środa, 6 lutego 2013

Twórcze pisanie

Jak w tytule: twórcze pisanie. Taki kierunek na kulturoznawstwie na UŁ. Bodaj pierwszy w Polsce, wzorujący się na zagranicznym creative writing. Studia jak studia - z jednej strony czujesz, że robisz naprawdę to, co zawsze chciałeś robić, a z drugiej musisz co semestr wkuwać bez końca te same dyrdymały tych samych starych pryków, Desosjerów, Bałwanistów i innych Romanów w Ogrodzie. Ot, nie można mieć wszystkiego, ale jak już coś jest dobre, to jest NAPRAWDĘ dobre.

No więc co się robi na takim twórczym pisaniu? Przez pierwszy semestr z grubsza nic związanego z twórczym pisaniem, ale nie ma co się zrażać, bo od drugiego robi się ciekawie. Przykładowo: w tym semestrze na zajęciach z form narracyjnych (pozdrawiam Pana Poktora) skupialiśmy się na wykładach niejakiego Italo Calvino, a dokładniej na jego "Wykładach amerykańskich". Bazując na tychże wykładach, próbowaliśmy własnych sił w pisaniu w określonych przez niego stylach: szybkość, zwłoka, lekkość, ciężkość, przejrzystość, mglistość, dokładność, mętność, jednowymiarowość i wielorakość. Sprawa fajna dla kogoś, kto nie może znaleźć "swojego" stylu, w którym czułby się najlepiej, dla pozostałych - albo katorga, albo niezły ubaw.

Weźmy taką jednowymiarowość. Sprawa jest pozornie prosta: napisać coś z perspektywy innej niż ludzka: świat oczami kota, laptopa, bakterii and so on. Jednak jak już się człowiek ucieszy, że napisał fajne opko o piesku, nagle okazuje się, że nadal pisze o człowieku. Bo zapomina a to o tym, że pies ma węch tysiąckrotnie czulszy od ludzkiego i nie bierze tego pod uwagę w trakcie pisania, albo mówiąc głosem psa używa nazw, którymi posługują się ludzie, a to nie wczuje się zbytnio w rolę i skończy jak ja, któram napisała opowiadanie o ciężkim, dwuręcznym mieczu i na zajęciach doszliśmy do wniosku, że powinnam była napisać o rozentuzjazmowanym, piszczącym z uciechy sztyleciku do listów, i wtedy może by się to trzymało kupy. Trzeba pamiętać o wielu rzeczach i mieć sporą wyobraźnię, by napisać w tym stylu coś naprawdę dobrego i przemawiającego.

Jeszcze śmieszniej ma się sprawa z mętnością. Głównym założeniem jest stwierdzenie, że powiedzenie czegokolwiek o czymkolwiek jest absurdalne. Jako przykład mieliśmy podane "Czułe guziczki" Gertrude Stein. Kilka z tychże cytatów: „Każdy drobiazg jest zmianą, ale tylko wtedy, jeśli nic się nie zmarnowało w piwnicy”, „Niestety brudne tak, niestety brudny smak niestety brudny smak, niestety brudny ptak” oraz „Puszka zawierająca firankę ma trwałe sentymentalne zastosowanie”. Gdy próbowałam napisać coś w tym stylu, wpadłam w panikę. Toż to bełkot pijaka, a ja pić - nie piję, ćpać - nie ćpam, jakim cudem mam stworzyć coś TAK absurdalnego? W końcu, w akcie desperacji, uciekłam się do metody bliższej dokładności: wzięłam swoje opowiadanie z podstawówki i na chybił-trafił kopiowałam po kilka słów. Efekty można podziwiać poniżej.

