wtorek, 22 kwietnia 2014

Krótko o książkach, vol. 5

Jestem uzależniona od zaczynania nowych opek i zakładania blogasków, ratunku. W związku z fazą na smoki, jaka mi się ostatnio załączyła, przystąpiłam ochoczo do pisania czegoś w rodzaju spin-offa do powieści o Tyrpatorze. Opowiada o Avriel z Ludu Fiordów, z którego wywodzi się rodzina Tyrcia po mieczu. Smoki też będą, nawet całkiem sporo, ale to jeszcze trochę potrwa. Enyłej, zapraszam. Używam artów z Drakana, bo kocham tę grę, a ich klimat całkiem pasuje do opka.

http://opowiesci-z-archmaru.blogspot.com/
Kliku kliku
Zanim przejdę do książek, parę słów o zwierzakach, bo sporo się ostatnio dzieje. Wreszcie mam znośny aparat w telefonie i jestem w stanie zrobić gekonkom ładne, ostre zdjęcia. Póki co mam głównie Rancora, ale reszta też się doczeka.

Pan Rancorek wyglądał niewyraźnie, bo zbliżał się czas wylinki. Kiedy taka Luna wylinkuje, jest szast-prast i puf, gekonek nowy jak po praniu w Perwollu. Za to Rancorek będzie siedział nawet kilka dni ze skórą odłażącą mu od ciała i wyglądał jak zombie, zanim w końcu zachce mu się to wszystko z siebie zerwać. A jak już mu się zachce...

Tada! Świeżutki i błyszczący. Wreszcie udało mi się uchwycić jego cudne oczy. Ma zaspaną minę, bo wyciągnęłam go z terrarium, by pomóc mu z pozbyciem się resztek wylinki.

Jak już ciowiek wyjął, to równie dobrze można sobie trochę pozwiedzać...

A tu rancorkowy zez w całej okazałości. <3 Podobnie jak grube moriaczkowe dupsko. Kto by pomyślał, że ten najbardziej nieśmiały, prawie nic niejedzący przez pierwsze miesiące gekonek nagle urośnie do tak monstrualnych rozmiarów.

Puchacz za to już się prawie całkiem zadomowił, choć wciąż ze strachu wylatuje w kosmos, gdy ktoś kichnie. Za to w bezczelności nie ma sobie równych. Primo: uznał, że skoro ja śpię głównie po lewej stronie łóżka, to prawa jest zostawiona dla niego i w związku z tym śpimy razem. Secundo: ostatnio, jak przybył luby, obie strony łóżka były zajęte, więc niewiele myśląc, rozkokosił się na jego piersi i tam spał. Tertio: dziś uznał, że półka pod terrarium to świetna miejscówka, więc wkicnął tam, zwalił na podłogę wszystkie gekonkowe duperele i rozsiadł się niczym król po udanym podboju.

Moje łóżko!

Moja poducha!

Moja półka!

Zaraz... gdzie ja jestem?!

Dziś uszaty zobaczył z bliska podwórko. Pies był zachwycony, bo w domu Puchacz ucieka pod łóżko, zanim Kajka w ogóle zdąży go zauważyć. Królik z początku był nerwowy i czujny jak gajowy, ale w końcu mu się znudziło i zaczął szamać trawkę na zmianę z obmyślaniem planu ucieczki. Zagroda niby ma daszek, ale nie ufam temu smrodowi, jak by go zostawić samego na pięć minut, to na pewno by coś wykombinował.

No, tyle zwierzaków, czas na formalności.

Katarzyna Michalak "Czarny Książę"
Ta książka nie ma dobrych stron. Ani jednej. To istny pomnik grafomanii.
Podobno to jest romans historyczny, ale z definicją takowego nie ma to nic wspólnego: ani nie romans, bo wszelkie przedstawione relacje to czysta patologia, a nie romantyczne uczucia; ani nie historyczny, bo mamy miasto o nazwie Miasto (sic!) i te elementy filmów kostiumowych, które przypadły Michalak do gustu i żadnej wiedzy historycznej z tego wynieść nie można. Jeszcze to miał być kryminał, ale z tym też nie ma nic wspólnego. Intryga wygląda tak, jakby aŁtorka dopiero w połowie książki wpadła na pomysł, kto ma być zabójcą i nic się ze sobą nie łączy w żaden logiczny sens. Im mniej powiem o scenach erotycznych, tym lepiej. Ograniczę się do cytatu:
Dłoń popełzła w dół. Głos hipnotyzował:
- Ciii, cicho, dziecinko, spokojnie. Anka umyje maleńką cipusię. Anka zrobi dziecince dobrze. Rozewrzyj udka, kochana, wpuść Ankę, umyjemy dziewczynkę...
W sumie to trochę fascynujące. Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że Michalak nie może już napisać nic gorszego, zaraz dochodzą mnie słuchy o kolejnym bublu, który wspina się na nowe wyżyny grafomanii i odrażających treści (chyba nie ma takiej książki Michalak, w której by ktoś nie był zgwałcony).
Ocena: 0/6

Elspeth Cooper "Pieśni Ziemi"
W sumie nie wiem, jak opisać tę książkę. Niby jest dobra, ale jednak nie do końca. Historia jest ciekawa, ale mam wrażenie, że jej potencjał nie został do końca wykorzystany. Główny bohater, który cudem uniknął śmierci na stosie, z początku opisywany jest jako ktoś naprawdę wyjątkowy, jeden z ostatnich ludzi zdolnych posługiwać się magią. A potem nagle się okazuje, że na innym kontynencie istnieje cała akademia czarowników, w której uczy się mnóstwo ludzi... Co jednak nie przeszkadza opisywać naszego bohatera jako ze wszech miar wspaniałego. Jego marysuizm szybko zaczyna drażnić. Świetnie macha mieczem, ma bardzo rzadki dar, jego moc jest potężna, bla, bla, bla... Główne niebezpieczeństwo całej historii jest dość niejasne. Najpierw dowiadujemy się sporo o innym świecie, rozdzierającym się Całunie, przez który istoty z tegoż przechodzą do prawdziwego świata, o tym, jakie to groźne i tak dalej. A pod koniec nagle się okazuje, że to tak naprawdę nie jest ważne, bo główne zagrożenie stwarza jakiś facet, którego nasz bohater spotkał przelotem na początku. No kurde, no. Istnieje jeszcze strasznie nudny wątek władz zakonu - tego, który o mało nie spalił naszego Gary Stu na stosie - który nie prowadzi absolutnie donikąd. Szczególnie mnie uderzyła jedna scena, w której w bardzo dramatyczny sposób umiera jeden z głównych zakonników... po czym paręnaście stron później okazuje się, że on jednak żyje, ma się dobrze i kontynuuje swoją nudną jak flaki z olejem krucjatę przeciw innemu zakonnikowi. Nie wiem, może to wszystko ma więcej sensu w dalszych tomach trylogii, ale nie zostały one w Polsce wydane, więc pewnie się o tym nie przekonam.
Ocena: 3,5/6

John Ringo "Tam będą smoki"
Zacznę od minusów, bo są z gatunku takich, co naprawdę kłują w oczy. Primo: nadużywanie kursywy. Pojawia się niemal w każdym zdaniu, po chwili coś takiego naprawdę potrafi drażnić. Secundo: Herzer. O matko świnto, jaki on jest idealny, jak mu wszystko wychodzi, jaki jest genialny, Boże, nawet przeszłość ma tragiczną. Jeden z najgorszych Garych Stu, jakiego kiedykolwiek widziałam. Nienawidzę go, a niestety większość książki opowiada o wydarzeniach z jego perspektywy, a nawet kiedy tego nie robi, to wszyscy pozostali bohaterowie rozpływają się nad tym, jaki on jest cudowny. Tertio: tematy okołokobiece. Panie Ringo, pan by najlepiej zrobił, gdyby nie próbował zgłębić tajemnic kobiecej psychiki i fizjologii. Uniknąłby pan takich kwiatków jak świeżo zgwałcona kobieta (nawiasem mówiąc, wyczuwam tu jakąś niezdrową obsesję na punkcie gwałtów, mówią o tym dosłownie wszyscy i przy każdej z dupy wziętej okazji) na głos rozważająca przy swoim byłym mężu, kiedy znów "wskoczy na konia" czy kobiety miesiączkujące równocześnie jak w zegarku.
Poza wszystkim powyższym muszę jednak przyznać, że ta książka jest... bardzo dobra. Nawet nieustanne ględzenie na temat historii i historycznych rekreacji jest bardzo wciągające. Że nie wspomnę o tym, jak bardzo spodobał mi się opisany tu świat. Ziemia, trzydziesty wiek, postęp cywilizacyjny, który sprawił, że nie ma chorób, ludzie żyją po kilkaset lat, rodzą się w sztucznych replikatorach i mogą dowolnie rzeźbić swoje ciało. Chcesz być centaurem, delfinem, mrówkojadem? Spoko. Marzy ci się talia osy, dająca objąć się jedną dłonią? Załatwione. Chciałbyś mieć skrzydła i móc latać? Nie ma problemu... Przynajmniej do czasu, gdy stojąca na czele wszystkiego Rada nie zacznie ze sobą walczyć, odcinając cały świat od niezbędnej energii. Nagle ludzie zostają uwięzieni w świecie średniowiecza, bez technologii i umiejętności do zrobienia czegokolwiek, bo do tej pory jakakolwiek praca była traktowana i uprawiana wyłącznie jako hobby.
Naprawdę, mimo wad, warto się zapoznać z tą książką.
Ocena: 4/6

John Ringo "Szmaragdowe morze"
Okej, przeszło mi. Przyznam bez bicia, że musiałam w połowie przerwać lekturę. Mam szczerze dość zachwytów nad doskonałym Herzerem. Nie, kurwa, ja bardzo przepraszam za ten pojazd osobisty, ale autor musi mieć niezłe kompleksy, skoro uznał za stosowne poświęcić całą chędożoną stronę za zachwyty innych postaci kutasem Herzera. POWAŻNIE. Scena w publicznej łaźni, pan doskonały się obnaża i wywiązuje się dialog w stylu:
- Och, panie Herzer, jakże wielki jest twój chuj.
- Ach, to naturalne, wynikiem genów jest mój chuj.
- Niemożliwe, kilka Przemian [coś w stylu zaawansowanej operacji plastycznej] musiał przejść twój chuj.
- Nah, zapewniam, że z natury wielki jest mój chuj. 
- Och, Herzerze, co prawda niedawno zostałam zgwałcona, lecz podnieca mnie twój chuj.
NO BOŻE ŚWIĘTY. Można napisać pracę magisterską na temat marysuowości Herzera. Dawno nie czułam tak silnej nienawiści do książkowej postaci. Nie jest w stanie tego złagodzić nawet silne skupienie się w tej części trylogii na smokach, wywernach i ich jeźdźcach (och, spoiler: Herzer zostaje jednym z nich, surprise, surprise). Mam dość. Szczerze dość. Książka leci w kąt i sięgnę po nią z powrotem dopiero, jak mi przejdzie.
Ocena: 3/6

Gordon R. Dickson "Smoczy rycerz", tom I i II
O matko, potrzebowałam takiej książki: lekkiej, przyjemnej i śmiechowej. I na dokładkę ze smokami, alleluja. Oczywiście, znów kupiłam książkę, nie sprawdziwszy, która to z kolei część cyklu (no co no, było napisane tom I i tom II, nie pomyślałam, że coś jeszcze mogło być przed nimi), więc z początku byłam nieco skonfundowana następującymi szybko po sobie wydarzeniami. Na szczęście autor okazał się na tyle uprzejmy, że stopniowo przypominał akcję z poprzedniego tomu, więc udało mi się bezboleśnie wsiąknąć w przedstawiony świat średniowiecznej Anglii, pełnej magii, smoków i mówiących wilków. Od razu widać, że cykl pisany jest z przymrużeniem oka, nie sprawia jednak nieprzyjemnego wrażenia usiłowania być śmiesznym na siłę (może za wyjątkiem żartu z Encyclopedią Britannicą). Jim zaś jest bohaterem, którego od razu polubiłam. Przypomina mi trochę Rincewinda ze Świata Dysku, z tą różnicą, że jest nieco bardziej rozgarnięty. Już czuję, że zbiera się kolejna seria do złożenia kolekcji na półce.
Ocena: 4,5/6

12 komentarzy:

  1. Zachwyty na herzerowym przyrodzeniem, tak bardzo wow <3. No jak wstęp do jakiegoś porno, a że akcja dzieje się w saunie, to już w ogóle.
    I mam takie pytanie okołokrólikowe, jako że już Puchacz już zaznał trawnika - przy jakiej mniej więcej pogodzie go wynosisz? Bo chciałabym naszą króliczycę na działkę zabrać, ale jestem pewna czy nie będzie zbyt gorąco dla niej, albo wietrznie.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie króliki lepiej znoszą zimno niż upał, taka temperatura około 20 stopni jest najlepsza. Jak mniej, to byle świeciło słońce, jak więcej, to byle zapewnić cień, ale bliżej 30 to już za gorąco i tylko się uszak wymęczy. ;)

      Usuń
    2. Z zapewnieniem na działce cienia czy słoneczka żeby się wygrzać, to problemu nie będzie. Tylko z tą temperaturą to nie byłam pewna, jaka może być, a nasza króliczyca dosyć włochata jest, i mimo iż (krzywo) obcięta, więc dobrze wiedzieć. Dzięki (:

      Krakatoa

      Usuń
  2. Gekon super <3 słodki jest. Powiedz mi, od jak dawna u Ciebie mieszka? ;)
    "Czarny książe" - co to jest? Poważnie pytam: co to jest? i ona to wydała pod własnym nazwiskiem, pożal się Panie... Jakie to miały być czasy historyczne?
    Całun z "Pieśni Ziemi" kojarzy mi się trochę z zaświatami z "Miecza Prawdy", ale to tylko moje wymysły ;)
    Jezu, nie zdzierżyłabym Herzera. Po prostu nie. A sytuacja w saunie - nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. No litości no.
    Smutne trochę, bo jedyną dobrze wykreowaną postacią z tego cyklu jest Jim ze "Smoczego Rycerza". O co chodziło z Encyclopedia Britannica? *spoiler alert* :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gekonki są ze mną już od dokładnie roku i jednego miesiąca. ^^
      A z Encyklopedią wiązał się taki element komiczny, że wielki i potężny czarodziej nakazał takiemu magicznemu, wszechobecnemu bytowi zwanemu Wydział Kontroli zespawnować sobie Encyclopedię Nekromantick, a zamiast tego dostał całą serię Encyclopedii Britannici. Trochę za bardzo mi to zaleciało żartem popkulturowym, a tych w fantasy nienawidzę. ;P

      Usuń
  3. Haha, zero na sześć, czemu nie. Chociaż gdybym to ja oceniała, ocena byłaby na minusie. Czuję się nieszczęśliwa z tego powodu, że moja biblioteka zakupiła to coś. A jeszcze bardziej unieszczęśliwia mnie to, że książki Michalak należą do najbardziej poczytnych, aż kolejki są i specjalne zeszyty.
    Bardzo mnie zachęciłaś do ,,Tam będa smoki", muszę poszukać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam się rozpisać, ale nie mogę. Michalak mnie zabiła.
    Wdech.
    Wydech.
    Wdech.
    Wydech.
    ...
    Co to, wszeteczna jejmoscianka zubożała, miało być? Czy Michalak popełniła książkę o pedofilii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze kojarzę, to bohaterka "Księcia" jest kilkunastoletnią panną, ale pani Kasia ogólnie używa dziwnych i ohydnych zdrobnień, albo owocowych nazw jak brzoskwinki (wręcz tryskające sokiem) czy wisienki (znaczy sutki, albo i całe piersi, nie wiem). Ogólnie - fuj.

      Krakatoa

      Usuń
  5. Zwierzęta cudne! Michalak nie...Cytat mocny...Też lubię Dicksona,fajna seria.Od reszty już okładki by mnie odstraszyły.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że książkę Michalak ktoś kiedyś zanalizuje, bo chciałabym przeczytać, ale sama się boję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam łaźniowy dialog z wrażeń o " Szmaragdowym morzu" i nie moge przestać się smiać.:D

    OdpowiedzUsuń
  8. "kobiety miesiączkujące równocześnie jak w zegarku" - może autor był kiedyś nauczycielem WFu? Bo tam nie takie rzeczy się zdarzają xD

    OdpowiedzUsuń