piątek, 4 lipca 2014

Sierotki

Zastanawiam się, jak to jest, że niemal każdy bohater książki czy filmu, a gry to już chyba w ogóle, zostaje w krótkim czasie pozbawiony rodziców.


Naprawdę, zaczynam mieć powoli dość tego, że jakiej książki się nie tknę, to główny bohater jest biedną sierotką albo za chwilę nią będzie, jak tylko autor pokaże nam wszystkie słodkopierdzące scenki jego wielkiej miłości do rodziców, którzy zaraz zostaną brutalnie zamordowani. Dlaczego? Czy poświęcenie kilku zdań - już nawet nie stron, ale zdań - rodzinie bohatera byłoby tak straszną ujmą na jego zajebistości? Czy jeśli bohatera nie będzie popychać żądza zemsty na mordercach jego rodziców, to momentalnie stanie się mniej przekonujący? A może problem leży w tym, że najbliższa rodzina bohatera to tylko takie irytujące przeszkadzajki, które trzeba wymyyyślić i opiiisać, i dać im jakąś rooolę, i obooooże, ile z nimi problemów, łatwiej ich zabić?

Z całą pewnością tak jest najłatwiej. Wystarczy, że będą identyfikowani wyłącznie jako pełne żalu wspomnienie głównego bohatera, co doda mu +50 do wzbudzania sympatii, no bo przecież biedna sierotka, której trzeba współczuć. Można też pójść na jeszcze większą łatwiznę i zaszczepić w naszym bohaterze totalny mamtowdupizm względem własnej przeszłości, ale to mu odbierze bonus do sympatii, a może poskutkować modyfikatorem bucery. Tak czy siak: sielanka, bo nie trzeba się wysilać i można od razu przejść do fascynujących przygód naszej cudownej sieroty.

Ale matko borska, jaki ten schemat już się zrobił przeraźliwie nudny! Mam dość sierotek, mam dość wymuszonej sympatii i egocentrycznego skupienia na postaci, która sama w sobie wcale nie jest tak interesująca. Wiecie, co jest dla mnie interesujące? Relacje i interakcje między bohaterami. Coś, co uwielbia mój luby: siedzenie przy ognisku i rozmowa. Jasne, bohater osierocony może mieć przyjaciół, może mieć do kogo gębę otworzyć, brak rodziny niczego tu nie wyklucza. Ale rodzice i rodzeństwo to pierwsi ludzie, z którymi mamy jakikolwiek kontakt. To od nich przejmujemy większość poglądów, zachowań, nawyków. Czemu autorzy tak chętnie pozbywają się tak świetnego materiału na nakreślenie osobowości głównego bohatera?

Cóż, świata nie zmienię, ale mogę obiecać jedno: jeśli będę pisać jakąś powieść, to jej bohater będzie miał rodzinę. Może nie biologiczną, może nie w komplecie, ale niezależnie od genów i ilości, nie zabiję ich bez sensu. No bo kurde mol, to jest takie przeraźliwie nudne! Może jestem w mniejszości, ale lubię poznawać proces "stawania się" bohatera (dlatego lubię nową trylogię Gwiezdnych Wojen). To jest dla mnie nawet ciekawsze od samego tego, co ma się stać z bohaterem. Chyba że przez półtora tomu nie może skończyć studiów (na ciebie patrzę, Kvothe), ale wiecie, o co chodzi.

Nie umiem w zakończenia, więc na do widzenia parę screenów ze Skyrima, którym się jaram jak atronach ognia.

Winifreda i Puchacz, zawsze razem!

Winifreda, Puchacz i sryliard kiczowatych filtrów z edytora zdjęć online.

Puchacz skyrimowy jest prawie tak nabzdyczony jak Puchacz oryginalny.

Zbliżenie na ryj Winifredy. Chciałam, żeby się uśmiechnęła, ale jak to zrobiła, to stwierdziłam, że jednak lepiej nie.

16 komentarzy:

  1. Ja tylko wspomnę, że Aragorn znał matkę: zmarła, kiedy on miał 76 lat. I nie kojarzę z Władcy nawet jednego wspomnienia o jego ojcu (wszystkie informacje pochodzą z dodatków i HoME). Dlatego stawianie go na równi z Eragonem czy Nihal wydaje mi się wyjątkowo nie na miejscu - jego półsieroctwo nie ma żadnego wpływu na chęć zemsty, a wychowanie przez elfów to jeden z istotnych elementów fabuły. Nie każdy bohater musi mieć koniecznie dwoje kochających rodziców, szczególnie, jeśli to osiemdziesięcioletni dziad - czasami można po prostu powiedzieć, że kiedyś tam umarli i przejść nad tym bez dramatu, którego naprawdę u Aragorna nie widziałam.
    W ogóle Paolini i Troisi to przykłady słabej literatury, walącej po oczach schematami. Gdyby zabrać się za coś lepszego, to takie wątki naprawdę nie są takie częste, szczególnie w typowo opkowym opracowaniu "zabili mi rodziców, będę się mścił" i typowe dla bohaterów-nastolatków. Przeglądam w głowie kilka dobrych pozycji, które ostatnio czytałam, i nie spotykam się z ani jednym przykładem sieroctwa: czasami rodzice bohatera w ogóle nie są przedstawiani, ale może to zwyczajnie nie być potrzebne, kiedy nie są istotni. To, o czym piszesz, to po prostu domena książek powielających schematy i generalnie niezbyt wysokiego poziomu - a przynajmniej ja spotykam się z tym tylko tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, ta przypadłość dotyczy głównie literatury popularnej i dość niskich lotów... ale niestety, taką mi się ostatnio najlepiej czyta. :D
      Co do Aragorna, kajam się, bo umieściłam go w tym zestawieniu tylko dlatego, że stwierdzenie, iż został wychowany przez elfy, wydało mi się zabawne. W kontekście bucowatości elfów w ostatnim dziele Pi Dżeja skojarzyło mi się to z traumatycznym przeżyciem. ;)

      Usuń
  2. Hey, w Datach Anioła główną bohaterka ma rodziców :) tzn, matka od drugiego rozdziału przez następne 2 i pół tomu leży w śpiączce, a ojciec jest niczym sam Voldemort jest przezły i bohaterka się do niego nie odzywa. Za to jej brat, w którym się kocha od 10 roku życia jest sam, bo tatuś upozorował własną śmierć. :F

    Ale rodzina jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyny komentarz na jaki mnie stać, to: what the fuck?! xD

      Usuń
    2. Tzn brat bohaterki jest od 10 roku życia sam :) żeby nie było, że ona się w nim 6 lat podkochuje :) tak to wygląda, jak się pisze szybciej niż myśli :)

      Usuń
  3. A z drugiej strony taka Bella nie dość, że ma oboje rodziców, to jeszcze ci ją kochają i dbają o nią. Świat jest dziwny.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
  4. Z rodzicami jest ten problem, że uratowaliby naszych nastoletnich bohaterów z każdej opresji, więc nie byłoby żadnej dramaturgii ;P Ale zgadzam się z Wreddu, że "Dary Anioła" są ciekawe. Wątki rodzinne brzmią porąbanie, ale w trakcie lektury jest naprawdę spoko ;]
    A co do wątków rozmów i interakcji między postaciami, to chyba główny wątek na blogu, o którym Ci tutaj pisałam xD Co prawda, bohaterowie rodziców też nie mają, ale stanowią w pewien sposób rodzinę ;]

    Pozdrawiam ;)

    An-Elenel

    OdpowiedzUsuń
  5. Proces "stawania się" głównego bohatera nowej trylogii SW akurat Lucasowi wyjątkowo nie wyszedł..Eragon nie jest dobrym przykładem literatury.. czegokolwiek..Hobbici mieli rodziny,Boromir też. Chłopcy z cyklu "Felix,Net i Nika" mają rodziny (Nika jest sierotą),u Rowling sympatyczną rodzinę ma Ron.Starkowie mają rodzinę,na początku nawet dużą..
    Podkreśla to samotność bohatera w świecie,ot schemat "Za górami,za lasami,żyło sobie trzech braci".Jak Cię to denerwuje, to Ci sporo lektur odpadnie...

    Chomik

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nika znała rodziców, oboje. Matka zginęła w wypadku awionetki w 97 bodajże, a ojciec trzy lata wcześniej. No i panienka Mickiewicz jest postacią sympatyczną. ^^

      Usuń
  6. A ja właśnie kończę pierwszy tom "Imienia Wiatru". Chyba powinnam sobie zrobić listę z najczęstszymi schematami fantastycznymi i skreślać, kiedy któryś z nich się pojawi. Cudowne dziecko? Rodzice ginący w tajemniczych okolicznościach? Cioranie się po zaułkach? Snejpowaty nauczyciel, który jako jedyny nie poznaje się na talencie bohatera (jak czytam o Hemmem to natychmiast mam przed oczami niesławnego Wujka Ryśka z naszej uczelni i zastanawiam się, co on by zrobił, gdyby mu ktoś rozrabiał na wykładzie)? Szkolny rywal, który oczywiście jest bogaty i wpływowy? Ukochana z dzieciństwa, która oczywiście jest piękna i niezwykła? Dobrze, że jest to przynajmniej sprawnie napisane, bo inaczej pożegnałabym się z książką szybciej niż się gotują szparagi.

    Na razie moją ulubioną sceną było, kiedy Elodin zapowiedział Kvothowi, że będzie go uczył kiedy ten skoczy z dachu. I ten matoł rzeczywiście to zrobił...

    Galnea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką listę schematów zrobiłam w wypadku Alicji w Krainie Zombie. Po 206 stronie czyli opisie klaty na dwie kartki zrezygnowałam.

      Usuń
  7. Na początku mała uwaga odnośnie Batmana: tylko w filmie Burtona rodzice Bruce'a zginęli z rąk Jokera, w kanonie za spust pociągnął Joe Chill.

    Odnośnie samego wątku sierot to sam w sobie jakoś mi nie przeszkadza, no, chyba żebym pod rząd przeczytała kilka książek z bohaterami- sierotami.
    Według mnie, wszystko zależy od wykorzystania motywu. Jeśli tragiczna śmierć rodziców ma wyraźny wpływ na bohatera lub/i jest kluczowa dla fabuły, to może być. Natomiast gdy uśmiercenie rodziców służy jedynie zapewnieniu swobody działań młodej postaci, to świadczy jedynie o braku pomysłowości autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź, w którym Kanonie? Jest tyle wersji alternatywnych, Joker nie Joker, zwykły rzezimieszek, jedna z wersji świata, gdzie zabity zostaje Bruce, więc ojciec zostaje Batmanem, a matka Jokerem... ; D

      Usuń
  8. Kto to jest Arlen?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z głównych bohaterów "Malowanego człowieka".

      Usuń
  9. Przeczytaj "Niezgodną" trylogię, brzmi jak popłuczyny po nowym trendzie antyutopii+romansu a jest... Ciekawa ; D

    OdpowiedzUsuń