niedziela, 19 października 2014

And that's how I became a Sith*

Huh, nowego blogaska prowadzi mi się tak przyjemnie, że chyba z tego zrobię wyłącznie pamiętniczek. No, może "Krótko o książkach" zostawię, bo bez sensu to przenosić. Czekam na kolejny anonimowy ból dupy o to, że na tym blogu nic, tylko o sobie piszę. NO POPACZ, na blogasku pamiętnikowym piszę o sobie, CO ZA DNO I CHAