piątek, 25 kwietnia 2014

Winky serialuje

Muszę przyznać, że raczej nie przepadam za oglądaniem seriali. Obojętnie jak wciągający i dobry, prędzej czy później się znudzę, najczęściej gdzieś tak w połowie odcinka. Nawet "Gry o tron" mi się nie chce oglądać, utknęłam gdzieś w połowie trzeciego sezonu i nawet obietnica dużej ilości smoków nie jest w stanie mnie przekonać (chociaż w sumie te duże ilości smoków wyglądają tak, jak w ostatnich odcinkach South Parku: będą, obiecujemy! a póki co macie cycki i miękkie peniski). Trochę nie ogarniam szału na seriale, jaki ostatnimi czasy ogarnął internety; te wszystkie Sherlocki, doktory... matko, jakie to wszystko nudne! Jedyny serial, który oglądam regularnie i z niecierpliwością wyczekuję nowych odcinków, to kucyki. I większość seriali, jakie jestem w stanie oglądać nieco dłużej, są animowane...

Z tej okazji przedstawiam mały spis seriali animowanych, nie tylko takich totalnie dziewczyńskich (a na koniec to już w ogóle nie). Bo jestem dziecinna i bo mogę, o.

Klub Winx
Na dobry początek: jeb brokatem! Kiedy Klub Winx dopiero zaczynał istnieć, byłam w wieku gimnazjalnym i potwornie mnie mierził styl serialu. Bohaterki były szpetnie chude, półnagie i generalnie wyglądały jak nastoletnie dziwki. Poza tym cały świat był niewiarygodnie brzydki: tylko popatrzcie na magiczną szkołę w kolorze majtkowy róż stojącą w środku totalnie pustego lasu. Animacja była okropna, modele postaci wyglądały jak mangowe rzygi, historia sztampowa... Nie znosiłam tego serialu. Ale ponieważ niedawno strasznie mi się nudziło, postanowiłam zapełnić sobie czymś czas i obejrzałam prawie wszystkie sezony. Co muszę przyznać, to że z sezonu na sezon serial stawał się coraz lepszy. Pierwszy był porażką, drugi niewiele się różnił od pierwszego, ale od trzeciego w końcu coś zaczęło iść w kierunku poprawy. Ale największa rewolucja nastąpiła, gdy markę przejął Nickelodeon. O ile na plus należy policzyć o wiele ładniejszy design postaci (bohaterki wreszcie są kompletnie ubrane, także po przemianie) i świetne animacje (oglądanie transformacji to sama przyjemność), o tyle cała reszta to czyste zło. Wszystko się sprowadza do stałej formuły: jest fajnie, dzieje się coś złego, Winx ruszają na ratunek, transformacja, happy end. Cały kanon (jeśli w ogóle można o jakimkolwiek mówić) wrzucony do kosza, twórcy robią ze światem co im się podoba, nie zważając na nieścisłości i jawne debilizmy (siostra Bloom nie żyje? wskrześmy ją, będzie fajnie). Generalnie, z pewnością nie jest to najlepszy serial dla dzieci i z całą pewnością nie dałabym czegoś tak różowo-brokatowego swoim dzieciom, ale z nudów oglądać się da.

Mia i ja
Mia i ja to miks live action i animacji. Mia otrzymuje w spadku po zmarłych rodzicach tajemniczą księgę o magicznej krainie Centopii, zamieszkanej przez smoki, fauny i jednorożce. Dzięki czarodziejskiej bransoletce, może przenosić się do tego świata, w którym staje się elfem i razem z nowymi przyjaciółmi stara się rozwikłać słowa wyroczni i uratować ich od kłopotów. Choć Centopia jest dość dziwną i raczej opustoszałą magiczną krainą (poza elfami, jednorożcami, faunami, smokami i złymi mankulusami nie zamieszkuje jej kompletnie nikt), sprawia bardzo sympatyczne wrażenie i da się ją polubić. Czarny charakter tej opowieści jest za to świetnym przykładem zmarnowanego potencjału. Królowa Panthea pragnie zdobyć rogi jednorożców, które zapewnią jej urodę i młodość. Choć sama wygląda świetnie i sprawia odpowiednio groźne wrażenie, tak ciężko mi się bać kogoś, kto do spełnienia swoich mrocznych zachcianek posługuje się niemymi istotami, które wyglądają tak i wystarczy je spryskać wodą, by się skurczyły do rozmiarów myszy i uciekły. Z minusów rzuca się też w oczy koszmarne aktorstwo dzieci w scenach dziejących się w prawdziwym świecie. Poza tym jednak wsiąkłam całkowicie i z pewnością poleciłabym serial innym.

Dolina koni
Znów coś dla małoletnich miłośniczek koni. Serial opowiada o codziennym życiu w stadninie pełnej koni z farbowanymi grzywami i ich młodych jeźdźców. I... wiele więcej o nim powiedzieć nie można. Jest raczej mdły i - podobnie jak nowe Winx - obliczony na pewną formułę. Pies, kot i świnka coś robią, pies zaczyna opowiadać pouczającą historię o tym, jak coś tam jeźdźcy i ich konie kiedyś odwalili, koniec. Niektóre odcinki są całkiem sensowne, ale niektóre bywają dość dziwne, jak na przykład ten, w którym jedna z klaczy przytyła i uznała, że od teraz będzie anorektyczką. Może raczej powinni poruszyć ten temat w kontekście występujących w serialu dziewcząt, ONE dopiero wyglądają, jakby były mocno związane z ruchem pro-ana. Plus: złośliwie zauważyłam, że animatorzy najwyraźniej nie mają pojęcia, jak konie stawiają nogi w jakimkolwiek chodzie, bo animacje zawsze wyglądają okropnie, hłe, hłe.

Ranczo Leny
O, ten serial spodobał mi się od razu, choć i tu nie brak schematów, ale o nich za chwilę. Lena to dziewczyna pełna pasji, która zakłada ranczo, gdzie postanawia pomagać koniom z problemami. Prowadzi je wraz z przyjaciółmi i przy pomocy rodziców, jako że sama wciąż chodzi do szkoły. Pachnie mi to bardzo fabułą à la Heartland: młoda dziewczyna-zaklinaczka koni, zła rywalka w postaci bogatej, rozpuszczonej gówniary, która chce przejąć ranczo Leny, rozterki miłosne... A mimo to ogląda się z wielką przyjemnością. Strasznie podobają mi się animacje, niektóre ujęcia są po prostu piękne.
 
Dobra, będzie tego cukru, przejdźmy do bardziej... męskich seriali.
 
Clone Wars
Łojeja... Ależ mnie ten serial wynudził... I to po pierwszych kilku odcinkach. Słyszałam, że im dalej w las, tym jest fajniej, ale boooże, nieee chce mi się przez to brnąć. Sama nie wiem, co dokładnie mi w tym serialu nie leży. Może wygląd postaci? Jakoś tak paskudnie wyglądają w trzy de. Z żadną nie potrafię sympatyzować, a Ahsoka mnie po prostu wkurwia, niemal na równi z droidami bojowymi (roger, roger... GRRR GO ROGER YOURSELF). Umiarkowanie też ogarniam, co się tak właściwie dzieje na ekranie, jaki jest dokładny cel bohaterów, do czego dążą poza tym, że do skopania tyłków Sithom. No dobra, to są Gwiezde Wojny, tu się wszystko sprowadza do skopywania tyłków Sithom, ale... o, chyba wiem, w czym problem. Ja nie cierpię Jedi. Cały ten ich zakon kojarzy mi się z księżmi, którzy całe życie prowadzą w celibacie i oderwaniu od rzeczywistości, a mimo to mają czelność pouczać innych na ten temat z ambony. Tak. Matko, jak ja nie cierpię Jedi. SITHOWIE GÓRĄ. Oby epizod VII skupiał się na nich.

Futurama
Bwaaah, Bender, Bender, jak ja kocham Bendera! :D Ekhu, ten, no. Jak widać na pierwszy rzut oka, jest to serial twórców The Simpsons, których również lubię, ale chyba jednak wolę Futuramę. Wiecie, jak wyglądają halloweenowe odcinki Simpsonów? No to Futurama cała jest jak te halloweenowe odcinki: kompletnie pokręcona. Fry żył sobie spokojnie w dwudziestym pierwszym wieku jako dostawca pizzy, aż pewnego dnia przez przypadek dał się zamrozić i przespał kilka tysiącleci, by obudzić się w futurystycznym świecie, gdzie podróże w kosmos są czymś równie zwyczajnym, jak wypad do sklepu po bułki. Podejmuje pracę kosmicznego kuriera i razem z załogą świetnych postaci (takich jak Bender <3) lata od planety do planety, przeżywając masę zwariowanych przygód. Nie mogę powiedzieć tu nic ponad to, że uwielbiam ten serial. :3

South Park
Ech, kto nie słyszał o South Parku... W podstawówce znałam to jako "tę dziwną bajkę dla dorosłych, której nie wolno mi oglądać", potem w gimnazjum kolega pokazał odcinek "Make love, not Warcraft" jako projekt na angielskim i odkryłam, że jestem już na tyle duża, by to oglądać i nie nabawić się traumy. Choć czasem humor jest nieco zbyt... rubaszny... trudno nie docenić tej satyry na wszystko na świecie.

Family guy
Powiem krótko: nie ogarniam. Ale Stewie jest fajny.

6 komentarzy:

  1. Nie jestem zbyt serialowa, toteż wypowiem się tylko na jeden temat. Nienawidzę "Rancza Leny" - sposób na problemy z koniem: spójrz mu głęboko w oczy i mów spokojnym, natchnionym głosem tłumacząc prawdy wszelakie - na bank zrozumie. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojtam, w bajkach nie takie rzeczy przechodzą. ;)

      Usuń
  2. Family guy został porzucony na rzecz Brickeberry- też niesmaczne, prymitywne i eh, uzalezniające. A jak było z WITCHEM?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam oglądać, ale nie mogłam zmęczyć nawet jednego odcinka. Wszystko przez te DIALOGI i GŁOSY. T_T Tak samo koszmarne po polsku i angielsku.

      Usuń
  3. Byłam ciekawa bo swego czasu dość lubiłam komiks. Co prawda szybko dotarło do mnie, że jednak gazetka jest skierowana do młodszych ode mnie, ale pierwsza seria była naprawdę sensowna. Serial przede wszystkim wydawał mi się brzydko narysowany, na tyle brzydko, że mnie odrzuciło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze wszystkiego, co przedstawilas jestem w stanie przeżyć Futurame. Może na sile chce być dorosła i uważam oglądanie seriali animowanych za dziecinne?

    OdpowiedzUsuń