Fantazja nieokiełznana
Zacznijmy od tego, że się nie ruszyło. A ty masz głośne chrapanie. Śliczna muzyczka z mojego tunelu – widać, że dwie pierwsze osoby szybko odpowiedziały, jakby moja ręka przywarła pod wodą. Zmieniło się bardzo dużo. Pamiętałam Damacona. Był trollem w pięknej komnacie, i to głupim w dodatku. Poszłyśmy więc do swoich czterech koni, a on powiedział nam, że przed nami z drzew zeskoczyły ciche szelesty. „To zbyt obrzydliwe” – stwierdziła Mania. Nie myślałam kompletnie o niczym. Na jakimś brnięciu przez płytką wodę, patrząc, czy mamy głowę, biegło za nami gęsiego tylko sześć katoblepasów. Przeszkody (w końcu ja im dałam umiejętności) zniknęły i zaczęłam krzyczeć. Nie zobaczymy ich, wchodzimy w portal. Powiedziałam ,,Credendo...” i zsiedliśmy z koni na podłodze wbudowaną w ścianę. „Nieźle to skombinowałem, co?” – zawołał i podbiegł otworzyć okno. Minęło jeszcze nam długo, było ciemno jak w grobie. Nie zabrali nam broni... Usłyszeliśmy nad moimi myślami około tysiąca pięciuset jeden chwili. Nikt już się nie odezwał.

A czymże jest dokładność? Tu sprawa jest mniej twórcza - trzeba napisać coś, kierując się pewnym określonym algorytmem. Można na przykład napisać tekst całkowicie pozbawiony jednej albo kilku liter. Można wybrać jakieś liczby i przy pisaniu używać opcji T9 w telefonie. Można zrobić tzw. kulę śniegową, w której każde kolejne słowo ma jedną literę więcej od poprzedniego. Jak w moim cudnej urody wierszyku, w którym każde słowo ma literę więcej, a co drugie jest rozwiniętą formą słowa poprzedniego (o Cthulhu, nie umiem tego matematycznie wytłumaczyć):

KRĘ
KRET
KRĘCI
KRETYN
KRECIKU
KRETYNIE

Jestę poetę.

A przed chwilą wysmrodziłam opowiadanie zaliczeniowe, które miało się składać z co najmniej dwóch stylów. Wybrałam zatem dokładność, szybkość (dynamika zdarzeń i coś tam jeszcze) i mglistość (tekst nie wiadomo o czym). Najpierw dwie godziny spędziłam na etapie dokładnościowym, potem stwierdziłam, że to koszmarne i nic z tym nie zrobię, a dziś przypomniało mi się, że rzuciłam to w cholerę parę tygodni temu, a sesja powoli się kończy. I tak powstało opowiadanie o tytule, który zapomniałam zmienić i którego wszystkie etapy powstawania wrzucę tu dla szeroko pojętej potomności. Matko, jakie to głupie jest.

ETAP 1


Wybrałam 9 książek fantasy (dlaczego 9: w numerologii jest liczbą magiczną, ostatnią i najwyższą, wielokrotnością trójki – liczby, która ma początek środek i koniec; jej słowa-klucze to: talent, ideał, otwartość, uniwersalność, rozmach, wolność) i ułożyłam je w kolejności alfabetycznej nazwiskami autorów. Są to:
1)      Piers Anthony „Zaklęcie dla Cameleon”
2)      Peter S. Beagle „Ostatni jednorożec”
3)      Marion Zimmer Bradley „Mgły Avalonu”
4)      Michael Ende „Niekończąca się historia”
5)      Anne McCaffrey „Biały smok”
6)      Patricia A. McKillip „Zapomniane bestie z Eldu”
7)      Phillip Pullman „Złoty kompas”
8)      Patrick Rothfuss „Imię wiatru”
9)      Andrzej Sapkowski „Krew elfów”

Biorę kości k4, k100 i k10. Odpowiadać one będą kolejno: setkom, dziesiątkom i jednostkom. Przykładowo: wylosowałam kolejno 3, 80 i 7, co oznacza, że pełna wylosowana przeze mnie liczba to 387. Jest to numer strony, na której będę otwierać każdą książkę w powyższej kolejności i przepisywać z niej pierwsze pełne zdanie na tej stronie. Losowanie odbywa się dziewięć razy. Maksymalna liczba, jaką mogę wylosować to 499. Jeśli dana książka ma mniej stron, biorę liczbę stron, jaką ma, odejmuję od wylosowanej liczby i korzystam ze strony, która wyjdzie w wyniku tego odejmowania. Na przykład: jeżeli wylosowałam 387, a dana książka ma 270 stron, wtedy 387-270=117 – jest to strona, z której przepiszę zdanie z tej książki w danym cyklu. Jeśli różnica nadal jest wyższa od liczby stron, odejmuję od tej różnicy jeszcze raz liczbę stron.

Cykl 1: 265

- Przecież...
Przecież kiedyś wymyślił, że w ogóle ma nie być hasła, i kazał strzelać do każdego kto odpowie.
Za sobą usłyszała przeraźliwy, świdrujący krzyk, aż skóra jej ścierpła.
Był to Fuchur, smok szczęścia.
Świadom, jak wiele szczęścia zawdzięcza obydwu jeźdźcom, Jaxom wyjąkał jakieś słowa podziękowania.
- Sybel... Smok... zranił człowieka... Chodź szybko...
Niedobry!
Jedyną rzeczą, jakiej mi brakowało, były odpowiednie dla szlachcica szaty.
Spacerujące po parku adeptki zerkały na nie ciekawie, szeptały, chichotały.

Cykl 2: 360

- Drążyle! – wyszeptał czarodziej, a Bink zawtórował mu, warcząc.
- Jesteś całkiem bystra jak na to, kim się stałaś – stwierdził – ale niemrawa jak na to, kim byłaś.
Usiadła i szybko zjadła trochę chleba i wypiła kubek wody ze Świętej Studni.
- A kto by to miał być?
- Nie widziałeś jeszcze wszystkiego, Robintonie – powiedziała Lessa i wzięła go za rękę.
Szukała Corena.
Nie odniosła żadnych obrażeń, brakowało jej jedynie tchu.
Następnego ranka obudziłem się wcześnie, umyłem się i zjadłem coś w Mesie.
- Rozumiem – skrzywiła się drwiąco Triss.

Cykl 3: 446

Bink zamyślił się przez chwilę.
Płatam psie i małpie figle, bo nie mogę dotrzeć do samej esencji, ale wiem, na czym polega różnica.
- A ten nasz biskup to nieuk.
- Ja na twoim miejscu – szepnął – sam bym zjechał do żupy Minroud i kopał na przodku.
- Jutro w Bendenie będziemy mieli Nici, ale jeżeli jest tak, jak mówisz...
Wiedziałem... wiedziałem, że chce mnie mieć przy sobie.
Ciało Rogera leżało nieruchomo w ramionach dziewczynki.
Manet zaczął od prostych rzeczy, zapoznając mnie z rudymentarnymi formułami w rodzaju tych, jakich wymaga utwardzone szkło czy chłodnice cieplne.
Tuż obok Ciri załomotały nagle kopyta, zachrapały konie – dwóch elfów, wywijając mieczami, spychało ku niej ciskającego się wściekle Yarpena.

Cykl 4: 114

- Zjesz coś? – zapytała troskliwie Iris, kiedy wrócił do niej.
- Przyszliśmy prosić króla Nędzora o audiencję – dodał.
Nie była pewna drogi.
Zapałka sparzyła mu palce, więc ją wyrzucił.
Wtedy Lessa odstawiła czarkę, rozlewając wino na kamienny stół.
Ale dzisiaj, jak sądzę, jest tylko jedna możliwa odpowiedź.
Po przeciwnej stronie znajdowało się wejście stacji kolejki podziemnej; po schodach wchodziło i schodziło jeszcze więcej osób.
- A więc sądzisz, że istnieje jedna pierwotna opowieść, której wszystkie są tylko odrostami? – zapytał Ben.
W życiu żadnego nieluda nie ukrzywdziłem, a spójrzcie, łeb wyszczerbiony krasnoludzkim kordem.

Cykl 5: 145

Ale w jaki sposób przekonać się, że ma rację?
Nowy wiersz miał mieć formę sekstyny.
Jeśli zgodnie z przepowiednią Viviany i Merlina Igriana urodziłaby syna Uthera, Najwyższego Króla Brytanii, pierwszy z nich służyłby drugiemu.
Potykając się dalej na nierównym bruku w oparach mgły, usłyszał we wspomnieniu jeszcze raz łagodny głos Uyulali.
- Wyrządzono zniewagę Weyrowi Benden i Ramoth, i Lessie – powiedział N’ton.
Nie sądziłem, że wyjdziesz za Corena.
Przez mniej więcej dziesięć lat wywiązywał się z tego zadania znakomicie.
Przyniosłem to wszystko do ognia, postawiłem obok Bena.
Znikli, ale Ciri nie poruszyła się, leżała przypłaszczona do ziemi pod jałowcem, starając się oddychać jak najciszej.

Cykl 6: 451

Rok służby – w zamian za całe życie z Sabriną.
Ale że mnie, właśnie mnie wzięła za podobnego sobie szarlatana, to było jej pierwsze i zgubne szaleństwo.
Słyszała jeszcze, jak Artur mówi.
Chciał znaleźć Wodę Życia i był pewien, że zdoła tego dokonać.
Kiedy weszli głębiej, trafili na kolejną parę drzwi: na lewo otwarte, na prawo zamknięte; te ostatnie prowadziły, Farandel był tego pewien, do tyłu, do otoczonego rurami końca wehikułu.
- Bądź dla siebie łagodna, moja biała.
W głąb tej otchłani dzikiej.
- Kilka godzin każdego wieczora.
Ciri odwróciła się, przycisnęła twarz do boku Geralta.

Cykl 7: 261

- Eliksir! – krzyknęła Fanchon.
Jestem starszy niż wyglądam, i wcale nie taki dobroduszny.
Wiele lat temu, tak wiele, że nie pamiętała już ile, ona także oddała swe dziewictwo Rogatemu Bogu, Wielkiemu Myśliwemu, bogu spiralnego tańca życia.
Skraj lasu znajdował się na wzniesieniu, roztaczał się stąd rozległy widok na duże, niemal fioletowe jezioro, otoczone ze wszystkich stron podobnie zalesionymi wzgórzami.
- One nie są z Weyru Południowego, jeżeli o to się martwisz – powiedziała Sharra.
Wielkie zwinięte cielsko tworzyło cień na tle bardziej mrocznego nieba.
Jednak aeronauta – który znał się na zmianach pogody tak dobrze jak żeglarze – podejrzewał, że nadchodzi mgła.
Wziąłem pióro do ręki i napisałem.
Domyślasz się, co jest powodem.

Cykl 8: 340

- Jednak bez wątpienia stworzenia żyjące w Xancie mają przyziemskich protoplastów.
- Szukasz jednorożców – powiedziała.
I byłaś żoną człowieka, którego bardzo kochałaś.
- Dziękuję, dziękuję za wszystko!
- To powinno być takie oczywiste, N’tonie.
- Powiedziałam ci, że nie chcę z nią rozmawiać, dopóki nie skończysz!
- Albo... albo mu pomóc w ucieczce.
- Kategorie sympatii nie są wcale takie łatwe do przyswojenia.
Ściany wąwozu wznosiły się pionowo, zdawały się stykać wysoko w górze, przedzielone wąską kreską nieba.

Cykl 9: 161

Na szczęście siodło było mocno przymocowane, a głowa potwora znajdowała się pod wodą, tak samo jak Binka, a więc on również wstrzymywał oddech.
W rozpierzchłej poświacie promiennego robactwa włosy Lady Amaltei świeciły jak kwiat paproci.
Ja przyjmę mego pana w naszej komnacie.
Był to diabelski krąg, z którego nie sposób się wyrwać.
- Czy ona pozwoli mi Naznaczyć, panie?
Chcę wojny między Sirle i Drede’em; chcę, żeby Drede był bezsilny.
Przez kilka następnych dni Lyra obmyśliła tuzin planów i niecierpliwie je odrzuciła.
W wyrazie twarzy Popioła pojawił się sprzeciw.
Na wszelki wypadek.




ETAP 2


Po upewnieniu się, że nie umarłam z nudów, czytam powstały tekst i układam na jego podstawie fabułę, podmieniając pojawiających się bohaterów własnymi. Pisząc, kieruję się zasadami szybkości i mglistości.

OPOWIADANIE WŁAŚCIWE

Bardzo fajny tytuł

Arawis w osłupieniu patrzył na rozgrywającą się przed nim scenę. Przecież miało nie być hasła, tak? Dzieciak miał zabić każdego, kto spróbuje wejść, przyjaciela czy wroga, tak? Więc dlaczego przepuścił tę dziewczynę, ze sztyletem na udzie i łukiem w dłoni, wyglądającą zdecydowanie jak ktoś, kto jest w stanie walczyć?
Wtem usłyszał czyjś wysoki wrzask i głośny łopot. Smoki... więc może jednak uda się naprawić błąd Dzieciaka. Kiedyś będzie musiał im za to podziękować.
Wyjrzał zza drzewa, lecz zamiast dziewczyny, na ziemi leżał krwawiący obficie Dzieciak.
Nie! Jak to możliwe?! Widok smoka uchodził za zwiastun szczęścia, a tego na pewno nie mógł zaliczyć do szczęśliwego przypadku. Dlaczego smoki zraniły człowieka? Był pakt...
Cichy chichot za plecami Arawisa kazał mu się natychmiast odwrócić. Dziewczyna celowała w niego z łuku krótkiego, lecz o sporym naciągu – wywnioskował to z drżenia jej ręki próbującej utrzymać naciągniętą cięciwę. Gdy ujrzał z bliska jej twarz, od razu zrozumiał.
- Pół-smoczyca! – wysyczał.
- Tessa, jeśli łaska – poprawiła. – Jesteś całkiem bystry jak na człowieka.
Odłożyła łuk, schowała strzałę do kołczanu i wyjęła z torby piętkę chleba i zdobioną manierkę. Arawis łypał na nią podejrzliwie.
- Kim był Dzieciak, że kazałaś smokom go zabić?
- A kim miał niby być? Trzeba być kimś wyjątkowym, by ktoś zechciał cię zabić? – odparła filozoficznie między kęsem a łykiem. Ona sama nie miała na ciele ani zadrapania, jedynie dyszała lekko.
- Tia... – mruknął i skrzywił się. Tessa skończyła jeść i ruszyła z powrotem w stronę polany; Arawis podążył za nią.
- Jeśli koniecznie chcesz znaleźć jakiś powód – powiedziała – to niech będzie, że spłatałam mu psikusa. Jutro tu nie będzie bezpiecznie. Zrobisz lepiej, jeśli nie będziesz wchodzić mi w drogę.
Uklękła przy zakrwawionym ciele Dzieciaka i wzięła je w ramiona, kołysząc jak matka swoje dziecko do snu. Przez chwilę myślał, że to prosty gest współczucia, lecz nagle ciało zbladło i dziewczyna wchłonęła je. Gdy wstała, była zauważalnie wyższa. Arawis zatoczył się z przestrachu i obrzydzenia. Tessa spojrzała na niego.
- Oj, wybacz. Nie zapytałam, czy też nie chciałbyś czegoś zjeść.
Podała mu odkorkowaną manierkę, z której pachniało winem, lecz odtrącił ją ze złością, rozlewając część napitku. Zmarszczyła brwi.
- Sądzisz, że znasz jedyne słuszne metody postępowania, lecz nie wiesz, że twoje myśli są jedynie małym odgałęzieniem na wielkim drzewie moralności.
- Nie pouczaj mnie, smoczy pomiocie.
Zszedł schodami w podziemia, minąwszy czaszkę z krasnoludzkim mieczem wbitym w oczodół. Tessa podążyła za nim.
- Jeśli chcesz mnie przekonać do swojej racji, to zrezygnuj – warknął przez ramię.
- Złagodź język, człowieku. Nie dbam o twoje zdanie.
- To czemu za mną idziesz?
- Szukam Wody Życia.
Zatrzymał się i spojrzał w jej gadzie oczy, lśniące w mroku.
- W głębinach ludzkiego miasta jej nie ma. Nasza sytuacja nie byłaby tak dramatyczna, gdybyśmy ją znaleźli. To, na co się porywasz, to jak szukanie jednorożców na bagnach demonów.
Tessa spuściła wzrok. Padła na kolana i przycisnęła twarz do boku mężczyzny. Szarpnął się i próbował jej wyrwać, ale pół-smoczyca była bardzo silna.
- Ty ją masz! – krzyknęła, spojrzawszy na niego, ale nie puściwszy.
- Co?
- Żywa Woda jest w tobie – rzekła, z nabożną czcią patrząc na okolice jego pępka; poczuł się jeszcze bardziej nieswojo niż przed chwilą. – To takie oczywiste. Nikt by nie szukał jej źródła w człowieku. Ale ona tu jest. – Znów spojrzała mu w oczy. – W tobie.
- Więc musisz pomóc mi uciec. Zabiją mnie, by ją zdobyć, jeśli się dowiedzą.
Jej ciało skurczyło się i pokryło zielonkawymi łuskami, ręce zmieniły w wielkie, błoniaste skrzydła, a spodnie popruły się z trzaskiem, gdy wystrzelił z nich długi, biczowaty ogon. Chwyciła jego ramiona w szpony i wraz z nim wyleciała z tunelu. Jej ludzko-smocze ciało wyróżniało się na tle księżyca. Arawis wstrzymał oddech, starając się nie patrzeć w dół.
- Dziękuję ci – zadudnił gdzieś nad nim zmieniony głos Tessy. – Za wszystko.
Spojrzał w górę. Zniszczone przez przemianę ubrania zsuwały się z jej ciała. Łuskowate piersi kołysały się w locie, a śnieżnobiałe włosy łopotały głośniej niż skrzydła.
- Dokąd mnie zabierasz? – spytał, próbując przekrzyczeć wiatr.
- Na audiencję do mej królowej.
Porzucił nadzieję na wyrwanie się ze szponów klanu pół-smoków. Mimo to postanowił, że nie odda się ich królowej bez sprzeciwu.
Tak... na wszelki wypadek.


8 komentarzy:

  1. Pan Poktor <3

    Dla mnie jednak katorga. Ale, ale, ile przy tej katordze zabawy... :)

    I tak kocham moje/nasze studia.

    KZK

    PS AAAAA!!! Szablonik <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Roman w Ogrodzie <3 ja jeszcze nie skrobnęłam 3 tekstów :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, "Fantazja nieokiełznana" to hardcore ;] A to właściwe opowiadanie całkiem fajne i wciągające, a w ogóle dobry pomysł na wymyślanie fabuły. Byłam na kiedyś na małym kursie pisania, ale w sumie dobrze by było więcej takich różnych rzeczy poćwiczyć. Studiów nie zmienię, bo obecny kierunek i tak mi się podoba ;] Może nadarzą się kiedyś inne okazje albo sama sobie wymyślę zadania.
    A tak z ciekawości, jak na takim kierunku postrzegają fantastykę? Spotykasz się z problemami czy jest ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trochę pół na pół, ale snobów uważających fantastykę za bajeczki dla dzieci raczej nie ma. Co najwyżej snoby uważające, że Stasiuki i inne Masłowskie są o wiele bardziej wartościowe literacko. ;P Ale profesorowie mają też na względzie to, że nie wszyscy chcą rewolucjonizować literaturę i jak ktoś chce pisać komercyjnie, by sobie zarobić, to takiemu też pomogą.

      Usuń
  4. Winky - podziwiam wiarę w możliwość wyżycia z pisarstwa i mówię to bez ironii, albowiem my - studenci filologii angielskiej na UŁ jesteśmy bardzo sprzedajną grupą i masowo ukończyliśmy blok metodyczny (900 zł za wątpliwą przyjemność praktyk w podstawówce i gimnazjum - sic!), byle tylko mieć papier na wypadek porażki na polu tłumaczeniowym/literackim/językowym/whatever ;)

    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem... Otoczenie twierdzi, że to z mojej strony bardziej głupota. xD I czasem ciężko mi się z tym nie zgodzić, bo na dobrą sprawę alternatywy żadnej nie mam, albo to, albo McDonald. *sigh*

      Więc też studiujesz w Łodzi, no proszę, jaki świat jest mały. Może nawet kiedyś minęłyśmy się na korytarzu w czasach, gdy byłam debilką i poszłam na filologię polską. ;)

      Usuń
    2. Jeśli studiowałaś na Kościuszki gdzieś w przedziale czasowym październik 2010 - moment obecny, to całkiem prawdopodobne ;)

      Maryboo

      Usuń