poniedziałek, 25 marca 2013

O Pyrkonie 2013 słów kilka

Pyrkon 2011 był pierwszym konwentem, na jaki w życiu pojechałam. Szczerze mówiąc, niewiele z niego pamiętam, ale był na tyle fajny, że - napatrzywszy się na stada cosplayowiczów - postanowiłam przebierać się na każdy kolejny. I tak na Polcon 2011 w Poznaniu pojechałam przebrana za swoją lumpeksową wersję Milvy. I również było bardzo fajnie, choć szczegóły też rozmywają mi się w pamięci - poza zgrzytaniem zębów, gdy moje kochanie zostawiło na jakimś stoisku torbę z między innymi nowiutkim Munchkinem Cthulhu i moim "Tkaczem Iluzji" z autografem, i 2 godziny spędziliśmy na poszukiwaniach, aż w końcu do punktu informacji przyniósł zgubę skonfundowany właściciel stoiska i wszystko skończyło się dobrze. Next one: Pyrkon 2012, na którym przebrałam się za Kapitana Zee z Romantically Apocalyptic i cała w skowronkach kicałam po terenie konwentu, bo zarąbisty był. ^^ Polcon 2012  we Wrocławiu już nieco mniej - organizacyjne wpadki i koszmarny upał nawet w środku budynku niepozwalający mi na noszenie zbroi Viktora z LoLa dłużej niż czas trwania konkursu (choć może to i dobrze, bo paskudna była) nie wpłynęły dobrze na moje samopoczucie.

A co do Pyrkonu 2013...

Tym razem przebrania nie było. Miał być bliżej nieokreślony, zdzirowaty strój postapokaliptycznej złodziejko-mechani...czki? ale plan upadł wraz z nienastaniem wiosny, co z miejsca doprowadziło mnie do kur... szewskiej pasji. Pierwszego dnia próbowałam dzielnie chodzić z gołym brzuchem, ale no po prostu się nie dało - za zimno.

Nie miałam jednak czasu na martwienie się wyglądem, bo już pierwszego dnia wieczorem miałam poprowadzić swoją pierwszą prelekcję: warsztaty kolczugi. Start był nieco opóźniony przez drobne nieporozumienie z ludźmi prezentującymi jakieś zbroje, ale w końcu udało się zacząć. Kompletnie zapomniałam, co chciałam powiedzieć. Na dokładkę nie dostałam od organizatorów wody (:C) i tak mi w pysku zaschło, że ledwo byłam w stanie mówić i musiałam sępić od przybyłych (dziękuję ci, anonimowa darczycielko <3). Ale jakoś mi się udało zacząć i choć pół godziny później martwiłam się, że za chwilę nie będziemy mieć co robić i wszyscy ze mną włącznie umrą z nudów, gdy następny raz spojrzałam na zegarek, już się zbliżała północ i musiałam kończyć. Tylko jedna dzielna osóbka wytrwała całe trzy godziny (to może jednak było nudno?), ale w miejsce tych, co poszli przychodzili następni i jakoś się wszystko szczęśliwie potoczyło. Mam nadzieję, że nie było tragicznie. Wszystkim, którzy przyszli, dziękuję za obecność i pozdrawiam serdecznie Chomiczka. ^^
(PS Dla zainteresowanych - prezentacja z warsztatów, wraz z instrukcjami i linkami do większej ich ilości: klik!)

Następnym dużym wydarzeniem był konkurs strojów Maskarada następnego dnia. Tym razem nie brałam udziału i pożałowałam tego natychmiast, gdy na scenę zaczęli wylewać się uczestnicy w świetnych (w większości) strojach. Największe wrażenie zrobił na mnie Traktor i jego operatorka, Dragonslayer Vayne (przecierałam oczy ze zdumienia, jak ją zobaczyłam) oraz 9 z filmu pod tym samym tytułem - sama planowałam jego (albo 7) cosplay, ale na bank nie zrobiłabym tego lepiej. Był świetny pod każdym względem, choć po reakcji publiczności wnoszę, że mało kto wiedział, kim on właściwie jest. Wstyd, won do kąta i oglądać "9"! Był nawet kolejny Zee i - co gorsza - wyglądał lepiej ode mnie rok temu. Grr. Jednocześnie cała Maskarada wpędziła mnie w depresję: żałowałam, że tym razem nie miałam żadnego stroju i czułam się strasznie paskudna w porównaniu z tymi wszystkimi roznegliżowanym dziewczynami, z którymi wszyscy chcieli robić sobie zdjęcia, tym bardziej, że wiem, że nie czułabym się komfortowo w takiej roli. I nagle spłynęło na mnie olśnienie - już wiem, za kogo przebiorę się za rok i jaką zrobię scenkę. Nie, nie powiem, kim będę - będzie niespodzianka! Tak, znowu przebiorę się za faceta. ;P Deal with it. Siłą rzeczy postaci męskie pociągają mnie bardziej, a żeńskie - głównie irytują, bo mają tylko jeden cel istnienia, z którym nie mam ochoty się identyfikować. I boję się wyjść na scenę bez maski czy hełmu. Ups, spoiler.

Z rzeczy bardziej prozaicznych: tym razem skorzystaliśmy z lubym z noclegowni na terenie Targów Poznańskich (czy jak tam się ten kompleks nazywa), bo jak sobie wyobraziłam brnąć za każdym razem w tym śniegu i lodzie do szkoły nieopodal, to mi się słabo robiło. Pomysł był o tyle dobry, że było blisko i bez ścisku (nawet mimo 12,5 tysiąca osób, które odwiedziły konwent - ja pierdzielę, to 2x więcej niż rok temu!). Minusem było to, że ta wielka hala była albo ogrzewana słabo, albo wcale, bo zimno było jak ja pierdzielę. Że nie wspomnę o prysznicach, z których nie leciała zimna woda, o nie. To musiał być ciekły azot, bo coś tak lodowatego nie mogło być zwykłą wodą. Drugiej nocy przestałam dbać o pozory i poszłam spać brudna i w ubraniu, bo inaczej wytrzymać się nie dało. Na dokładkę nieopatrznie rozłożyliśmy się ze śpiworami niezbyt daleko od wejścia i w nocy okazało się, że na tym poletku światła nie są gaszone i wielkie halogeny dawały nam po oczach. Ale mimo tych niedogodności (i twardej podłogi... mój biedny tyłek) nie dość, że udawało mi się zasnąć, to jeszcze WYSPAĆ. Magia, no.

Poza tym bardzo podobały mi się powiększone rozmiary games roomu (w którym i tak szybko wyczerpywało się miejsce) oraz zorganizowanie jednej dużej hali specjalnie dla wystawców i sklepików. Wreszcie nie trzeba było łazić po wszystkich budynkach w poszukiwaniu najciekawszych stoisk - wszystko w jednym miejscu. Tyle wspaniałych dupereli, a tak mały budżet... *chlip*

Podsumowując: było zajebiście. Najlepszy konwent, na jakim do tej pory byłam. Chcę jeszcze!

15 komentarzy:

  1. Urwa, piertulę, jadę za rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już P. namówiłam.

      Usuń
    2. Przebierzecie się za coś fajnego? :3

      Usuń
    3. Rób rób Dev. :> Powodzenia zatem w przyszłym roku w tworzeniu stroju i pozostałych planach. ^^

      Usuń
  2. Mnie też dobiło zimno, ale postawiłam na swoim i latałam w zaplanowanych strojach mimo chłodu. Leginsy + cieniutka sukienka lub bluzka i bieganie po dworze, gdzie jest poniżej zera... Cóż... zapamiętam na długo ;P Dobrze, że chociaż pelerynę miałam.
    Co do Twojej oceny hali: o tak ;] Ja w tej wodzie włosy myłam... Brrr... Odnośnie zimna w nocy, to mi się zdaje, że oni wtedy wywietrzniki uruchomili (PO CO?!!!).
    Miejmy nadzieję, że na Polconie będzie cieplej ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Dajcie spokój, pierwszej nocy spałam pod oknami, wróć, pod szklaną ścianą, i było strasznie. Wyssało ze mnie to spanie wszelkie ciepło, nie mówiąc o tym, że pierwszej nocy w hali chyba wszędzie światła były.
    Za to drugiej nocy TŻ wziął w swoje ręce mnie i dwa śpiwory, znalazł miejsce gdzieś na środku sali w ciemnościach, i legliśmy. Owszem, na początku było zimno, ale przynajmniej ciepło ze mnie nie uciekało, i jak się w nocy budziłam, to rozgrzana byłam. Więc w sumie, dało się.
    Ja mam taką tylko refleksję, że niektóre prelekcje były tak kiepskie(nie byłam na Twojej, więc w sumie nie wiem, jaka była), że w przyszłym roku robię swoją, o.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapewne nie bylas na Wicku wiec ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam i się posikałam ze śmiechu (dwa razy). ^^

      Usuń
  5. Z całym szacunkiem ale nie mogę się z tobą zgodzić, że Zee, którego spotkałaś na Maskaradzie, był lepszy od twojego z tamtego roku. On nie miał kubka (przez co większość osób, która go spotkała - była zła albo zawiedziona tym faktem...), więc nie był prawdziwy. On był "zły". Prawdziwy Kapitan był rok temu i takiego Wszyscy go zapamiętali. A odnośnie pawilonu do spania i pryszniców - zgadzam się, to był chyba ciekły azot a nie woda. >< No i jednak mogli "zatrudnić" większą ilość osób do pomocy ale niee... oni wolą doświadczonych pomagierów, którzy już coś robili na innych konwentach. Olali w większości ludzi, którzy z prawdziwym entuzjazmem w oczach - chcieli pomóc! "Doświadczenie", tjaa. No i proszę jak wyszło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak myślisz. ^^ Szkoda, by się maska kurzyła, więc jeszcze kiedyś trochę potrolluję jako Zee, ale najpierw - mój mroczny plan, muahaha. Co do pomagierów - masz na myśli znikomą ilość gżdaczy? Nie wiem, czy to wina tłumów, ale faktycznie coś mało ich było, i po części trochę nierozgarnięci - jak próbowałam w informacji dowiedzieć się, dlaczego w wyznaczonym dla mnie miejscu na warsztaty siedzą jacyś kolesie w zbrojach i nie chcą mnie wpuścić, nikt nie wiedział, do kogo mnie odesłać i gdzie ten ktoś jest. No trochę zgrzyt.

      Usuń
    2. Nawet jeśli nie poczuwałem się aby być oficjalnym gżdaczem, to "coś czułem", że gdzieś tą wodę trzeba będzie nosić (i to nie po jednej salce a po wielu...) ale to było przed Pyrkonem, zanim wyjechałem. Ogólnie entuzjazm i cała reszta odnośnie pomagania/udziału w konwencie gdzieś "tkwiła we mnie", lecz samemu to mogłem sobie darować mój plan, który był dobry, lecz wszystko się posypało... :< I niektórzy gżdacze byli nierozgarnięci - a niby tacy "doświadczeni" a jednak zgrzyty były.

      Hmm, mroczny plan powiadasz? A ponoć mhrok to nie twoja domena. Ale cóż - mnie nie będzie już to dane widzieć.

      Usuń
  6. Tobie Winky, tak jak i Devis, życzę powodzenia w tworzeniu strojów na przyszły rok i pozostałych planach. ^^"

    OdpowiedzUsuń
  7. O,dziękuję!
    Winky,warsztaty były urocze i Ty też.Może nie powinny być w tej wielkiej sali,bo szum był,ale i tak ok.Ja się spodziewałam takiej..no, studentki, a tu dziewczyna z nagą talią i sztyletem u pasa- super!
    Lubię wiązać ksywy i blogi z konkretnymi ludźmi,na spotkaniu z Logiką i Armadą też byłam -fajne.Pojechałam po to,żeby Cię poznać,zobaczyć dziewczyny z ww blogów i dostać autograf Mastertona i wszystko się udało.
    A,to dlatego na Polconie Cię nie znalazłam.
    Przebrani chodziliśmy po Nordconie,ale tam było cieplej,a tej kolejki na 4 godziny na mrozie to orgom nie daruję.Bałagan przy akredytacji był i tyle.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń