piątek, 28 marca 2014

Blokada i króliki


Pusta strona w Wordzie, choć wpatrywałam się w nią najintensywniej, jak tylko mogłam, nie chciała się zapełnić. Postaci, których przygody chciałam opisać, wirowały mi w głowie, nie mogąc się doczekać, by zaistnieć. Niestety, nic z tego.
Groteskowo uderzyłam czołem o blat.
– Chyba nie zamierzasz się poddać?
Odwróciłam się na dźwięk głosu, znajomego, lecz jednak nieznajomego. Tyrpator Uzur Szalan, nawet w roboczym kombinezonie, zdawał się emanować dostojeństwem. Z niezadowoloną miną skrzyżował ręce na piersi.
Pokręciłam głową.
– A co innego mogę zrobić? – odpowiedziałam pytaniem.
– Masz wszystko, czego potrzebujesz: historię wymyśloną w najdrobniejszych szczegółach, umiejętności, których nabyłaś przez piętnaście lat... Co ci stoi na przeszkodzie, by doprowadzić to do końca?
Chwilę się zastanawiałam nad odpowiedzią, lecz w końcu i tak musiałam wzruszyć ramionami, bo nie znalazłam żadnej.
– Wyjaśnijcie mi coś, bo czegoś tu nie rozumiem – odezwał się drugi głos. Coridall Velor stał oparty nonszalancko o ścianę, jednym palcem gładząc pióra kruka siedzącego mu na przedramieniu. – Wypełniłaś umysł obecnego tu Tyrpatora hasełkami o potędze umysłu, który można z łatwością zaprogramować... ale sama nie potrafisz się do tej całej ideologii zastosować?
– Nie jestem bohaterami, których wymyślam – odparłam ponuro. – Nadaję wam takie cechy charakteru i poglądy, jakie będą pasować do was, nie do mnie.
– Ale jeśli rozumiesz podstawy tych poglądów, to powinnaś być w stanie choć częściowo przyjąć je jako własne. Czemu tego po prostu nie zrobisz?
– Bo nie jestem wami – wycedziłam.
– I co z tego? Wyobraź sobie, że jesteś Tyrpatorem i że prowadzisz tę jego krucjatę robocików...
Uzur Szalan odchrząknął znacząco i rzucił czarnoksiężnikowi wrogie spojrzenie. Coridall nie zwrócił na to uwagi.
– ...albo mną, najpotężniejszym czarnoksiężnikiem z najgorszą możliwą przypadłością, który mimo to z każdych opresji wychodzi śpiewająco. AU! – krzyknął, gdy kruk dziobnął go w dłoń, kręcąc z politowaniem głową.
– Sęk w tym, że ty wychodzisz z tych opresji tylko dlatego że ja tak chcę, bo tego wymaga formuła opowiadań – powiedziałam i znów się zasępiłam.
– A jak sama masz kłopoty, to co, chcesz, żeby ci się NIE udało? – zakrakała Tiriana.
– Wybacz, ale nie wierzę w te mdłe bzdury, że jak czegoś bardzo chcesz, to cały wszechświat sratata.
– I właśnie dlatego liczy się CZYN! – huknął Tyrpator, podkreślając swoje słowa rąbnięciem pięścią o blat, przez co o mały włos nie dostałam zawału. – Wiara w cuda jest dla słabych! Musisz się naprawdę ciężko napracować, by to – wyjął z kieszeni duży, srebrny klucz płaski – przemienić w to. – Przesunął coś i narzędzie przekształciło się w dość toporną, lecz piękną koronę. Włożył ją sobie na głowę. – Nie ma drogi na skróty.
– To znaczy jest, ale nie sądzę, byś chciała nią iść – uściślił Coridall.
Poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Odwróciłam się i spojrzałam w żółte, kozie oczy fauna.
– Nie chodzi o to, jaka jesteś lub nie jesteś – powiedział ciepło Kasztan. – Musisz po prostu w siebie uwierzyć.
Znów zapatrzyłam się w ekran laptopa. U szczytu pustej strony migała pytająco ta pionowa kreseczka, która zapewne się jakoś nazywa, ale nie wiedziałam jak.
– Problem w tym... że nie wierzę.
Przesunęłam kursor w stronę czerwonego kwadracika z białym iksem i wyłączyłam edytor.
_______________________________________________________________________________

Wracając do mniej depresyjnych tematów...

Trudno było się pogodzić ze śmiercią Manfreda, który przekicał ze mną 8 lat, prawie jedną trzecią mojego życia. Tym trudniej, że w ostatnim czasie stał się moim jedynym przyjacielem. Jednak otarłam łzy i teraz potrafię już z uśmiechem wspominać, jak przy pierwszej kąpieli był tak zszokowany, że wskoczył mi mokry jak glut na kolana; jak kiedyś, przebywając w zagrodzie na podwórku, skorzystał z mojej krótkiej nieobecności i wyskoczył z niej na stojący obok leżak, skąd dumny i blady obserwował otoczenie; jak jego ulubioną rozrywką było kicanie po pokoju z nakrętką od słoika w pyszczku...

A wczoraj rodzina powiększyła się o kolejnego uszatego przyjaciela. Proszę państwa, oto Puchacz:


Skradł mi serce natychmiast, jak go zobaczyłam w sklepie zoologicznym. Puchacz jest trzy lub czteromiesięcznym, niebieskookim przystojniakiem rasy rex miniaturka. Pasuje do niego niemal wszystko, co można na temat tej rasy wyczytać w necie. Jest szalenie bystry - w pięć minut rozpracował zagrodę i jak z niej uciec. Z charakteru przypomina nieco kota - jest niezależny, ale od czasu do czasu łaskawie pozwoli się pogłaskać. Świetnie skacze - i chyba odczuwa jakiś imperatyw w tym kierunku, bo dziś trzy razy próbował wskoczyć na ścianę i szafę wysoką do sufitu, nie wspominając o tym, że w ten sposób spierdzielił z zagrody. Ciekawski i czujny jak chrabąszcz, niestety wciąż strasznie nerwowy, ale pracujemy nad tym. Uwielbiam jego futerko, jest takie pluszowe w dotyku. <3

Ju kent tejk mi, aaaajm friii...

Tia, no więc zagroda długo nie pożyła. Puchacz okazał się przy tym tak mądry, że wie, że nie wolno gryźć tapet, zatem spokojnie przeszedł na chów otwartoklatkowy. Mam nadzieję, że z czasem nabierze do nas zaufania i będzie mi puchatym przyjacielem na bardzo długo. <3

6 komentarzy:

  1. Króliczek przemiodny :) Mam nadzieję, że szybko przyzwyczai się do wszystkiego i pozbędzie się płochliwości :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie wyszło Ci genialne! Serio się zachwyciłam tak w sumie prostym pomysłem. A Ty dalej pewnie narzekasz na brak weny? ;P
    Króliczek słodki ;) Przypomniał mi moją dawną chomiczkę, która kilkakrotnie uciekła z ZAMKNIĘTEJ klatki xD
    Pozdrawiam i życzę więcej wiary w siebie ;)
    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny tekst. Królik uroczy,niech się dobrze chowa! Właśnie wyciągnęłam nowego chomika spod kryjówki pod butem w przedpokoju..Panikarz.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Wymiziaj go ode mnie. A co do zwierzyńca, jak tam gekonki?

    korano

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba są zazdrosne bo strzeliły focha i się pochowały w różnych kątach terrarium. ^^

      Usuń
  5. Jeśli ten tekst jest jakimś indykatorem twoich umiejętności, to chyba słusznie w siebie nie wierzysz. Na szczęście nie każdy musi być pisarzem.

    OdpowiedzUsuń