wtorek, 8 października 2013

Krótko o książkach, vol. 1

Ostatnio czytam mniej, niż bym chciała, co zdecydowanie muszę nadgonić. Nie zawsze chce mi się wysilać na długą recenzję, ale mimo to mam ochotę coś powiedzieć o skończonej lekturze, więc będę tak co jakiś czas spamować wrażeniami z lektury ostatnich książek.
(Żeby nie było, że tu tylko smęty i jęki zamieszczam).

James A. Owen "Tu żyją smoki"
Ostrzyłam sobie zęby na tę serię od bardzo dawna i zapewne, gdybym zapoznała się z nią w tamtych czasach, spodobałaby mi się bardziej. Jako książka dla dzieci sprawdza się dość dobrze. Udana jest stylizacja na język z czasów okołotolkienowskich i łatwo dzięki temu popaść w nostalgiczny nastrój. Niestety tym, co tę powieść rujnuje, morduje i bezcześci zwłoki, jest kreacja bohaterów, nie tylko, ale głownie, no, głównych. Trzech dżentelmenów z Londynu to postaci tak skrajnie niedookreślone, o tak słabo zarysowanych charakterach, tak bardzo pozbawione indywidualnych cech, że nieustannie myliło mi się, kto jest kim oraz co, po co i dlaczego robi i mówi. SPOILER. Jest to wadą o tyle ogromną, że na końcu powieści okazują się być Clivem S. Lewisem, Ronaldem R. Tolkienem i ich serdecznym przyjacielem o znanym nazwisku, które mi akuratnie wyleciało z głowy. I czego się o tak znanych postaciach dowiadujemy po 400 stronach przygód? Żeee yyy nooo tego, pochodzą z Anglii. Na dokładkę na tyle, na ile orientuję się w biografii Lewisa, jego postać nie została przedstawiona zbyt dobrze. Zresztą, o czym tu mówić, żadna postać nie została przedstawiona nijak. Czarny charakter jest czarnym charakterem, protagoniści są protagonistami, a borsuk - elementem komicznym. Szkoda, bo historia ma mnóstwo potencjału. Być może w dalszych tomach został lepiej wykorzystany.
Ocena: 3/6

Jakub Ćwiek "Kłamca"
To nie jest tak, że jakoś strasznie hejtuję Ćwieka czy jego twórczość, nawet wziąwszy pod uwagę moją niechęć do rodzimej fantastyki. Na konwentach jest sympatycznym facetem, podobają mi się jego felietony (szczególnie w jednym z ostatnich numerów Cosia na progu [tak, wiem, że to się inaczej odmienia, ale tak brzmi uroczo]). No ale "Kłamca" mu zdecydowanie nie wyszedł. W pełni rozumiem to, że nie chciał tworzyć arcydzieła, a po prostu chwytliwe czytadło, ale jednak nawet czytadło powinno mieć w sobie to coś. Mamy głównego bohatera takiego, jak w każdym modnym ostatnio czytadle: cynicznego sukinsyna. Problem polega na tym, że ichniejszy Loki jest postacią kompletnie nie do polubienia. No za Chiny przeludnione nie byłam w stanie wykrzesać do tego dupka krzty sympatii. Na dokładkę w ogóle się nie wyróżnia na tle reszty. W "Kłamcy" wszystkie postaci to tak naprawdę jedna postać: dosłownie wszyscy mówią i zachowują się identycznie, z identyczną manierą, rzucają identycznymi, nieśmiesznymi one linerami, WSZYSCY, nawet dzieci. To jego najgorsza wada zaraz obok sposobu prowadzenia fabuły: wszystko się dzieje zbyt szybko, opisy praktycznie nie istnieją, tylko ruch i one linery. Słyszałam dwie wersje tego, jakie są dalsze tomy: albo że lepsze, albo że gorsze. Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, by mogły być gorsze od pierwszego tomu, ale na dobrą sprawę wsio ryba, bo zniechęcił mnie do serii skutecznie.
Ocena: 2/6

Peter S. Beagle "Olbrzymie kości"
Po "Ostatnim jednorożcu" i "Sonacie jednorożców" w końcu dorwałam książkę Beagle'a, w którym nie występuje ani jeden jednorożec (nie, żeby to była wada). Kolejny wykreowany przez niego świat pełen jest barwnych postaci, pozornie wiodących zwykłe życie, lecz w rzeczywistości - pełne niezwykłych przygód. "Ostatnia pieśń Sirit Byara" to opowiadanie, które nieco mi się dłużyło, ale warto doczytać do końca. "Czarodziej z Karakosk" ma zauważalne cechy baśni, choć szczerze mówiąc, nie bardzo zrozumiałam zakończenie; może dlatego, że nie było tak oczywiste. "Tragiczna historia komediantów Jirila" to kolejne opowiadanie-baśń, tragiczne i komiczne jednocześnie - jak w dobrej sztuce. "Lal i Soukyan" spodobało mi się najbardziej. W większości współczesnej fantastyki spotyka się młodych bohaterów, a tu masz - para staruszków. Między innymi dlatego było tak ciekawe. Pozostaje znów baśniowa "Opowieść Choushi-wai" i tytułowe "Olbrzymie kości", opowiadanie dziwnie mroczne i fascynujące. Zazdroszczę Beagle'owi tej różnorodności pióra i pomysłowości w wymyślaniu nazw własnych.
Ocena: 4/6

Katarzyna Michalak "Zachcianek"
Pani Michalak wypluwa z siebie nowe książki z szybkością i uporem maniaka, ale zbytnio się te twory od siebie nie różnią, głównie z uwagi na bycie zwyczajną grafomanią. Myślałam, że po "Poczekajce" już nic głupszego mnie nie spotka, ale myliłam się. Nie dość, że bohaterka przeraża poziomem skretynienia, nie dość, że intryga jest grubymi nićmi szyta i zwyczajnie głupia jak stołowe nogi, nie dość wreszcie, że elementy nadprzyrodzone występują tu zupełnie niespodziewanie, niepotrzebnie i w zadziwiająco dużej ilości, to absolutnie najgorszą rzeczą w tej serii jest to, że bohaterka najwyraźniej nienawidzi zwierząt, mimo faktu bycia weterynarzem i deklarowania się jako miłośnik tychże. Jaki kochający zwierzęta człowiek brałby się za ich leczenie, nie mając o tym bladego pojęcia, co przejawia się w wypisywaniu bzdur po łacinie, by kierownictwo się nie połapało? Jaki kochający konie (ba, posiadający rodowodową klacz arabską) człowiek mówiłby, cytuję: "przynajmniej w moich powieściach Czarny Książę przedkłada ukochaną nad stado chabet prowadzonych na rzeź" (sic! Ten cytat mnie tak dogłębnie zniesmacza, że mam ochotę napisać parę słów pani autorce, ale wiem, że ta starannie odpiera wszelkie przejawy niechęci wobec jej twórczości i nic z mojego elaboratu by do niej nie dotarło)? Jaki wrażliwy człowiek opisywałby te wszystkie przypadki nieudolnego leczenia pani - pożal się Boże - weterynarz, kończące się śmiercią pacjentów, jako elementy komiczne? Jest jeszcze trzeci tom i przeczytam go tylko z poczucia obowiązku, by móc z czystym sumieniem bezlitośnie napiętnować tę serię.
Ocena: 1,5/6

Michael Swanwick "Córka żelaznego smoka"
Początek jest bardzo obiecujący - świat jest nietuzinkowy, pełen cudów i dziwów, ale w miarę lektury żadne z tych dziwów się nie wyjaśniają, a wciąż przybywa nowych, a sama powieść zmienia się w ten typ literatury współczesnej, której wprost nie znoszę: byle dziwniej, byle bardziej zaszokować nadmiarem erotyki i brutalności, wszystko w grubej otoczce czegoś "mistycznego", a sensu w tym za grosz. Och, tak, zapewne to ma pierdyliard znaczeń, drugich den i innych zen, tylko że mnie akurat nie interesuje to ani odrobinę. Widzę tylko coś, co lubię nazywać natchnionym bełkotem. A przecież to ma taki ogromny potencjał! To świat, do którego elfy porywają dzieci ze wszystkich innych światów! Istnieją w nim dziesiątki ras! Magia przeplata się z technologią! Maszyny mają dusze i umysły! Ale nie. Ważniejsze jest opisywanie tego, jak bohaterka zachwyca się miękką skórką na penisie partnera. Chyba mam umysł niewykształcony odpowiednio, by się tym zachwycać.
Ocena: 3/6

