piątek, 23 maja 2014

Nudy

Ech, a takiego miałam fajnego streaka... W tym roku na każdy miesiąc przypadały cztery notki. Zepsułam combo. :c

Nudzi mi się tak przeraźliwie, że gdybym nie była na urlopie, to zaczęłabym się uczyć. Hehe, nie, nie zaczęłabym. Ale i tak nudzi mi się przeokropnie. Do tego stopnia, że ściągnęłam ścinki ze strychu i uszyłam Robecce nowe wdzianko. Wyszło gdzieś tak trzy razy brzydziej, niż miało wyjść. Miało też mieć mechaniczne skrzydełka (leżą tam z boku, przed kucykami), ale nie umiem ich zamontować na lalce.

Ee... no... krawcową to ty, Winky, nie zostaniesz.


Z ogłoszeń parafialnych: jestem na głodzie i pilnie zbieram na nowego lapka, który udźwignąłby wyśrubowane wymagania 7 days to die (mam nadzieję, że kiedyś się staną mniej wyśrubowane, bo w końcu to wciąż alfa). Ponieważ szlachta nie pracuje (tzn. chciałaby, ale nigdzie jej nie chcą/nie umie szukać/tam, gdzie ją chcą, to ona nie chce), jak zwykle reklamuję swoje paćki na szkle oraz oferuję małą wyprzedaż biblioteczki. Jak rzekł pewien mędrzec: ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka...

1. Cała trylogia "Wojny Rady" Ringo, 25zł [opchnięte] - nie przepuśćcie jedynej w swoim rodzaju okazji do przekonania się, jak wyglądają zachwyty nad kutasem największego Gary'ego Stu w dziejach! (Chyba nie umiem dobrze reklamować). Stan idealny, okładka miękka z obwolutą.

2. Takie o wydanie wszystkich siedmiu "Opowieści z Narnii", 30zł [rezerwacja] - stan "ujdzie w tłoku", czyli dobry, w porywach bardzo.




3. Mark Chadbourn "Koniec świata", 20zł - nie chce mi się robić własnego zdjęcia, ale stan jest bardzo dobry, przeczytane raz i składowane z namaszczeniem na półce, bo i lektura sympatyczna.

Koszty wysyłki jeszcze ogarnę, Narnia jest dość ciężka, więc pewnie z dycha by poszła za polecony priorytetowy + koperta bąbelkowa. Z odbiorem osobistym mogę się pofatygować do Łodzi lub okolic na trasie Łask-Łódź, może i do Wrocławia.

Póki perspektywa pogrania u siebie w Rogalika jest bardzo daleka, odkrywam na nowo przyjemność płynącą ze starych gier. Czuję się jak hipster: wszyscy wkoło rżną w Skyrimy, najnowsze Diablo i inne takie, a ja pykam w Black & White, pierwsze Simsy i Gothica II. Ech, zaraz przypominają mi się czasy, kiedy największą frajdą w tygodniu był wypad do sklepu po nowy numer "Kaczora Donalda", a swoją tożsamość określało się na podstawie horoskopów z "Witcha". Do tej pory pamiętam niemal wszystkie: w chińskim jestem kozą, w indiańskim - wilkiem, w celtyckim - lipą, w jakimś owadzim - ważką, a w poprzednim wcieleniu byłam zielarką z obecnego RPA, w 330 roku (to ostatnie akurat było w "Jestem" czy innym tego typu magazynie). A jakiego zacieszu na pysku dostałam, kiedy parę dni temu na spacerze z psem odkryłam w lesie szałas - prawie taki sam, jaki wiele lat temu zbudowałyśmy z siostrą i kuzynkami w Borach Tucholskich i ochrzciłyśmy go dumnym mianem Chatka Robinsona. Nasza była - oczywiście - lepsza: miała dach kryty mchem, tak że można było się w niej schować przed deszczem, malutkie taborety, palenisko... To były niezapomniane wakacje.

Chatka Robinsona, anno Domini 1998 lub coś koło tego. Zgadnijcie, która to ja.
Chatka... chatka. Anno Domini 2014.
Jak widać na powyższym obrazku, nie ma porównania. Nasza była lepsza!

poniedziałek, 19 maja 2014

Cyborgi, androidy i kucyki

W dzieciństwie ja i moje lalki miałyśmy ciężko. Większość z nich przywłaszczał sobie mój autystyczny brat - wychowany z dwiema siostrami, miał hysia na punkcie Barbie. Najczęściej wychodziły z tego pozbawione kończyn, w najlżejszym przypadku - z niewiarygodnym kołtunem (Pocahontas doczekała się autentycznych dredów). Potem dorosłam i stałam się za stara na lalki, więc ograniczyłam się do przeglądania blogów lalkowych i zaśliniania klawiatury na widok przepięknych ooak-ów.

Potem doszłam do wniosku, że wcale nie jestem za stara na lalki. I kupiłam sobie Robeccę Steam.

Te oczy... TE OCZY.

Nie jestem jakąś wielką fanką Monster High. Ot, ciekawa stylistyka, fajny miniserial. No ale jak miałam przejść obojętnie obok monsterki, która jest chędożonym androidem?! Tak, ostatnio pisałam o Lagoonie, bo ze wszystkich monsterek ona ma najładniejszą twarz, ale... NIE JEST ANDROIDEM.

Szał na MH zaczął się, gdy byłam już na studiach i bardzo dobrze się stało. Gdyby nastąpiło to wcześniej, najprawdopodobniej odrzuciłoby mnie od tych lalek na kilometr, bo byłam bardzo cięta na wszelkie przejawy zdzirowatości - a takie na pierwszy rzut oka są bohaterki Monster High. Że jest całkowicie odwrotnie, można się przekonać dopiero po zaznajomieniu się z serialem: mimo mocnego makijażu i krótkich mini, bohaterki są bardzo sympatyczne, a marka nie epatuje niewłaściwymi treściami. Jako przykład naprawdę złej i szkodliwej marki bez wahania podałabym Bratz - jeżu w borze, nie dość, że te lalki są po prostu obrzydliwe, to jeszcze jedynym celem istnienia bohaterek (w ramach researchu obejrzałam kolejny odcinek tego gówna) jest moda i chłopaki. Wspaniały przykład dla małych dziewczynek, naprawdę. Uczennice Monster High przynajmniej mają charaktery głębsze od kałuży i swoje pasje i zainteresowania, inne od chęci bycia supermodelką.

Wróćmy do Robecci. Poza całą steampunkową stylistyką, tym, co mi się w niej podoba najbardziej, to oczy. Kółka zębate... Gdybym zobaczyła gdzieś takie soczewki kontaktowe, brałabym bez wahania i nosiłabym codziennie. Druga sprawa: ojciec Robbeci teoretycznie jest człowiekiem, ale w filmie "Frights, camera, action!" pojawia się ujęcie na jego dłoń - całkowicie mechaniczną. A to oznacza... cyborga! Na dokładkę ma zajebiste imię: Hexiciah. Mrrr, kolejny dodatek do mojego fap folderu.*3*

Więcej! Pokażcie więcej!
Ponieważ Robecca trafiła do mnie, nie ma wyboru i musi zostać członkinią ruchu Wspaniałej Mechanicznej Ewolucji. Nie protestowała, ba, wydawała się być całkiem zadowolona.



Muahahaha!

Stado przyjęło ją bardzo ciepło, mimo jej zimnej, miedzianej powierzchowności.  




Obiecałam jej, że kiedyś doczeka się męża. Kandydat bardzo przypadł jej do gustu...


Niestety, mąż kosztuje w przeliczeniu około 800 złotych polskich, więc Robecca będzie musiała baaardzo długo poczekać.

250 dolców?! NOOOOOOOOOOOOOO!
Na szczęście w pobliżu była Fluttershy i przejażdżka na jej pluszowym grzbiecie poprawiła Robecce humor. Wiadomo, jak niebezpieczne bywają łzy dla androidów - korozja i te sprawy.

Łiii! Na koniec świata i jeszcze dalej!
 
Rany boskie, stało się. Szajba mi odbiła totalna. Oh well, przynajmniej bawię się bardzo dobrze. :3

czwartek, 15 maja 2014

11 odpowiedzi na 11 pytań

Czyli zabawa, w którą wkręciła mnie Moreni. ^^ Zabawa jest łańcuszkowa i powinnam wytypować 11 osób, które by odpowiedziały na pytania ode mnie, ale zamiast tego może niech po prostu odpowie każdy, kto tylko ma ochotę - w komentarzach, na swoim blogu, whatever. Moje pytania będą niżej, na razie podam odpowiedzi na pytania zadane przez Moreni.

1. Wchodzisz do księgarni i widzisz na półce ostatni egzemplarz książki, której pożądasz. Już podążasz z nim do kasy, kiedy w drzwiach stają wiedźmin Geralt, Lara Croft, Daenerys, Voldemort i Darth Vader. Wiesz, że wszyscy przyszli po książkę, którą właśnie trzymasz. Masz sekundy na podjęcie decyzji. Co robisz?
Kilka rzeczy. Raz: postanawiam, że książkę upoluję sobie na Allegro, bo i tak będzie o połowę tańsza. Dwa: rzucam książkę nowoprzybyłym na pożarcie i zaczynam kibicować Vaderowi (sorry, Daenerys, ale jak Geralt już wybije twoje smoki, to będziesz do niczego). Trzy: jak już Vader wygra, to zacznę go błagać o przyjęcie mnie na ucznia. ^^

2. Możesz posiąść jedną kompletnie bezużyteczną supermoc. Co by to było?
Możliwość spawnowania tabliczki czekolady w dowolnym smaku. :3 Choć z drugiej strony, aż tak bezużyteczne to by to nie było...

3. Którego z książkowych zwierzaków chciał/abyś mieć i dlaczego?
Jherega Loiosha z cyklu "Vlad Taltos". Ten smokopodobny jaszczur jest świetny, bystry i złośliwy. Fajnie byłoby pogadać z nim w myślach, np. idąc ulicą i komentując otoczenie.

4. Możesz zyskać jedną całkiem nową umiejętność, ale w zamian musisz poświęcić którąś ze starych. Jaką umiejętność byś wymienił/a i na co?
Wymieniłabym umiejętność jazdy na rowerze na umiejętność pływania. Tego pierwszego mogłabym się bez problemu nauczyć ponownie, a pływania i w ogóle wody głębszej niż do kolan się panicznie BOJĘ. A często śni mi się, że pływam i to takie przyjemne uczucie...

5. Podczas wycieczki w górach gubisz się w jaskini. Widzisz w korytarzu jakiś odległy blask i idziesz w jego stronę. Okazuje się, że to nieprzebrane skarby... Kiedy dotykasz złotych monet, spostrzegasz, że z irytacją przygląda Ci się właściciel skarbów - Smaug. Co robisz?
Śpiewam mu kołysankę, chyłkiem wycofując się z jaskini. :3

6. Wolał/abyś być elfem, krasnoludem, hobbitem czy orkiem?
Hobbitem to już jestem... tylko zamiłowania do fajek i piwa we mnie coś nie ma.


7. Możesz przenieść się do dowolnie wybranego fikcyjnego świata książki, filmu, czy gry. To będzie podróż w jedną stronę. Który świat wybierzesz i dlaczego?
Equestria! Pod warunkiem, że stanę się kucykiem. Bo tam trawa jest zieleńsza, o!

8. Jaką postać uważasz za słodką do obrzydliwości?
Draculaura z Monster High. Ale mimo to jakoś nie potrafię jej nie lubić. Jest zbyt... słodka. ^^

9. Jaka książka, która nigdy nie doczekała się kontynuacji powinna ją mieć?
Chyba żadna. Ostatnio stałam się wręcz wrogiem kontynuacji, bo jakoś tak zapanowała moda na to, by nie wydawać po prostu jednej książki, ale od razu całą SAGĘ. Najczęściej skutkuje to po prostu sztucznym przedłużaniem na siłę. Jestem raczej zwolennikiem tezy, że dobra historia powinna dać się opowiedzieć w jednym tomie.

10. A jaka ją ma i zdecydowanie nie powinna?
"Eragon". Matko, w życiu nie widziałam tak bezsensownego wodolejstwa.

11. Którą z nienakręconych ekranizacji książek chciał/abyś zobaczyć?
"Jeźdźców smoków z Pern", choć niekoniecznie wydarzenia z pierwszego tomu, bo główna bohaterka jest potwornie wkurzająca (jak większość żeńskich bohaterek u McCaffrey). Bardzo by mnie ucieszyła ekranizacja "Białego smoka". 

Teraz trudna część: muszę wymyślić jakieś swoje pytania. Hmmm...

1. Gdybyś miał ułożyć soundtrack do swojego życia, jaka piosenka byłaby na pierwszym miejscu?
2. Możesz zyskać jedną supermoc, ale tylko jeśli coś poświęcisz: głos, wzrok, którąś z kończyn itp. Co wybierasz?
3. Ceną za przejście do świata twoich marzeń jest zmiana płci. Zgadzasz się?
4. Twoje trzy ostatnie zapamiętane sny właśnie się stały prawdą. Nawet te najgłupsze. W jak bardzo czarnej rzyci jesteś?
5. Gdybyś mógł zmienić sobie imię, to na jakie?
6. Jaki tytuł miałaby książka o tobie?
7. Stajesz się główną postacią z ostatnio oglądanego przez ciebie filmu. Kim jesteś?
8. Jak wyżej, ale z ostatnio czytanej książki.
9. BUM! Apokalipsa zombie! Jaką broń wybierasz?
10. Dostajesz list z Hogwartu. Jak reagujesz?
11. Dżin z butelki po Tymbarku mówi, że spełni twoje jedno życzenie (wyjątek: nie można prosić o więcej życzeń). Jakie ono będzie?

Uff, z trudem wymęczyłam jedenaście.

Tak offtopicznie na zakończenie: wymyśliłam sobie OC do Monster High i cierpię, bo nie umiem jej narysować. W każdym razie, nazywa się Jackie Lope i jest córką jackalope'a. Ubolewam, że nie ma dla tej cudnej istotki jakiejś ładnej nazwy w języku polskim, choć niemiecki rasselbock i austriacki raurackl brzmią bardzo fajnie. Zawsze zostaje jeszcze arabski al-mi'raj, ale to już mało swojskie.

niedziela, 11 maja 2014

Friendship is awesome again!

Po tragicznym sezonie III kucyków miałam sporo obaw odnośnie ciągu dalszego, a przybywało ich coraz więcej wraz z kolejnymi spoilerami odnajdywanymi w sieci. Rainbow power, królestwo Twilight, nieprawdziwy na szczęście screen z Twilight przemienioną w celestiopodobną księżniczkę... Okazało się jednak, że twórcy wzięli sobie do serc biadolenie bronies i wyraźnie było widać, że to dorośli fani kucyków byli tym razem głównym targetem. Tylu odniesień do fandomu to chyba nigdy nie widziałam. Co zaś się tyczy poszczególnych odcinków, z grubsza były dobre, ale upadki też się zdarzały. Tradycyjnie zatem przejdę do omówienia każdego po kolei. Yay!

Nie, nadal nie lubię Twilight.
Odc. 1&2: Princess Twilight Sparkle
Pierwszy odcinek nie nastroił mnie optymistycznie do sezonu. Twilight oczywiście była irytująca swoją - takie mam odczucie - fałszywą skromnością, tym, jak wszyscy jej się kłaniają, z jej najbliższymi przyjaciółkami na czele et cetera. Sam konflikt, który pojawił się w odcinku wydał mi się wymyślony totalnie na siłę, zwłaszcza na koniec, gdy wyjaśnia się jego źródło. Discord? Serio? I jeszcze ta idiotyczna scena, w której pozostałe Elementy Harmonii mówią Twilight, by została w Ponyville, by mogła sobie przez pięć sekund być emo, a one pójdą ratować świat same. Dwa plusy: retrospekcja wygnania Nightmare Moon oraz Discord. Winter wrap up, winter wrap up... :D

Odc. 3: Castle Mane-ia
Był to odcinek przewidywalny do bólu, ale mimo to strasznie mi się podobał. Pierwsza od czasów początku serialu wizyta w zamku dwóch sióstr sama w sobie była fajnym pomysłem, a jak dodać do tego straaaszne pułapki i tego typu bajery w stylu Scooby Doo, efekty były bardzo niczego sobie. Angel był po prostu bezbłędny. :3

Odc. 4: Daring Don't
Większość moich mieszanych uczuć do tego odcinka jest skutkiem znajomości komiksów MLP, a tam autorką przygód Daring Do była mama Twilight (nie zostało to powiedziane wprost, ale nie trzeba być Sherlockiem, by potrafić to wydedukować). Tymczasem w serialu autorką Daring Do jest... Daring Do. Jak dodać do tego notkę odautorską, że tym odcinkiem chcieli oddać hołd J.K. Rowling, wychodzi z tego totalny mindfuck (HARRY POTTER JEST JOANNĄ K. ROWLING, WUT). Na dokładkę wszyscy wrogowie Daring Do, z Ahuizotlem na czele, również istnieją naprawdę. Kurde, Do jest niezłym narcyzem i marysujką, skoro opisuje swoje czyny jako szalenie bohaterskie i epickie. Poza tym wszystkim... odcinek jest ok. Ale aż dwa Wilhelmy?

Odc. 5: Flight to the finish
Cutie Mark Crusaders, yay! Zwykle bardzo lubię odcinki o nich i ten nie jest wyjątkiem. Znów mają świetną piosenkę: "Hearts strong as horses", uwielbiam ją sobie nucić. W końcu odniesiono się do faktu, że Scootaloo wydaje się być jedynym kucykiem w tym wieku, który wciąż nie potrafi latać (poza młodą Fluttershy, choć jej problem był chyba innej natury). To odcinek dla wszystkich, którzy za bardzo się przejmują opinią innych. Czyli w sumie dla mnie... Khem. Next.

Odc. 6: Power Ponies
To było raczej... dziwne. Ale nie złe. Przynajmniej nie bardzo. Nie zmienia to jednak faktu, że chyba głównym celem istnienia tego odcinka było pokazanie Mane6 w strojach superbohaterek. Komiks, który wsysa w siebie czytelników...? To chyba ciut niebezpieczne. Nie chciałabym, by komiksy "The walking dead" miały w sobie coś takiego. Chociaż... :3 Anyway, to chyba jedyny odcinek o Spike'u, w którym ten pokurcz mnie nie irytował.

Odc. 7: Bats!
Z początku wydawało mi się, że ten odcinek nie będzie niczym specjalnym... Aż tu nagle Fluttershy zmieniła się w wampira. To było tak niespodziewane, że aż genialne. :D Nie wspominając o tym, jak ślicznie wyglądała z nietoperzymi skrzydłami i uszami. Nie rozumiem, czemu niektórzy uważają pojawiającą się tu piosenkę za najlepszą; według mnie więcej w niej gadania niż śpiewu, melodia jest raczej kiepska.

Odc. 8: Rarity takes Manehattan
Kolejna kiepska piosenka, chyba najgorsza w tym sezonie. Choć w prawdziwym życiu nie znoszę tego światka mody, to w wydaniu Rarity jest to bardzo przyjemne do oglądania. Może to działa na zasadzie programów typu reality show, ogląda się dla mściwej satysfakcji, że samemu się takim nie jest, muehehe. W każdym razie, to pierwszy odcinek, w którym jedna z Mane6 zyskała swój klucz do tajemniczej skrzynki z pierwszych odcinków, choć wciąż o tym nie wie. To chyba jedyny, w którym wypadło to w miarę naturalnie.

Odc. 9: Pinkie Apple Pie
Jakie to było urocze! :D Kwestia pokrewieństwa Pinkie i Applejack się nie wyjaśniła na 100%, ale to nieważne, najlepsze było wszystko, co kręciło się wokół rodzinnej wyprawy. Wszyscy się kochają, ale nie zmienia to faktu, że będą się na siebie wydzierać. Od razu przypominają się wyjazdy na wakacje w dzieciństwie. Coś pięknego. <3 Bonus: crazy cat lady!

Odc. 10: Rainbow Falls
Drugi z "kluczowych" odcinków, tym razem dylemat przeżywa Rainbow Dash. Wszystko fajnie, ale mam wrażenie, że twórcy trochę za bardzo starali się ukazać drużynę Ponyville jako tych gorszych. Naprawdę w całym, kilkutysięcznym Ponyville nie było kandydatów lepszych do SZTAFETY, jak Fluttershy, Bulk Biceps i Derpy Hooves? Naprawdę Rarity mogłaby zaprojektować coś tak idiotycznie kiczowatego na zawody sportowe? Rany, to było naprawdę głupie i irytujące.

Odc. 11: Three's a crowd
DISCORD!!! Khem, przepraszam. Cadence przybywa z nieoficjalną wizytą do Twilight (musieli wpakować z nią do pociągu Flasha Sentry, no po prostu musieli), a Discordowi się nudzi i psuje im plany. Odrobinę rozczarowująco wypadł ten odcinek, ale miszcz chaosu wciąż był w swoim żywiole. I miał świetną piosenkę. Discord miał piosenkę! *fangasm*

Odc. 12: Pinkie Pride
Następny "kluczowy". Przez sporą część fandomu okrzyknięty najlepszym ever - nie wiem, na ile wpływ na to miała obecność Weird Ala Yankovica, ale trzeba przyznać, że odcinek był bardzo dobry. Nie jestem jednak fanką musicali, a ten odcinek był bardzo musicalowy, więc mój zachwyt jest ograniczony.

Odc. 13: Simple ways
Kolejny odcinek o Rarity - oj, twórcy bardzo chcą zrekompensować brak takowego w poprzednim sezonie. I wychodzi im dobrze. Tym razem Rarity rywalizuje z Applejack o względy pewnego ogiera, o które ta druga wcale się nie prosi. Desperacja jednorogiej osiąga apogeum i próbuje się upodobnić do Applejack, by zwrócić na siebie uwagę Trenderhoofa. Sporo ludzi narzeka na design Trenderhoofa, ale mnie się on bardzo podoba; ba, wydaje mi się całkiem przystojny (jak na rysunkowego kucyka, ofc).

Odc. 14: Filli Vanilli
Jak uwielbiam Fluttershy, tak muszę przyznać, że odcinki skupiające się na tym, że czegoś się ona boi, robią się powoli nudne. Z tego powodu tym razem najbardziej podobała mi się Pinkie Pie i jej szczere teksty. Miłe jest jednak to, że na końcu Fluttershy nie pozbywa się całkowicie swojego lęku. No bo kurde, to nie jest takie proste, że jak powiesz człowiekowi z fobią: ej, weź się ogarnij, to on się weźmie i ogarnie.

Odc. 15: Twilight Time
W tym odcinku zauważyłam, dlaczego Twilight wydaje mi się taka irytująca w IV sezonie. Nie z samego powodu jej księżniczkowatości, ale tego, że przez calutki sezon nie robi absolutnie nic poza wygłaszaniem ekspozycji. Rany, zrobiła się z niej totalna nudziara. Dlatego nawet spodobał mi się odcinek, w którym CMC postanowiły zagarnąć trochę jej sławy dla siebie, choć miał swoje irytujące strony (nawet sporo, biorąc pod uwagę fakt, że Twilight była główną bohaterką).

Odc. 16: It ain't easy being breezies
Oj, tu miałam sporo obaw. Breezies to naleciałość z powszechnie nienawidzonej G3, więc nie spodziewałam się niczego dobrego. Okazało się, że było źle, ale nie aż tak źle. Pod względem sensu i logiki wokół breezies: wszystko z grubsza ssie. Pochodzą z Equestrii czy innego wymiaru? Co z tą bryzą, której niby potrzebują? Czemu zbierają kwiatki w Equestrii, skoro u siebie mają ich pod dostatkiem? I tak dalej, i tym podobne. Wyglądać wyglądają... ciekawie, ale na pewno nie nazwałabym ich słodkimi. Są niemal tak słodkie, jak te wielkookie, piskliwe dziadostwa z Winx. Robią jednak nie za jakiś osobny gatunek, a za kucykowy odpowiednik elfów - to mi się bardzo spodobało.

Odc. 17: Somepony to watch over me
Niby już wcześniej dostawaliśmy sygnały, że AJ może być nieco nadopiekuńcza wobec Applebloom (vide odcinek z Zecorą), ale mam wrażenie, że tutaj zostało to doprowadzone do granic absurdu. Nieco irytującego absurdu. Ale wszystko zrekompensowała chimera: ta kreatura była świetna. Strasznie podoba mi się też ta wioska kucyków na bagnach.

Odc. 18: Maud Pie
Powiem krótko: Maud jest genialna. :D Kiedy usłyszałam o odcinku, w którym wystąpi jedna z sióstr Pinkie Pie, miałam nadzieję, że będzie to jedna z tych, które już znamy z "The cutie mark chronicles" (nawet wysnułam teorię spiskową, jakoby miała to być Octavia, bo kolory miała identyczne). Z początku trochę się rozczarowałam, że tak nie jest, ale na końcu zrozumiałam, czemu dodali nową siostrę zamiast wykorzystać te, które już istnieją. Maud jest... specyficzna. W najpiękniejszy możliwy sposób. Mój nowy ulubiony kucyk. :)

Odc. 19: For whom the Sweetie Belle toils
Chyba jeden z moich ulubionych tego sezonu. Tym razem Sweetie Belle zostaje odwiedzona we śnie przez Lunę, a ta pomaga jej zrozumieć motywy, którymi kierowała się Rarity. Trochę powtórka z rozrywki, bo znowu konflikt na linii Rarity-Sweetie Belle, na dokładkę Rarity zdawała się dziwnie olewać całą sprawę, ale wciąż oglądało się przyjemnie.

Odc. 20: Leap of faith
Odcinek "kluczowy", w którym otrzymanie klucza wydało mi się najbardziej naciągane, choć sam przedstawiony problem był bardzo życiowy. Wielki powrót braci Flim i Flam, tym razem oferującym niczego nieświadomym kucykom cudowny tonik rzekomo leczący z wszelkich dolegliwości. Applejack zdaje sobie sprawę, że tonik nie jest tak cudowny, jak się wydaje, ale myśli, że póki Granny Smith czuje się po nim lepiej, nie ma sensu bojkotować przedsięwzięcia i psuć wszystkim skutki efektu placebo. Swój klucz otrzymuje od nawróconego kuca, który pomagał braciom w oszustwie: jest to połowa zysków z tego, co sprzedał, ale mowa AJ tak go zainspirowała, bla bla... Okropnie dziwnie to wyszło.

Odc. 21: Testing testing 1, 2, 3
Kolejny bardzo fajny odcinek. Rainbow Dash ma wkrótce przystąpić do bardzo ważnego egzaminu z historii Wonderboltów, ale ma ogromne problemy z przyswojeniem sobie jakiejkolwiek wiedzy. Całkiem toto ciekawe, pokazuje, że nie każdy uczy się tak samo... tylko okropnie mi zgrzyta, że po tak małej ilości pracy włożonej w naukę, RD zalicza na 100%. Sorry, takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. Mogła przecież zaliczyć na odrobinę mniej, świat by się od tego nie zawalił, a dzieci oglądające serial nie byłyby przekonane, że nie robiąc nic, mogą liczyć na najwyższy wynik.

Odc. 22: Trade ya!
O matko, jakie to było przeraźliwie NUDNE. Tu się kompletnie nic nie działo. Nie było żadnego celu. Konflikt pojawił się na samym końcu i został rozwiązany błyskawicznie. Jedyne, co mi się podobało, to ten kucyk na wózku.

Odc. 23: Inspiration Manifestation
Znowu Rarity. To ok. Znowu Spike. NIE ok. Nie lubię Spike'a i irytuje mnie doskonała większość odcinków o nim. Jego szczęście, że problem był znów całkiem życiowy: niechęć do powiedzenia prawdy przyjacielowi, by nie zostać źle odebranym.

Odc. 24: Equestria Games
Największe rozczarowanie sezonu. Po dwóch sezonach build-upu wielkich igrzysk dostajemy... odcinek o Spike'u. Grrr! Dwa pod rząd? Na dokładkę podobny problem pojawił się już w "Filli Vanilli", tylko morał został sformułowany inaczej. Serio, miałam nadzieję na jakieś fajne zmagania drużyny Ponyville, tymczasem igrzysk było tam tyle, co kot napłakał. LAAAME!

Odc. 25&26: Twilight's Kingdom
To. Było. EPICKIE.
Jasne, Twilight była wkurzająca: no bo och, jestem księżniczką i jedyne co robię, to się uśmiecham i macham do tłumu, och, jakie to straszne, buhuhu. Otrzymanie przez nią ostatniego klucza było strasznie sztuczne. Rainbow power wygląda jeszcze idiotyczniej niż w teaserach. Ale wszystko poza tym... CZYSTY FANGASM. Discord był cudowny (choć motyw jego zdrady też był trochę naciągany), on i Fluttershy byli przesłodcy, a jak na końcu wręczył Celestii bukiecik kwiatów... <3 Tirek - miałam co do niego sporo obaw, bo w G1 był świetny, a tu zrobili z niego Mojo Jojo, ale koniec końców też okazał się świetny (i o Scorpenie też wspominają! <3), w końcu czarny charakter, który stanowi naprawdę realne zagrożenie, i na dokładkę nie wziął się z dupy, tylko z Tartaru kilkanaście odcinków wstecz. Ta wielka rozpierducha na końcu, jak Twilight i Tirek zrównali z ziemią pół Equestrii... JA CHCĘ JESZCZE RAZ.



A V sezon został zapowiedziany dopiero na 2015... Cóż, w międzyczasie ma wyjść jeszcze niesławne Equestria Girls: Rainbow Rocks. Będzie się z czego pośmiać. Tymczasem: smut. :c

wtorek, 6 maja 2014

Co mają ze sobą wspólnego zombie i rogaliki i jak to wpłynęło na moje życie

Jak by opisać to, jak się w tej chwili czuję, hmm...


No, jakoś tak. Bajdełej: mam strasznie wielką ochotę sprawić sobie lalkę Lagoony. Ale nie mam za co, więc problem rozwiązuje się sam. Jakie to wygodne.

Chłodnawo-deszczową majówkę spędziłam bardzo nieproduktywnie, ale całkiem szczęśliwie: u lubego, oglądając South Park i grając na zmianę w KotORa (GŁUPIE DŻEDAJE, WRRR, NIENAWIDZĘ ICH) i 7 days to die. I pykając sobie beztrosko w wyżej wymienione 7 days to die - czy też Rogalika, jak wolę tę grę tytułować - uświadomiłam sobie coś całkiem istotnego. Otóż jest to gra, którą najkrócej można opisać jako Minecrafta z hordami zombie: jesteś ocalałym po apokalipsie człowieczkiem, świat opanowały zombie, które są szczególnie niebezpieczne w nocy (bo biegają; w sumie ciekawe dlaczego), a twoim głównym celem jest przetrwać. Wędrujesz po sporej mapce, zbierasz wszystko, co da się zebrać, możesz wykopać sobie szyb, zbudować fort - co tylko chcesz, byle byś miał na uwadze, że zombie mogą cię wywęszyć i dobrać się do ciebie mimo usilnych starań, by im się to nie udało. Rany boskie, jak ja się uzależniłam od tej gry. Gdyby chodziła na moim sprzęcie, marnowałabym przy niej większość doby. I kiedy stawiałam właśnie żelazny płot obłożony drutem kolczastym wokół mojej drewnianej chatki nad jeziorem, nagle dotarło do mnie, co tak bardzo mnie do Rogalika ciągnie i jednocześnie jakie mam podejście do życia.

Otóż, z czego sprawę zdałam sobie już dość dawno temu, kompletnie nie umiem niczego planować, a im bardziej jest to długoterminowe, tym gorzej. Z tego powodu mam 23 lata, jedne studia rzucone, drugie przerwane, totalny brak ochoty na kontynuowanie ich i zerowy pomysł na swoją przyszłość. Dlatego tak strasznie podoba mi się Rogalik: tam NICZEGO nie można sobie zaplanować. Wszystkie plany mogą zostać bardzo łatwo zrujnowane przez nieprzewidziane czynniki, wszystko dzieje się na bieżąco, wszystkie decyzje podejmowane są spontanicznie. Zombie zaraziły mnie chorobą - muszę iść w świat i znaleźć antybiotyki. Kończy mi się jedzenie - muszę iść na polowanie. Niespodziewana horda zniszczyła moją kryjówkę - muszę ją odbudować i zabezpieczyć przed następnym razem. Teraz. Natychmiast. Bez chwili zwłoki, bez wahania, bez zastanawiania się nad sensem, trudnościami i ile płacą.

Takie właśnie życie chciałabym wieść. Nawet jeśli musiałyby w nim być zombie, przyjęłabym taką ofertę bez wahania.


Śniło mi się dzisiaj, że zmieniłam szablon bloga na bardziej minimalistyczny. Przed chwilą w podobnej sprawie napisała do mnie znajoma (pozdrawiam ;3). TO BYŁ ZNAK. Oczekujcie rewolucji.

Nie no, serio. Chcę Lagoonę. Napstrykałabym jej pełno zdjęć z Puchaczem i kucykami.