niedziela, 17 lutego 2013

Friendship is even lamer than expected

Jakiś czas temu narzekałam, że pierwsze dwa odcinki trzeciego sezonu My little pony: Friendship is magic były okropne. Kiedy wczoraj zobaczyłam ostatni... zaczęłam te pierwsze postrzegać jako arcydzieło. Serio, trzynasty odcinek trzeciego sezonu jest czymś wprost poniżej krytyki. Ale i tak się jej podejmę, bo jestem wrednym hejterem, o.

Zanim jednak to zrobię, najpierw pokrótce przyjrzę się wszystkim innym odcinkom trzeciego sezonu, bo nie wszystkie były tak złe, jak pierwszy i ostatni i wciąż jest co lubić.

Odc. 3 "Too many Pinkie Pies"
Po przeczytaniu opisu odcinka na wiki myślałam, że to będzie raczej kiepski odcinek. Tymczasem okazał się jednym z lepszych tego sezonu. Mimo że Pinkie nie jest moim ulubionym kucem - ba, gdyby była człowiekiem, miałabym ochotę ją zabić, taka jest momentami głupia i wkurzająca - jest też jedną z najdziwniejszych postaci, a to daje sporo okazji do śmiechu. Tyle robi jedna Pinkie Pie, a co dopiero dziesiątki...

Odc. 4 "One bad apple"
NIE SŁUCHAJCIE TEJ PIOSENKI. Jest zarąbista i wkręca się momentalnie. Potrafię jej słuchać cały dzień bez przerwy i wciąż mi się nie znudziła. Co zaś się tyczy odcinka: jeden z moich ulubionych w ogóle. Fajne jest to, że Babs ma nieco inny design niż inne kucyki-dzieciaki, ma bardziej owalną głowę i się wyróżnia w tłumie. 

Odc. 5 "Magic duel"
Po odcinku o powrocie Trixie spodziewałam się czegoś więcej. O wiele lepsze okazały się przedpremierowe domysły fanów: że jej amulet jest nawiedzony przez ducha Sombry z odcinków o Kryształowym Królestwie i ten próbuje wrócić za jej pomocą. Ale dupa. Zamiast tego mamy najpotężniejszy artefakt na świecie, o którym nigdy nie słyszeliśmy i który widzimy po raz ostatni. Dwa plusy: nawiązanie do Yody i delegaci z Saddle Arabii. Chcę więcej! Więcej!

Odc. 6 "Sleepless in Ponyville"
To był dość nudny epizod... Miał dwa plusy w postaci księżniczki Luny i ładnych krajobrazów na koniec, ale poza tym nie zrobił na mnie wrażenia.

Odc. 7 "Wonderbolts Academy"
Czyli Rainbow Dash spełnia swoje marzenie. Podobało mi się to, także Lightning Dust, która wydawała się być lepsza od Dashie, co wpędzało ją w kompleksy.

Odc. 8 "Apple family reunion"
Znów spodziewałam się czegoś lepszego: przede wszystkim fabuła była strasznie przewidywalna. Applejack pierwszy raz bierze na siebie zadanie przygotowania rodzinnego spotkania, stara się za bardzo, co prowadzi do katastrofy, ale koniec końców wszyscy się cieszą i śpiewają... Ale i tak odcinek niezły, i wciąż ciekawszy od szóstego.

Odc. 9 "Spike at your service"
Do tej pory każdy z odcinków trzeciego sezonu obejrzałam już po kilka razy. Tego - nie. Dlaczego? Bo okropnie mnie wkurzają zrobione animacją 3D timberwolfy. Czemu nie mogli zrobić ich we flashu, jak w odcinku, w którym Grannie Smith opowiadała historię powstania Ponyville? Wyglądały wtedy dobrze, a tutaj... Ugh, za bardzo odstają od całej reszty, patrzeć na nie nie mogę!

Odc. 10 "Keep calm and flutter on"
Wspaniale było znów zobaczyć Discorda, a jego interakcje z króliczkiem Fluttershy to coś pięknego. <3 Ale bardzo mi się nie podoba, że mój ulubiony czarny charakter tak łatwo przeszedł na jasną stronę mocy. I jeszcze jedno: żądam odcinka, w którym zobaczymy, jak wygląda wykorzystywanie jego mocy w dobrej wierze, bo jakoś umiarkowanie jestem w stanie to sobie wyobrazić, bez uwzględnienia naruszania równowagi w przyrodzie.

Odc. 11 "Just for sidekicks"
Znowu odcinek o Spike'u... Wyobrażam sobie, że fani Rarity muszą być po czymś takim mocno wkurzeni, żeby drugoplanowa postać dostała aż dwa odcinki w sezonie, a jedna z głównych bohaterek - ani jednego. Ale tragedii nie było, sceny ze zwierzakami siejącymi chaos były zabawne, a w serialu zaistniała jakaś ciągłość - następny odcinek traktuje o tym, co w tym samym czasie robiły główne, czterokopytne bohaterki.

Odc. 12 "Games ponies play"
Matko, jak ten odcinek mnie zirytował. Przecież to było takie oczywiste, że odebrały złego kucyka ze stacji, ale żeby spytać: "Ej, sorry, jesteś tym kucykiem, którego szukamy?" to niuuue, no przecież! Załapać, że coś jest nie tak - no skądże znowu! O matko, jakie to było frustrujące. Ale tyle dobrego, że fryzura-jeżozwierz zwaliła mnie z krzesła.

No i dochodzimy do armageddonu, trzynastego, ostatniego odcinka sezonu - "Magical mystery cure"...

O tym, że Twilight Sparkle stanie się alicornem, plotki krążyły już od dawna - pojawiały się takowe ilustracje w książeczkach dla dzieci, w końcu na jakieś dwa tygodnie przed premierą Hasbro puściło farbę i oficjalnie opublikowało screena ze skrzydlatą Twilight, w fandomie rozpętała się burza... Jedni mówili, że to koniec MLP:FiM, inni, że przecież do tej pory wszystko było ok (ekhem...), więc należy zaufać twórcom, a poza tym to już na samym początku zaplanowali przemianę Twilight, zatem nie ma się czego bać.

Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że jej przemiana będzie chwilowa: opis odcinka mówił o przypadkowo rzuconym zaklęciu, które miesza przeznaczenia kucyków, myślałam, że może Twilight zamieni się przeznaczeniem z Cadance, ale potem wszystko uda się odkręcić. Niestety, myliłam się. I może nie mierziłoby mnie to tak bardzo, gdyby nie FORMA, w jakiej zostało nam to podane.

Niezależnie od opowiedzianej w nim historii, sam odcinek też ssie. Zaczyna się piosenką i nie zamyka japy przez następne dwadzieścia minut. Żeby choć jedna piosenka była tak fajna i wkręcająca jak "Babs Seed" z czwartego odcinka, ale nie. Wszystkie jak jeden mąż są nieciekawe i zwyczajnie irytujące - bo pojawiają się, choroba jasna, jedna po drugiej. 

Dalej: okazuje się, że wszystko JUŻ jest nie tak. Wszystkie kucyki mają pomieszane cutie marki, a widz nie ma zielonego pojęcia, co się dzieje. Dopiero z flashbacku Twilight dowiadujemy się, że ta pierdoła saska otrzymała od księżniczki Celestii księgę z niedokończonym zaklęciem Starswirla Brodatego i przez przypadek je rzuciła. I śpiewa o tym, jak bardzo jest jej źle i smutno, a mój emowskaźnik pika na czerwono. Potem Twilight dosłownie od razu wpada na pomysł, jak to naprawić, biegnie na pomoc swoim przyjaciółkom, ZNOWU o tym śpiewa, wszystko się udaje i harmonia zostaje przywrócona. Wtedy nasza genialna fioletowa klaczka wpada na pomysł, jak dokończyć zaklęcie Starswirla, co też czyni. Nagle Elementy Harmonii wszystkich przyjaciółek zaczynają emanować magią i... dzieje się to:

Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że wyleciała w powietrze.
Twilight jest zawieszona w jakiejś czarodziejskiej próżni, gdzie Celestia mówi jej, jaka jest wspaniała, cudowna, mądra i że osiągnęła wszystko, ponieważ rozumie potęgę przyjaźni. Nie, wróć, Celestia jej tego nie mówi. Ona jej to ŚPIEWA. Przy tym przypomina Twilight jej wspaniałość poprzez wyświetlenie dziesiątek ekranów z fragmentami poprzednich odcinków, co wygląda wprost paskudnie i jest tak tanim chwytem ze strony twórców serialu, że zaczynam szczerze wątpić w ich kreatywność - podobnie zrobiła Trixie w piątym odcinku i wtedy też wydało mi się to okropne wizualnie. W każdym razie: w nagrodę Twilight zostaje przemieniona w alicorna i staje się księżniczką.

I tu chciałabym się na chwilę zatrzymać. Księżniczką CZEGO? Już przełknę to, że tutaj "księżniczka" jest ślicznym zamiennikiem dla słowa "królowa", bo mamy księżniczki Celestię i Lunę, które władają całą Equestrią, mamy księżniczkę Cadance, która została władczynią Kryształowego Imperium, ale Twilight? Czego jest księżniczką? Elementów Harmonii? Serio tak niewiele potrzeba, by w Equestrii stać się księżniczką i dostać w bonusie róg i/lub skrzydła? Skoro tak, dlaczego Twilight wydaje się być pierwsza, którą spotkał taki zaszczyt? I dlaczego tylko klacze mają ten przywilej? Nigdy nie było w dziejach alicorna-ogiera? Starswirl Brodaty był za mało zajebisty, by zostać księżniczką? Tyle pytań bez odpowiedzi!

Odcinek kończy się powrotem Twilight do swojego domu. Przyjaciółki dziwią się, ale wszystkie są z niej dumne i szczęśliwe. Potem jest oficjalna... koronacja...? prezentacja...? Whatever, oficjalna oficjalność na cześć księżniczki Twilight w okropnej, różowej sukience. Koniec.

Ech... Już w odcinkach o Kryształowym Imperium niesamowicie wkurzało mnie to, jaką przerażającą Mary Sue była Twilight. Tutaj osiągnęło to po prostu apogeum. Popełnia błąd, ale naprawia go bez problemu, co nie przeszkadza jej przez chwilę popłakać nad swym straszliwym nieszczęściem (i oczywiście musi o tym ŚPIEWAĆ, arrrgh!). Dostaje tytuł szlachecki i, no kurde belans, ZMIENIA RASĘ, praktycznie bez powodu - po prostu bo "wykazała się cechami godnymi księżniczki". A najgorsze jest to, że pozostałe pięć kucyków jest zepchniętych totalnie na drugi plan. Na początku są tylko komiczną wstawką i pretekstem do tego, by Twilight mogła się wykazać - ich chwilowa zmiana przeznaczenia nie ma na nie najmniejszego wpływu, nie pamiętają, jakie były dawniej, a po wszystkim stwierdzają, że musiały mieć straszny sen. Na końcu zaś istnieją tylko po to, by się uśmiechać w tle i cieszyć z wielkości Twilight - co jest bardzo szlachetne i w ogóle, ale dla mnie to było bardzo smutne. Czemu tylko Twilight została nagrodzona? Jasne, jest główną bohaterką i uczennicą Celestii, ale czemu pozostałe mają być teraz tymi gorszymi, czemu mają być uczennicami Twilight i kłaniają jej się w pas? Nie mówię, że teraz wszystkie mają się stać alicornami, ale czemu są tak bardzo spychane na drugi plan?

Still better alicorn than Twilight.
Kiedyś po prostu nie lubiłam Twilight - za jej przemądrzałość i mentorski ton. W tej chwili jej zwyczajnie nie cierpię. Ale i tak z niecierpliwością czekam na kolejny sezon. Mam nadzieję, że nasza świeżo upieczona księżniczka przynajmniej pozostanie skromna i nieśmiała, i nie wyprze całkowicie pozostałych kucyków z serialu swoją nowo nabytą zajebistością.

11 komentarzy:

  1. Zaczęłam kiedyś oglądać MLP dzięki bumowi na forum SuS, ale dobiła mnie właśnie ta Marysuistyczność Twillight, więc dałam sobie spokój. Poza nią, to fajny odmóżdżacz, ale jak tu się odmóżdżyć, kiedy na pierwszy plan pchają tak irytującą bohaterkę. Po przeczytaniu tego postu utwierdzam się w przekonaniu, że chyba nie będę wracała do prób zmożenia MLP.
    Ale tak abstrahując już, to zawsze podobała mi się Rarity ^.^ Pewnie dlatego, że jako dziecko miałam pluszowego, biało-fioletowego jednorożca, więc mi się dobrze kojarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. mam takie same odczucia podpisuje sie wszystkimi konczynami i cyckami
    jest mi źle

