środa, 21 sierpnia 2013

Fuck reality

Bez Somnamskrybizmu, bo miałam niesamowicie wkurzający sen o byłym (gubił mi pionki i mieszał karty od Relica, grrr! Swoją drogą, zajebista gra, lepsza od Talismanu, polecam). Zainspirowana tym głupim kwejkiem, pomyślałam, że to wymaga rewizji pod kątem moich oczekiwań od studiów i rzeczywistości, jaka mnie zdzieliła w łeb.

Oczekiwania
Praktycznie same zajęcia dotyczące literatury.
Rzeczywistość
Większość zajęć nie ma nic wspólnego z literaturą.

Oczekiwania
Mnóstwo zajęć praktycznych.
Rzeczywistość
Jak na każdy semestr trafi się jeden przedmiot obejmujący ćwiczenia w praktyce, to już dobrze.

Oczekiwania
Przygotowanie do jakiegoś zawodu, a więc oprócz nauki pisania: jak działają wydawnictwa, na czym polega praca w tychże etc.
Rzeczywistość
Parcie na zrobienie ze studenta "artysty", o którym pies z kulawą nogą słyszał. 

Oczekiwania
Praktyki w jakimś zarąbistym miejscu, z nadzieją na przyszłą pracę.
Rzeczywistość
Nawet opiekun roku nie bardzo wie, jakie praktyki może odbyć student twórczego pisania.

Oczekiwania
Mnóstwo czasu na rozwijanie swoich pasji i realizowanie się twórczo.
Rzeczywistość
Brak czasu na wszystko, bo co semestr są Bardzo Trudne Egzaminy z Bardzo Trudnych i Szalenie Ważnych Przedmiotów, każdy obejmujący ogromny materiał do ogarnięcia w stosunkowo krótkim czasie (a mało który związany z pisaniem). 

Oczekiwania
Najprostsze studia na świecie, trzeba być debilem, by nie zaliczyć.
Rzeczywistość
JA CHCĘ NA KASĘ DO BIEDRONKI + wszyscy uważają cię za debila, bo nie zaliczasz.

Pewnie brzmi to strasznie i przyznaję, że trochę demonizuję, ale naprawdę: na tym etapie o niczym nie marzę tak bardzo, jak o rzuceniu studiów. Oczywiście, to tylko takie gadanie, bo jestem zbyt wielkim tchórzem, by naprawdę to zrobić i będę się jeszcze męczyć niepotrzebnie przez rok. Nie chcę żadnego licencjatu, głęboko w rzyci mam magistra. Jedyny inny pomysł, jaki mam, to szkoła policealna i zdobycie tytułu technika weterynarii. Z jednej strony to spełnione marzenie z dzieciństwa, ale z drugiej - BOJĘ SIĘ. To jest biologia, przedmiot, z którego w liceum jechałam na pałach i dwójach, coś, co jest obecnie równie odległe, jak logarytmy - miałam z nich piątkę, a teraz nawet nie wiem, co to jest. Kocham zwierzęta i choć to nie są całe studia na prawdziwego doktora weterynarii, a tylko technika, to boję się, że ogrom nieznanego materiału mnie przygniecie. Trzeba znać anatomię i fizjologię co najmniej kilku gatunków, choroby, symptomy i sposoby leczenia tychże, skład i działanie leków... Jak ja się nauczę tego wszystkiego, skoro nawet nie jestem w stanie spamiętać nazw i kolejności epok literackich (SERIO, NIE WIEM, NIE WIEM TEGO, STUDIUJĄC LITERATURĘ)? Ech... przestaję już mieć nadzieję, że kiedykolwiek zdobędę jakiekolwiek wykształcenie pomocne w znalezieniu pracy. Jestem po prostu niczym: gówno wiem i do niczego się nie nadaję. Wszyscy wokół odnoszą same sukcesy zawodowe, a ja tylko w milczeniu modlę się, by ktoś nie zagadnął, jak tam moje studia/praca/etc, bo albo musiałabym kłamać, że wspaniale i wszystko jest na dobrej drodze, albo powiedzieć prawdę, rozpłakać się i powiesić na strychu na gumce od majtek. A wszystko to boli mnie najbardziej z tego powodu, że najbardziej to bym chciała utrzymywać się z pisania i nie robić nic poza tym, ale to niemożliwe.

Ach, nie chce mi się już na ten temat gadać, znowu chce mi się ryczeć. Potrzebuję terapii.

