niedziela, 24 lutego 2013

Tytuł posta zbyt oczywisty, by go przytaczać*

No dobra, kłamałam, sesji jeszcze nie zabiłam na dobre. Niby mam już wszystkie wpisy, ale jeszcze muszę odpowiadać z treści jednej książki (której, standardowo, nigdzie nie ma), więc WCIĄŻ nie mogę na dobre odetchnąć z ulgą i spocząć na laurach, a naprawdę tego potrzebuję, bo całe ferie zajęła mi nauka na poprawki, pisanie esejów i zamartwianie się, czy w ogóle zdam. Muszę w związku z tym wysmrodzić jakąś nocię na pocieszenie. Dlatego dzisiaj trochę pitolenia o snach.

Jako człowieczek, którzy żyje fantazjowaniem, uwielbiam śnić. Ze snów powstały pomysły na moje najfajniejsze opka (między innymi Tyrcio, którego nie pisałam od ponad miesiąca, co mnie wpędza w jeszcze większą depresję), w związku z czym prowadziłam kiedyś dziennik snów, do czego stanowczo powinnam wrócić. Aż boję się myśleć, ile super pomysłów odpłynęło w niebyt od czasów, kiedy zarzuciłam zapisywanie wszystkich snów. Ba, potrafiłam (dzięki bardzo prostemu treningowi) zapamiętywać do pięciu dziennie. Teraz jak nie zapomnę jednego na miesiąc to jest święto na wsi... A przecież to takie proste: wystarczy kilka razy dziennie powtarzać sobie w myślach do porzygu zdanie w stylu "Będę śnić i pamiętać swoje sny" i już. Naprawdę, to działa. Brzmi jak z poradnika dla frajerów, ale już po tygodniu widać efekty. Nie zacznie się od razu zapamiętywać co noc wszystkich snów, ale w parę tygodni można spokojnie dojść do tego stanu, tym bardziej, jeśli prowadzi się dziennik. Tylko, jak widać na moim przykładzie, zarzucenie treningu i zapisywania snów prowadzi do szybkiego spadku formy. A przecież warto, warto jak cholera, zwłaszcza jeśli się nie ma pomysłów na jakąkolwiek działalność twórczą.

Ostatni sen, jaki zapamiętałam i mi się bardzo podobał, pochodzi z października i dotyczy Gwiezdnych Wojen - nie mam pojęcia, skąd to mi się wzięło, ani nie wtedy ostatnio oglądałam filmów, ani nie czytałam nic na ich temat, ani nawet nie jestem fanką tychże. Sam sen był głupi jak stołowe nogi, a jednocześnie z kategorii tych, które lubię najbardziej - o złoczyńcach i porwaniach! :D

Byłam taką typową przynieś-zanieś-pozamiataj na jakimś statku kosmicznym. Członkowie z głównego pokładu, na którym się wszyscy zgromadzili, wysłali mnie z dzbankiem po wodę (jak głupio by to nie brzmiało). W czasie, kiedy mnie nie było, sen skupił się na głównym pokładzie, gdzie nagle wdarł się Darth Vader (przez deskę rozdzielczą, co wyglądało... jak wyglądało) i osobiście wytłukł całą załogę. Wtedy "kamera" wróciła do mnie, niczego nieświadomej. Weszłam do tego pomieszczenia, zobaczyłam Vadera otoczonego trupami i sparaliżowało mnie ze strachu. Spokojnie kazał mi wylać tę wodę do kominka (lol), co też uczyniłam, nie kwestionując obecności palącego się beztrosko kominka typu koza na statku kosmicznym. Wróciłam na klęczkach, błagając o litość. No i nie wiem czy to była litość czy dobry humor, czy byłam merysujką, ale nie zabił mnie i od tamtej pory byłam na każdy jego rozkaz.

No mrau po prostu, od tego snu lubię go jeszcze bardziej. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale kocham sny, w których jestem sobą lub kimś innym i staję twarzą w twarz z czarnym charakterem, którego sama obecność grozi mi śmiercią. Mój absolutnie ulubiony sen z tej samej beczki to ten, w którym jestem Harrym Potterem i włóczę się po kanałach, gdy wtem znajduje mnie Lord Voldemort i czuję, że już nie mam żadnych szans; gdy on podnosi różdżkę, by mnie zabić, w przypływie dumy prostuję się, by zginąć z godnością, lecz nie wytrzymuję i padam mu do stóp, błagając, by mnie oszczędził.

