poniedziałek, 24 czerwca 2013

Sesja-depresja

Jejku, wiecie co, naprawdę nie spodziewałam się, że ktokolwiek okaże jakieś zainteresowanie tym moim zbiorkiem, a tu masz - tyle wsparcia. Dziwnie mi z nim strasznie, bo nie przypominam sobie, by kiedykolwiek ktoś tak interesował się moją twórczością, i jednocześnie miło mi, i strasznie wam wszystkim dziękuję, bo gdyby nie wy, to pewnie już dawno bym olała sprawę. Jestem wam wdzięczna tym bardziej, jak przypominam sobie, co inni mówili o mojej pasji: że pisać to ja sobie mogę do szuflady, a mam się uczyć, że do niczego mi się to nie przyda, albo incydent z liceum, kiedy napisałam opowiadanie na konkurs i na godzinie wychowawczej wychowawca poprosił, bym je przeczytała, ale jedna z dziewczyn - pyskata, otoczona koleżankami-hienami i myśląca, że jest zabawna - gadała tak głośno, że aż w końcu mnie całkowicie zagłuszyła, a potem powiedziała, że nikogo nie obchodzi moje głupie opowiadanko i zaczęła się kłócić z nauczycielem, że ona chce bigos na klasową wigilię, a ja zostałam kompletnie zignorowana... Jasne, że były i miłe słowa: mama dzielnie czytająca i poprawiająca błędy we wszystkim, co jej podsuwam od piętnastu lat, polonistka z gimnazjum zachęcająca mnie do dalszego pisania (mimo że dawałam jej tę gównianą powieść, którą zanalizowałam na prima aprilis), ludzie z forum literackiego i ich konstruktywna krytyka... Ale mimo wszystko większość świata zawsze traktowała moje pisanie mało poważnie - ot, słomiany zapał, przejdzie jej, pójdzie na studia, do pracy, to przestanie. A teraz wreszcie zapowiada się, że być może uda mi się zrobić coś na poważnie w tym kierunku.

Nie płacz, debilko...

I tu mam raczej złą wiadomość (choć dla mnie dobrą) - premierę ebooka muszę odłożyć na czas nieokreślony. Dlaczego? Ano dlatego że luby podsunął mi pomysł, że skoro już złożę, notabene, książkę, to warto najpierw podesłać ją do prawdziwych wydawnictw. Szanse są co prawda niewielkie, ale jednak zawsze jakieś są. Niezaprzeczalnym minusem jest to, że na odpowiedź przyjdzie mi czekać dłuuugo - jeśli w ogóle ktoś się pofatyguje, by takowej udzielić, bo często wydawnictwa olewają, jeśli nie są zainteresowani. Może to być miesiąc, może dwa, a może i pół roku. W każdym razie, przez cały ten czas nie mogę opublikować żadnego z zamieszczonych w zbiorze opowiadań, bo jak by któryś wydawca uznał, że chce drukować, a potem by zobaczył wiszącego sobie beztrosko w sieci ebooka, to podejrzewam, że by mi nogi z dupy powyrywał i zrezygnował. Tak więc nie pozostaje nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość.

No i nic. Siedzę sobie, słucham "Adagio for strings" i popadam w melancholijny nastrój, mimo że na dobrą sprawę studia mam gdzieś, takoż jutrzejszy ustny z filozofii, ale nie pogrążam się w bezbrzeżnej depresji (pogrążę się jutro rano, jak się obudzę i zdam sobie sprawę, że nie pamiętam nic z tego, czego się nauczyłam poprzedniego dnia). Uczyć się nie uczę, pisać - nie piszę, ot, wegetuję sobie i zastanawiam się, po jaką cholerę mi to wszystko, te studia, po co brnąć w coś, co tylko pozbawia mnie motywacji i chęci do zrobienia czegokolwiek. I jak to możliwe, że wszystkim wokół życie się układa, a mi nie tyle komplikuje, co po prostu nie istnieje. Od miesiąca nie mogę skończyć czytać jednej krótkiej książki, od dwóch nie napisałam ani jednego słowa powieści, sprawy uczelni konsekwentnie ignoruję i tylko cudem jakoś brnę naprzód (jeśli przełożenie egzaminu można nazwać krokiem naprzód). No i te ciągłe huśtawki nastrojów - w jednej chwili jestem spokojna i uśmiechnięta, w następnej wpadam w panikę, ryczę i spisuję testament. Ale staram się to ukrywać, bo nie lubię rzucać się w oczy i przede wszystkim - musiałabym powiedzieć, co jest nie tak, podczas gdy ja nie wiem, co jest nie tak, poza tym, że ja jestem nie tak. Bo na przykład wypisuję durnoty na blogasku, zamiast się nauczyć tej cholernej filozofii, której nie lubię, nie interesuje mnie i mam w dupie, że jacyś przeintelektualizowani hipsterzy będą nade mną kręcić z dezaprobatą głowami, że jak ja śmię w ogóle nie lubić filozofii i nie mieć ulubionego filozofa, ulubionej epoki literackiej i ulubionego stylu architektonicznego.

A w ogóle to moi simowie mają życie ciekawsze od mojego i to jest smutne.

7 komentarzy:

  1. Zainspirowałaś mnie - dzisiaj tak z głupia frant wysłałam moje zachomikowane na dysku opowiadanie do Nowej Fantastyki. Stwierdziłam, że nie ma co tego odkładać w nieskończoność, tylko lepiej wreszcie zacząć działać.
    Wydawaj, jasne. Ebooka można przecież zmontować w razie czego, jakby nie wyszło, a tak przynajmniej wiesz, że próbowałaś w normalnym wydawnictwie, obojętnie, czy przyjmą, czy nie. Chętni do przeczytania poczekają - przynajmniej ja na pewno i kupię obojętnie, czy wyjdzie w formie papierowej czy elektronicznej. ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że stan który opisałaś na końcu nie jest wcale taki rzadki. Oczywiście w żaden sposób nie próbuję powiedzieć, że Twoje problemy nie są ważne, tylko chciałabym zasugerować, że inni mogą również wiedzieć jak dobrze ukrywać życie walące im się na głowę. Przecież wiele osób każdej nocy płacze w poduszkę, a w towarzystwie świetnie udaje dobre samopoczucie.

    Chciałabym pomóc, ale sama jeszcze nie opracowałam metody wyjścia z takich stanów wegetacji. Mogę tylko życzyć powodzenia :) A na blogasku pisz dalej, nic tak nie pomaga jak wyrzucenie z siebie wszystkich żali.

    Trochę mi tylko szkoda, że trzeba będzie dłużej poczekać na ebooka. Z dnia na dzień coraz bardziej się cieszyłam, że za niedługo będzie coś dobrego do czytania, a tu premiera jeszcze bardziej oddala się w czasie :C Ale życzę powodzenia w wydawnictwie!

    Faasnu

    OdpowiedzUsuń
  3. Winky, idź do lekarza, nie czekaj, aż będzie za późno, skoro zdajesz sobie sprawę, że coś jest nie tak. Ja sobie do końca nie zdawałam, a jak w końcu przyznałam to przed sobą, było już późno. Może to nic poważnego, ale może tak. Zdrowie ważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż dziwne, że też nie wpadliśmy na ten pomysł! Przecież to powinno być oczywiste, żeby najpierw próbować w normalnym wydawnictwie :) W każdym razie będę trzymać kciuki, a jak już coś się ukaże - kupię na pewno ( i będę błagać o możliwość zdobycia podpisu ;))

    Myślę, że powinnaś skupić się na tym co sprawia ci największą radość. Egzaminy, egzaminami. Jakoś zawsze uda się zaliczyć, ale nie odkładaj pisania na później! Przecież to jest Twoja przepustka do tego, żeby walić studia i wszystko to, co Cię nie interesuje. Musisz robić wszystko, co w Twojej mocy, żeby wydać najpierw zbiór opowiadań, a potem powieść jedną i kolejne i wtedy zaczniesz się utrzymywać ze swojego talentu. Dlatego musisz się wyrwać z tej wegetacji. Wiem, że łatwo dawać rady, szczególnie jeśli samemu ciężko z nich skorzystać, ale mam nadzieję, że trochę podniosę Cię na duchu. Musisz być silna i wierzyć w siebie i nie przejmować się opinią innych ludzi (oprócz nas tu wszystkich, bo my w Ciebie wierzymy).

    No, to tyle. Trochę się rozpisałam. I pewnie same banały. Ale wiedz, że chciałam dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiecie co, ja się powoli zaczynam przez Was wszystkich, bloggerów-studentów, bać, co będzie wtedy, gdy sama stanę w obliczu sesji D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nic wielkiego. Studia bywają upierdliwe, a sesja czasem wywołuje stresy i przemęczenie, ale da się to przeżyć bez większych dramatów ;)

      Winnie, nie marudź, zaraz wakacje, będziesz mogła zagrzebać się w pisaniu po kokardkę. A tak na marginesie - też nie trawię filo. Ale zaliczyłam już ostatni epizod z tym przedmiotem i teraz całkowicie legalnie mogę mieć to w dupie ;)

      Usuń
  6. że jacyś przeintelektualizowani hipsterzy będą nade mną kręcić z dezaprobatą głowami - a pies ich trącał!Trzymaj się.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń