środa, 17 lipca 2013

Wakacyjne granie

Pomimo widma kampanii wrześniowej, zacieszam jak nigdy. W tym roku nie planowałam jakichś wielkich wakacyjnych wyjazdów, żadnych gór, jezior ani morza. Przybyłam za to za lubym do bardzo urokliwego miasteczka, które jest tak przesiąknięte wakacyjną atmosferą, że gdybym tu zamieszkała, to byłoby jak niekończące się wczasy. Jest tu trochę wsi i trochę miasta - około sześciotysięczne miasteczko w środku lasu, w zupełności samowystarczalne, gdzie wszędzie jest blisko. Dla mnie: idealne warunki. Są i otwarte do późna sklepy, i las z każdej strony, i dwa urokliwe zalewy, i w pewnej odległości rezerwat przyrody... Czegóż chcieć więcej? Za każdym zalesionym pagórkiem spodziewam się ujrzeć jezioro albo brzeg morza i choć doskonale wiem, że nie ma tam ani jednego ani drugiego, już sama ta atmosfera wystarcza, bym nieprędko chciała wyjechać. Poziom nostalgii porównywalny z czytaniem "Martusi na wakacjach" (jak ja kochałam te książki).

Na dokładkę to miejsce i ludzie tutaj mają na mnie dziwny wpływ. U siebie wprost nienawidzę niezapowiedzianych lub zapowiedzianych mniej niż tydzień wcześniej gości... w sumie to na dobrą sprawę nie bardzo już mam kogo u siebie gościć... w każdym razie, tutaj nawet cieszę się na każdą wizytę przyjaciół lubego, mimo że sama odzywam się średnio raz na godzinę, a jak już coś powiem, to pożal się Boru i boję się, że mogą mnie uważać za idiotkę. Luby zaś organizuje nam czas, najczęściej poprzez sesje RPG albo planszówki. W dzisiejszych czasach pewnie mało kto gra w planszówki (nie licząc hord nerdów takich jak my na konwentach), parę lat temu pewnie sama byłabym sceptyczna, ale niektóre naprawdę potrafią wciągnąć, nawet jeśli w pierwszym odruchu odrzucają ogromem zasad.

Hmm... może by tak toplista?

FAJNE GRY PLANSZOWE
I KARCIANE
(W KOLEJNOŚCI LOSOWEJ)

1. Small World
Jedna z najfajniejszych planszówek ever. Dwóch do pięciu graczy ma za zadanie wygrać walkę o dominację w fantastycznym świecie podzielonym na kilkanaście krain za pomocą kilku z wielu nacji: krasnoludów, elfów, olbrzymów, niziołków, amazonek, szkieletów, szczuroludzi et cetera, et cetera. Jeden gracz nie musi - wręcz nie powinien - ograniczać się do jednej nacji; gdy nadejdzie odpowiedni czas, może "wymrzeć" i wybrać kolejny lud. Im więcej krain opanuje, tym lepiej. Gra ma proste zasady, jest komiczna i wciągająca. Wyszło do niej sporo dodatków, urozmaicających rozgrywkę o nowe plansze i rasy, można też samemu tworzyć nowe nacje wraz z ich specjalnymi właściwościami, co sprawia, że ten mały, fantastyczny świat nieprędko się znudzi.

2. Chaos w Starym Świecie

Apetyczny obrazek... W każdym razie: Chaos w Starym Świecie jest nieco podobny do Small World, z tą różnicą, że jest skomplikowany jak cholera i miną ze cztery partie, nim się załapie wszystkie reguły. Co nie znaczy, że gra jest zła, wręcz przeciwnie. Gracze wcielają się w czterech bogów chaosu z uniwersum Warhammera: Khorne'a, Nurgle'a, Tzeentcha i Slaanesha. Choć rozgrywka każdym z nich wygląda zupełnie inaczej (Khorne to wojownik i powinien się skupić na naparzaniu wszystkiego, co nie zdąży uciec, Nurgle czerpie siły z zarazy i rozkładu i najlepiej zrobi, jak rozklapi się w miejscu, Tzeentch jest upierdliwy jak wrzód na tyłku ze swoimi czarami, a Slaanesh świetnie się broni, co może doprowadzić do łatwego zwycięstwa) gra jest bardzo dobrze zbalansowana. Z początku uważałam, że gra szybko robi się okropnie monotonna - co najmniej godzina gry, ciągle te same ruchy w kółko i w kółko, i od nowa - ale jak tylko sama załapałam wszystkie zasady zamiast polegać na wiedzy innych, od razu zaczęłam siedzieć przy stole w pełnym skupieniu, w milczeniu obmyślając strategię i z nerwów obgryzając paznokcie, mimo że nie cierpię gier strategicznych, bo jestem dupa, a nie strateg. A mimo to wygrałam dwie ostatnie partie, haha!
(Głupi ma zawsze szczęście).
 3. Labyrinth. The paths of destiny


Z serii "Dobre, bo polskie". Labyrinth to gra młodej firmy Let's play (niektórym być może znanej z erotycznej karcianki Arkana miłości [też fajnej :3]), która szybko zdobyła popularność w kraju i poza nim. Do sześciu graczy ląduje w sześciokątnym labiryncie, wcielając się w jedną z kilkunastu różnych postaci. Cel: zdobyć klucz, ominąć strażnika i dojść do środka labiryntu. W tym celu należy zrobić sobie drogę poprzez budowanie korytarzy oraz wykorzystać wszelkie dostępne środki, by uniemożliwić to pozostałym graczom: podkładać pułapki, napuszczać na nich strażnika, stawiać przed nimi ślepe zaułki, atakować i korzystać ze swoich specjalnych umiejętności. Nie da się po prostu zagrać jednej partii - gdy tylko ktoś wygra, cała reszta natychmiast chce się odegrać, a ubaw za każdym razem będzie przedni.

4. Munchkin
Tym razem coś z karcianek. Chyba mało kto jeszcze nie słyszał o Munchkinie - grze parodiującej wszystko, co tylko możliwe w fantasy. Ma kilkanaście wersji (Cthulhu, Zombies, SuperMunchkin...), a każda z nich z kilka dodatków. Każdy z graczy zaczyna zupełnie goło i z pięcioma kartami w ręce. Mogą to być rasy lub profesje (zależnie od wersji gry), które gracz może przybrać, przedmioty, w które może się uzbroić, a nawet potwory, z którymi może walczyć w ramach "szukania guza" lub które może rzucić innym graczom, by im dokopać. W trakcie swojej rundy gracz ciągnie ze stosu dwie karty, które może wciąć na rękę, chyba że to klątwa albo potwór - jeśli wygra z nim walkę, zdobywa określoną ilość kart-skarbów. I tu nadrzędnym celem jest dokopywanie innym, by samemu doczołgać się na podium zwycięzcy, a frajdy jest o tyle więcej, że często od samych kart można się posikać ze śmiechu.

5. Drako
Drako to dość szybka gra - nie nazbyt wciągająca, ale jak się nie ma co robić i nie ma się wiele czasu, to jest jak znalazł. Jeden gracz wciela się w smoka, drugi w trójkę krasnoludów. Celem smoka jest uciec, krasnoludów - duh - zabić smoka. Wbrew pozorom, jedno i drugie okazuje się nie być takie proste, jak wygląda. Każdy z graczy zagrywa wylosowane karty i stara się osiągnąć swój cel. Przez ten czas obie strony mogą nieźle oberwać i wynik nigdy nie jest oczywisty. No i figurki i grafiki ładne.
O, właśnie zauważyłam, że to również polska gra, no patrzcie państwo.

6. Zombiaki
Znów polskie, znów dobre. Jeśli ktoś kiedykolwiek grał w słynne Plants vs Zombies, to nic więcej nie trzeba wyjaśniać. Zombiaki to gra karciana typu tower defence, w której jedna strona to żądne mordu zombie, a druga - broniący się przed atakiem ludzie. Jednocześnie nie jest pozbawiona humoru, co zapewnia sporo dobrej rozrywki. Grałam w nią tylko raz, ale jest na tyle fajna i niewymagająca dużej ilości miejsca, że z chęcią do niej wrócę.

Chciałam jeszcze doliczyć nieśmiertelnego Super Farmera, w którego zagrywałam się w dzieciństwie do porzygu, ale teraz ta gra ma jakieś dziwne nowe wydania i nie wiem, na ile się różnią od mojego, sprzed dobrych trzynastu lat. Ostrzę sobie jeszcze zęby na 7 smoków, które podobno są po prostu trochę bardziej rozbudowaną wersją domino, ale talia jest śliczna i byłoby w co grać w podróży albo innych okolicznościach przyrody pozbawionych gigantycznego stołu.

No, a poza tym to pisze mi się świetnie i coraz bliżej święta, huhuhu! Na dobranoc podzielę się ze światem utworem, który szalenie mi się spodobał i jest jednym z niewielu, które mi nie przeszkadzają podczas pisania. Bo nie mogę jednocześnie pisać i słuchać muzyki - co innego opisuję, a co innego pojawia mi się w głowie, gdy słyszę różne utwory. Muzyka jest dla mnie sporą inspiracją, ale w tym celu muszę się na spokojnie położyć, zamknąć oczy i puścić wodze wyobraźni.

3 komentarze:

  1. Świetna muzyczka! Sama przed chwilą wykorzystałam do pisania i przyznaję, że bardzo pomaga w skupieniu. Dzięki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne gry planszowe, sama w część z nich grałam. A muzyki od mojego osobistego Maestro, Michaela Nymana ostatnio słucham niemalże nałogowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Munchkin jest świetny. Ostatniego dnia roku szkolnego moja mistrzyni przyniosła tą grę do szkoły i mieliśmy świetną zabawę na przerwach. Moim zdaniem najlepsze karty to Wieśmin, Ogarek Chaosu, Trol Forumowy i Moherowe Berety ^^

    OdpowiedzUsuń