Kurde no, nic fajnego. W rzeczywistości za nic w świecie nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji. Ale tak właśnie sobie pomyślałam, jaką jedną cechę wspólną miały wszystkie szwarc-charaktery z moich snów: byli aseksualni. Vader nawet jakby chciał, to by nie mógł. Voldemort? Niezależnie od tego, co myślą autoreczki niezliczonych fanfików o córciach Mrocznego Pana - wykluczone. A ja jak diabli boję się gwałtu, nienawidzę tego tematu do tego stopnia, że omijam wszelkie książki, które zawierają ten motyw (dobrze mieć szybkoczytającego chłopaka, który przeczyta coś przede mną i ostrzeże w razie czego), a jak słyszę w wiadomościach informacje o gwałcicielach, to zaraz wyobrażam sobie, jak wspaniale byłoby zamienić się w jakiegoś ogromnego potwora albo space marine i brutalnie wymordować wszystkich tych *cenzura*. Zatem skoro złoczyńcy z moich snów nie zagrażają mi pod tym aspektem, nic nie przeszkadza mi w lubieniu tego elementu panicznego lęku przed śmiercią, uległości i bezwolności. Zapewne o czymś to świadczy - według mnie sny są odbiciem uczuć, lęków etc. - ale umiarkowanie mi się chce tę kwestię roztrząsać. Uwielbiam sny w tej konwencji i już.

Ja chcę taki sen z Viktorem... Prrroszę cię, moja podświadomości, proszę!



*Jaki inny tytuł mogłaby mieć ta notka, jak nie tekst piosenki "Sweet dreams" Eurythmics?

8 komentarzy:

  1. O,fajne sny,też takie lubię!
    Dokładnie to samo mogłabym napisać!

    I powodzenia na studiach.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, te sny ;] Ja nie zawsze spotykam samych zUych wodzów, ale ciągle ktoś chce mnie zabić. Więc dlaczego tak bardzo te sny lubię? xD
    Co do wykorzystywania snów w powieściach, czasem mi się zdarza. Jest tylko jeden problem: często, jak już się obudzę, stwierdzam, że to wszystko właściwie nie miało sensu i w ogóle o co w tym chodziło? ;D
    Powodzenia w ostatecznym zdaniu semestru! ;)

    PS Daj kolejny rozdział na Credendo Vides ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę go najpierw napisać, a tu jeszcze Ferrin na mnie warczy... xD

      Usuń
  3. Winky, faktycznie trochę niepokojące jest to, że za każdym razem błagasz o litość. Mi się dzisiaj z kolei śniło, że obudziłam się w szpitalu z takimi samymi bliznami na brzuchu jakie mam tylko, że "odbite" jakby jeszcze raz, tylko ciut dalej od oryginalnych i się okazało, że przeszłam jeszcze raz taką samą operację. Ok.
    Później kontrola drogowa, gdzie policjantka pchała mój samochód do zatoczki choć sama mogłam zjechać. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Viktor!

    Mnie się raz przyśnił - razem pracowaliśmy w laboratorium ku chwale Wielkiej Ewolucji. To był piękny sen.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia na sesji.

    Galnea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę... T_T

      Sesję mogę od dzisiaj uznać za skończoną, dziękuję. ^^

      Usuń
  5. Kocham Vadera ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeden raz śniło mi się, że ktoś chce mnie zabić - akurat wspominałam Anioły i Demony - i nie chcę powtarzać tego doświadczenia. Poza tym wcześniej chciał pozabijać moich kolesiów, którzy byli bohaterami z anime, na które akurat mam fazę i to było naprawdę złe. Po tym śnie miałam taką traumę, że musiałam potem wykorzystać metodę sterowanego snu i sprawić, żeby pojawił się dowolny inny bohater i tego złego zabił/pokonał/pogonił, czy co tam - nic innego na mnie w takich przypadkach nie działa.
    Nie, takie sny, to definitywnie nie jest coś, co lubię, kiedy mi się śni.

    OdpowiedzUsuń