poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Smile, smile, smile

Ja rozumiem irytujące do granic możliwości sny o pośpiechu i spóźnianiu się. Ale czemu dziś musiały się połączyć ze snem o tym, że jest pierwszy maja i spadło 30cm śniegu?!

Mimo wkurzających snów, staram się zachować względny spokój i pogodę ducha, choć wiem, że i tak za jakiś miesiąc huśtawka nastroju znowu się bujnie w drugą stronę i znów będę w takim emonastroju, że nikt nie będzie w stanie wytrzymać w moim towarzystwie dłużej niż minutę. Dlatego też zaprojektowałam i zamówiłam na Alledrogo koszulkę z najbardziej epickim nadrukiem ever (przy tworzeniu którego naruszyłam co najmniej dwa prawa autorskie, ale nie zamierzam czerpać z tego korzyści innych od zacieszu na pysku ani tym bardziej udawać, że to wszystko stuprocentowo moje dzieło, więc czuję się usprawiedliwiona), żrę mnóstwo słodyczy i czytam serię "Heartland", która jest cudownym odstresowywaczem na wszystko. I nawet nie muszę zakładać maski, by udawać, że się uśmiecham.


Tylko z drugiej strony... hm, hm. Tak czytam ten "Heartland" i coraz bardziej tęsknię za czasami, kiedy miałam do czynienia z końmi. Nawet nie o jeździectwo chodzi, a samo obcowanie z nimi. Kiedyś przez krótki czas chodziłam do przytuliska dla zwierząt i razem z mnóstwem innych dziewczyn (a wszystkie o co najmniej 5 lat młodsze ode mnie, aaa, jak ja się staro czułam) po prostu się opiekowałyśmy końmi: czyściłyśmy, sprzątałyśmy stajnię, takie tam. Najpiękniejsza chwila, jaką pamiętam z tego miejsca, to jak pewnego słonecznego październikowego dnia (uch, ile przymiotników) wypuściłyśmy wszystkie konie i kuce na łączkę i biegałyśmy razem z nimi, by się wyszalały. To są emocje i uczucia nie do opisania.

Niestety, te czasy to już z grubsza przeszłość. Koszulkę z Vaderem kupiłam za pieniądze ze sprzedaży mojego starego toczka i czapsów, które kilka lat przeleżały nieużywane w szafie. Stadnina, do której zawsze jeździłam, wciąż prosperuje, ma się dobrze i pełno w niej sympatycznych ludzi. Chciałabym... a mimo to nie udało mi się tam powrócić przez te wszystkie lata.

Matko Borska, co się ze mną stało? Miałam tyle planów: nauczyć się dobrze jeździć, iść do zawodówki na leśniczego, na studia na SGGW, pracować ze zwierzętami, związać się z łódzką Strażą dla Zwierząt... A gdzie wylądowałam? Na uczelni najbliżej miejsca zamieszkania, na kierunku humanistycznym, który dał mi już wszystko, co miał najlepsze do zaoferowania, perspektyw na pracę nie mam żadnych i dzień w dzień łeb mi pęka, bo praktycznie cały czas siedzę przy kompie - trochę piszę, trochę gram, trochę się obijam. Plusem tego stanu rzeczy jest to, że na obijanie się czasu mam mnóstwo. Minusem: że nie o takiej sobie marzyłam. W ogóle moim jednym wielkim minusem jest to, że jestem cholernie niedookreślona. Nigdy nie wiem, czego tak naprawdę chcę. Jak jakaś głupia, disneyowska księżniczka.

No widzicie, widzicie? Miało być wesoło i optymistycznie, ale niuuueee, księżniczka Winifreda nie potrafi nie marudzić. -.-

7 komentarzy:

  1. Co do koni - skąd ja to znam...Kiedyś, będąc słit szesnastką udawało mi się regularnie jeździć i sie tą jazdą cieszyć. A potem zawsze było:pół roku jazdy , pół roku przerwy, przy czym to pół roku jazdy to bynajmniej jazda regularna nie była. W chwili obecnej będzie 7 miesięcy od kiedy siedziałam na koniu, i oczywiście zaczyna mi tego brakować. Tylko że głupio, jak wśród bandy szczyli na kucykach stara 20 letnia dupa ma problemy z zagalopowaniem (a parę lat temu 2 razy w tygodniu jeździła w tereny...). Na dodatek ludzie w mojej stajni są skur..., e ciut niemili. Eh.
    To było tyle końskiego marudzenia. A będę nachalna, jeśli spytam, czemu zerwałaś z jeździectwem, z tego co widzę, definitywnie?

    A miałam się uczyć, ale chyba wypadałoby w końcu skomciać jeden z moich ulubionych blogów ;)Jeszcze tylko dodam, że ja też nie potrafię wytrzymać długo bez marudzenia i również nie potrafię skończyc tego, co zaczęłam. Ale ostatnio nawet dobrze mi z tym, tehee.
    Pozdrawiam
    Duslawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie wiem, czemu. Boję się ludzi, mimo że w tej "mojej" stadninie są mili. :c I ciut daleko mam - 10 kilometrów, które mogę pokonać wyłącznie rowerem, bo w tamte okolice nie kursują żadne autobusy. Niby mam bliżej inną stadninę, ale tam to już w ogóle się boję jechać, bo nikogo nie znam.

      No, fakt, że ludzie w środowisku okołokonnym potrafią być penisami. Pojechałam kiedyś za namową kuzynki na obóz jeździecki i to było jedno z najgorszych przeżyć, jakich doświadczyłam: była klitka instruktorko-właścicielek, takie kółeczko wzajemnej adoracji, które zachowywały się tak, że dziewczyny po jazdach schodziły z koni z płaczem. Świetna zabawa, nie ma co.

      Nie ucz się, marudzenie jest fajniejsze. ;3

      Usuń
    2. Cóż, fspaniała instruktorka tak moją siostrę traktowała, że też był bek i domu. A kiedy ja uznałam że wolę dłuższe strzemiona (czy tam krótsze, nie pamiętam), pojeździłam tak pół jazdy, i przed galopem uznałam, że jednak je z powrotem wyreguluje, to powiedziała, że 'kłocę sie z instruktorem, a potem i tak robię po swojemu". Oni maja chyba jakiś inny typ logiki czy co.
      Akurat obozy miałam udane, szkoda tylko, że żadna z tych znajomości nie przetrwała dłużej. Ale ze mną tak już chyba jest ;p
      Oczywiście, że marudzenie jest fajniejsze, ale ta pieprzona rozszerzka z chemii sie sama nie napisze (tak, podchodzę drugi raz, bo ostatnim razem punktów na studia brakło). Chociaż czasem, nie wiem czy w ogóle dobrze wybrałam. Oh well, okaże się ;)
      Tak btw tez czytywałam Heartland, ale chyba doszłam jakoś do 11 tomu. Zarąbisty odmóżdżacz, tylko do Amy nigdy nie potrafiłam się przekonać. Tak marysójkowata trochę, jeśli o mnie chodzi.No i ta ZUA strasznie kliszowata ;)
      Pozdro x3

      Usuń
    3. Ło matko, Amy to ja wprost nie cierpię, choć z tomu na tom robi się coraz bardziej znośna. Niemniej jak na początku na każdy pomysł Lou (czy na cokolwiek w ogóle) reagowała wrzaskiem "NIE!!!", trzaskaniem drzwiami i uciekaniem do pokoju/stajni, to miałam ochotę zrobić gówniarze krzywdę. ;P

      Usuń
  2. Marudzenie fajna rzecz :)
    Co do Heartland kiedyś wpadł mi w łapki bodajże 8 tom i tak mnie wciągnęło trochę, ale pierwszych 5 części zdzierżyć nie jestem w stanie. Ta seria jest zbyt normalna dla mojego zakażonego fantastyką wszelkiego rodzaju mózgu.

    Nadruk śliczny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś śnieg padał podczas pochodu pierwszomajowego... Wszystkie młodsze dzieci mogły pójść do domu i nie musiały słuchać dwugodzinnego przemówienia. Też czytałam kiedyś tę serię w bardzo podobnym celu :D Konie są straszne, takie duże i na mnie patrzą! Gdy coś jest większe ode mnie i zupełnie nie wiem, co sobie o mnie myśli, a muszę na to wejść/czyścić je/dotykać go, to wolę się do niego nie zbliżać i głaskać swoje myszki zamiast cwałować po łąkach.
    Każdy musi czasem pomarudzić. O!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń