niedziela, 7 kwietnia 2013

Żyć i nie zwariować

Miałam się uczyć od nowa zapamiętywania snów, ale po moich ostatnich stwierdzam, że to bardzo, ale to bardzo zły pomysł. I tak nie śni mi się absolutnie nic twórczego, a li jedynie wkurzające do granic możliwości pierdoły. Nie wiem, czy to z powodu takiego stanu ducha, depresji, obsesji, nerwicy (w sumie nigdy żadna osoba z "dr" przed nazwiskiem nie stwierdziła u mnie któregokolwiek z powyższych stanów, więc jakie mam prawo sądzić, że którykolwiek z nich mnie dotyczy? Ja tylko siedzę bezczynnie w domu, pozbawiona nadziei i motywacji, gorączki nie mam, więc zdrowa jestem, nic mi nie jest), ale kiedy człowiek nawet wyspać się nie może z powodu irytujących snów, to naprawdę może szlag trafić.

Powtarzający się do obesrania motyw: pośpiech i spóźnianie się na coś, najczęściej na pociąg. Średnio raz na tydzień śni mi się, że muszę się bardzo spieszyć, mam dosłownie kilka minut do wyjścia, patrzę co chwilę nerwowo na zegarek, ale wszystko i wszyscy stają mi na drodze i w efekcie spóźniam się. Dziś na przykład w takim śnie spieszyłam się na pociąg, który miał odjeżdżać za pięć minut, zaczęłam zakładać kozaki, bo są na ekspres i szybciej schodzi, ale gdy założyłam już prawy, nagle okazało się, że na lewej nodze mam dokładnie zasznurowanego glana i straciłam kilka cennych minut na zmianę obuwia. Potem mama mnie zatrzymała, potem nie mogłam znaleźć swojego płaszcza, a potem było już wszystko jedno, bo mój superważny pociąg już odjechał. 

Potem - wpływ obejrzenia wczoraj VI epizodu "Gwiezdnych Wojen" (wreszcie) - śniło mi się, że nastąpiła apokalipsa i 3/4 ludności świata poszła w pizdu. Wędrowałam przez opustoszone metropolie w towarzystwie Darth Vadera, samej będąc wiecznie nachmurzonym Anakinem Skywalkerem, co w jakiś sposób czyniło z nas ojca i syna. Ale to nie wszystko: w pewnym momencie nawet zatrzymaliśmy się w McDonaldzie na hamburgera, którego podał nam jakiś długowłosy żul. Irytującym aspektem tego snu było to, że nieustannie gubiłam (gubiłem?) swój miecz świetlny i bałam się, co tatuś na to powie.

Co na ten temat mówi sennik?

miecz, zgubić go (w sumie to jestem zdziwiona istnieniem takiego hasła): zmień swoje postępowanie, w przeciwnym razie bliscy odwrócą się od ciebie
ujrzeć wielkie miasto: niepokoje w życiu

Darth Vadera jakimś trafem nie ma wśród haseł.


Pociąg lub kolej żelazna to jeden z najważniejszych symboli sennych, w którym odzwierciedla się przede wszystkim nastawienie do życia, doświadczenia, motywacje, wartości i cele. Sugeruje to lepsze poznanie siebie.
śpieszyć się: niepokoje

śpieszyć się do pociągu: oznacza wiele trudności

mimo pośpiechu spóźnić się na pociąg: chcesz osiągnąć rzeczy niemożliwe

spóźnienie: odnosisz wrażenie, że coś w życiu przeoczyłeś, może jakąś ważną znajomość. Niewykluczone, że sen odnosi się do przyszłości i przestrzega cię przed niezauważeniem kolejnej szansy.

buty nie od pary: cudzołóstwo.

buty czarne: choroba, ostrzeżenie przed popadnięciem w kłopoty z powodu oszustwa

No wprost wyśmienicie. Po doprowadzających do szału i dołujących snach niczego nie pragnęłam bardziej, niż ich dołującej interpretacji. Nie, żebym wierzyła w proroczą moc snów - uważam po prostu, że sny są odzwierciedleniem tego, co się w danym momencie w człowieku dzieje, o czym myśli, co go martwi, blebleble. Jak powyższe ma się do mnie? Hm.

Ostatnio, po pewnym niemiłym incydencie, postanowiłam nie bawić się w żadne bliskie przyjaźnie, bo jestem stuprocentowym introwertykiem i ani się do tego nie nadaję, ani nie potrafię się w takie relacje bawić, ani po prostu nie mam ochoty, bo wiele rzeczy mnie irytuje i męczy. Ale z drugiej strony... czasem czuję się okropnie samotna, kiedy ja kiszę się tu, luby trzysta kilometrów ode mnie i nie mamy możliwości się spotkać. Nie ma nawet do kogo gęby otworzyć, tylko wylewać żale na blogasku. Matko, jaka ja się żałosna zrobiłam.

Smoczek na pocieszenie. Teraz to Boga zrobiła się najbardziej socjalna. Moja ulubienica. <3 Niestety, nie mam nawet średnio dobrego aparatu, by robić porządne zdjęcia.


O, to w razie czego wiem, kim zostanę w przyszłości. Crazy gecko lady! *ba-dum pss*

10 komentarzy:

  1. Większość depresji jest niestwierdzona, ja męczyłam się z lekką przez przeszło pięć miesięcy.
    Sen fajny, zazdroszczę Ci, mnie prześladuje cały czas ta sama kolumbijska partyzantka, co gorsza, to cały czas jest mój nieszczęsny pluton... Ten długowłosy żul to byłam ja, nie wzięliście reszty. Hm, to to był Twój sen?
    Nie przejmuj się, snów nie należy interpretować i tyle, to powinna być żelazna zasada. Gekonka pomiziałabym po pyszczku. Trzymaj się :)
    Mnie już nic nie zdołuje po tym, jak się dowiedziałam, że Wędrowycz zeżarł Cthulhu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wut? D: To nie mógł być TEN Cthulhu. Cthulhu nie dałby się zeżreć jakiemuś ochlejmordzie z niepamiętamjużskąd.
      A żul po obsłużeniu nas zarąbał mi miecz świetlny więc ten, no. Oddawaj. ;D

      Usuń
    2. Z Wojsławic, ze wsi Stary Majdan w powiecie chełmskim. *dumna, że pamięta* Jak go rozerwał granat to się dał. Było do studni nie włazić.
      To był miecz świetlny?! Myślałam, że to jest jakaś fikuśna latarka albo miotacz plazmy w kształcie makaronowych macek. Pfff, jak tak, to go sobie weź, łapaj!

      Usuń
  2. Podejrzewam, że pogoda też ma wpływ na samopoczucie, ale jak się źle czujesz to idź się zbadaj, nie zaszkodzi, a może pomóc, nikt cię z błahą depresją nie naszprycuje prochami. ale zawsze będziesz się mogła jakoś wygadać.
    Z przyjaciółmi też lepiej na 102: 100 metrów od domu dwa metry pod ziemią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak nie mogę zwalać na pogodę, bo dzisiaj pięknie słonko napierdzielało, a ja się martwiłam tym, że będzie mnie głowa boleć i potrzebuję kapelusza z dużym rondem, a najlepiej to parasola, bo nienawidzę, jak mi w oczy świeci. Jeszcze trochę i zacznę słyszeć głosy i błyszczeć w słońcu. ._.

      Usuń
    2. przy przejsciu od zlej do dobrej pogody czuje sie zazwyczaj zmeczenie przez zmiane w cisnieniu :D

      przynajmniej wszyscy zaczna cie kochac

      Usuń
  3. Oj, Winky. Mnie się od kilku tygodni śni mój ojciec. Wolałabym miecze gubić co wieczór, uwierz.
    I wylewaj żale na blogasku, od tego on jest, nie? ;)

    Z innej beczki...poczytałam twoje recenzje barbioszkowatych filmów i stwierdziłam, że następnym razem musisz koniecznie obejrzeć jakiś BRATZOWY film. Idealny na sesję.
    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam aktorski - to było straszne. Po czymś takim animowanych się boję. O_O Chociaż zaraz, coś mi się mętnie kojarzy, że zaczęłam kiedyś oglądać coś o dżinie, ale najwyraźniej było to tak traumatyczne przeżycie, że mój mózg całkowicie wyparł je z pamięci. Hm, kusisz, by się poświęcić w imię fajnej notki na blogaska. ;)

      Usuń
    2. Wait, what...? Film o Bratz? Taki tru prawdziwy? *o* Me wants!

      Usuń
    3. Rock angels, animowany. Jest na youtubie :)

      Usuń