niedziela, 24 listopada 2013

Krótko o książkach, vol. 3

Mam diaboliczny plan: nagrzmocić mnóstwo geekowskich obrazków na szkle i pojechać z nimi na Pyrkon. Parę pomysłów już mam, w tym jednego prawie zrealizowanego Heart Troopera (jeszcze trzeba go na szkło przenieść). Taki słodki smutniałek, kto by go nie chciał?

Te niebieskie paćki ma w cały świat i każdy starwarsowy nerd by mnie pewnie za nie zjechał, ale przysięgam, że przejrzałam z milion obrazków z podobnymi klonami i na każdym malunki wyglądały trochę inaczej. Have mercy!

No nic, póki co wróćmy do tematu notki, czyli książek.

Licia Troisi "Legendy Świata Wynurzonego II. Córka krwi"
Drugi tom przygód Adhary nieco mi się dłużył, głównie z powodu tego, jak stosunkowo niewiele się w nim dzieje. Adhara jest zszokowana tajemnicą swojej tożsamości i całą sobą pragnie wierzyć, że nie jest legendarną Sheireen powołaną w celu zabicia Marvasha, którym jest jej ukochany, Amhal. Niestety, większość czasu spędza w antycznej elfickiej bibliotece i wszelkie kłody rzucane jej pod nogi istnieją tylko po to, by przy okazji łażenia po księgozbiorze coś się działo i czytelnik nie umarł z nudów. Na szczęście nie jest to jedyna historia, do której jesteśmy przykuci - swoje perypetie przeżywają też inni mieszkańcy Świata Wynurzonego. Dubhe, królowa o przeszłości złodziejki i zabójczyni, bierze aktywny udział w wojnie i nie może się pogodzić ze swoją postępującą starością, jej syn Neor próbuje się uporać z samotnym rządzeniem pogrążonym w wojnie królestwem, a kapłanka Theana rozpaczliwie poszukuje lekarstwa na straszliwą chorobę, którą sprowadziły elfy (stanowczo odmawiam pisania nazwy tej rasy wielką literą, mimo że tak jest w książkach - to po prostu głupie i niekonsekwentne względem pozostałych ras). Podobnie jak w pierwszym tomie, mimo mankamentów czyta się szybko i z przyjemnością.
Ocena: 4/6

Licia Troisi "Legendy Świata Wynurzonego III. Ostatni bohaterowie"
W ostatnim tomie przygód Adhary ma się z kolei wrażenie, że dzieje się trochę za dużo, ale na dobrą sprawę nie jest to mankament. Poznajemy w nim społeczność elfów, którym nie podoba się wojna wywołana przez ich pobratymców w Świecie Wynurzonym i stojącą na ich czele przywódczynię, która okazała się być postacią o wiele ciekawszą od Adhary. Bo Adhara swoim zwyczajem irytuje merysujkowością i do szewskiej pasji mnie doprowadza jej ślepa miłość do Amhala. To dupek! Buc! Morderca! Weź się, kobito, ogarnij i przestań za nim wzdychać w tym naiwnym przekonaniu, że twoja miłość go uzdrowi! Niestety, mniej więcej to się dzieje, ale mimo wszystko zakończenie było takie, że ugłaskało moją irytację. Koniec końców, "Ostatni bohaterowie" to mój ulubiony tom tego cyklu.
Ocena: 4,5/6


Peter V. Brett "Pustynna Włócznia I"
O Matko Bosko kochano, jak ja się umęczyłam nad tą książką! W ogóle mi nie leżą te pustynno-bliskowschodnie klimaty, nie podoba mi się ich kultura, tradycje i zwyczaje, i przez całą lekturę myślałam tylko o tym, jak ja ich wszystkich nie cierpię. Fanatyzm bohaterów "Pustynnej Włóczni" doprowadzał mnie do szewskiej pasji, to parcie Jardira na bycie super-hiper-megazasłużonym w boju mężczyzną, który po śmierci dostąpi chwały i hordy dziewic było wprost nie do zniesienia, na równi z tym, jak mieszkańcy Krasji mają w zwyczaju traktować kobiety i mężczyzn niebędących wojownikami - czyli jak bydło. Dialogi mieszkańców pustyni wydają mi się potwornie sztuczne, to nie brzmi jak stylizacja na języki Bliskiego Wschodu, tylko tekst przetłumaczony na chama przez Google Translate, a ciągłe wstawki z ich języka czyniły tekst podwójnie niezrozumiałym - jak Jardir się komuś przedstawiał, to po prostu pomijałam te fragmenty, bo nie miałam cierpliwości czytać dwóch wersów ciągłego bełkotu. Naprawdę chciałam doczytać do końca, mając w pamięci to, jak entuzjastycznie przyjęłam pierwszy tom "Malowanego człowieka", ale nie, nie mogę, nie zdzierżę ani akapitu więcej, nie mam ochoty czytać nawet części poświęconej bohaterom z poprzednich książek.
Ocena: 2/6

Anne McCaffrey "Moreta, pani smoków z Pern"
Nie wiem, skąd oni wytrzasnęli tego smoka z pyskiem konia i szyją jak od odkurzacza na okładce, ale wybór tego obrazu to był zły pomysł. W każdym razie, zaczęłam czytać tę książkę jakiś rok temu i utknęłam w połowie, tak przeraźliwie nudna była. Cykl McCaffrey o jeźdźcach smoków ma dość charakterystyczny styl: dramatyczne wydarzenia są naprawdę dramatyczne i poruszające, problem w tym, że dzielą je setki stron nudnych jak flaki z olejem, kompletnie NIIIC! niewnoszących wydarzeń. Na dokładkę ten tom porusza temat nudny sam w sobie - zmagania z epidemią tajemniczej choroby. Przykro mi bardzo, ale czytanie o chorych, rzężących, obolałych, leżących w łóżkach ludziach i szczegółach przygotowywania lekarstw są po prostu strasznie nieciekawe. Liczyłam wciąż na to, że zaraza po prostu wybije wszystkich do nogi, żeby ta książka mogła się wreszcie skończyć. Ogrom pojawiających się na kartach powieści bohaterów tylko mnie irytował, bo za cholerę nie mogłam spamiętać, kto jest kim, poza główną bohaterką, której się nawet nie da lubić. Postaci żeńskie z cyklu o Pernie nieodmiennie doprowadzają mnie do szału: wszystkie towarzyszki złotych królowych (może poza chlubnym wyjątkiem w postaci Brekke) są identycznymi, bucowatymi chamówami z mniejszymi lub większymi zadatkami na Mary Sue. Miały być zapewne silnymi, pewnymi siebie heroinami, ale niestety, nie wyszło.
Ocena: 3/6

Stephen Deas "Adamantowy Pałac"
Skończenie tej książki było niespodziewanie trudne. Dlaczego? Bo ma jakąś totalnie kretyńską czcionkę. Serio, jeśli czcionka jest szeryfowa, to nie znaczy automatycznie, że jest wygodna w czytaniu. Króciutkie rozdzialiki musiałam sobie dawkować, bo inaczej się po prostu nie dało. Rzuca się też w oczy koszmarnie niechlujne wydanie, jedno z najgorszych, jakie widziałam: pełno tu literówek, byków, nawet jeden mutant w postaci pięciokropka się zdarzył. Jednak pierwszym, co zobaczyłam po otwarciu tej książki i sprawiło, że powiedziałam "o nie", były drzewka genealogiczne. Bo obecność tych drzewek na samym początku książki oznaczała dokładnie to, czego się obawiałam: żaden bohater nie jest do książki wprowadzony, wszyscy już istnieją i robią coś ważnego, a ponieważ jest ich mnóstwo, doprowadza to do szewskiej pasji podwójnie, bo ciężko ich spamiętać. Dopiero w połowie lektury zaczęłam mniej więcej kojarzyć imiona z osobami, ale to niczego nie zmieniło - wszyscy bohaterowie mnie jednakowo ani odrobinę nie obchodzili, tym bardziej, że od czasu do czasu następowała całkowicie bezrefleksyjna śmierć któregoś z nich.To ma być ten niezwykle udany debiut? Przychodzi mi do głowy kilka o wiele, wiele lepszych, ot, takie na przykład "Imię wiatru" Rothfussa - też debiut, a stoi o wiele poziomów wyżej od "Adamantowego pałacu". Jedyne ciekawe momenty dotyczyły smoków i akcji z ich perspektywy, ale to wciąż za mało, by uznać tę książkę za dobrą.
Ocena: 3/6

15 komentarzy:

  1. Jak wrażenia ze startu nowego sezonu kucyków? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intryga wydaje mi się trochę grubymi nićmi szyta, miałam nadzieję na jakiegoś fajnego, nowego villaina, ale w sumie... fajne. :D

      Usuń
    2. Wszyscy mówią o villainie, moim zdaniem tym razem jakoś nie był potrzebny. I w sumie jak czytam opinie, to większość ludzi narzeka, a w sumie nie było źle i wyszło dość naturalnie. Twilight po swojemu irytująca, ale wsadzenie Discorda do odcinka było świetnym pomysłem, flashbacki też.
      ...ja miałam nadzieję na piosenki. xDDD

      Usuń
    3. Właśnie, Discord miał mieć piosenkę, oszukali nas. xD

      Usuń
    4. Hm, patrzyłam sobie na trailer nowego sezonu i wydaje mi się, że nowy villain będzie tym razem w którymś ze środkowych odcinków. To chyba pierwsze otwarcie sezonu, które nie jest zamkniętą całością i wprowadza nowe wątki. I w sumie fajnie. Flashbacki takoż.^^ Tylko Discord mi się nie podobał, ale ja jestem tym ułamkiem procenta oglądaczy, który go po prostu nie lubi.;P (wolałabym come back Chrysalis;))

      Usuń
    5. Tak, mnie też ucieszyły te kłódki. Tyle że na razie zalatują straszną randomowością, więc mam nadzieję (łudzę się, no), że znajdą na to jakieś fajne, logiczne wyjaśnienie. A jeśli planują nowego villaina w środku sezonu - tym lepiej, zrywanie z konwencją jest fajne. Jeśli idzie o flashbacki... jak się o nich dowiedziałam, oczekiwałam czegoś więcej, może więcej samej historii, jak z Luną stało się to, co się stało, niż sceny bitwy i zdecydowanie jakichś informacji o tym, jak Discord doszedł do władzy (o tym, jak ją stracił, przecież już wiedzieliśmy). Ale nie można mieć wszystkiego, a próby pogłębienia charakterów postaci dobre i takie. \o/
      W sumie zastanowiły mnie "elementy" słońca i księżyca u nasady drzewa, ale myślę, że to tylko dla picu i raczej nic już o tym nie będzie, no cóż. xD

      Usuń
    6. Chrysalis pojawiła się w komiksie, więc nie wiem, czy można sobie robić nadzieję na jej powrót w serialu, ale kto wie. Co do szkatułki... mam jedną, malutką nadzieję co do jej zawartości: http://cheezburger.com/7860062976
      That would be aweosme!

      Usuń
    7. Winky, wybacz że zaspamuję, ale kiedy będzie nowa analiza na Czarnych Owcach?
      Miałaś dodać przedwczoraj albo wczoraj, a jeszcze nie ma c:

      Usuń
    8. W sumie to miała być nawet tydzień temu, ale ćśśś... Trochę się ostatnio nie ogarniam życiowo, ale we wtorek zepnę poślady i analiza będzie.

      Usuń
    9. Oooo fajnie, cieszymy się!

      Usuń
  2. Fajnie,ze tyle czytasz! A na analizę czekamy!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się podobają te nudne strony w smoczym cyklu :D Dziwnie zabrzmiało...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Mam diaboliczny plan: nagrzmocić mnóstwo geekowskich obrazków na szkle i pojechać z nimi na Pyrkon. "
    Jeśli to na sprzedaż, to kuce na pewno będą dobrym pomysłem, obojętnie w jakim stylu narysowane. I Loki. Loki zawsze w modzie. I coś gejowskiego. Najlepiej z Lokim xD. Pójdzie jak woda. Może Nyan-cat? Albo nyanowo-internetowy jednorożec. Pierdzenie tęczą, zez rozbieżny, takie tam.

    A można gdzieś w całości przeczytać te kucykowe komiksy?

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może Loki z kocimi uszkami w miłosnym uścisku z Dr Who, obaj wierzchem na jednorożcu srającym tęczą, z Gwiazdą Śmierci w tle? Wietrzę sukces. xD

      A kucykowe komysky można zassać tu: http://yp1.pony.pp.ua/book.php

      Usuń
    2. Nie wiem czy szkło by to wytrzymało xD. Ale np. TARDIS w kosmosie czy eksterminujący Dalek to całkiem dobry pomysł, i przede wszystkim chodliwy. Tak samo jak sówki. W czapkach, albo szalikach, albo na plaży, albo z książką i kubkiem herbaty. Możesz też pojechać w nostalgię i zrobić coś z "Sailor Moon" i "Dragon Balla".
      Kurczę, jakbym nie była leniwa to sama bym sobie zrobiła coś na szkle. Ech.

      Dzięki za linka. Przeczytałam dopiero pierwszy numer ale kurczę, świetne to jest, zabawne i fajnie narysowane, momentami przypominało mi prace Dona Rosy (tego od Sknerusa McKwacza).

      Krakatoa

      Usuń