Ooo, jaki słodkiii <3
"Moja micha!" <3
O Bozie, kjujiciek w kubećku! <3
Jaki bąbelek malutki <3
Ooo, jak ściurka citula <3
Puchadełko! <3

6 komentarzy:

  1. Faktycznie, tyle smutnych rzeczy, że lepiej sobie na królisie popatrzeć. Dzięki Tobie zostałam fanką królików ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kcem kjujicka <3 Pomysł na terapię faktycznie fajny :D
    A tak poza tym, to tulam, Winky. Może to kiepska pociecha, ale ja ten rok szkolny przesiedziałam na 4 literach w domu, i też musiałam na okrągło wysłuchiwać kto sie na jaką uczelnię dostał, a ilekroć zadawano mi pytanie co robie, to czerwieniłam sie i bełkotałam od rzeczy.
    Pozdrowienia i tulu od Duslawy

    OdpowiedzUsuń
  3. Głowa do góry, kiedyś musi być lepiej:)

    Wydaje mi się, że w przypadkach większości studiów oczekiwania znacznie rozmijają się z rzeczywistością.

    Ten technik weterynaryjny to zawsze jakiś plan. Nauki okołomedyczne mają to do siebie, że nie uczysz się aż tak wielu abstrakcyjnych pojęć. Wiele procesów jest podobnych, jedno wynika z drugiego i dużo rzeczy da się wywnioskować przez analogię. No i ma to jakieś przełożenie na życie.

    A zastanawiałaś się, czy nie zakręcić się gdzieś jako redaktorka? Czy jest to coś, co zupełnie cię nie bawi.

    Pozdrawiam i życzę jakiegoś nowego, fajnego snu:)
    Galnea

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzenia o utrzymywaniu się z pisania pewnie wiele osób miało, ale rzeczywistość jest brutalna... Pilipiukowi się udało, jednak teraz jest jeszcze trudniej. Weterynaria może okazać się zbyt ciężka do ogarnięcia, przynajmniej tak sądzę. Gdybyś wycierpiała ten licencjat, może faktycznie rozwiązaniem byłaby praca w jakimś wydawnictwie jako redaktorka czy coś. Dalej mogłabyś się przy tym spełniać jako analizatorka jak na Pesymistycznej Łączce Kłapouchego ^^

    Trzymaj się! ;>

    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
  5. Redaktorka to niby wymarzony zawód dla mnie, ale z drugiej strony... nie bardzo mnie rajcuje ślęczenie nad cudzymi tekstami, kiedy wolę się skupiać na własnych. Analizy to jednak prostsza sprawa, robię to z grubsza for fun i wciąż czytam to, co chcę czytać, a nie jakieś totalne, nieinteresujące mnie nudy i pierdoły, i to z deadline'ami jeszcze. Poza tym nie sądzę, bym zdobyła taki zawód po jakimś głupim kulturoznawstwie, kiedy wszędzie będą walić absolwenci po specjalizacji edytorskiej na polonistyce - ale tam już próbowałam, kompletnie nie dałam rady. :(

    Poczytałam właśnie opinie o technikach weterynarii i sprawa też nie wygląda dobrze, wszyscy straszą, że bez sensu, że pracy po tym w ogóle nie ma itp... To już w ogóle nie wiem, co ze sobą zrobić, nie nadaję się do niczego.

    Dzięki wam wszystkim, sen dzisiaj miałam genialny, opiszę go za parę dni, by za często nie spamować. ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Ugh, jakbym czytała o sobie. Z jakiegoś powodu nie zdezerterowałam ze swoich studiów, gdy uznałam po pierwszym roku, że to nie dla mnie. W efekcie spędziłam cztery lata zmuszając się do siedzenia na historii, płacąc (i płacząc przy tym)dramatyczne pieniądze, oczywiście w międzyczasie także wysłuchując opowieści 'moje studia są zajebiste'. Nie trzeba dodawać, że i tak pojęcia do dziś nie mam, o co chodziło z wojnami punickimi i ile było dynastii egipskich. Generalnie skończyło się na kozetce i teraz będę próbować na... polonistyce - a i tak już nasłuchałam się od 'życzliwej' znajomej, że, oględnie mówiąc, skretyniałam.
    W każdym razie uszy do góry, zawsze jest jakieś wyjście. Czasem trzeba się przemęczyć, ale czasem warto iść za impulsem i coś zmienić. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń