czwartek, 6 marca 2014

Podróż sentymentalna: My little pony

Smutno mi, bo mam komputer, na którym nawet Saper się zacina i omija mnie mnóstwo fajnych gier, w które bym chciała popykać. Divinity, Skyrim, The old Republic... Nawet KotORa z jakiegoś powodu nie da się uruchomić i mogę grać tylko u lubego (czyli góra raz na dwa tygodnie). W tej chwili najbardziej pożądam 7 days to die - to jak Minecraft, tylko lepszy i z hordami zombie. Chcę walczyć o przetrwanie i zbudować sobie bazę, buu. :C

Aby odciągnąć umysł od tych ponurych myśli, zajmę się czymś przyjemnym. Kucyki!

Applejack!

Ale nie do końca te nowe. Należąc do pokolenia lat '90, siłą rzeczy wychowałam się na pierwszej generacji kucyków i choć ma ona swoje wady, zawsze będę ją ciepło wspominać.

Pierwszy był odcinek-pilot "Rescue at Midnight Castle". Jako jedyny miał tak piękną kreskę (patrz: obrazek powyżej) i staranne wykonanie. W kolejnych styl rysowania kucyków uległ dość drastycznej zmianie: stały się bardziej krępe i pyzate, a w samych animacjach zdarzały się błędy (zmieniające się kolory itp.). Świat pozostał z grubsza ten sam: śliczny, zielony i niedookreślony w taki sposób, by można było wcisnąć do niego dosłownie wszystko, od kamiennych psów przez gadające świnie po - za co sporo fanów G4 hejtuje G1 - ludzi.

Jak mawiał mój instruktor jazdy konnej: patataju, patataju i jesteśmy wszyscy w raju.

Mnie obecność ludzi w kucykowym świecie ani trochę nie przeszkadzała. Jasne, byłam dzieckiem, więc mało co mi przeszkadzało w bajkach, póki były kolorowe i pełne kucyków. Jednak zostało zasugerowane w niektórych odcinkach serialu oraz w pełnometrażowym filmie, że Megan (blondyna powyżej) i jej rodzeństwo pochodzą z jakiegoś miejsca na ziemi, w którym nikt nie wie o istnieniu kolorowych kucyków, magii i fantastycznych stworzeń. Wyobrażacie sobie, jakie to było świetne dla małej dziewczynki, wierzyć, że ten inny świat istnieje gdzieś na tyle niedaleko, że pewnego dnia do studni może ci wpaść różowy pegaz?!

- Dzień dobry, czy znasz prawdziwe przesłanie Biblii?

Ale jak było wspomniane, generacja pierwsza miała też sporo wad. Większość odcinków serialu sprawia wrażenie zrobionych na szybko i byle jak, przez co efekt jest taki, że kucyki i ich otoczenie wyglądają po prostu koszmarnie brzydko. Mają szpetne mordy, ruchy jakby cierpiały na jakieś tiki, a im mniej powiem o wyglądzie postaci innych od czterokopytnych, tym lepiej.

Co.
Wśród głównych powodów do nielubienia G1, fani Friendship is Magic najczęściej podają przykład kucyków morskich (sea ponies). Ja na ten temat powiem tyle: jeśli można było przenieść beznadziejny elemnt G3 w postaci breezies na grunt G4 i zrobić z tego coś w miarę sensownego (kucykowy odpowiednik elfów), to nie widzę powodu, dla którego nie można by zrobić tego samego z wodnymi kucykami. Mogłyby być kucykowym odpowiednikiem syrenek. Dopóki w G4 nie pojawi się żadna owieczka leśna (bushwooly), będę zadowolona. Morskie kucyki były fajne i ślicznie śpiewały, o.

SIUUUBI-DUUU-SIUB-SIUBI-DUUU!!!

Pamiętam, jak namiętnie lepiłam całe stada kucyków z plasteliny i trzymałam je w dużej metalowej puszce po czekoladkach Wedla. Aż mam ochotę lecieć do sklepu, kupić kilo modeliny i się brać do dzieła. ^^ Póki co robienie takich małych, ślicznych cudów tęczowej kopytności zostawię profesjonalistom. Bardzo popularne zrobiło się przerabianie zabawek i robienie z nich istnych dzieł sztuki. Niektóre są tak piękne, że oglądam je godzinami. Gorąco zachęcam do zapoznania się z najlepszymi customami kucyków, jakie widziałam: Dark Horse Collectables.

No, to skoro już jest tak nostalgicznie, obejrzyjmy wszyscy razem to, od czego wszystko się zaczęło. :D

3 komentarze:

  1. Kucyki zamknięte w puszce wedlowskiej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście najbardziej lubiłam G2. G1 i G3 są w moim odczuciu dość paskudne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o serialu czy zabawkach? Jeśli o tym drugim, to G2 i według mnie są zdecydowanie najpiękniejsze. ^^

      Usuń