środa, 24 kwietnia 2013

Przegląd gier smoczych

O tym, że ubóstwiam smoki, parę razy zdarzyło mi się już tu pisać. Że lubię grać - też. A kiedy mogę pograć w coś, w czym smoki nie istnieją wyłącznie jako potworki do zabicia, moje serducho się raduje. Niestety, zbyt wielu takich gier nie ma, niemniej gdybym miała wymieniać po prostu wszystkie, w których występują smoki, to by mi życia nie starczyło. Oto zatem gry, w których smoki pełnią rolę naszych towarzyszy, w które zdarzyło mi się grać, w kolejności przypadkowej. Z jednym, skromnym wyjątkiem na końcu.

PRZEGLĄD SMOCZYCH GIER

1. Drakan. Order of the Flame
Długo nie mogłam się przekonać do tej gry, lecz gdy w końcu się zdecydowałam, okazało się, że nie mogłam się mylić bardziej. Choć gra nie jest nowa (1999r.) i wizualnie na pierwszy rzut oka nie zachwyca, to cholernie wciąga już od pierwszych minut obcowania z nią. Drakan miał być konkurencją dla Larwy Croft i choć nigdy nie miałam przyjemności poznać słynnej pani archeolog osobiście, w ciemno mogę powiedzieć, że jej przygody to NIC w porównaniu z lataniem na smoku po fantastycznej krainie. Naszą bohaterką jest Rynn, która w poszukiwaniu swojego porwanego przez potwory brata, budzi ze snu smoka Arokha i z jego pomocą nie tylko stara się odszukać dzieciaka, ale i przy okazji wpłynąć na losy całej krainy. Powtórzę: gra jest ZAJEBISTA. Świat podzielony jest na sektory (w sumie 9 różnych map), które po kolei zwiedzamy i wyludniamy z potworów wszelkiej maści. Rozgrywka jest dość prosta: idziesz, walczysz, wykonujesz zadania. Można walczyć kilkunastoma rodzajami broni, należy jednak przemyśleć, co zabrać ze sobą, bo skąpo odziana Rynn ekwipunek ma o dość ograniczonej pojemności. Walka potrafi być bardzo wymagająca nawet na niskich poziomach trudności, zwłaszcza, gdy naszego wiernego gada nie ma w pobliżu i nie może nas wyręczyć jednym ognistym podmuchem. Sam Arokh pełni nie tylko funkcję środka transportu i wsparcia bojowego, ale też towarzysza, który w cut-scenkach zabiera głos częściej od naszej piersiastej, anorektycznej heroiny. W miarę rozwoju akcji Arokh zdobywa nowe umiejętności, czy raczej rodzaje zionięcia: trucizną, lodem. A lot na nim to moja ulubiona część gry - praktycznie nic nie ogranicza ruchów gracza, można robić beczki i wszystkie akrobacje powietrzne, jakie tylko przyjdą nam do głowy, a animacja smoka - jak na tamte czasy - jest po prostu świetna, lepsza niż w niejednej nowszej grze, w której występują smoki.
Parę lat po premierze wyszła druga część Drakana... Niestety, tylko na PS2. :C

Plusy:
+ wciąąągaaa
+ przyjemna rozgrywka
+ latanie i bitwy powietrzne
+ nie prowadzi gracza za rączkę, jak mają w zwyczaju nowe produkcje
Minusy:
- ...i w związku z tym czasem jest trudna
- za mało miejsca w ekwipunku
Tyle zostało z włochatego giganta, kiedy spotkał się z Arokhiem
Czy wspominałam, że latanie jest zajebiste?
  
2. The I of the dragon
W the I of the dragon to MY jesteśmy smokiem. Jednym z trzech: czerwonym wojownikiem, błękitnym czarodziejem lub czarnym nekromantą (mają imiona, ale zbyt trudne do zapamiętania). Trafiamy do rozległych krain, które zostały opanowane przez tysiące potworów. Naszym głównym zadaniem jest wybicie ich co do nogi i obrona ludzkich miast znajdujących się pod naszą opieką. Czasem jednak zdarzają się misje, w których nie kierujemy smokiem, a na przykład generałem, który musi dojechać do miasta lub myśliwym, który musi odbić z rąk wrogów pięciu czarowników (ta misja jest KOSZMARNA). Kiedy nagle nie widzimy wszystkiego z góry i nie możemy zionąć ogniem, gracz natychmiast czuje się straszliwie mały i bezradny na tej wielkiej mapie. W każdym razie, gra się całkiem przyjemnie (dopóki kierujemy smokiem, czyli przez doskonałą większość gry, na szczęście): latamy, zioniemy na potwory, zjadamy je, gdy zaczyna doskwierać nam głód, niszczymy ich gniazda, rzucamy zaklęcia, levelujemy. Mimo tego, że co chwilę dostajemy jakąś misję, czasem nawet dość wymagającą, to gra potrafi się znudzić, i to dość szybko. Robienie w kółko tego samego zbyt fascynujące nie jest, warto jednak wytrwać nudne momenty, by dojść do tych ciekawszych: moim ulubionym momentem w grze jest wielka inwazja potworów, które przechodzą przez portale wprost do jednego z miast. Przy wyborze smoka na samym początku oraz jego umiejętności przy levelowaniu należy się dobrze zastanowić, bo finałowa walka z gigantycznym bossem potrafi nastręczyć wielu trudności, jeśli źle dysponowaliśmy punktami doświadczenia. Taka na przykład ja nie byłam w stanie go zabić żadnym sposobem, choć wydawało mi się, że mój nekromanta jest całkiem niezły.

Plusy:
+ jestem smokiem!
+ duże mapy i mnóstwo miejsc do zwiedzania
+ ciekawe misje
+ w zabijanie potworków można się nieźle wkręcić
Minusy:
- ...ale potrafi też się szybko znudzić
- niesmocze misje - trudne i irytujące
Choć smok-czarodziej bazowy atak ma słaby, jego lodowy oddech zamraża przeciwników na kilka sekund
I Herkules dupa...

3. Divinity II. Ego draconis
Z poprzednimi częściami serii nie miałam styczności, więc skupię się wyłącznie na Ego draconis. Grę zaczynamy jako młody zabójca smoków (płci dowolnej)... tylko po to, byśmy wkrótce, wbrew naszej woli, stali się tym, z czym mieliśmy walczyć: człowiekiem mającym zdolność przemiany w smoka. Niestety, zanim będziemy mieli okazję naprawdę móc wykorzystywać tę zdolność, minie jeszcze duuużo czasu i pierdyliard misji. Ot, nic za darmo - do uzyskania pełni mocy potrzebna nam jest pewna rzecz w pewnej wieży zamieszkanej przez pewnego nekromantę, lecz nawet dowiedzenie się tego zajmuje kupę czasu. Nie zdążyłam jeszcze przejść gry do końca, ale w smoka można zmieniać się gdzieś tak pi razy drzwi od połowy rozgrywki. Czy to nie wspaniała wiadomość? Jednakowoż, mimo tego mankamentu, przez ten czas absolutnie nie będziemy się nudzić. I nie chodzi tylko o zatrważającą ilość stworów do zadźgania, ale też przeróżne misje poboczne pełne humoru. Gra nie jest też przesadnie prosta i wiele razy przyjdzie nam wczytywać grę po sromotnej porażce. Haczyk jest taki, że wszystkie wypasione umiejętności, których możesz się nauczyć... są również w zasięgu twoich przeciwników, a więc mogą cię ogłuszyć, oślepić, dobiec do ciebie w ułamku sekundy, przeszyć naraz garścią strzał, wezwać na pomoc armię nieumarłych, stać się niewidzialni... Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie nigdzie podobnego rozwiązania - owszem, wrogowie mogli ci oddać fireballem, jednak byli mimo wszystko ograniczeni. Tu nie są. I dobrze!
A co z byciem smokiem? No cóż, fajnie jest. Można się w niego zmienić w każdym momencie (wyłączając zbyt ciasne lokacje) i - podobnie jak postać ludzka - można rozwinąć kilka różnych umiejętności, w tym... zaklęcie zmieniające przeciwników w biedronki. Hm. Jeśli znudzi nam się fruwanie po fiordach, zawsze możemy udać się do jednej z kilku latających fortec, przedrzeć się przez hordy wrogów i spróbować zabić właściciela fortecy (na każdego z nich przypada jakaś misja). Niestety, będąc smokiem nie możemy walczyć z istotami naziemnymi, tak samo będąc człowiekiem nie możemy walczyć z latającymi stworami i balistami. Dlatego też walki w latających fortecach potwornie się dłużą, bo do zabicia i zniszczenia jest naprawdę pełno tego gówna... Nie wspominając o tym, że nie należy się w takie miejsca zapuszczać zbyt wcześnie, bo co z tego, że dobrniesz do właściciela twierdzy, skoro on pierwsze, co robi, to paraliżuje cię, a następnie zabija dwoma uderzeniami?

Plusy:
+ grafika
+ humor
+ duży, ciekawy świat
+ fajne cut-scenki
+ walka wymagająca nieco więcej finezji od bezmyślnego maltretowania LPM
Minusy:
- najlepszy aspekt - przemiana w smoka - dostępny dopiero po wielu godzinach gry
- przebijanie się przez hordy wrogów potrafi być nużące
- modele postaci (ze smokiem włącznie) wyglądają i poruszają się dziwnie
Minie sporo czasu, nim będziesz mieć okazję obserwować świat z tej perspektywy
Świat, prócz potworów, pełen jest barwnych postaci. Do moich ulubionych należą trzy plotkary ze wsi oraz sepleniąca zmartwychwstała marionetka należąca do nekromanty

4. Eragon
Ehehehe.
Do rzeczy. Komputerowy Eragon bardziej bazuje na filmie niż książce, a i na nim dość luźno. Ciekawie wyglądają cut-scenki, jak animowane we flashu ilustracje z książki. Grafika jest ok, choć w żadnym momencie pupy nie urywa. A gra ma stanowczo za duże wymagania wiekowe (16+, wtf), bo traktuje gracza jak idiotę. Przez całą długość scenariusza ma się wrażenie, że bierze się udział w niekończącym się samouczku - podpowiedzi wyskakują na każdym poziomie. Jeśli zdarzyłoby się, że nie wiesz, co zrobić, uprzejmy kamerzysta skieruje twój wzrok we właściwą stronę. Tu się praktycznie nie da zgubić lub utknąć. Samych poziomów jest sporo, ale takich, w których się lata na Saphirze... cóż, ja pamiętam DWA. Trochę mało, jak na mój złakniony smoków gust. Sam lot jest nawet fajny, choć swobody w nim za grosz - lecisz w kółko po wyznaczonej trasie i jedyne, co możesz robić, to odbić trochę na boki, zionąć ogniem czy zeżreć gołębia. Wszystkie pozostałe poziomy polegają wyłącznie na napieprzaniu w lewy przycisk myszy w trakcie dłużących się niemiłosiernie walk. Idziesz dwa kroki - 10 minut spędzasz na waleniu w spawnujących się wrogów. Idziesz kolejne dwa kroki - znowu to samo. Można jajko znieść z nudów. Lub pobawić się w zbieranie takowych: na każdej planszy umieszczono sekretne, błękitne jajo, z którego w menu głównym wykluwa się jakiś filmik lub grafika traktująca o powstawaniu tego epickiego tytułu. Gratka chyba tylko dla zagorzałych fanów, bo jakość materiałów nie jest zbyt porywająca. Podobnie jak sam tytuł.

Plusy:
+ jak już latamy na Saphirze, to lata się fajnie
+ ładne cut-scenki
+ takoż grafika i animacje
Minusy:
- nuuudnaaa
- poziom trudności dla debili
- niekończąca się sieka
Jedna z niewielu okazji do polatania, celebrujmy tę chwilę
Początek gry, najbardziej niedorzeczny: ludzie sobie po prostu wchodzą spacerowym krokiem i nagle bum, trzeba ich wszystkich zabić. A co jeśli to tylko dostawcy pizzy?

  5. Panzer Dragoon
Stara gra, oj, stara, z zamierzchłych czasów w roku 1995. Tytuł doczekał się już kilku kontynuacji, z o wiele lepszą grafiką i bardziej rozbudowanych, nie wszystkie jednak wyszły na PC, a ponieważ udało mi się dobrać do najpierwszej części serii, to czemu nie, mogę parę słów powiedzieć (tym bardziej, że żadnej magii nie trzeba odprawiać, by gra ruszyła, jak bywa w przypadku starych tytułów). Nasz bohater przez przypadek zostaje jeźdźcem błękitnego smoka w dziwnym pancerzu, przez który długo nie mogłam się domyślić, gdzie gad ma przód, a gdzie tył. Zadanie jest proste: leć przed siebie, strzelaj we wszystko, co się rusza i nie daj się zabić. Gra jest w całkiem ładnym 3D, choć strasznie rozpikselowanym i momentami ciężko mi ocenić, w co właściwie strzelam. Zapis gry nie istnieje - jak zginiesz, zaczynasz od nowa. Dla mnie oznacza to, że jeszcze dużo czasu minie, nim dotrwam do trzeciego levelu, bo jak na razie na pierwszym tracę 3/4 zdrowia. A jednak gra potrafi wciągnąć.

Plusy:
+ wciąga
+ rozkosznie oldschoolowa
Minusy:
- brak save'a
- ciężko przywyknąć do dziwnej klawiszologii (do tej pory nie wiem, jak z tej gry WYJŚĆ)
Ale co się dzieje się?!
Tak, to ładne kolorowe też chce cię zabić

I na koniec wzmianka o serii gier, w której nie dość, że smoki są brutalnie przez nas mordowane, to jeszcze nie wyszła na PC, a na PSP:

Monster Hunter
ze szczególnym uwzględnieniem
Monster Hunter Freedom Unite
bo widziałam, jak luby gra
Nie mogę nie wspomnieć o tej serii z jednego prostego powodu: występujące w niej smoki i wszelkie smokopodobne stwory są wprost PRZEPIĘKNE, a ich animacja jest ZACHWYCAJĄCA. Choć zadaniem gracza jest wybić, oskórować i wybebeszyć wszystkie bestie, nie mogę się napatrzeć na to, jak one wspaniale wyglądają. Jestem w stanie wybaczyć nawet to, że postać gracza walczy tymi idiotycznymi, gigantycznymi brońmi, których żaden normalny człowiek nie byłby w stanie podnieść, a co dopiero nimi walczyć. Co się będę rozpisywać: pooglądajcie na youtube cut-scenki, filmiki promocyjne i gameplaye, a zrozumiecie, o co mi chodzi.




11 komentarzy:

  1. Drakensang? W jedynce były co najmniej dwa smoki...w dwójce wąż morski- a to prawie smok. No i jest coś takiego jak LAIR...nie grałam.

    Drakensangi są dobre, Natanek appoves :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem beznadziejnym przypadkiem, zupełnie nie umiem grać w gry. Jedyne, w jakie zagrałam przez całe życie to Slender, Gotic (no bo w to każdy chyba grał -_-) i Katawa Shoujo, więc raczej w żadną z gier nie zagram, choć zżeranie gołębi brzmi kusząco >:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie grałam w GOTHIC. Co więcej- nie zagram, dopóki nie będzie wyboru płci bohatera. Czyli prawdopodobnie nigdy :)
      Ilośc gier ukończonych przeze mnie- 5 (jeżeli podliczymy Pokemon Crystal to sześć).

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o Gothica, to tylko 1 i 2, bo trójka jest BEZNADZIEJNA. ;P

      Usuń
    3. Trójka jest ponoć straszna, nie grałam. Ha, mój kolega kiedyś robił letsplay'e doGothica - 95 filmików trwających po 3 minuty...

      Usuń
  3. Grałam! Grałam w Monster Hunter! To było świetne przeżycie - smoki-i-inne mają tam TO COŚ.
    Jednak jeśli mogę polecić dobrą grę ze smokami, to odsyłam do Skyrim. It's the coolest game I've ever played.
    Poza tym znalazłam perełkę, która z pewnością ci się spodoba: http://th07.deviantart.net/fs70/PRE/f/2013/014/6/d/dragon__s_nest_by_the_evil_plankton-d5rjsqr.jpg
    Tak, to tort. Smacznego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym skajrima, ale u mnie nie póóójdzie... T__T *czarna rozpacz*

      Boru, taki tort to żal jeść. *.*

      Usuń
    2. Nie martw się, u mnie też nie chodzi ;)
      A przynajmniej nie dopóki nie wydębię od mamy jej służbowego Giganta Komputerowego. Ach, jak miło być dzieckiem informatyka...

      Usuń
    3. Dovakin, dovakin! Pocieszę - w Windows Vista w ogóle nie idzie.

      Usuń
    4. Tnie się tak bardzo mocno...

      Usuń
  4. UUUUU,koleżanka specjalistka,nie pogadam..


    Chomik

    OdpowiedzUsuń