czwartek, 31 października 2013

Somnamskrybizm: Wolność


Wolność

Odkąd pamiętam, jaskinie goblinów były moim całym światem. Gobliny trzymały mnie jako strażnika i obrońcę ich wiecznie powiększającej się podziemnej fortecy. Nie znałem innego słońca od blasku pochodni, innego nieba od najeżonego stalaktytami stropu, innego wiatru od przeciągów wyjących w korytarzach. Moim jedynym zajęciem było stanie na czatach i przepędzanie stworów żyjących w mrokach podziemi, chroniąc mrowie goblinów, które znalazły jajo, z którego się wyklułem. W tamtych czasach nawet nie przypuszczałem, że mógłbym wieść inne życie.
Przybysz o czarnych skrzydłach wszystko zmienił.
Strzegłem pracujących na budowie goblinów. Siedziałem jak zwykle na wysokim występie skalnym, lustrując otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia. To była jedna z nowo odkrytych jaskiń, ogromna i pusta. Przez długi czas nie wydarzyło się nic niepokojącego, lecz nagle w ciemności dostrzegłem jakiś ruch. Nie zdążyłem zareagować – z mroku jaskini na fortecę runął... smok. Cały czarny, smukły i bardzo zwinny. Przypadał do muru, pożerał po jednym goblinie w całości, odfruwał, nim pozostałe zdążyły zadać mu ranę i znów rzucał się na mur.
Powinienem bronić swoich żywicieli, lecz zamiast tego wpatrywałem się w napastnika jak urzeczony. Pierwszy raz widziałem kogoś mojego gatunku. Poczułem się taki słaby i mizerny w porównaniu z tamtym smokiem – z imponującą kryzą kolców wokół łba, potężnymi mięśniami napinającymi się pod łuskowatą skórą, licznymi bliznami.
Gdy czarny smok dostrzegł mnie, przez chwilę wpatrywał się we mnie w zdumieniu. Potem wydał z siebie ostry wizg i skoczył ponownie w mrok.
Gobliny wiły mi się u stóp, wrzeszcząc, złorzecząc i rzucając w uciekającego tym, co miały pod ręką. Uderzały kijami moje nogi, bym wreszcie jakoś zareagował, ale prawie nie czułem tych razów. Dopiero gdy z głębi jaskini dobiegł ryk zwielokrotniony przez echo, rozłożyłem skrzydła i rzuciłem się za nim.
Czarny smok zwinnie wciskał się między skały w korytarze, których w ogóle nie znałem. Próbowałem za nim nadążyć, rozpaczliwie wypatrując w ciemnościach mignięć jego ogona i podążając za hałasem, jaki czynił. Odniosłem wrażenie, że parę razy przystanął i obejrzał się, jakby chciał się upewnić, że idę za nim. Zauważyłem, że ciemność przestała być tak nieprzenikniona, jak w głębszych partiach podziemi, a powietrze jest zimniejsze. Smok przecisnął się przez ciasny otwór i przestałem słyszeć jego pazury na skałach. Przestraszyłem się, że go zgubiłem i rzuciłem się w dziurę, przez którą przed chwilą przeszedł.
Gdy wyszedłem na zewnątrz, myślałem, że śnię.
Znajdowałem się na brzegu pokrytej lodem skały, wśród ośnieżonych szczytów gór. Sklepienie zdawało się być nieskończenie odległe, upstrzone tysiącami drobnych światełek i okrągłą, srebrną tarczą. Teraz wiem, że wtedy po raz pierwszy zobaczyłem gwieździste niebo i księżyc. Zdumiałem się, jak wiele widzę mimo nocy, choć jeszcze nie znałem dnia. Dostrzegłem w oddali miejsca i rzeczy, których nazwy dopiero miałem poznać: drzewa, doliny, wioski, strzelisty zamek odcinający się na płaskim horyzoncie. Byłem zafascynowany ogromem nowych doznań.
Usłyszałem nawołujący okrzyk gdzieś w górze. To czarny smok przelatywał nad górami. Niepewnie rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze. Lot na powierzchni, z wiatrem i jego prądami, był cudownym przeżyciem, tak odmiennym od szybowania ze skały na skałę w podziemiach.
Czarny smok wylądował na szczycie pochylonej, ośnieżonej wieży. Zrobiłem to samo, w stosownej odległości, nie spuszczając go z oka. Spojrzał na mnie z wyższością i rzekł:
- Nie musisz dziękować.
I ponownie wzbił się w powietrze, zostawiając mnie samego w nowym świecie.
Nigdy więcej go nie ujrzałem, i nigdy nie miałem okazji powiedzieć mu, jak bardzo jestem wdzięczny za wywabienie mnie na powierzchnię. Za uświadomienie, że wolność jest na wyciągnięcie ręki.
 ______________________________________________________________

Zabierałam się do opisania tego snu jak pies do jeża i w końcu mi się to udało. Ostatnio znowu załączyła mi się faza na smoki. Przy robieniu listy marzeń do zrealizowania wspominałam o chęci napisania książki o smokach bliskiej memu serduchu (a zapomniałam o pragnieniu zobaczenia na własne oczy zorzy polarnej), ale wciąż nie mam pomysłu na tyle dobrego, by z zapałem zacząć go realizować. Miałam sporo fajnych smoczych snów, ale to wciąż za mało na wciągającą fabułę. Chciałabym dla odmiany zrobić żeńską bohaterkę (jakoś tak wolę obierać facetów na głównych bohaterów), taką, z którą mogłabym się utożsamiać bez popadania w skrajny marysuizm. Najchętniej zrobiłabym coś z Winifredą - czyli po prostu mną, bohaterką mojego blogowego opka, ale boję się oskarżeń o narcyzm.

Odkryłam, że twórczość Licii Troisi jest mi bardzo bliska. Mimo marysuizmu, mimo irytujących bohaterek, mimo cukierkowego mroku. Jest w jej książkach coś, co wprawia mnie w nostalgiczny i marzycielski nastrój. Zawsze chciałam mieć jakiś swój charakterystyczny świat fantasy, tak jak Tolkien miał Śródziemie, Le Guin - Ziemiomorze, Troisi ma Świat Wynurzony i tak dalej, który bym kochała i marzyła o zamieszkaniu w nim. Najbliżej temu chyba Światowi Fantazji z wyżej wymienionego opka, ale nie jest to do końca mój świat, to tylko zbiorowisko i kalka innych światów. Z kolei Archmar, świat Tyrpatora Uzur Szalana, choć przykładam się do wymyślania jego szczegółów, nie jest mi jakoś szczególnie bliski - zdecydowanie za dużo w nim wody (mokreee! nienawidzę wody, boję się pływać, nie umiem nawet utrzymać się na wodzie). O światach robiących za tło wydarzeń wszystkich innych moich opowiadań nawet nie ma co mówić.

Nowe marzenie: mieć swój fantastyczny świat. Stworzyć go, nazwać, opisać, wypełnić bohaterami przeżywającymi wspaniałe przygody. I go pokochać.

3 komentarze:

  1. Naprawdę fajne opowiadanie! ;] W ogóle wyobrażam sobie, że to musiał być ekstra sen - tak latać w ciele smoka ;)
    Co do marzenia o własnym świecie, też od jakiegoś czasu o tym myślę, ale zamiast tego tworzę kolejne światy. Fajnie by było móc je jakoś połączyć, pomieścić na jednej mapie, lecz chyba się nie da... Za bardzo się różnią... Może Tobie się uda mieć swój cały, spójny świat ;>
    Pozdrawiam! ;)
    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam za ciebie kciuki przy tworzeniu tego świata, tym bardziej, że ja też próbuję ^^"

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś kupię Twojego e-booka, ino najpierw praca musi na mnie spłynąć :P Lubię Twoją twórczość.

    OdpowiedzUsuń