środa, 19 grudnia 2012

Water, Fire, Air and Earth... Guardians, unite!

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze chodziłam do podstawówki (i nie byłam z tego powodu jakoś wybitnie szczęśliwa), gdy przestałam kupować "Kaczora Donalda", przerzuciłam się na inny magazyn - "Czarodziejki W.I.T.C.H.". Jako człowieczek uwielbiający fantastykę, magię i Sailor Moon, komiks spodobał mi się od pierwszego wejrzenia (choć, niestety, nie kupowałam go od pierwszego numeru, bo - głupia sprawa - jak mama pokazała mi reklamę w jakiejś gazecie, machnęłam nonszalancko ręką mówiąc, że to jakieś głupie horoskopy, by nie wyjść na... sama nie wiem co. Cóż, w tamtym okresie bardzo bałam się okazywania swoich prawdziwych zainteresowań i swojego "ja", do czego bardzo bezpośrednio przyczyniła się podstawówkowa hołota. Dobra, mniejsza, bo zboczyłam z tematu, koniec nawiasu). Ba, do tej pory czytam skanlacje zamieszczane w sieci (link here), choć sam komiks najlepszy był na samym początku. Jeśli miałabym ocenić wszystkie serie, byłoby to tak:

1. Dwanaście portali - najlepsza historia, nawet pomimo mnóstwa niedopowiedzeń, błędów logicznych i niepodomykanych wątków (np. Czarodziejki miały za zadanie zamknąć dwanaście portali, ale najwyraźniej w trakcie twórcom to umknęło) i zdecydowanie zbyt szybkim zakończeniu. I tym, że finisz opowieści dali do narysowania jakiemuś całkowicie beznadziejnemu rysownikowi, matko, jego kreska jest koszmarna. T_T

2. Nerissa - historia niezła. Względnie dobra kontynuacja, nawiązująca do poprzedniego pokolenia Strażniczek, które mamy okazję poznać z bliska (i niektóre z nich miały świetne ciuchy jako Czarodziejki).

3. Ari z Arkhanty - kolejna nienajgorsza historia będąca wstępem do kolejnej. Co mnie w niej najbardziej zirytowało, to postawa głównej antagonistki, która na końcu po prostu robi "meh", wzrusza ramionami i odchodzi.

4. Endarno - ta opowieść bardzo mi się podobała z uwagi na to, że najbardziej wkurzająca mnie postać w tym uniwersum dostała porządnie po dupie - ta cholerna Wyrocznia. xD Nienawidzę wszelkich "wszechwiedzących" bohaterów, a Wyrocznia była jednym z najgorszych takich typów. Nie pamiętam, w której z poprzednich serii to było (a może na początku tej?), w każdym razie najgłupsza sytuacja wyniknęła w finale wątku o porwaniu kropli astralnej (magicznej kopii) Will przez tajnych agentów. Wyrocznia po prostu zrobiła *pstryk* i wszyscy o wszystkim zapomnieli. Najgorsze deus ex machina ever. Khem, w każdym razie, w tej serii i znów mam okazję ponapawać się moim ulubionym antagonistą znanym z "Dwunastu portali" - Fobosem. Który, niestety, kończy dość lamersko.

5. Księga Żywiołów - od tej serii czytałam już skany z angielskich wydań komiksów. Nie do końca pamiętam, o co tam chodziło, sam wątek główny nie był zbyt interesujący, ale za to wątek poboczny miłości Cedrika i Orube... Mamuniu, to było piękne. Niestety, jego zakończenie też jest kiepskie - nie chcę spoilerować, ale powiedzmy, że kiedy wszystko się rozwiązuje, Orube po prostu wraca do swojego świata i już nigdy więcej o niej nie słyszymy. Laaame!

6. Ragorlang - od początku do końca nie byłam w stanie ogarnąć, o co tam właściwie chodziło. Pamiętam tylko przeważnie kiepską kreskę, jakieś mroczne potworki i wątek romansowy Hay Lin. Strasznie kiepskie to było. Nawiasem mówiąc, czemu jedyną Czarodziejką w szczęśliwym związku jest Will, a związki pozostałych dziewczyn albo się urywają bez słowa albo w ogóle nikt o nich nie wspomina?

7. Nowa moc - jak w tytule: cała historia polega na tym, że każda z Czarodziejek przechodzi próby celem wzmocnienia swoich magicznych mocy. Nowe ciuszki są fajne, ale generalnie to nudy.

8. Teach 2b Witch - najbardziej niedorzeczna rzecz, jaką twórcy mogli wymyślić. Nagle się okazuje, że na Ziemi nie ma tylko słynnych pięciu Strażniczek Portali (patrz: "Dwanaście portali"), tylko jest ona PEŁNA bachorów obdarzonych magiczną mocą, które ktoś powinien nauczyć kontrolować. "Ktoś" czyli nasza dzielna piątka w towarzystwie jakiegoś brodacza z Kondrakaru, którzy otwierają szkółkę w magicznym, oczojebnie różowym autobusie. Głupota straszliwa i rujnująca wszystko, co zostało tak ładnie stworzone i opisane w dwóch pierwszych seriach.

9. 100% Witch - tu twórcy komiksu całkowicie stracili wenę na wymyślanie czegokolwiek. Zamiast tego mamy jednoodcinkowe komiksy na wszystkie okazje: o dniu matki, o miłości do ojca, o radości sportu, o pierwszym dniu w szkole... Wszystko to, by pokazać, że magia jest we wszystkim, z czym spotykamy się na co dzień. Pięknie, pięknie, ale... guzik mnie to obchodzi! Gdzie magia?! Gdzie portale?! Po co zdobywać superpotężne moce, skoro żadna z Czarodziejek ich i tak nie używa?! No chyba że odcinek traktuje o dbaniu o środowisko, wtedy dziewczyny używają swoich mocy, by oczyścić naturę, a potem przekonać się, że nie wystarczy oczyścić jednej plaży ze śmieci, tylko trzeba zmienić nastawienie społeczności. Fajnie. I edukacyjnie bardzo. Tylko że to jest zwyczajnie NUDNE i WTÓRNE.

Na razie to wszystkie serie, jakie do tej pory się ukazały. Mam nadzieję, że cały urok W.I.T.C.H. jaki znam nie zginął wraz z Fobosem i po tej beznadziejnej dziewiątce przyjdzie znów czas na jakąś epicką akcję.

A tymczasem na podstawie komiksu powstał też i serial animowany. Choć to "na podstawie" jest straszliwie naciągane, bo choć większość głównych bohaterów jest względnie ta sama, to cała reszta różni się diametralnie. Niestety na minus. Kiedy oglądałam go za młodu (specjalnie wstawałam w niedziele na siódmą rano, gdy leciał na Polsacie, matko borska) już wtedy mi się niezbyt podobał. Irytował już od pierwszych chwil: beznadziejną piosenką i koszmarnym dubbingiem: Czarodziejki albo skrzeczą, albo buczą, żadna nie mówi normalnie. Przed chwilą włączyłam sobie angielską wersję, bo zwykle oryginał brzmi lepiej (choć właściwie serial powstał we Francji, więc oryginalnie Czarodziejki mówią chyba po francusku...? mniejsza). Pozytywnie zaskoczyła mnie piosenka w intro, która jest o stokroć lepsza od polskiej. Dla porównania: opening angielski i opening polski (słuchanie tego sprawia mi fizyczny ból...). Niestety, głosy bohaterek są tak samo okropne jak w polskiej wersji. Może nawet jeszcze gorsze.

I jeszcze ponieważ mam ochotę i wiem, że wszyscy lubią takie rzeczy, wypiszę najgorsze wady serialu.

1. Fobos - to mnie chyba wkuropatwia najbardziej. W komiksie Fobos był opisywany jako uzurpator, tyran i okrutnik, ale jednocześnie wcale na takiego nie wyglądał: zawsze przystojny, elegancki, nienagannie ubrany (i uczesany, mrr) w szaty o jasnych barwach, mieszkający w kryształowym pałacu, pośród pięknych ogrodów... Tymczasem serialowy Fobos to po prostu karykaturalny szwarc-charakter. Ma czarno-czerwono-bure ciuchy i żyje w ponurym zamczysku, którego nie powstydziłby się hrabia Kaczula. Jego komiksowy image ma dla mnie o wiele więcej sensu: całe królestwo go nie obchodziło, mogło sobie być biedne, bure i ponure, ale on sam był przecież KRÓLEM, chciał otaczać się pięknem i przepychem, na jaki - jak sądził - zasługiwał. No i kurde, porównajcie te dwa obrazki i powiedzcie, który jest lepszy. No który?!
Seks
Antyseks

2. Okropny początek - no więc od samego początku widzimy nie Will, nie resztę przyszłych Czarodziejek, nawet nie Wyrocznię, ale kogo? CALEBA. Postać drugoplanową znaną w komiksie z nieudanego związku z Cornelią (o czym szerzej w punkcie 4). Kradnie z pałacu Fobosa broń, zajeżdża strusia na śmierć i mówi, że musi udać się na Ziemię, by odnaleźć prawowitego dziedzica tronu. Potem przeskakujemy do Hay Lin, która kicha i demoluje sobie pokój. Babcia - Yan Lin - od razu załapuje, że ma wnuczkę-Strażniczkę i prosi ją, by zaprosiła swoje koleżanki: Irmę, Cornelię i Taranee. Will, jako nowa uczennica w szkole, dołącza do nich mimochodem. I na herbatce dowiadują się od babci Hay Lin, że każda z nich ma magiczną moc. Skąd babcia wiedziała, że to akurat ONE? Skąd mogła wiedzieć, że całkowicie przypadkowo dołączy do nich Will, którą poznały tego samego dnia w szkole? Czemu nie widzieliśmy wcześniej, jak każdej z dziewczyn przydarzają się niezwykłe zjawiska, poza Cornelią i Hay Lin? I czemu Yan Lin mówi, że Taranee bała się ognia? Taranee w komiksie uwielbiała ogień, początki swojej mocy odkryła, gdy przy przeprowadzce nieświadomie pokochała dom, który w przeszłości ogarnął pożar. Nic tu się nie trzyma kupy, kompletnie nic.

3. Yan Lin - w komiksie (uwaga, spoilery, jeśli kogoś to obchodzi) już na samym początku swoją główną rolę odegrała szybko, a potem umarła, zostawiając Czarodziejki same ze swoim zadaniem. Potem okazuje się, że jej dusza żyje spokojnie w Kondrakarze, dużo później zostaje nową Wyrocznią, co już jest trochę lamerskie, ale da się z tym żyć. W serialu zaś wygląda na młodszą o jakieś 50 lat (nawet nie ma siwych włosów... naprawdę, Yan Lin i Hay Lin nie muszą mieć włosów w tym samym kolorze, widz zrozumiałby i bez tego, że są ze sobą spokrewnione), cały czas żyje, ma się dobrze i ustawicznie udziela Czarodziejkom rad. Mała rzecz, a drażni.

4. Caleb kocha Cornelię, Cornelia kocha Caleba - w komiksie był to mój ulubiony wątek miłosny (przynajmniej do czasu Orube i Cedrika), który miał za sobą ciekawe, dobre backstory uwzględniające Elyon i jej niemrawe wspomnienia z życia w Meridianie. W serialu zaś... Caleb przyłazi przez portal na Ziemię, widzi Cornelię, Cornelia rumieni się i przeczesuje włosy... I już, miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, jak to się rozwiązuje później, ale zgaduję, że znów miałabym na co narzekać.

5. Brzydka animacja - i tyle. Naprawdę, animacja jest po prostu kiepska. Sztywna, drętwa, mało dynamiczna... Zwykle w serialach najlepsza jest w openingu, ale nie, nawet tam wygląda jak pokaz slajdów. Obejrzyjcie dowolny fragment i przekonajcie się sami.

6. Blink, Bink czy jakkolwiek się to gówno nazywa - twórcy serialu postanowili wyposażyć go w zbędny, wkurzający i kompletnie nieśmieszny Element Komiczny w postaci małego, zielonego mieszkańca Meridianu, który przemyca śmieci z Ziemi, ślini się i rzuca kiepskimi dowcipami. Sam pomysł takiego szmuglera nie jest zły, tylko wykonanie jest wprost okropne. Nienawidzę, kiedy ta mała cholera pojawia się na ekranie.

Nie umiem pisać zakończeń, więc do widzenia.

7 komentarzy:

  1. Ech, byłam chyba za stara, żeby się w to wciągnąć, a jednocześnie za młoda, by czerpać radość z oglądania 'for the lulz' więc fabułę W.I.T.C.H znam mocno pobieżnie - wiem tylko, jak wyglądały główne bohaterki i jakimi żywiołami władały. Ale Winky, jeżeli kiedykolwiek weźmiesz w ten sam sposób na tapetę Sailor Moon, to obiecuję zamieścić tu długi i konkretny komentarz ;)


    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tylko trochę odcinków obejrzałam, a komiksów w ogóle nie czytałam. Jakoś tak wyszło... ;>
    Posłuchałam wersji angielskiej openingu i... kurczę, to jest całkiem niezłe. Da się słuchać bez bólu. Gdyby komuś to puścić, to pewnie by się nawet nie skumał, że to piosenka z jakieś bajeczki ;) Polska wersja jest naprawdę straszna przy tym.
    Ale z mocnych piosenek bajek dla dzieci zwycięża u mnie "Marsz Wilków" z "Akademii Pana Kleksa" xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. A teraz wszystko się skończyło na tej dziewiątce... Jak oni mogli? Wszystko zaczęło się sypać w szóstce, chociaż wcześniej też było zapominanie o postaciach i wątkach. No trudno, czarodziejki zawsze będę wspominać całkiem miło

      Usuń
  4. "ta opowieść bardzo mi się podobała z uwagi na to, że najbardziej wkurzająca mnie postać w tym uniwersum dostała porządnie po dupie - ta cholerna Wyrocznia."
    O, tak! Jak ja się bardzo z tym zgadzam! Ło Boru i Jeżu, ten facet jest tak przeraźliwie zarozumiałym, zadufanym w sobie hipokrytą, że szczerze życzyłam mu śmierci w tym Purpurowym Jeziorze czy jak toto się nazywało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witch to po prostu klasyka :) porównajcie te współczesne bajeczki...

    OdpowiedzUsuń
  6. WITCH to KLASYKA... to legenda! Ostro im pojechałaś, a ja absolutnie się z Tobą nie zgadzam. Komiks jest dużo lepszy od serialu, zdecydowanie - to fakt. Ale jak nie rozumiesz, o czym była saga z Ragorlangiem, to chyba nie powinnaś się na ten temat wypowiadać. Nowe moce to piękna saga... cudowna od początku do końca! Jestem fanką witch'a i zawsze będę. To jest coś więcej niż komiks i serial. To są wszystkie marzenia mojego dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń