wtorek, 4 czerwca 2013

Ciekawostki

  1. Hiszpania składa się głównie ze stepów i autostrad.
  2. Latanie samolotami pasażerskimi jest jednak mało ekscytujące, piloci są na tyle delikatni, by przypadkiem się ktoś nie porzygał. Chcę się przelecieć myśliwcem!
  3. Niemniej, widoczki piękne.
  4. Polskie dania przygotowywane przez hiszpańskie firmy cateringowe są ohydne.
  5. Na dobrą sprawę wszystkie potrawy przygotowywane przez jakiekolwiek firmy cateringowe są ohydne. Cytując lubego: co się dziwisz, że niedobre, w końcu to wyszukane.
  6. Krewetki są smaczne, jak już się je uda wydłubać z pancerzyka i nie uświnić przy tym jak Obelix.
  7. W dobrym towarzystwie nawet błądzenie o drugiej w nocy ulicami Madrytu w poszukiwaniu hostelu jest fajne.
  8. Pozdrawiam Jonathana i jego dziewczynę, której imienia zapomniałam, mam nadzieję, że nie rozchorowali się od nocowania na ławce i dotarli tam, gdzie chcieli.
  9. All in all: dalekie podróże są super, ale jednak dobrze wrócić do domu, gdzie jest moje łóżko, mój (czysty!!!) sedes i moje kochane zwierzaki. I INTERNET.
Niestety, od jutra będę musiała spiąć poślady i zacząć toczyć bój z uczelnią, z którą i tak najchętniej bym sobie dała spokój. Najwięksi geniusze byli wywalani ze szkół i co, wciąż zostawali największymi geniuszami. A uczelnia to nie to samo, co szkoła - nie ma przymusu, nikt mi nie każe tam siedzieć. Poza... argh. Nie, nieważne. Po prostu jestem debilem i tyle.

Do szału doprowadza mnie to o tyle, że wbrew durnym stereotypom, nie potrafię robić kilku rzeczy na raz - jeśli mam do zrobienia coś na uczelnię (pisać esej, uczyć się czy cokolwiek), to nie mogę jednocześnie skupić się na tym, na czym mi zależy o tysiąckroć bardziej: na pisaniu. I odwrotnie: jak piszę, to sprawy uczelni mam w dupie. W tym semestrze skupiałam się bardziej na twórczości i już piętrzą mi się kolejne problemy, które na dobrą sprawę są nic nie warte i w ogóle nie powinnam się nimi przejmować, a i tak to robię, bo najbliższe otoczenie wymaga ode mnie, bym skończyła te zasrane studia, miała magistra i ten mityczny "papierek", który ma mi tak bardzo ułatwić życie. Oczywiście.

A w ogóle to dzień bez marudzenia to dzień stracony, jakby się kto pytał.

To co by teraz porobić: dokańczać opka do zbioru, uczyć się na egzamin, który nawet nie wiem, kiedy jest (i z czego) czy pooglądać kucyki? Hmm.


EDIT: Z ostatniej chwili - Boga mnie właśnie użarła w palec. Capnęła, potrzymała chwilę, po czym puściła i spojrzała totalnie zdziwiona: "to nie był robal?!". xD Nie bolało, nie przegryzła skóry, to było raczej śmieszne uczucie.

6 komentarzy:

  1. Krewetki... Zupa krewetkowa z paczki...

    OdpowiedzUsuń
  2. Krewetki są cudowne w każdej postaci- a z avocado to już szaleństwo totalne. Tuszę, że byłaś w Hiszpanii? Ale oprócz Madrytu udało ci się wpaść do Barcelony? Jeśli nie to zostaw ją sobie na następną podróż bo jest cudowna i magiczna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrów gekonki, bo z tego co czytam są epickie ^^
    Właściwie cały system edukacji w naszym kraju ma za zadanie zabić kreatywne myślenie i wytworzyć posłusznych oraz przede wszystkim biednych obywateli. Co do dylematu, radzę się pouczyć, bo może być ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  4. Hiszpanii gratuluję,królik cudny,debilem nie jesteś,po prostu uczelnie są ....do przejścia,a i to nie zawsze.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. gratsy dla wyjazdu nie ma jak naladowac baterie przed bzdurna sesja
    co do pisania i egzaminow dokoncz te opka serio ulzy ci a na egzamin nauczysz sie dzien przed ;P jak nie to i tak po tych studiach najwyzej mozemy sobie wyjechac na zmywak do uk

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie kiedyś dziabnęła jaszczurka i bolało... Trauma.

    OdpowiedzUsuń