sobota, 25 stycznia 2014

Glorious evolution

Słowem wstępu: JEŻU, JAK JA KOCHAM CYBORGI I ANDROIDY.

Khem. Pragnę podzielić się ze światem mą miłością w twórczy sposób, ale zupełnie nie wiem, jak się za to zabrać. Znaczy, niby wiem, piszę o tym jedną powieść, ale matko świnto, ile mi jeszcze zejdzie, zanim ją skończę. Jedyne, co mogę zrobić, to zarzucić kolejnym fragmentem. Ale to za chwilę.

Jak by tak spróbować przeanalizować powód mojego uwielbienia do cyborgów, to nie dochodzę do absolutnie żadnych sensownych wniosków. Nie jestem gadżetomaniakiem i nie mam bladego pojęcia, jak działa głupi czajnik, a istnienie komputerów przypisuję czarom, bo nie jestem w stanie ogarnąć ich złożoności. Steampunk to fajna ciekawostka, ale nie moja bajka. Cyberpunk - nope. Quasi-średniowieczne klimaty? O tak! Najlepiej ze stalowymi, mechanicznymi końmi i srebrnymi golemami (mod knight w Romantically Apocalyptic, aaa <3). Sens? Ni mo. Za to kiedyś, jak jeszcze na facebooku istniały te głupie quizy i wyrocznie, to w jednym z nich mi wyszło, że najlepszy kierunek dla mnie to automatyka i robotyka. Może faktycznie mijam się z powołaniem.

Do grona ubóstwianych przeze mnie cyberpostaci ostatnio dołączył HK47. Luby mnie wyśmiał za rapeface, jaki miałam w trakcie gry w KOTORa, ale cóż... Coś jest w tym droidzie, że mogłabym paczeć i paczeć, jak się porusza...

Czas uciąć temat, póki nie upokorzyłam się za bardzo. Pozwolę sobie zakończyć drugim fragmentem piszącej się powieści (w założeniu) mego życia. W poprzednim odcinku poznaliśmy głównego bohatera, którym jest rozkapryszony gówniarz Tyrpator. Dziś spełnia się jego dziecięce marzenie.
Wreszcie statek przycumował. Ochana poleciła Gawierowi ubrać opierającego się Tyrpatora w dodatkowy płaszcz i zeszli do pływającej przystani. Nie prezentowała się zbyt elegancko, a w powietrzu unosiła się osobliwa mieszanka zapachów: soli, ryb, rześki zapach kamieni i metali, duszny smród potu. Z nieco większego od innych budynku o zielonych ścianach wyskoczył mężczyzna o twarzy sprawiającej wrażenie wyciosanej przez porywisty wiatr, z kajetem w dłoni i o zaaferowanym spojrzeniu. Naszywka na jego mundurze oznajmiała światu, że nosi ją kierownik zakładu. Uśmiechnął się nieco nerwowo, ukazując dwa rzędy spiczastych zębów i zaczął jakąś oficjalną rozmowę z lordem Erwastanem, na co Tyrpator natychmiast przestał zwracać uwagę i zajął się podziwianiem wszystkiego, co go otaczało. Irytował się, że matka wołała go za każdym razem, gdy oddalił się od niej na więcej niż pięć kroków, bo przecież tyle tu było do oglądania! Dwóch mężczyzn z wyraźnym trudem dźwigało sporą skrzynię, sapiąc przy tym i przeklinając. Przypominali trochę Merawiego w tym, że byli brudni i u żadnego z nich chłopiec nie zauważył stygmatu.
- Ciężkie? – spytał poufale.
- Podnieś, to zobaczysz – odpowiedział jeden i prychnął. Drugi zakląskał językiem i puścił Tyrpatorowi oko. Chłopiec nie zdążył zapytać, co niosą w środku, bo matka znów zawołała go do siebie i – chcąc, nie chcąc – wrócił do niej. Wtem zobaczył otwartą budkę, na wystawie której rozłożone były przeróżne narzędzia, urządzenia i ich elementy. Nie zważając na protesty matki, podbiegł tam, wspiął się na palce i zajrzał do środka. Wśród wszystkich tych mechanizmów siedział pomarszczony starzec o wrogim spojrzeniu gryfa. Dłubał właśnie długimi szczypcami w okrągłym przedmiocie przypominającym kompas, lecz z trzema igłami, gdy spostrzegł uwieszonego na blacie chłopca. Zmarszczył brwi.
- Jesteś zegarmistrzem? – spytał Tyrpator.
- Ta – burknął mężczyzna. Palcem przesunął coś w szczypcach i te przeistoczyły się w śrubokręt. Zmienidło! Tyrpator aż westchnął z zachwytu.
- Ooo. I naprawiasz tu wszystkie maszyny?
- No.
Chłopiec rozglądał się po wnętrzu budki, napawając się widokiem najróżniejszych metalowych cudów. Wtem jeden przedmiot szczególnie przykuł jego uwagę.
Wysoka na dwie stopy, mechaniczna figurka człowieka, stojąca nieruchomo pod ścianą, pokryta kurzem i nieco zardzewiała.
- Co to jest? – spytał Tyrpator i pokazał palcem, o mało przy tym nie spadając z blatu. Zegarmistrz tylko zerknął w bok.
- Konstrukt – odparł.
- A co on robi?
- Nic.
Teraz to malec zmarszczył brwi.
- Jak to nic? Wszystkie maszyny do czegoś służą.
- Ta nie służy do niczego – warknął starzec. – Konstrukty nie działają.
- To po co tu stoi?
- Na szczęście. Jak konstrukt nie działa, to wszystko inne będzie. – Łypnął na chłopca nieprzyjaźnie. – Idźżesz sobie!
Tyrpator zignorował zegarmistrza i wpatrywał się w figurę jak urzeczony. Rozmyślał nad figurkami zwierząt, które budował w domu. One też były konstruktami? Nigdy nie przywiązywał wagi do ich funkcjonalności, ale może mógłby sprawić, by działały?

11 komentarzy:

  1. Ciekawy fragment, miło się ciebie czyta, szczególnie, kiedy akcja przeplata się z dialogami. Podoba mi się twoje słowotwórstwo. Opisy jednak, jak dla mnie, są trochę zbyt rozwlekłe. Ale nie jest źle, tekst wciągnęłam jednym tchem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się, że opisy rozwlekłe. Można tak je odbierać, bo zdania są dość długie, gdyby je skrócić, tekst zyskałby na dynamice. Fragment bardzo interesujący, nawet bardziej niż ten pierwszy (btw - świat, który odmalowywujesz, wydaje się frapujący i sporo tu ciekawych elementów; jeszcze nie wiem, co sądzę o postaciach). Strasznie jestem ciekawa całości, kiedy można się jej spodziewać i w jakiej formie? Wyślesz od razu do wydawnictwa, czy będzie jakoś do pobrania/kupienia dla zainteresowanych? Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest w zbyt wielkich powijakach, bym mogła coś stwierdzić na pewno. Myślę, że najpierw spróbuję z wydawnictwami, a jak nikt nie będzie chciał, to wezmę sprawy w swoje łapki.
      Dzięki za opinie. :)

      Usuń
    2. Życzę powodzenia z wydawnictwami - nie wiem, czy widziałaś, ale Znak ogłosił konkurs na powieść, żadnego gatunku literackiego nie wykluczają. Tak postanowiłam podpowiedzieć, bo może i robię sobie konkurencję, ale mam nadzieję, że wygra coś dobrego po prostu :-). To pisałam ja, Anonim z 16:14.

      Usuń
    3. Mam wieczystego focha na konkursy, ale dzięki za cynk. ;D

      Usuń
    4. Z jakiegoś konkretnego powodu (jeśli można widzieć)? Ja wiem, że zazwyczaj nikt tego pierwszego miejsca nie dostaje (albo dostaje coś, no powiedzmy, że oryginalnego), ale może Znak... To znaczy wiem, "wydawnictwo noblistów" wydaje też K. Michalak, ale co zrobić, rynek. To znowu pisałam ja, Anonim z 16:14.

      Usuń
    5. Kiedyś brałam udział w konkursie na temat "Dekalogu" Kieślowskiego - z opek mieli zrobić scenariusze, ze scenariuszy filmy, nie wiem nawet, czy w końcu coś z tego wyszło, ale same opka zwycięzców miały. Że moje nie wygrało to nic dziwnego, bo było okropne, ale jak przeczytałam zwycięskie prace, to mi ręce, nogi i cycki opadły. Może ze dwa były dobre, pozostałych osiem było poniżej wszelkiego poziomu. Do dziś prześladuje mnie zwłaszcza jedno z nich, w którym dresiarze przezywali się od bohaterów "Kubusia Puchatka", ojciec jednego przedawkował aspirynę i wyskoczył z okna na parterze i o mało się nie zabił, a co to wszystko miało wspólnego z przykazaniem "Ani żadnej rzeczy, która jego jest", to ni wuja nie ogarniam. Dno i metr mułu.

      Że nie wspomnę o tym, że "Dziewiąty mag" został wydany, bo wygrał konkurs...

      Usuń
    6. Może aspiryna była cudza ;-)?

      Usuń
    7. Tak się wtrącę (bardzo przepraszam), ale w tym konkursie wydawnictwa znak nie mogą startować powieści fantasy, sf, młodzieżowe i dla dzieci, tak więc nawet jakby autorka nie była zainteresowana, nie da rady.
      A co do powyższego frgmentu - ja jestem na tak. Opisy są idealne, nie za dlugie i nie za krótkie, a świat bardzo ciekawy. Tylko ten główny bohater wciąż antypatyczny, ale jak zrozumiałam, to się zmieni ;)

      Usuń
    8. O kurczę, to przepraszam, zupełnie tego nie zauważyłam w regulaminie! Straszna szkoda.

      Usuń
  3. Też nie wydaje mi się, żeby opisy były zbyt obszerne, myślę raczej, że są takie jak trzeba. Sądzę, że gdyby były bardziej oszczędne, to nie dałoby się w dostatecznym stopniu pokazać świata wykreowanego na potrzeby powieści, co znacznie zubożyłoby tekst. A przynajmniej tak ja to widzę po przeczytaniu opublikowanych tutaj fragmentów. Tak czy inaczej, chętnie przeczytałabym całość i życzę powodzenia w tak rozbudowanym projekcie, bo powieść to już nie przelewki :)

    OdpowiedzUsuń