wtorek, 30 lipca 2013

TEN dzień

Jeżu, jeżu [nieczyt.]

Ja nie wiem, jak to się stało. Po prostu usiadłam, skupiłam się jak Kubuś Puchatek i nagle się okazało, że wszystkie opowiadania są skończone. No to jeszcze raz usiadłam i skupiłam się jak Puchatek, odwaliłam całą robotę edytorską i... nastał moment zwątpienia. Przecież to nie może być JUŻ. Nie mogę tego opublikować TERAZ. Nie, żebym miała jakiś konkretny powód, no ale nie mogę i już. To za szybko. Na pewno czegoś nie dopatrzyłam. Treść do dupy. Okładka do dupy. Wszystko ssie i nie ma prawa ujrzeć światła dziennego. A jak opublikuję to pod moim nazwiskiem, to będę pośmiewiskiem całego świata do końca życia.

Ale wtedy z przeciwległego końca pokoju nadpłynęła euforia i tak się darła i podskakiwała pod sufit z radości, że nie mogłam tego NIE zrobić.

BEHOLD!



Zwątpienie znów wyciągnęło swe macki, gdy po wrzuceniu na serwer okazało się, że zepsuło mi okładkę i wygląda jak niedopracowany badziew, a dzielenie wyrazów - mimo że sprawdzałam dziesięć razy - pozmieniało się w cały świat i gdzieniegdzie pozostawały wiszące spójniki na końcach wersów, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo spędziłam nad poprawianiem tego dziadostwa cały chędożony dzień tylko po to, by i tak się rozpierdzieliło, i naprawdę mam nadzieję, że dożyję czasów, w których redakcję, korektę i skład będą odwalać za mnie inni. Cóż... teraz wszystko w waszych rękach. Możecie mnie zjechać, zanalizować, co tylko chcecie, my butt is ready.
Już to mówiłam wcześniej, ale muszę powtórzyć - dziękuję za całe wsparcie i zainteresowanie, jakie okazaliście temu projektowi. Gdyby nie wy, po prostu dałabym sobie siana. Powstanie tego ebooka to w 90% wasza zasługa (albo wina, okaże się). ;)
Mam nadzieję, że przedmowa nie wyszła zbyt patetycznie, bo chyba nadęłam się, jakby mnie co najmniej Fabryka Słów wypuszczała, ale nie miałam serca zmieniać w niej ani słowa. I że nie przeoczyłam jakichś koszmarnych, oczywistych błędów. I że opka same w sobie są ciekawe. Matko Borska, nie sądziłam, że człowiek jest w stanie jednocześnie tak się cieszyć i tak się bać.

To ja wracam do skakania pod sufit a wam życzę miłej lektury. :)

PS Opowiadanie o czarnoksiężniku Coridallu tak mi się spodobało, że mam zamiar rozszerzyć jego przygody do zbioru opowiadań. Zapowiadają się pracowite miesiące. ^^

E: W sumie jeszcze coś, bo o tym nie pomyślałam od razu. Jeśli ktoś z jakiegokolwiek powodu nie chce kupować przez wydaje.pl, niech pisze na winkyyy@interia.pl, to po wpłacie na konto wyślę ebooka mailem. Mogę też wystawić aukcję na Allegro.

11 komentarzy:

  1. To tak abyś mogła może nie skakać pod sufit, lecz aby także i serducho mogło się również radować..

    http://youtu.be/PzC4sOg-VN0

    OdpowiedzUsuń
  2. Wchodzę na twojego bloga, patrzę i oczom nie wierzę. Zmieniony wystrój, który o wiele bardziej mi odpowiada i nareszcie aktywny odnośnik do twojego ebooka!
    Zaraz, zaraz... Patrzę na tytuł i z czymś mi się on kojarzy. Wchodzę na "Czarne owce literatury" i mam! Nazwa bardzo podobna do tej, którą obdarzyłaś swoje wprawki.
    W każdym razie gratuluję mobilizacji i życzę rzeszy fanów.

    PS Mogłabyś ponownie wrzucić swoje 17 rozdziałów "Pogranicza"? Chciałem je pobrać, ale dostałem informację, że plik nie jest już dostępny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejrzałeś mój brak inwencji. xD

      Nie działa? Masz ci los. Daj głos na maila (winkyyy@interia.pl), to ci podeślę tę symfonię żenady. ;)

      Usuń
  3. Gratulacje!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Co można napisać w tak wzniosłej chwili? ;) Gratulacje i obyś dorobiła się mnóstwa fanów!

    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje i obyś nie żałowała ;]

    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda tylko, że papierowej wersji nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. OooOoo, jak wrócę za tydzień do domu, to wydam swoje ciężko zarobione pieniądze i jestem pewna, że będzie warto.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeeejku! Ale super, już lecę kupować i reklamować na fejsie, a co. :)
    I gratulacje, też by mi się przydał Twój zapał i zdecydowanie w tym, co chcesz w życiu robić, do mnie chyba jeszcze musi to dotrzeć :)

    OdpowiedzUsuń