wtorek, 21 maja 2013

Narcyzem jestem, nanana

No dobrze, chwila słabości minęła. Zlepię tego ebooka. Ten pomysł jest strasznie głupi, ale strasznie mi się podoba. Także ten, no. Idę zawojowywać półki w Matrasie (empik jest zbyt mainstreamowy) i zdobywać sławę. Jeśli zasługuję. Mam nadzieję. Byłoby miło. I w ogóle to Fluttershy.

Ok, przyznaję się: jestem narcyzem. Zdecydowanie nie w każdym aspekcie życia, ale jeśli się o twórczość rozchodzi, to na pewno. Często zastój w pisaniu bierze mi się stąd, że czytam to, co do tej pory napisałam i się cieszę, że kurde, ale to fajne (cytuję tu Ćwieka z zeszłorocznego Pyrkonu, ale ćśś, nie dowie się, a tę cechę akurat mam z nim wspólną). Lubię pisać i lubię to, co piszę. Jeśli komuś też się to podoba, to euforia i chóry anielskie. Jak nie - oh well, nie wszystkim musi, część krytyków pewnie nawet ma rację. Jedyne, co mnie drażni, to podejście, które ma jeden z moich wykładowców: że fantastykę piszę? No dobrze, ale dlaczego nie będę polskim Pratchettem, dlaczego nie napiszę czegoś w stylu Piersa Anthony'ego, no i przede wszystkim jak ja śmię chcieć na swojej twórczości zarabiać?! Khe khe, a dlaczego, kursywa mać, nie? Dlaczego wszyscy na tych studiach oczekują ode mnie, że będę chciała zostać jakimś superawangardowym pisarzyną, o którym pies z kulawą nogą słyszał, którego nazwisko przewija się od czasu do czasu w jednym z tych niezależnych artystycznych pisemek, w których 3/4 tekstów w ogóle nie nadaje się do czytania, który uważa się za wielkiego, niezrozumiałego geniusza, którego mogą zrozumieć tylko podobne mu hipsterskie geniusze? W dupie mam taką karierę! Nie chcę swoją twórczością odkrywać ameryki w konserwach i nic mnie nie obchodzi, co na ten temat mieliby do powiedzenia rosyjscy formaliści. Chcę pisać zrozumiale, ciekawie i - przede wszystkim - opowiadać interesujące historie. Biorę pod uwagę to, co się sprzedaje i co lubią czytelnicy, bo bez nich NIE BĘDĘ ISTNIEĆ. Nie chcę zmieniać świata, chcę być bardem. I w swoim skromnym, narcystycznym przekonaniu, sądzę, że po tylu latach osiągnęłam już poziom na tyle znośny, by bez wstydu dzielić się swoimi dziełami. Jeśli wypuszczenie w świat tego ebooka może mi choć w minimalny sposób pomóc się wybić, no to wiśta wio, na co tu czekać! Zdaję sobie sprawę z zagrożeń wiążących się z self-publishingiem (hell, esej o tym napisałam!), tym jak to może być odebrane i całą resztą, ale hej, ja wiem, jaka jest prawda. Ze wszystkich tekstów, które chcę umieścić w tym zbiorze, ŻADNEGO nie wysyłałam nigdzie w ramach chęci bycia opublikowaną w magazynie czy czymś takim, dwa zostały ocenione na portalu Nowej Fantastyki (nie szukajcie, już ich tam nie ma; jedno zostało przyjęte bardzo dobrze, drugie - słusznie zjechane i właśnie przechodzi lifting), więc to nie jest tak, że mi wydawnictwo nie odpisało i po wypłakaniu się w poduszkę ogarnęła mnie żądza zemsty. Po prostu uważam te teksty za warte publikacji, a self-publishing jest najszybszą i w tej chwili najlepszą dla mnie opcją. Rynek jest zarąbiście surowy dla debiutantów. Czasem po prostu trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i tylko uważać, by nie stać się drugą, przewrażliwioną na swoim punkcie Katarzyną Michalak. Tyle.

Kurza stopa, ale mi strumień świadomości wyszedł.

Tak swoją drogą, to nie mogę się zdecydować, czy lepsza jest okładka z konturami czy bez.

Smok naszkicowany na zajęciach z początków w literaturze/filmie/grach. To było przeznaczenie.

PS Pierwszy sukces hodowlany! Mączniki nam dorosły! Póki co są trzy: Jeff i dwa bezimienne, i lepiej żeby się szybko rozmnożyły, bo skończyły mi się larwy dla gekonów. Wiodą miły żywot w wiaderku pełnym otrębów owsianych. Swoją drogą, spójrzcie na to zdjęcie i powiedzcie, czy stadium pośrednie (w środku) nie wygląda wypisz-wymaluj jak Obcy? Hodowanie tych robali nagle zrobiło się dziesięć razy fajniejsze.

20 komentarzy:

  1. Przede wszystkim życzę powodzenia. Sama myślę o publikowaniu kiedyś, w niezidentyfikowanej przyszłości, bo to na pewno wspaniałe uczucie spełnić takie jedno malutkie marzonko :P
    Co do profesorów-hipsterów - moja matka zawsze mi mówiła (kiedy siedmioletni Niofo wpadł na pomysł, że zostanie drugim Tolkienem), że żeby pisać, trzeba mieć coś do przekazania. A więc chcieć coś powiedzieć czytelnikom, a nie napawać się, jak to och-ach świetnie i oryginalnie piszę. Oczywiście trzeba pisać dobrze i czytelnie, forma też jest ważna, ale niech ta forma nie przesłania przekazu. Ci wszyscy awangardowi znawcy mają jakaś manię przerostu formy nad treścią, ot co.
    A okładka podoba mi się bardziej bez konturu. Bardziej wygląda jak tło do napisu, bo kontur trochę za bardzo wali po oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodze sie. Przekaz zwlaszcza w fantastyce jest niepotrzebna nikomu bzdura. Liczy sie przygoda, to ze ksiazka wciaga i ma bogaty swiat. Tolkien w swej adnotacji do hobbita wyraznie napisal ze uwaza wszelkie ukryte przekazy za zbedna bzdure.

      Usuń
    2. Nie chodzi mi tutaj o ukryte przekazy i jakieś potajemne nawiązania, że Aragorn był tak naprawdę podprogowym przekazem o Jezusie. Chodzi mi o to, żeby nie pisać o granitowych stygmatach smutku na alabastronych licach, ale - pozostając już w Tolkienie - jeśli spotkała Cię kamienna lawina podczas wycieczki w góry, możesz to samo sprawdzać na swoich bohaterów, bo znasz to z autopsji. Napisać coś od siebie - przekazem mogą być przeżywane emocje, wydarzenia, fascynacje. Ale przekazem nie będzie sama w sobie hiperwyszukana forma, na nowo definiująca pojęcie epiki, obojętnie jak hipsterskie by się to wydawało.

      Usuń
  2. Kobiety zaprawdę są zmienne :D Zawsze trzeba próbować.
    Łoo, Obcy, Obcy, Obcy! Chcę hodować Obcych!!!oneone11!!

    OdpowiedzUsuń
  3. PS more o gekonach pls, ten anonim powyzej moj (zapomnialem sie zalogowac)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hura będzie ebook :-D
    Co do okładki moim zdaniem ta bez konturów jest ładniejsza

    OdpowiedzUsuń
  5. bierz z konturami
    dobrze ze jednak zdecydowalas sie na ten self publishing naprawde zawsze to jakies doswiadczenie ;)
    a postmoderne i nasz instytut jebac w rzyć

    OdpowiedzUsuń
  6. Bez konturów. Ale chyba jestem w mniejszości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez konturów lepiej wygląda, ale na tej z konturami ładnie zaznaczone są kości/chrząstki skrzydeł. ale jednak pierwsza. I, na miłe bogi, zmieńże czcionkę na taką z polskimi znakami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeś się uczepiła, a w prawdziwym nazwisku i tytule I TAK nie będzie polskich znaków. ;P

      Usuń
  8. Bez konturów. Zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie tyle jak Obcy, co pokemon-kokon 8D
    Co do okładki, to najlepsze wg mnie byłoby połączenie obu wersji. Patrzę na nie, i tam gdzie tło jest ciemniejsze, kontur wygląda dobrze, ale pośrodku, na jaśniejszym tle, strasznie przeszkadza. Można by zróżnicować grubość kreski i pośrodku okładki odchudzić ten kontur (szyja i głowa od strony tytułu, miejsce w którym głowa łączy się z szyją), albo miejscami nawet go przerwać (na brzegach skrzydła na taki przykład). I w dolnym, prawym rogu widać jeszcze taki mały, żółty, smoczy fragmencik - ja bym to wywaliła, tak bez sensu to tam jest i może irytować.
    Co do typografii, to niewiele jestem w stanie powiedzieć. Mnie już zdiagnozowano, że w ogóle nie czuję litery xD Ale lepiej by to wyglądało, gdyby imię i nazwisko w ostatecznej wersji nie było tak rozstrzelone.
    Powymądrzałam się? ;d

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
  10. A moze mieszanka? Z konturem jedynie glowa i oczy albo tylko oczy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kontury zmień z czarnego na jakiś ciemniejszy pomarańcz, czcionka też mi nie pasuję ^^"

    I ten... BOGOWIE JAK FAJNIE! :D Będę miała co czytać, ty Bardzie nasz kochany :D Całkowicie się zgadzam z tym co piszesz. samemu dla siebie to można pamiętnik pisać, a nie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bez konnturu jest profeszynal i w ogole, tak tajemniczo. jak taki odblask na aksamicie, czy innym materiale. kontury psuja ten efekt, a ja go kooocham.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdecydowanie wygląda jak obcy.
    Okładka - bez konturu.
    I masz zupełną rację, też bym chciała być Bardem. Bo po co tworzyć, jak nikt tego nie rozumie? To w końcu dla ludzi ma być.

    No i nie mogę się doczekać tego ebooka. Na pewno kupię! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Będę oryginalna - bez konturu :D
    A co do pisania - jak dla mnie każdy twórca ma prawo do chęci posiadania odbiorców. Awangardowi hipsterzy piszący tylko do anonimowych hipsterskich pisemek nie chcą swoich prac ukazywać szerszej rzeszy, bo podświadomie wiedzą, że ich pisanina sensu większego nie posiada - a w gronie takich samych jak oni mogą sobie wmawiać, że są dżezi i kul geniuszami. Tak przynajmniej myślę xP
    A w ebooka chętnie się zaopatrzę :)
    Duslawa

    OdpowiedzUsuń
  15. Team bez konturu albo ledwo widoczny (może odcień, dwa niż skrzydła?)
    A z hipsteryzmem trzeba walczyć każdą bronią, a jeśli jest szansa zarobić, to cóż może być lepsego? ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podczytuję cię od jakiegoś czasu (a właściwie teraz sobie przypomniałam, że kiedyś czytałam i nadrabiam) i życzę powodzenia z tym ebookiem ;)

    Ostrzegam, że to pod spodem to tylko moje marudzenie i nie należy się nim przejmować za bardzo :D
    Okładka ładniejsza bez konturów - ma to coś. Obrazek mi się podoba bardzo bardzo.
    Jednak ten tekst... jego rozłożenie wygląda dziwnie.
    Nie lepiej byłoby jakby tytuł poleciał na dół - na skrzydło? I wycentrować? A Nazwisko przesunąć tak, żeby było równo pod imieniem? Albo wyrównać do prawej krawędzi? Ewentualnie klasycznie rzucić nad tytuł w jednej linii ^^" Albo zrobić cokolwiek innego na co jeszcze nie wpadłam.
    Kolor nie pasuje mi do kolorystyki, jakkolwiek to brzmi. Przydałoby się znaleźć jakiś odcień z czerwieni lub pomarańczy, który by się odbijał - ew. jakiś, który odbijałby się mniej, ale miałby jasną/ciemną obwódkę/poświatę/cień. Nie jestem też pewna, czy ta czcionka będzie odpowiednia do okładki bez konturu, ma bardzo mocno odcinające się krawędzie. Przynajmniej masz to szczęście, że obejdziesz się bez polskich znaków :D

    OdpowiedzUsuń