niedziela, 1 września 2013

Polcon 2013

Pojechało się już w środę, by w miarę wcześnie pojawić się na miejscu i nie czekać zbyt długo w kolejce (och, słodka naiwności, ale o tym za chwilę). Od razu się stwierdziło, że Warszawa jest okropna. Znaczy, nie wiem, czy mam cokolwiek do powiedzenia, bo generalnie nienawidzę miast, a im większe, tym gorsze. Metro śmiga szybko, ale jak człowiek chce tramwajem pojechać, to biletu już nie ma gdzie kupić - idzie na przystanek przekonany, że automat działa, a tu dupa, latać po okolicy i szukać kiosku już czasu nie ma, motorniczy biletów nie sprzedaje, bo nie, automatów w środku tys ni mo. A poza tym to w dzień o wiele za dużo ludzi, w nocy zaś o wiele za mało bezpiecznie się czułam, idąc tymi okropnymi tunelami do metra. No ale dobra, miało być o Polconie, a nie Warszawie.

No więc, ponieważ z powodu pewnej wpadki trzeba było wyjść w czwartek z mieszkania jeszcze wcześniej, niż się chciało, przed budynkiem konwentu byliśmy już gdzieś tak od dziewiątej, zadowoleni, że przynajmniej będziemy na samym początku. Przed dwunastą - planowaną godziną rozpoczęcia akredytacji - kolejka urosła już spora. No i choć przybyliśmy tak wcześnie, to akredytację z bólem udało się zdobyć o czternastej. O całej tej masakrze chyba już wszyscy słyszeli - rekord stania w kolejce wyniósł chyba dziewięć godzin, wszyscy na to strasznie psioczą i bojkotują cały konwent, bla bla bla, ale mimo wielu wpadek mniejszych i większych (podobno ktoś nie rozpoznał Jadwigi Zajdel i nie chciał jej wpuścić na konwent, no lol), mnie się tam tegoroczny Polcon podobał bardziej niż ostatni, we Wrocławiu. Cztery dni to idealna długość na taką imprezę, bo jak są trzy, to pierwszego pół dnia się stoi w kolejce (albo i cały dzień, jak widać), trzeciego często trzeba się dość szybko zwijać na podróż powrotną, no i w efekcie właściwie przyjeżdża się tylko na jeden dzień i dwie noce, co dla ludzi niebędących nocnymi markami jest ciut bez sensu.

Tak czy siak, możliwość spotkania znajomych i zupełnie obcych ludzi nadających na podobnych falach zawsze jest fajne, nawet dla tak skrajnego introwertyka i ludziofoba jak ja. Pogadało się, pograło, zapomniało na chwilę o problemach. Prawdziwy świat jest nudny i smutny, wolę ten, w którym dowodzę armią królików bojowych, z których ostatni triumfalnie wbija się na zamek, siedząc na nosie rozwścieczonego smoka (dzisiejsza sesja, łii). Wróciłam bogatsza w endorfiny (choć zapas wyczerpuje się szybciej, niż bym tego chciała), elficką broszkę (w której bym się zaprezentowała, gdyby w tym domu cokolwiek, ze szczególnym uwzględnieniem aparatu, działało) i fajne wspomnienia. To prawda, że nie da się pojechać na jeden konwent - uzależniająca sprawa.

Miałam się swobodnie cosplayować, ale w ostatniej chwili nagle mój strój kompletnie przestał mi się podobać. Staram się nie myśleć o wyrzuconych w błoto pieniądzach na materiały i planuję na Pyrkon wielki cosplay, taki na konkurs i w ogóle, z których to planów pewnie i tak nic nie wyjdzie, ale myślenie o tym względnie poprawia mi humor.

*zaszywa sobie usta i ucieka, by nie zacząć znowu smutać*
*i jeszcze wrzuca zajęca na pocieszenie*

Sio, deprecho, ja tu się próbuję z konwentu cieszyć

7 komentarzy:

  1. Fajnie było!!!Zawsze myślę,że cudownie być wśród swoich,nawet po staniu w kolejce (na Pyrkonie było gorzej,bo zimno). Rzeczywistość to zło i panie z pracy..
    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie było Cię poznać, choć potem już na siebie nie trafiałyśmy. Mam tylko nadzieję, że nie pokazałam się od tak złej strony, że mnie unikałaś ;>
    Co do konwentu, to sporo rzeczy było tak złych, że aż śmiesznych. Najważniejsze, że ludzie byli fajni ;) W szkole noclegowych na przykład musieliśmy w piątek rano się zrywać i wszystko pakować do szatni tak, by nie było po nas śladu przez cały dzień. No ale nic, jakoś się przeżyło.
    W sumie więcej czasu spędziłam na gadaniu i graniu w Games Roomie niż na prelekcjach.
    Konwent to konwent, więc dla mnie i tak było super ;D

    A tak przy okazji, zapomniałam Ci powiedzieć, że masz genialny, skórzany pas ^^

    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja cię nie znalazłam w games roomie? Też spędziłam tam większość konwentu. Jestem ślepozaurem. :P Ale mignęłaś mi parę razy w tłumie i muszę powiedzieć, że miałaś świetne stroje. :D A za pas dziękuję, też go uwielbiam. ^^

      Usuń
  3. Well, tak mi się zdawało, ze gdzieś mi mignęłaś ; D Jaki żal, się się nie odezwałam na fb, co by się umówić na herbatę AGAIN xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *facepalm* A ja o tym zapomniałam. ><" No cóż, następny planuję Pyrkon, może wpadnę na MFKiG, także ten... xD

      Usuń
    2. Ej, a może gdzieś w Łodzi się spotkamy? Mam plan wbić na festiwal komiksów ten od 4 do 6 października xD

      Usuń
    3. Nie widzę przeszkód. ^^

      Usuń