niedziela, 13 kwietnia 2014

Somnamskrybizm: Szpieg


Szpieg



W niemym zachwycie podziwiałam rzucającego się niecierpliwie na uwięzi smoka. Perłowobiałe łuski, mimo że matowe, bieliły się w słońcu jak świeży śnieg. Osadzony na długiej, smukłej szyi łeb miał iście szlachetny profil, z czołem ozdobionym sześcioma rogami i elegancką kryzą uszną. Wciąż drapał kamienną posadzkę orlimi szponami i machał nietoperzowatymi skrzydłami, jakby nie mogąc się doczekać lotu. Ciężka, stalowa obręcz na szyi łącząca go z ziemią grubym łańcuchem była w tej chwili jedyną skazą w jego doskonałym wyglądzie.
- Tak – powiedziałam z pełnym przekonaniem. – Ten będzie idealny.
Treser ze wzruszeniem ramion zabrał się za ubieranie smoka w rząd.
- Nie sądzisz, że biały smok będzie się rzucał w oczy podczas misji szpiegowskiej?
- Moim zadaniem nie jest skradanie się jak byle włamywacz – zauważyłam. – Zresztą, nie wlecę z nim do zamku.
Smocze siodło zajmowało niemal cały jego grzbiet. Tybinki wraz z poduszkami znajdowały się, w przeciwieństwie do końskiego siodła, całkowicie z tyłu, tuż za błoną skrzydeł. Jazda na smokach odbywała się bardziej na leżąco niż siedząco. Biała bestia nie protestowała przy mocowaniu kulbaki na miejscu, zapinania popręgu, podpierśnika i podogonia, lecz na widok ogłowia syknęła nieprzyjemnie.
- Przytrzymaj ją, bo mi jeszcze rękę odgryzie – poprosił treser.
Zbliżyłam się do pochylonego w niemej groźbie łba i pogładziłam smoka po szorstkim pysku. Najwyraźniej spodobała mu się ta pieszczota, bo momentalnie się rozluźnił. Treser szybkim ruchem założył na białą głowę uzdę. Nie była zbyt podobna do końskiej; obejmowała zaledwie jedną trzecią łba, by umożliwić smokowi otwieranie paszczy i zianie ogniem. Nie miała też wędzidła, a wodze prowadziły do jeźdźca przez stalowe kółka na skórzanej pętli umieszczonej w połowie długości szyi, by nie plątały się podczas lotu.
- Spokojnie, malutki – szepnęłam uspokajająco.
- To ona – poinformował mężczyzna, zapinając sprzączki. – Ma na imię Galaxia.
- Cześć, Galaxia.
Błękitne jak letnie niebo oko spojrzało na mnie i błysnęło trzecią powieką.
- Lepiej uważaj, by nic jej się nie stało – ostrzegł treser. – To oczko w głowie hrabiny. Uwielbia na nią patrzeć.
- Bez obaw. Nie spadnie jej z grzbietu ani jedna łuska.
Z pomocą mężczyzny wspięłam się na smoka i usadowiłam w siodle. Z przyzwyczajenia próbowałam wsunąć stopy w strzemiona, zapomniawszy, że nie używa się ich w jeździe na smokach. Wcisnęłam głębiej na głowę pilotkę i zsunęłam gogle na oczy. Pochyliłam się nad smukłym grzbietem i złapałam wodze, jednocześnie umieszczając stopy na klinach przy kulbace.
- Cóż, nie będę was zatrzymywał – powiedział treser i wyjął klucz do obręczy na szyi Galaxii. Na jego dźwięk smoczyca zaczęła jeszcze bardziej niecierpliwie dreptać w miejscu. – Ależ się nie może doczekać. Dawno nie latała, mam nadzieję, że cię nie zrzuci – zachichotał.
- Nie dam się. Do zobaczenia!
Ostatnie słowa porwał wiatr, gdy oswobodzona bestia wspięła się na tylne nogi i jednym potężnym susem wyskoczyła w powietrze. Z każdym machnięciem ogromnych skrzydeł, z każdym oddechem smoczych płuc pracujących jak kowalskie miechy czułam, jak ogarnia mnie coraz większa euforia. Od tak dawna nie dosiadałam żadnego smoka, że zapomniałam, jakim cudownym przeżyciem jest lot. Galaxia, szczęśliwa jeszcze bardziej ode mnie, pozwoliła sobie na chwilę radosnych akrobacji zakończonych wydaniem z siebie głośnego, długiego ryku. Śmiejąc się, poklepałam ją po karku.
 ______________________________________________________________

Zastanawiam się, czy kolor smoczycy w tym śnie był przypadkowy, czy też moja jaźń uznała, że z Puchacza byłby świetny smok. Notabene, moja postać w Amberze ma białego królika, który potrafi zmieniać się w miecz lub smoka właśnie. SYSKO SIEM ZE SOBOM ŁONCY.

W sumie we śnie było więcej fabuły uwzględniającej tytułowe szpiegowanie, ale poplątane to było i bez sensu, więc uznałam, że lepiej się skupić na tym, co Winifredy lubią najbardziej. A w ogóle to mam tyle dużo weny na opowiadanie ze świata Tyrcia, że ojeja i ojejku rety, muszę to wszystko spisać, póki jeszcze mam ochotę. Będą skrzydlate konie i wyścigi, i smoki, i w ogóle.

No i znowu mi się załączyła faza na smoki, ratunku. Chociaż nie, nie ratunku. Smoki są zajebiste.

 
Tyle muzyki w jednej notce, yay!


E: Jeszcze jedno małe ogłoszenie parafialne. Twórcy Duel of Champions to wuje i w ostatnim patchu zlikwidowali możliwość zarabiania seali i można je zdobyć już tylko za prawdziwą kasę, a ponieważ groszem nie śmierdzę, muszę kombinować.

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz