niedziela, 11 maja 2014

Friendship is awesome again!

Po tragicznym sezonie III kucyków miałam sporo obaw odnośnie ciągu dalszego, a przybywało ich coraz więcej wraz z kolejnymi spoilerami odnajdywanymi w sieci. Rainbow power, królestwo Twilight, nieprawdziwy na szczęście screen z Twilight przemienioną w celestiopodobną księżniczkę... Okazało się jednak, że twórcy wzięli sobie do serc biadolenie bronies i wyraźnie było widać, że to dorośli fani kucyków byli tym razem głównym targetem. Tylu odniesień do fandomu to chyba nigdy nie widziałam. Co zaś się tyczy poszczególnych odcinków, z grubsza były dobre, ale upadki też się zdarzały. Tradycyjnie zatem przejdę do omówienia każdego po kolei. Yay!

Nie, nadal nie lubię Twilight.
Odc. 1&2: Princess Twilight Sparkle
Pierwszy odcinek nie nastroił mnie optymistycznie do sezonu. Twilight oczywiście była irytująca swoją - takie mam odczucie - fałszywą skromnością, tym, jak wszyscy jej się kłaniają, z jej najbliższymi przyjaciółkami na czele et cetera. Sam konflikt, który pojawił się w odcinku wydał mi się wymyślony totalnie na siłę, zwłaszcza na koniec, gdy wyjaśnia się jego źródło. Discord? Serio? I jeszcze ta idiotyczna scena, w której pozostałe Elementy Harmonii mówią Twilight, by została w Ponyville, by mogła sobie przez pięć sekund być emo, a one pójdą ratować świat same. Dwa plusy: retrospekcja wygnania Nightmare Moon oraz Discord. Winter wrap up, winter wrap up... :D

Odc. 3: Castle Mane-ia
Był to odcinek przewidywalny do bólu, ale mimo to strasznie mi się podobał. Pierwsza od czasów początku serialu wizyta w zamku dwóch sióstr sama w sobie była fajnym pomysłem, a jak dodać do tego straaaszne pułapki i tego typu bajery w stylu Scooby Doo, efekty były bardzo niczego sobie. Angel był po prostu bezbłędny. :3

Odc. 4: Daring Don't
Większość moich mieszanych uczuć do tego odcinka jest skutkiem znajomości komiksów MLP, a tam autorką przygód Daring Do była mama Twilight (nie zostało to powiedziane wprost, ale nie trzeba być Sherlockiem, by potrafić to wydedukować). Tymczasem w serialu autorką Daring Do jest... Daring Do. Jak dodać do tego notkę odautorską, że tym odcinkiem chcieli oddać hołd J.K. Rowling, wychodzi z tego totalny mindfuck (HARRY POTTER JEST JOANNĄ K. ROWLING, WUT). Na dokładkę wszyscy wrogowie Daring Do, z Ahuizotlem na czele, również istnieją naprawdę. Kurde, Do jest niezłym narcyzem i marysujką, skoro opisuje swoje czyny jako szalenie bohaterskie i epickie. Poza tym wszystkim... odcinek jest ok. Ale aż dwa Wilhelmy?

Odc. 5: Flight to the finish
Cutie Mark Crusaders, yay! Zwykle bardzo lubię odcinki o nich i ten nie jest wyjątkiem. Znów mają świetną piosenkę: "Hearts strong as horses", uwielbiam ją sobie nucić. W końcu odniesiono się do faktu, że Scootaloo wydaje się być jedynym kucykiem w tym wieku, który wciąż nie potrafi latać (poza młodą Fluttershy, choć jej problem był chyba innej natury). To odcinek dla wszystkich, którzy za bardzo się przejmują opinią innych. Czyli w sumie dla mnie... Khem. Next.

Odc. 6: Power Ponies
To było raczej... dziwne. Ale nie złe. Przynajmniej nie bardzo. Nie zmienia to jednak faktu, że chyba głównym celem istnienia tego odcinka było pokazanie Mane6 w strojach superbohaterek. Komiks, który wsysa w siebie czytelników...? To chyba ciut niebezpieczne. Nie chciałabym, by komiksy "The walking dead" miały w sobie coś takiego. Chociaż... :3 Anyway, to chyba jedyny odcinek o Spike'u, w którym ten pokurcz mnie nie irytował.

Odc. 7: Bats!
Z początku wydawało mi się, że ten odcinek nie będzie niczym specjalnym... Aż tu nagle Fluttershy zmieniła się w wampira. To było tak niespodziewane, że aż genialne. :D Nie wspominając o tym, jak ślicznie wyglądała z nietoperzymi skrzydłami i uszami. Nie rozumiem, czemu niektórzy uważają pojawiającą się tu piosenkę za najlepszą; według mnie więcej w niej gadania niż śpiewu, melodia jest raczej kiepska.

Odc. 8: Rarity takes Manehattan
Kolejna kiepska piosenka, chyba najgorsza w tym sezonie. Choć w prawdziwym życiu nie znoszę tego światka mody, to w wydaniu Rarity jest to bardzo przyjemne do oglądania. Może to działa na zasadzie programów typu reality show, ogląda się dla mściwej satysfakcji, że samemu się takim nie jest, muehehe. W każdym razie, to pierwszy odcinek, w którym jedna z Mane6 zyskała swój klucz do tajemniczej skrzynki z pierwszych odcinków, choć wciąż o tym nie wie. To chyba jedyny, w którym wypadło to w miarę naturalnie.

Odc. 9: Pinkie Apple Pie
Jakie to było urocze! :D Kwestia pokrewieństwa Pinkie i Applejack się nie wyjaśniła na 100%, ale to nieważne, najlepsze było wszystko, co kręciło się wokół rodzinnej wyprawy. Wszyscy się kochają, ale nie zmienia to faktu, że będą się na siebie wydzierać. Od razu przypominają się wyjazdy na wakacje w dzieciństwie. Coś pięknego. <3 Bonus: crazy cat lady!

Odc. 10: Rainbow Falls
Drugi z "kluczowych" odcinków, tym razem dylemat przeżywa Rainbow Dash. Wszystko fajnie, ale mam wrażenie, że twórcy trochę za bardzo starali się ukazać drużynę Ponyville jako tych gorszych. Naprawdę w całym, kilkutysięcznym Ponyville nie było kandydatów lepszych do SZTAFETY, jak Fluttershy, Bulk Biceps i Derpy Hooves? Naprawdę Rarity mogłaby zaprojektować coś tak idiotycznie kiczowatego na zawody sportowe? Rany, to było naprawdę głupie i irytujące.

Odc. 11: Three's a crowd
DISCORD!!! Khem, przepraszam. Cadence przybywa z nieoficjalną wizytą do Twilight (musieli wpakować z nią do pociągu Flasha Sentry, no po prostu musieli), a Discordowi się nudzi i psuje im plany. Odrobinę rozczarowująco wypadł ten odcinek, ale miszcz chaosu wciąż był w swoim żywiole. I miał świetną piosenkę. Discord miał piosenkę! *fangasm*

Odc. 12: Pinkie Pride
Następny "kluczowy". Przez sporą część fandomu okrzyknięty najlepszym ever - nie wiem, na ile wpływ na to miała obecność Weird Ala Yankovica, ale trzeba przyznać, że odcinek był bardzo dobry. Nie jestem jednak fanką musicali, a ten odcinek był bardzo musicalowy, więc mój zachwyt jest ograniczony.

Odc. 13: Simple ways
Kolejny odcinek o Rarity - oj, twórcy bardzo chcą zrekompensować brak takowego w poprzednim sezonie. I wychodzi im dobrze. Tym razem Rarity rywalizuje z Applejack o względy pewnego ogiera, o które ta druga wcale się nie prosi. Desperacja jednorogiej osiąga apogeum i próbuje się upodobnić do Applejack, by zwrócić na siebie uwagę Trenderhoofa. Sporo ludzi narzeka na design Trenderhoofa, ale mnie się on bardzo podoba; ba, wydaje mi się całkiem przystojny (jak na rysunkowego kucyka, ofc).

Odc. 14: Filli Vanilli
Jak uwielbiam Fluttershy, tak muszę przyznać, że odcinki skupiające się na tym, że czegoś się ona boi, robią się powoli nudne. Z tego powodu tym razem najbardziej podobała mi się Pinkie Pie i jej szczere teksty. Miłe jest jednak to, że na końcu Fluttershy nie pozbywa się całkowicie swojego lęku. No bo kurde, to nie jest takie proste, że jak powiesz człowiekowi z fobią: ej, weź się ogarnij, to on się weźmie i ogarnie.

Odc. 15: Twilight Time
W tym odcinku zauważyłam, dlaczego Twilight wydaje mi się taka irytująca w IV sezonie. Nie z samego powodu jej księżniczkowatości, ale tego, że przez calutki sezon nie robi absolutnie nic poza wygłaszaniem ekspozycji. Rany, zrobiła się z niej totalna nudziara. Dlatego nawet spodobał mi się odcinek, w którym CMC postanowiły zagarnąć trochę jej sławy dla siebie, choć miał swoje irytujące strony (nawet sporo, biorąc pod uwagę fakt, że Twilight była główną bohaterką).

Odc. 16: It ain't easy being breezies
Oj, tu miałam sporo obaw. Breezies to naleciałość z powszechnie nienawidzonej G3, więc nie spodziewałam się niczego dobrego. Okazało się, że było źle, ale nie aż tak źle. Pod względem sensu i logiki wokół breezies: wszystko z grubsza ssie. Pochodzą z Equestrii czy innego wymiaru? Co z tą bryzą, której niby potrzebują? Czemu zbierają kwiatki w Equestrii, skoro u siebie mają ich pod dostatkiem? I tak dalej, i tym podobne. Wyglądać wyglądają... ciekawie, ale na pewno nie nazwałabym ich słodkimi. Są niemal tak słodkie, jak te wielkookie, piskliwe dziadostwa z Winx. Robią jednak nie za jakiś osobny gatunek, a za kucykowy odpowiednik elfów - to mi się bardzo spodobało.

Odc. 17: Somepony to watch over me
Niby już wcześniej dostawaliśmy sygnały, że AJ może być nieco nadopiekuńcza wobec Applebloom (vide odcinek z Zecorą), ale mam wrażenie, że tutaj zostało to doprowadzone do granic absurdu. Nieco irytującego absurdu. Ale wszystko zrekompensowała chimera: ta kreatura była świetna. Strasznie podoba mi się też ta wioska kucyków na bagnach.

Odc. 18: Maud Pie
Powiem krótko: Maud jest genialna. :D Kiedy usłyszałam o odcinku, w którym wystąpi jedna z sióstr Pinkie Pie, miałam nadzieję, że będzie to jedna z tych, które już znamy z "The cutie mark chronicles" (nawet wysnułam teorię spiskową, jakoby miała to być Octavia, bo kolory miała identyczne). Z początku trochę się rozczarowałam, że tak nie jest, ale na końcu zrozumiałam, czemu dodali nową siostrę zamiast wykorzystać te, które już istnieją. Maud jest... specyficzna. W najpiękniejszy możliwy sposób. Mój nowy ulubiony kucyk. :)

Odc. 19: For whom the Sweetie Belle toils
Chyba jeden z moich ulubionych tego sezonu. Tym razem Sweetie Belle zostaje odwiedzona we śnie przez Lunę, a ta pomaga jej zrozumieć motywy, którymi kierowała się Rarity. Trochę powtórka z rozrywki, bo znowu konflikt na linii Rarity-Sweetie Belle, na dokładkę Rarity zdawała się dziwnie olewać całą sprawę, ale wciąż oglądało się przyjemnie.

Odc. 20: Leap of faith
Odcinek "kluczowy", w którym otrzymanie klucza wydało mi się najbardziej naciągane, choć sam przedstawiony problem był bardzo życiowy. Wielki powrót braci Flim i Flam, tym razem oferującym niczego nieświadomym kucykom cudowny tonik rzekomo leczący z wszelkich dolegliwości. Applejack zdaje sobie sprawę, że tonik nie jest tak cudowny, jak się wydaje, ale myśli, że póki Granny Smith czuje się po nim lepiej, nie ma sensu bojkotować przedsięwzięcia i psuć wszystkim skutki efektu placebo. Swój klucz otrzymuje od nawróconego kuca, który pomagał braciom w oszustwie: jest to połowa zysków z tego, co sprzedał, ale mowa AJ tak go zainspirowała, bla bla... Okropnie dziwnie to wyszło.

Odc. 21: Testing testing 1, 2, 3
Kolejny bardzo fajny odcinek. Rainbow Dash ma wkrótce przystąpić do bardzo ważnego egzaminu z historii Wonderboltów, ale ma ogromne problemy z przyswojeniem sobie jakiejkolwiek wiedzy. Całkiem toto ciekawe, pokazuje, że nie każdy uczy się tak samo... tylko okropnie mi zgrzyta, że po tak małej ilości pracy włożonej w naukę, RD zalicza na 100%. Sorry, takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. Mogła przecież zaliczyć na odrobinę mniej, świat by się od tego nie zawalił, a dzieci oglądające serial nie byłyby przekonane, że nie robiąc nic, mogą liczyć na najwyższy wynik.

Odc. 22: Trade ya!
O matko, jakie to było przeraźliwie NUDNE. Tu się kompletnie nic nie działo. Nie było żadnego celu. Konflikt pojawił się na samym końcu i został rozwiązany błyskawicznie. Jedyne, co mi się podobało, to ten kucyk na wózku.

Odc. 23: Inspiration Manifestation
Znowu Rarity. To ok. Znowu Spike. NIE ok. Nie lubię Spike'a i irytuje mnie doskonała większość odcinków o nim. Jego szczęście, że problem był znów całkiem życiowy: niechęć do powiedzenia prawdy przyjacielowi, by nie zostać źle odebranym.

Odc. 24: Equestria Games
Największe rozczarowanie sezonu. Po dwóch sezonach build-upu wielkich igrzysk dostajemy... odcinek o Spike'u. Grrr! Dwa pod rząd? Na dokładkę podobny problem pojawił się już w "Filli Vanilli", tylko morał został sformułowany inaczej. Serio, miałam nadzieję na jakieś fajne zmagania drużyny Ponyville, tymczasem igrzysk było tam tyle, co kot napłakał. LAAAME!

Odc. 25&26: Twilight's Kingdom
To. Było. EPICKIE.
Jasne, Twilight była wkurzająca: no bo och, jestem księżniczką i jedyne co robię, to się uśmiecham i macham do tłumu, och, jakie to straszne, buhuhu. Otrzymanie przez nią ostatniego klucza było strasznie sztuczne. Rainbow power wygląda jeszcze idiotyczniej niż w teaserach. Ale wszystko poza tym... CZYSTY FANGASM. Discord był cudowny (choć motyw jego zdrady też był trochę naciągany), on i Fluttershy byli przesłodcy, a jak na końcu wręczył Celestii bukiecik kwiatów... <3 Tirek - miałam co do niego sporo obaw, bo w G1 był świetny, a tu zrobili z niego Mojo Jojo, ale koniec końców też okazał się świetny (i o Scorpenie też wspominają! <3), w końcu czarny charakter, który stanowi naprawdę realne zagrożenie, i na dokładkę nie wziął się z dupy, tylko z Tartaru kilkanaście odcinków wstecz. Ta wielka rozpierducha na końcu, jak Twilight i Tirek zrównali z ziemią pół Equestrii... JA CHCĘ JESZCZE RAZ.



A V sezon został zapowiedziany dopiero na 2015... Cóż, w międzyczasie ma wyjść jeszcze niesławne Equestria Girls: Rainbow Rocks. Będzie się z czego pośmiać. Tymczasem: smut. :c

5 komentarzy:

  1. *paczy na koniec notki i leci na YT*

    OdpowiedzUsuń
  2. 2015? Wut? W ogóle gdybym była małą dziewczynką, to ta walka też by mnie przyprawiła o dziką radochę. Czemu dopiero teraz zdecydowali się na takie coś?
    A RR pewnie będzie okropne jak jedynka. Jeśli coś ma "Rock" w nazwie, a normalnie zawiera słodkie, kucykowe piosenki, to próba uczynienia tego czymś, em, ostrzejszym, będzie więcej niż nieudana.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dubstep. Dubstep jest tak bardzo rockowy. :P

      Usuń
  3. winky, uwielbiam twojego bloga, opowiadania i posty wszelakie, ale przez te kucykowe po prostu nie potrafię przebrnąć bez krzywienia się. tutaj fanka #1 twilight. i spike'a.
    ale pomijając sporne kwestie lubienia i nie lubienia kucyków, to zgadzam się z większością, zwłaszcza z epickością finału *q*. nie mogę się już tylko doczekać dwuczęściowego rozpoczęcia sezonu 5. i chociaż szanse, że to przebiją są dosyć marne, to nadzieja zawsze pozostaje, huh ;D?

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko, jakie te kucyki absurdalnie wciągające. Bliżej mi już trzydziestki niż dwudziestki, a mogę je oglądać cały dzień :P
    Mamy zupełnie innych ulubieńców - Fluttershy regularnie doprowadza mnie do szału, za to lubię Twilight (choć wolałam ją we wcześniejszych sezonach). No, co do Spika to zgoda - nie dość, że wnerwia, to jeszcze spokojnie mogłoby go wcale nie być.

    Jestem chyba dość dziwna, bo sceny akcji i wszelakie starcia zwykle mnie nudzą :P

    OdpowiedzUsuń