołą, jak w tej odsłonie. Nie dość, że mimo bycia księciem facet daje sobą pomiatać na prawo i lewo (ale to w końcu Barbie, więc należy mu się doza zrozumienia), to w dodatku nie robi kompletnie NIC – szczytem jest scena, w której Corinna musi stanąć w obronie swego bezradnego tró lavera.

 16. Barbie i podwodna tajemnica (2010)
To film, który zapoczątkował dwie złe rzeczy:
- schemat "Barbie i jej dwie przyjaciółki, w tym jedna straszliwie głupia",
- kretyńskie parcie na MODĘ.
Od tej części Barbie ma także coraz głupsze imiona. Merilah (ugh!) jest szczęśliwą nastolatką, która odnosi sukcesy w surfingu. Jednak życie wali jej się na głowę, gdy pewnego dnia okazuje się, że... w wodzie jej włosy robią się różowe!!! Przeżywa to jak mrówka okres, aż w końcu dziadek wyjawia jej tajemnicę, że jej matka jest syrenką i to czyni ją pół-syrenką. Naprawdę, nie pytajcie, jak jej ojciec zdołał zapłodnić RYBĘ ani dlaczego Merilah nie ma ogona - za to potrafi oddychać pod wodą. Merilah w towarzystwie różowego delfina płynie do podwodnego królestwa syrenek, gdzie dowiaduje się, że jej matka była królową, ale zdetronizowała i uwięziła ją jej zła siostra, co czyni z Merilii kogo? Księżniczkę, oczywiście. Była mowa o przyjaciółkach - na lądzie miała jedną rozsądną i jedną głupią, nie inaczej jest pod wodą, gdzie od razu spotyka najlepsze syrenie psiapsióły, również jedną rozsądną i jedno tępe cielę. Ależ przecież nie może ratować podwodnego królestwa jako człowiek! Co zatem musi zrobić? Kupić sobie ogon. Kupić. Ogon. I założyć. Jak spódnicę. Zero w tym jakiejś magii, baśniowości, uroku - bycie syrenką jest cool, bo można gadać z różowymi delfinami i słuchać podwodnej empetrójki sterowanej przez rybę-didżeja. No i zakupy, zakupy, zakupy!

Maryboo: Skupmy się na filmie nr jeden – zaręczam, że drugi nie wnosi do tej serii absolutnie nic nowego.

-Jeśli odkryjesz, że potrafisz oddychać pod wodą, nie poświęcaj temu faktowi zbyt wiele uwagi – dużo bardziej istotne jest to, że na twoich włosach pojawiły się pasemka.

-A właśnie – głównym dramatem Merilii jest fakt, że ktoś może zauważyć różowe pasma w jej włosach. Czy w uniwersum Barbie nie istnieją salony fryzjerskie i środki koloryzujące?

-Ten film warty jest obejrzenia z jednego powodu – posiada jedynego przyjemnego zwierzęcego bohatera w tej serii, fokę (?) o imieniu Pysio. Jest cudowna przede wszystkim dlatego, że nie potrafi mówić.

-Dziadek Merilii to mój trzeci ulubiony bohater tej serii. Jest sympatyczny, rozsądny i kochający, w związku z czym nie bardzo pasuje do reszty bezmózgów z tego filmu. Aha, spoiler alert – w drugim filmie Merilah decyduje się (przynajmniej tymczasowo) przenieść do podwodnego królestwa i całkowicie olewa kwestię dziadka, który wychowywał ją przez te wszystkie lata i który w rezultacie zostanie całkiem sam. Cóż, albo więzi rodzinne, albo korona – sami rozumiecie.

-Jak syrena i człowiek mogli...? Zresztą, nieważne. 

17. Barbie w świecie mody
Ech... No dobra, tu przynajmniej moda FAKTYCZNIE jest centrum zainteresowania. I dla odmiany Barbie nie jest żadną Merilah, Corinną czy inną Roxalexą, tylko sobą we własnej blond osobie. Traci rolę w filmie (och, mój Boże!) i zrywa z nią Ken (cóż za nieszczęście!), więc wyjeżdża do Paryża, tym razem nie dlatego, by zostać muszkieterką walczącą wachlarzami, tylko by odwiedzić swoją ciocię-projektantkę. Niestety ciocia zamyka działalność z braku forsy, ale Barbie i jakaś tam Alicja postanawiają uratować butik przy pomocy trzech wróżek mody. Zaraz, co? O matko...
Są też i czarne charaktery: zazdrosna i obrzydliwie bogata właścicielka butiku z naprzeciwka i jej bezdennie głupia pomocnica. To dziwne, że wrogami zawsze są bogacze mimo że Barbie TEŻ śpi na pieniądzach.

Maryboo: Opus magnum wytwórni Uniwersal Studios i fimy Mattel.

-Dwa słowa – ciocia Milicent. Moja najukochańsza postać, absolutny fenomen i przejaw geniuszu twórców. Cierpi na schizofrenię, ADHD i psychozę maniakalno-depresyjną, jej motto życiowe można by zawrzeć w niezbyt eleganckim: 'I don't give a flying fuck', a w wolnym czasie zajmuje się jazdą na wrotkach i uprawianiem parkouru. Tego nie da się opowiedzieć – to trzeba zobaczyć.

-Ken – dziecko multimilionera, który w przypływie uczuć wyrusza do Paryża, by pogodzić się ze swą ukochaną. Ponieważ nie ma żadnego bagażu, zakładam, że posiada całkiem zasobny portfel. Niejasna jest trasa jego podróży – jeżeli przeanalizować by nazwy poszczególnych stacji, na których się zatrzymuje, można by dojść do wniosku, że podążał do Francji przez Rosję.

-Magiczna szafa zmienia średnio atrakcyjne sukienki w dzieła godne światowych projektantów, sypiąc na nie brokat. Przysięgam, że nie jestem pijana.

-Zwierzęta pełniły już w uniwersum Barbie różne role, ale jedno trzeba przyznać – pies będący projektantem mody, samodzielnie szyjący na maszynie przebił absolutnie wszystko, co widziałam do tej pory.

18. Barbie i sekret wróżek
Kolejny koszmarek będący miksem między "Podwodną tajemnicą" a "Światem mody"... W tym filmie Ken zostaje porwany przez wróżki, gdyż wpadł w oko zaborczej królowej wróżek, a skołowana Barbie odkrywa, że jej przyjaciółki-stylistki (znów jedna mądra, druga tępa) też są wróżkami. Ruszają na pomoc Kenowi, ale najpierw trzeba Barbie - zgadliście - kupić odpowiednie skrzydła... Serio, jak to działa? Jesteś człowiekiem, kupujesz sobie skrzydełka, puf, jesteś wróżką? Kurde, chciałabym, żeby to tak działało.

19. Barbie i Akademia Księżniczek (2011)
Barbie... ups, Blair Willows, jest zwykłą nastolatką mieszkającą dość ubogo ze swoją chorą mamą i małą siostrzyczką. Jej życie się zmienia, gdy wygrywa na loterii pozwalającej jej na naukę w Akademii Księżniczek - gdy tylko zostaje to zaanonsowane na żywo w TV, biedna Blair zostaje wyrwana z domowego zacisza przez straszliwie różową karetę (która podjechała pod samą kamienicę) i zostaje odstawiona prosto do rzeczonej Akademii. Dziwne. Blair czuje, że nie pasuje do tego miejsca, o czym ustawicznie przekonują ją tutejsze typowe wredne dziewczyny, ale w końcu odkrywa nie dość, że powołanie do bycia księżniczką, to jeszcze fakt, że w istocie takową JEST. Z pochodzenia. Ups, spoiler.