Peter V. Brett "Malowany człowiek. Księga II"
Pierwszą część czytałam dość dawno temu i tak mi się spodobała, że postawiłam jej 6. A gdy skończyłam tą, odniosłam wrażenie, że wszyscy bohaterowie nagle kompletnie pokretynieli. Najbardziej mi się nie podoba nagła przemiana Arlena. Od początku mieliśmy z nim do czynienia jako chłopcem, potem nastolatkiem, a jak dorósł, to nagle zmienił się w ponurą dark Mary Sue. Dosłownie jakby autor wywalił jednego bohatera - Arlena - i wrzucił nowego - Arlenusa Prime czy coś w tym stylu. Między ukazaniem jednego a drugiego oblicza tej samej postaci nie zachodzi żadna płynność. To raz. Dwa, czyli rzecz, która mnie po prostu wkurzyła. Bohaterka, mająca za sobą takie sympatyczne przeżycia, jak nieprawdziwe plotki, napiętnowanie przez mieszkańców wioski i próby gwałtu, rozpaczliwie zachowująca swoje dziewictwo dla odpowiedniego mężczyzny, zostaje w końcu napadnięta i brutalnie zgwałcona przez trzech zbirów... a kilka dni później sama z ochotą oddaje się Arlenusowi Prime'owi. NIE. No po prostu, kuźwa, NIE. To tak NIE działa. Nic już więcej na ten temat nie napiszę, bo mi natychmiast ciśnienie skacze, jak tylko gdzieś się pojawia temat gwałtu, a już szczególnie czyjejś ignorancji na ten temat. Pomimo wad, wciąż czyta się błyskawicznie i z przyjemnością, ale ocenę pierwszej części jednak musiałam obniżyć.
Ocena: 4/6


13 komentarzy:

  1. A mnie się "Córka..." podobała. Ale ja mam słabość do przeładowanych światów. Ogólnie polecałabym wydanie UW, bo zawiera "Smoki Babel", znacznie od "Córki..." lepsze.;)
    (a czy to nie było tak, że elfy porywały tylko ludzi, a nie dzieci ze wszystkich światów? I to chętniej dziewczynki? Nie chcę spoilować "Smoków...", ale ludzie byli chyba opisywani jako jedyna rasa, której nie szkodzi żelazo).

    Co do "Kłamcy" to czytałam go daaawno temu i wtedy mi się spodobał, ale ostatnio z Ćwiekiem mi mocno nie po drodze, więc pewnie teraz odbiór opowiadań miałabym inny.

    Reszty nie znam, to się nie wypowiem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, szczerze mówiąc, to o tym, o co chodzi w tym świecie dowiedziałam z opisu z okładki, bo z treści jakoś w ogóle tego nie wyłapałam. ;P

      Usuń
    2. Nie przejmuj się, ja zajarzyłam dopiero pod koniec powieści. Ale autor się chyba opamiętał, że za bardzo namotał i w "Smokach Babel" już trochę jaśniej pisze.;)

      Usuń
  2. Co do "Tu żyją smoki", zgadzam się w zupełności. Miałam nadzieję na niezłą powieść, ale wyszło takie nijakie coś, więc się zniechęciłam. Reszty nie czytałam, choć "Malowanego człowieka" i "Kłamcę" próbuję ostatnio dorwać, by nadrobić zaległości w popularnej fantastyce.
    A że ten "Zachcianek" chciało Ci się czytać, to naprawdę jestem pod wrażeniem ;] Ja bym chyba rzuciła co najmniej w połowie.

    Obyś miała więcej czasu na czytanie, bo chętnie poczytam Twoje recenzje ;)

    Pozdrawiam!

    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
  3. Najgorsze w ,,Kłamcy" jest to, że pierwszy tom i tak jest właściwie najlepszy z całej serii... I naprawdę są gorsze, to możliwe, zapewniam. W trzecim tomie to już nawet Loki bucem nie jest, tylko jakąś ciapą, co jest jeszcze straszniejsze, choć wydawało się, że to są już szczyty, jednak przysłowie rację ma, że zawsze może być gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Taaak, gwałt Leeshy i jej "Meh, no to trudno. Arlen, bzykniesz mnie? Jak już nie mam dziewictwa do oddania to sobie poużywam." wbiło mnie w ziemię. Niestety, nie wiem, co dalej, bo przy jednym z najnowszych tomów nawet mój facet nie zdzierżył i stwierdził, że to coraz mniej fantasy a coraz bardziej porno.

    Kłamca jest tak do dupy, że aż boli. A dupa (bo na lepsze określenie nie zasługuje) głównego bohatera doprowadzała mnie do szału.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie chcę Cię wpędzać w depresję czy załamanie nerwowe, ale seria poczekajkowa pani Michalak liczy sobie oprócz "Zmyślonej" jeszcze jedną książkę - "Sekretnik".

    OdpowiedzUsuń
  6. Osobiście mi bardzo odpowiada polska fantastyka w wiekszosci. Dlatego tez kłamca przypadł mi do gustu nie jest to dzielo wybitne ale bardzo pomysłowe. Bardzo podobało mi sie stado odniesień do mitów i popkultury. Co do samej postaci można w niej polubić to że idzie przed siebie z nikim i niczym się nie licząc. Ma swoj wyznaczony cel a reszta na drodze to tylko chwilowa przeszkoda a nawet rozrywka. Bo prawie wszystko można nastawić na swoją korzyść.
    O smokach sie nie wypowiem bo wszelkie dziecinne tytuły od potera do narni i wszystko pomiedzy budza we mnie wielką frustrację.
    Olbrzymie kości właśnie wybitnie mi się nie spodobały za dużo dziwności, bohaterowie wybitnie dzielą się na negatywnych i pozytywnych bez kszty szarości, a pewne wątki z samej definicji straszliwie nudza ogromem emocji i małą liczba przemyśleń, humoru oraz kreatywnych (acz prawdopodobnych) rozwiązań problemów.
    CZS określiłbym poprostu jako takie sobie. Jedyne co bylo dobrze zrobione w całej książce to smok.
    Na końcu odniose się do Malowanego człowieka: Ludzie robią wiele nieprzemyślanych rzeczy by o innych zapomnieć. Zaś co do samego Arlena to on sporo przeszedł i przemiana która nastąpiła przypomina tą przez którą przeszedł batman. Arlen nie żyje, umarł na pustyni, niech żyje malowany człowiek.
    Awatar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście mi bardzo odpowiada polska fantastyka w wiekszosci. Dlatego tez kłamca przypadł mi do gustu nie jest to dzielo wybitne ale bardzo pomysłowe. Bardzo podobało mi sie stado odniesień do mitów i popkultury.

      Tak,mam podobne zdanie.Mnie się bardziej podobał"Krzyż południa " i"Dreszcz",Ćwiek się rozwija jako pisarz,fajnie to obserwować.
      O smokach sie nie wypowiem bo wszelkie dziecinne tytuły od potera do narni i wszystko pomiedzy budza we mnie wielką frustrację.
      Potter mi się akurat podobał,ale z reszta zdania się zgadzam.

      Chomik

      Usuń
  7. Ym. Cześć.
    Natknęłam się na Twojego bloga właściwie przez przypadek... i w dwa dni przeczytałam wszystko. Czasem miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie. Szczególnie kiedy piszesz o "braku ambicji", wytykanym przez innych. Cholera, wszystko mi jedno, co będę robić od 8 do 16, bylebym mogła potem pójść do stajni, a wieczorem przeczytać jakąś książkę i napić się herbaty. I to mnie przeraża, bo przecież może oni mają rację, może naprawdę powinnam coś zmienić, zrobić coś ze swoim życiem. A może wcale nie i wystarczy mi to? Boję się, że każdy dzień będzie wyglądał tak samo, a ja tego nawet nie zauważę. Wybacz chaos, właściwie nie bardzo wiem, co chcę teraz powiedzieć. Chyba to, że przez każdą wiadomość przebijają Twoje emocje, i że nic nie jest nieważne, i że nie mam pojęcia, jak ująć to w słowa, dlatego bardzo Ci dziękuję, bo po przeczytaniu otworzyłam wreszcie Worda i pierwszy raz od roku zapisałam kilka zdań. Potem już samo poszło, a po zapisaniu całego opowiadania jako sentymentalne niewiadomoco popłakałam się i postanowiłam napisać ten nieogarnięty komentarz. Jakkolwiek smętnie i patetycznie by to nie zabrzmiało, to właśnie coś we mnie zmieniłaś.
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *tulu* Mam tylko nadzieję, że to zmiana na lepsze. ;)

      Usuń
  8. Zamierzasz za jakiś czas napisać jeszcze notkę na Czarnych Owcach? Bo jak na razie wieje tam pustką :/
    Ale nie zmuszaj się ani nie spiesz.

    OdpowiedzUsuń