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja akurat kucyków nie oglądam, poza momentami kiedy siedzę sobie u babci, a moja mała kuzynka puszcza je na jednym z tych bajkowych programów. Ale nie o tym chciałam mówić. Winky, kiedy mówisz komuś: absolutnie NIE słuchaj tego, nie ma siły, musi posłuchać i już. No i przesłuchałam tę piosenkę :D Póki co, jeszcze mi nie chodzi strasznie po głowie, ale kto wie, możliwe, że na najbliższym wykładzie nie będę mogła się jej oprzeć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie zgadzam się z wszystkim, trzecia seria jest o wiele gorsza niż dwie poprzednie. Ale nie zgadzam się, że ostatni odcinek był aż tak zły. xD

    Piosenki o "zamienionych znaczkach" i o "prawdziwiej przyjaźni" są do słuchania, a te druga chodziła za mną parę godzin (chociaż część Rarity jest okropna, ale Applejack jest najlepsza).

    Co do Twilight-alicorna, to... ugh. Wiedziałam, że jest jakąś wybranką stowrzoną do wielkich rzeczy od kiedy pokazali jej "wybuch magii" na egzaminie i to jak sama księżniczka wzięła ją na uczennicę.

    Ogólnie - to komuś też ostatni odcinek wydał się... za szybko? Jakby chcieli zrobić coś w stylu odcinków z Discordem, ale nie mieli czasu antenowego i wciepli wszystko w 1 epizod? xD

    Na pocieszenie: Twilight straci skrzydła w 3/4 odcinku 4 serii, bo odrzuci bycie księżniczką, gdy dowie się, że musiałaby mieszkać w Canterlocie, a nie Ponyville. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż cztery odcinki zajmie jej dojście do tego wniosku? A podobno jest bystra. xD

      Hm, tylko nie wiem teraz, jak to odebrać. Czy to reakcja na zmasowany atak bronies, czy było to zaplanowane już wcześniej? Tak czy siak, wychodzi trochę niezręcznie: cały sezon kończy się tym wielkim wydarzeniem, a teraz co, "Nie, jednak nie chcę" i puf, zniknęło? o.O Dziwne.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Raczej zrobią to na zasadzie "odrzuca zaszczyt bycia księżniczką dla swej jedynej i prawdziwej przyjaźni". xD

      Usuń
  5. Oj Daj spokój, nie mają samca... A myślałaś, że jak się Alicorny rozmnażają? ; D
    I nie są w tym chyba zbyt dobre, nie? Więc czego księżniczką mogła zostać Twilight? ; D
    Ja nic nie mówię, ale ta kwestia mnie dzisiaj tak przejęła, że śniło mi się o tym, jakie to niesprawiedliwe, że Twilight dostała skrzydła... xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do czwartego sezonu, ciocia Wiki twierdzi że jest TBA, a MLP wikia twierdzi, że go nie będzie w ogóle. Ale za to będzie co innego - http://mlp.wikia.com/wiki/Equestria_Girls_(TV_series) Uha huha uha, lol roku xD Żeby nie było, nie jestem tym zachwycona. Chcę zobaczyć kucykowe igrzyska, chcę zobaczyć jak młodzież zdobywa swoje znaczki, i jak sama napisałaś, chcę zobaczyć jak Discord działa w imię dobra i sprawiedliwości, i jak to wszystkim wyjdzie bokiem.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym też słyszałam, ale myślałam, że to tylko plotki i fanowskie rysunki. O święty Lolu... o.O

      Usuń
  7. Ja uważam, fakt nagrodzenia samej Twilight za niesprawiedliwy. Przecież jej przyjaciółki zrobiły znacznie więcej, więc czemu zostały zepchnięte na drugi plan? Ona nic nie robiła poza siedzeniem z nosem w książkach (które były dla niej wciąż ważniejsze od przyjaciół) i ciągłym podlizywaniu się Celestii. Cały czas gadała tak: ,,muszę się uczyć...bla bla bla...księżniczka Celestia...bla bla bla''. Za to jej właśnie nie lubię. Zwykła kujonka i lizuska ;/

    OdpowiedzUsuń