poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Chaotyczna notka, w której staram się ułożyć sobie życie

Żaden człowiek nie jest w stanie wyjrzeć pierwszego kwietnia przez okno, zobaczyć krajobraz jak z bożonarodzeniowej pocztówki i nie zacząć szlochać z bezsilnej złości. No dobra, uściślijmy: JA nie jestem w stanie wyjrzeć pierwszego kwietnia przez okno, zobaczyć krajobraz jak z bożonarodzeniowej pocztówki i nie zacząć szlochać z bezsilnej złości. Nigdy nie podejrzewałam się o bycie meteoropatką, ale jak przez bitych kilka miesięcy widzę za oknem tylko śnieg i mróz, to z miejsca mam depresję i nie cieszy mnie absolutnie nic. Od trzech dni od rana do nocy nic, tylko płaczę (na zmianę ze smarkaniem, kaszleniem i kichaniem), zachowuję się jak jakieś cholerne emo i wszystko widzę w czarnych barwach. Różne rzeczy robiłam na pocieszenie, ale z umiarkowanym skutkiem. Pisałam to głupie opko o Świecie Fantazji, ale skręciłam niebezpiecznie w kierunku typowej fabułki polegającej na interakcjach z kandydatami na tru-loffa. Chciałam stworzyć (tutaj) siebie jako kucyka, ale za nic nie mogę się zdecydować na swoje kolory, żadne nie pasują. Jakiś czas temu na zajęciach mówiliśmy o metodzie sześciu kapeluszy i każdy znalazł swój. Ja nie - żaden nie brzmiał w 100% jak ja. Gdy spytałam o to panią profesor, powiedziała, że mój kapelusz jest różowo-seledynowy: czerwony+biały i niebieski+zielony. Różowo-seledynowy kucyk...? Nie brzmi ani trochę jak coś, co mogłoby mi odpowiadać.

Czy ja w ogóle mam jakieś kolory?

Przedwczoraj czytałam kucykowy komiks o Rainbow Dash (zapraszam do nabijania mi punktów na chomiku, muehehe). W nim magiczna chmura sprowadzona przez jakieś chochliki odbierała mieszkańcom Ponyville całą radość - no popatrzcie, to zupełnie jak u nas niekończąca się zima. Ale Rainbow nie poddała się i po wielu próbach przegoniła na cztery wiatry i chochliki, i chmurę. Ech... Przydałaby mi się taka Rainbow Dash, która rozjaśniłaby nawet najbardziej ponury dzień. (Tak, czytałam ff "My little Dashie". Jest beznadziejnie głupi).

Z obserwacji okołogekonowych:
Moria niedawno zjadła cokolwiek po raz pierwszy od przybycia: świerszcza z pęsety. Ponoć to dobrze i znaczy, że mi ufa, ale wciąż prawie w ogóle nie wychodzi z góry (w dzień jest to do zrozumienia, bo jest albinosem i nie przepada za światłem) i nie widziałam, by jadła z własnej inicjatywy. Ogonek jej niby zgrubiał, ale i tak się o nią martwię. Za to jak już wyjdzie, to przykleja się do basenu i na raz wypija prawie całą wodę.
Luna poluje na wszystko, co się rusza i wygląda na jedzenie. Nauczyła się, gdzie są mączniki, a na świerszcze rzuca się jak tygrys. Od przyjazdu urosła już chyba z dwukrotnie, a ogon ma gruby jak 2x cała Moria. Czasem wychodzi z góry, raz przy sprzątaniu sama wlazła mi na ramię i udawała papugę, ale od tamtej pory przejawów oswojenia nie wykazywała.
Boga zaś jest utajonym brony (a w sumie raczej pegasis). Wczoraj wieczorem oglądałam sobie kucyki, odwracam się, a ta siedzi przy szybie wpatrzona w ekran laptopa. Jak zauważyła, że na nią patrzę, natychmiast było "Co? Kucyki? Pff, to dla małych dziewczynek i pedałów" i odeszła. Ostatnia próba zaprzyjaźnienia się z nią skończyła się tym, że na mnie nawrzeszczała, ale świerszczem z pęsety nie pogardziła. Nieodgadnione żyjątko.

O planach cosplayowych nie będę się zbytnio rozpisywać, bo tylko wpadam w większą depresję. Powiem w skrócie i bez uwzględniania jęków, że jestem brzydka, mam rozstępy etc.:
Galadriela wydaje się być najbardziej prawdopodobną opcją, bo niezaprzeczalnym plusem jest fakt posiadania odpowiedniej sukni - do drobnych przeróbek, ale jest. Minusem jest to, że dobre elfie uszy to wydatek rzędu 80zł. Nawet tyle nie mam i umiarkowanie się zapowiada bym miała mieć do sierpnia, czyli Polconu (czy wspominałam już, że nienawidzę tego ustawicznego braku pieniędzy, pracy i niezrozumiałej konieczności siedzenia na studiach, których nie znoszę - jakie by nie były?). Znalazłam na jakimś blogu instrukcję, jak zrobić takie uszy z plasteliny, pończochy i wikolu, ale z bliska to wygląda koszmarnie, a lateksowe byłyby wielokrotnego użytku i przydałyby się jeszcze nieraz, no ale... ta cena...
Ok, zdradzam tajemnicę, i tak zbyt długo nie potrafię ich utrzymać. Mój mhroczny plan na przyszły Pyrkon to Richard z "Looking for group". Wymyśliłam już nawet, jak zrobić maskę i szczudła (no bo nie mogę być Richardem z niecałymi 160cm wzrostu), ALE. Ale jak zaczynam podliczać, ile będę musiała wydać na materiały na szaty, to mi się słabo robi. Znów to samo: pieniądze, pieniądze, pieniądze. Chyba rzucę studia i zostanę złodziejem. Mam już doświadczenie z Obliviona i Thiefa, jestem na dobrej drodze.
Trzecia opcja zaproponowana przez lubego: sexy Mandalorianka. Jak mam mieć wiadro na głowie, to mogę się rozbierać, czemu nie, proszę bardzo. Po szybkich podliczeniach wyszło nawet, że koszta wykonania nie byłyby aż takie duże, może nawet mniejsze niż same lateksowe elfie uszy. Co więc stanowi problem? Samo wykonanie. Co z tego, że znalazłam instrukcję, która ze zdjęciami i jak krowie na granicy tłumaczy, co po kolei zrobić, by z kilku kawałków tektury powstał hełm? NIC Z NIEJ NIE ROZUMIEM. I to nie dlatego że jest po angielsku. Sama nie jestem w stanie powiedzieć, co tu jest do nie rozumienia, ale czytam to, patrzę i widzę, że nie jestem w stanie tego zrobić. No po prostu nie. Inna opcja: wygrać w totka i KUPIĆ gotowy hełm za 300zł. Ha, ha, ha.

Cóż. Wygląda na to, że w najbliższym czasie konwenty będę odwiedzać wyłącznie jako Zee. Co jest ok, ale w sierpniu może być ciut niewygodne. I bardzo nie lubię rutyny i braku zmian. No ale... ech.

14 komentarzy:

  1. Co do elfich uszu - oryginalne, Tolkienowskie elfy nie miały szpiczastych uszu (to znaczy - nie było udowodnione, że miały, a więc nie miały i ortodoksyjni tolkieniści twardo przy tym obstają), więc możesz przebrać się za książkową wersję, nie filmową, wtedy problem byłby rozwiązany.
    Nie wiem, jak pocieszyć z pogodą. Czytałam gdzieś, że mają zanikać pory przejściowe, a więc będziemy mieć coraz zimniejsze zimy i cieplejsze lata - chyba jedynym rozwiązaniem jest ucieczka na wybrzeże, do jakiejś Anglii czy Francji. T.T Łączę się w bólu, mnie ten wieczny śnieg również dobija - chcę wreszcie pójść pobiegać, a nie kisić się w czterech ścianach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moze jakis gotowy hełm ze sklepu z kostiumami taki tekturowy i dorobic brakujace elementy jakos albo poprzerabiac?

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz będę robić kucyki w ilościach hurtowych. Nie martw się, człowiek jest istotą złożoną, jak to czytacze aut mówią, gdy coś im nie wyjdzie.
    Jednak z tymi ,,wszechobecnymi" cosplayami z anime jest mniej stresu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie stroju - mysza no weź, jak ktoś nie chce albo nie lubi takich strojów, to nie warto przekonywać go do tego.

      Usuń
    2. Tylko stwierdzam fakt :3

      Usuń
  4. Jeśli coś nie ma kolorów, zawsze można je dodać, prawda?

    Wiem, że to potrafisz. ^^"

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm, myślałem że ten wpis to przez pierwszy kwietnia, lecz chyba nie.

    Aby dodać kolorów, jest taka fajna piosenka z musicalu "Wicked", którą śpiewa Fiyero i inni. Obydwie piosenki dodaję w ramach dzielenia się dobrą muzyką. ^^"
    "Dancing Trough Life".
    http://www.youtube.com/watch?v=of03sHr0O5I

    Tutaj już potrzeba tej drugiej osoby.
    http://www.youtube.com/watch?v=z4tWBetHvsA

    OdpowiedzUsuń

  6. Pogoda się zmieni.Zwierzaki się chowają, dobrze jest.
    jestem brzydka, mam rozstępy - gupia prędzej! rozstępy na mózgu chyba?!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  7. A jakby uszy zakryć włosami?

    Argo

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do uszu: jednak wolałabym je mieć, bo bez nich nie będzie widać na pierwszy rzut oka, żem elf (choć powłóczysta biała kieca z rękawami dłuższymi niż ja jestem wysoka i diademik mogłyby już dać do myślenia).

    Co do hełmu i szukania "bazy" do przeróbki: można by spróbować, ale obawiam się tylko, że roboty byłoby tyle samo, co przy robieniu od podstaw, a efekty o połowę gorsze. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hełm: Jeśli wyciągając z tego turtorialu wyłącznie sam wzór na hełm, bez reszty zbroi - powinno wyjść tanio.
      http://fixer.art.pl/moja-tworczosc/kompletne-stroje/mandalorianska-zbroja-2-0

      Ewentualnie zrobić hełm z pianki i potem troszkę pomalować.

      Odnośnie tworzenia z tektury/kartonu/gazet Przepis z "bazą" na hełm
      znaleziony na pewnym forum SW:

      "[...] Wymierzasz swój czerep, żeby z pewnością się zmieścił. Dodajesz trochę zapasu dla bezpieczeństwa. Ukończony dzwon i tak można, a nawet powinno się wypiankować, więc nie obawiaj się o latanie hełmu. Według uzyskanych wymiarów tworzysz gliniane/gipsowe/z balonika (tu ponoć takie było i jakoś wyszło...) kopyto. Dodajesz trochę przestrzeni przy nosie i ustach, żeby się w tym nie udusić. Teraz bierzesz kilka kilo papieru gazetowego, wikolu, szpachlówki i zaczynasz kształtować bryłę. Dodajesz detale, ponownie szpachlujesz, dużo szlifowania, ewentualne poprawki, farba, lakier, szybki na wizjer i hełm gotowy. Wymiarów to nie ma i nie wygląda przepięknie, ale domowymi metodami raczej lepszego nie stworzysz." [...]

      Tańszych domowych sposobów nie znalazłem a więcej nie znam.

      Usuń
    2. Albo mam bardzo negatywne nastawienie do sprawy, albo naprawdę jest spora szansa, że nie zdołam wykonać poprawnie 3/4 kroków. Choć z drugiej strony sprawa wygląda sporo prościej niż w tej instrukcji, o której pisałam w notce (zebrać to do kupy i odcedzić komentarze innych ludzi to połowa sukcesu): http://www.thedentedhelmet.com/f23/antmans-second-cardboard-scratch-build-24821/ Tak źle i tak niedobrze. ;P Ale dzięki za linki, na pewno się przydadzą, jak zdecyduję się na ten cosplay.

      Usuń
  9. Ja efy uwielbiam, ale uszy też sobie odpuściłam z powodu ceny. Zresztą, jak patrzyłam u ludzi na przymocowane elfie uszy (nawet te drogie), to nadal wygląda to bez szału.
    Według mnie lepsze wrażenie zrobi uczesanie "na elfa", to znaczy kosmyk przed ucho i... No tak: http://1.fwcdn.pl/ph/10/65/1065/131252.1.jpg ^ ^ I od razu widać, żeś elfka nawet bez spiczastych końcówek ;]
    A poza tym, poprawienia humoru życzę ;>

    OdpowiedzUsuń