Maryboo: 
-Głowna bohaterka filmu, Blair, zostaje wytypowana do przyłączenia się do Akademii Księżniczek w losowaniu nasuwającym skojarzenia z „Igrzyskami Śmierci”. Pytanie za sto punktów: kto się kim inspirował?

-To już postanowione – chcę się zestarzeć w świecie Barbie. Konia z rzędem temu, kto będzie w stanie wskazać jakąkolwiek różnicę między Blair a jej schorowaną matką.

-Od dziecka przygotowywano cię na to, że pewnego dnia zostaniesz księżniczką? Bez żalu zrzeknij się tronu i zaszczytów na rzecz dziewczyny, którą jeszcze wczoraj darzyłaś niechęcią. Na moc Mary Sue nie ma mocnych.

20. Barbie: Idealne święta (2011)
O świętu Lolu, to pierwszy od baaardzo dawna film z Barbie, który jest po prostu... uroczy i sympatyczny. Barbie, Skipper, Chelsea i Shelly w drodze do Nowego Jorku na Boże Narodzenie z powodu burzy śnieżnej muszą wylądować w nieznanym miejscu. Tak trafiają do małego miasteczka Tannenbaum, gdzie - z początku niechętnie - zmuszone są spędzić święta. Żadnej z dupy wziętej magii wróżek/syrenek/czegokolwiek, żadnych wielkookich szczeniaczków z kretyńskimi imionami, zero mody i ani jednej księżniczki. Nawet różu nie ma w ilościach przyprawiających o mdłości!

21. Barbie i podwodna tajemnica 2 (2012)
Naprawdę pierwsza część okazała się takim sukcesem, że trzeba było zrobić drugą...? Ech. Wracamy do naszej słodkiej syrenkowej księżniczki Merilah, która na zmianę spędza czas na lądzie i w oceanie. Niestety, jej matka-królowa oznajmia dzierlatce, że czas dorosnąć i przejąć królewskie obowiązki w postaci przeprowadzenia pewnego rytuału, który raz na zawsze uniemożliwi Merilii życie na lądzie. Księżniczka nie zgadza się, bo to psuje jej plany zostania supergwiazdą surfingu. A tymczasem z więzienia wydostaje się podła siostra królowej, która chce sama dokonać rytuału i tym samym objąć władzę. Wierzcie lub nie, ale ta część jest jeszcze gorsza i jeszcze bardziej różowa. Polecam duże ilości torebek na rzygi.

22. Barbie: Księżniczka i piosenkarka (2012)
Twórcom musiały się już NAPRAWDĘ skończyć pomysły na te filmy, skoro powtarzają historię z "Księżniczki i żebraczki"... z tym, że tutaj to jest strasznie naciągane i głupie. Barbie jako Tori jest księżniczką krainy Meribella (lol) i tak straaasznie nie lubi tego ogromu obowiązków pod postacią zachowywania się grzecznie i konieczności ułożenia przemowy. Z kolei Keira jest światowej sławy piosenkarką i marzy o królewskim życiu. Ehem, halo? Jesteś SUPERGWIAZDĄ! Możesz mieć tyle królewskiego życia, ile zer na koncie! Jakby tego było mało, znów mamy te pseudomagiczne wstawki: Tori jest posiadaczką magicznej szczotki, która jednym machnięciem zmienia fryzurę, a Keira ma zaczarowany mikrofon, który wyczarowuje dowolny strój. Mikrofon = ubranie...? Nie ogarniam. Ach, no i jest jeszcze tajemnica dobrobytu królestwa Meribelli: magiczny krzak, na którym rosną diamenty, doglądany przez chyba te same wkurzające elfiki, co w "Świecie mowy", tu na szczęście całkowicie nieme.

Maryboo: Numer 2 mojej prywatnej listy.

-...Szczotka zmieniająca uczesanie? To już nie łaska po prostu założyć perukę na łeb?

-Barbie osiąga tu szczyt gburowatości. Jak rozumiem, powinnam zżymać się na jej złą, królewską ciotkę (tak, tak – znowu mamy do czynienia ze złą, królewską ciotką) za to, że każe jej się zachowywać stosownie do swojego wieku, ale przykro mi – ja trzymam z cioteczką.

-Król-ojciec jest tu nieco podobny do króla Randolpha, z tą różnicą, że nie ma ani jednej linijki tekstu i niemal nie pojawia się na ekranie. W dodatku najwyraźniej marny z niego władca, skoro to jego córka musi suma summarum zająć się sprawą suszy dręczącej państwo.

-Pomagier Głównego Złego z pewnością jest Polakiem – kto inny potrafiłby tak sprawnie otworzyć drzwi łomem?

-A skoro przy pomagierze jesteśmy. W jednej z końcowych scen zostaje on zaatakowany przez Kena, po czym...więcej nie pojawia się na ekranie. Czyżby pierwsze zabójstwo w dziejach tego uniwersum?

-Barbie- księżniczka jest wybitnie utalentowana. A czy ty, czytelniku, dałbyś radę opanować wszystkie układy taneczne słynnej gwiazdy pop w zaledwie jedno popołudnie?

-Nie słuchajcie piosenek z tego filmu. Istnieje tyle innych, przyjemniejszych sposobów na autodestrukcję.


Na koniec wspomnę o jeszcze jednym tytule, który nie jest filmem, a całą serią krótkich, kilkuminutowych filmików:
Barbie: Life in the dreamhouse
Co jest w tym niezwykłego? Tu wszyscy bohaterowie są lalkami, żyją w domku dla lalek, używają mebelków dla lalek i bawią się ze zwierzakami-lalkami. Serial jest bardzo autokrytyczny - po raz pierwszy to BARBIE jest pustą, głupią cizią, którą interesują tylko ciuchy i Ken. I to jest w nim najlepsze, a także różne ciekawostki wynikające z życia w domku dla lalek, np. prysznic działający na pompkę. Niewątpliwie rzecz warta zobaczenia, choćby dla jaj.

niedziela, 25 listopada 2012

Nic

Mogłabym spróbować napisać, dlaczego czuję się tak, a nie inaczej. Mogłabym olać wszelkie zasady służące uspójnieniu tekstu, puścić hamulce i wyrzygać ten strumień emocji. Mogłabym skakać od dygresji do dygresji, bo jak zwykle nie potrafiłabym się zbyt długo trzymać jednego tematu - zbyt wiele nakłada się na siebie całymi warstwami. Mogłabym postarać się wypunktować te wszystkie przygnębiające rzeczy i dzięki temu dojść jakoś do źródła problemu.

Sęk w tym, że doszłam do momentu, w którym już nic mi się nie chce. A najgorsze jest to, że jak ktoś pyta, co się stało, to nie umiem odpowiedzieć, bo nie wiem, co się stało. Jest po prostu źle.

A zresztą, kogo to obchodzi. Przepraszam, że przeszkadzam. Już wychodzę.

niedziela, 11 listopada 2012

Lameness is magic

Na premierę trzeciego sezonu My little pony: Friendship is magic czekaliśmy długo i już od jakiegoś czasu wiadome było, że ten sezon będzie liczył zaledwie trzynaście odcinków, czyli o połowę mniej niż każdy poprzedni. Jako zapalona fanka nie mogłam się doczekać nowego odcinka, ale jednak z każdym wypuszczonym sneek-peekiem moje wątpliwości rosły. Apogeum osiągnęły, gdy już zapoznałam się z dwoma premierowymi odcinkami przygód kucyków. Nie jestem szczęśliwa pisząc to, ale w ogóle mi się nie podobały. Dlaczego? Postaram się to za chwilę szczegółowo wyjaśnić.

SPOILER ALERT SPOILER ALERT SPOILER ALERT

Odcinek "The Crystal Empire" już zaczyna się kiepsko. Czołówkę wszystkich odcinków serii zawsze poprzedzała scenka będąca zapowiedzią tego, co wydarzy się później. Zwykle trwająca do trzech minut, zabawna i wzbudzająca zainteresowanie. Scenka w tym odcinku trwa... pół minuty i próbuje przykuć uwagę widza czymś w rodzaju trzęsienia ziemi: księżniczka Celestia dowiaduje się, że "TO" się pojawiło, każe sprowadzić Shining Armor i księżniczkę Cadance i pisze pilny list do Twilight Sparkle - jednej z głównych bohaterek. I tyle. Być może doszukuję się dziury w całym, ale strasznie mi się nie podoba to, że nagle serial stara się sprawiać wrażenie tak okropnie poważnego. To po prostu do niego nie pasuje. Otwarcie sezonu drugiego nie było tak poważne, mimo że zagrożenie ze strony Discorda było o wiele bardziej przemawiające do widza niż... No, ale o Głównym Złym tego odcinka za chwilę.

Przejdźmy dalej: Twilight Sparkle przybywa do Canterlot objuczona książkami, bo z listu księżniczki wywnioskowała, że ma przejść jakiś egzamin. Okazuje się, że Celestia miała na myśli inny rodzaj testu i wysyła swoją podopieczną wraz z przyjaciółkami do Kryształowego Imperium, któremu zagraża zły Król Sombra. Sombra przed tysiącem lat przejął Imperium, lecz został pokonany przez księżniczki Celestię i Lunę, przemieniony w cień i wysłany na daleką północ. Zdążył jednak przekląć Imperium, które zniknęło z powierzchni ziemi. Teraz, gdy znów się pojawiło, księżniczka Cadance utrzymuje krążący wokół cień Sombry z daleka przy pomocy swojej magii, ale Twilight i spółka muszą znaleźć sposób, by Imperium mogło istnieć samo i bezpiecznie, zdjąć klątwę i tak dalej. 

O Boru, od czego mam zacząć... Po pierwsze: nigdy nie dowiadujemy się, kim tak dokładniej był król Sombra. Wiemy tylko, że był ZŁY. Przez oba odcinki Sombra wypowiada może ze trzy słowa, poza tym nie robi nic, tylko czyha na granicy działania magii obronnej Cadance i się złowieszczo śmieje. To najgorszy czarny charakter EVER! Porównajmy go z innymi antagonistami z pierwszych odcinków poprzednich sezonów: w pierwszym mieliśmy Nightmare Moon, złą siostrę Celestii, która została zesłana przez nią na księżyc za to, że zazdrościła siostrze, iż ich poddani wolą dzień od nocy. Po tysiącu lat (tysiąc to chyba popularna liczba w Equestrii) powraca i przynosi ze sobą noc, która ma trwać wiecznie. To dość standardowa historyjka: chęć zemsty et cetera, ale wciąż broni się nieźle. W drugim sezonie mamy Discorda - władcę chaosu, który budzi się po wielu (tysiącu?) latach bycia przemienionym przez Celestię w kamień i pragnie zaprowadzić nowe rządy. I jest zajebisty! :D Złowieszczy, ale i zabawny; sprytny, ale zbyt pewny siebie; ma wspaniały głos i świetne teksty; jednym słowem: to jeden z moich ulubionych villainów, jacy kiedykolwiek powstali. Podczas gdy król Sombra jest... uhm, czarny (omójborzerasizm). Chce przejąć władzę nad Kryształowym Imperium bo... ee, jest zły. A jego historia to... to... Och, co za różnica, skąd się wziął, ważne, że jest ZŁY.

Jestem zły król Sombra! Bójcie się mnie, bo... bo jestem zły! I mam zbroję! I zielono-czerwone kurwiki pałające fioletowym ogniem! I czerwony róg pasujący do mej królewskiej peleryny!

Sprawa druga: pierdzielenie o teście, jaki musi przejść Twilight. Naprawdę mnie to denerwuje. Pierwsza mówi o tym Celestia, potem Twilight ma obsesję na punkcie przejścia tego egzaminu (którym jest uratowanie chędożonego Imperium, damn it!), a na końcu Celestia dalej podtrzymuje tę schizę: tak, to był egzamin, poradziłaś sobie doskonale. Kurde mol. Wyobraźcie sobie teraz Gandalfa, który wręczając Frodowi pierścień, mówi: teraz musisz przejść bardzo ważny test, na dobrą sprawę nieważne, czy zniszczysz ten pierścień czy nie, najważniejsze jest sprawdzenie twojej odporności na zakusy zła, a jak po drodze padnie kilka królestw, to no cóż, c'est la vie. No to się kupy nie trzyma! A już najbardziej ta idiotyczna wzmianka o tym, że Twilight i TYLKO Twilight MUSI SAMA wykonać ostateczny krok na drodze uratowania Imperium. Dlaczego? A żeby Marysia miała pytanie, bo nigdy nikt tego nie wyjaśnia. To tylko głupi pretekst, by zrobić z Twilight stuprocentową Mary Sue, która robi wszystko, co w swojej mocy, a na koniec podejmuje Jedyną Słuszną Decyzję. I choć podobało mi się, że w finale uwięziona Twilight każe Spike'owi zanieść na miejsce ten superważny kryształ podtrzymujący Imperium przy życiu i choć formalnie to on zostaje bohaterem, to koniec końców i tak wszyscy podziwiają tylko Twilight, że wykazała się mądrością i "pomyślnie przeszła test". A w rzyć mnie pocałujcie z czymś takim. W czasie gdy Twilight przechodzi ten swój egzamin na bycie merysujką, wszystkie pozostałe bohaterki - Applejack, Rainbow Dash, Pinkie Pie, Fluttershy i Rarity - są potraktowane całkowicie po macoszemu i służą li jedynie za przerywnik humorystyczny, gdy próbują zabawić kryształowe kucyki na festynie i odciągnąć ich uwagę od zagrożenia ze strony Sombry.

Czyżby Luna i Celestia miały wreszcie przystąpić osobiście do akcji? Nie, to tylko patetyczna przemowa o tym, że Twilight Sparkle musi się wykazać i że na pewno nie zawiedzie, bo to oczywiste, że nie zawiedzie.

Ach, właśnie, kryształowe kucyki. Mieszkańcy Kryształowego Imperium, którzy zdają się być ogarnięci depresją i masową amnezją, przez którą nie pamiętają nic ze swojej przeszłości. Zorganizowanie festynu jest sposobem na przywrócenie im pamięci i chęci do życia, która będzie utrzymywać przy istnieniu całe Imperium. I znów mam ten grymas na twarzy... Kryształowe kucyki...? Serio...? Ja wiem, że kanał Hub istnieje po to, by Hasbro wypuszczało na nim seriale na podstawie swoich zabawek, ale to jest strasznie nachalne. Sama idea istnienia kryształowych kucyków nie pasuje mi do Equestrii, którą znam z poprzednich odcinków. To jakaś nowa rasa obok jednorożców i pegazów? Nie do końca, bo w finale wszystkie kucyki, włącznie z Mane6, otrzymują tymczasowy wygląd kryształowego kucyka. A więc są magiczne? Ten wygląd można zdobyć, stając się mieszkańcem Kryształowego Imperium? Ach, cicho tam i cieszta się nową serią zabawek, które są śliczne i będą bestsellerem na najbliższą Gwiazdkę!

Hasbro wie, że chcesz mieć figurkę kryształowej Rarity...

Miałam swoje podejrzenia, ale nie sądziłam, że otwarcie nowego sezonu rozczaruje mnie aż tak bardzo... Mam nadzieję, że kolejne odcinki okażą się lepsze i nie sprawią, że całkiem stracę ochotę na oglądanie Friendship is magic. Bo co innego będę miała do roboty w internecie? :c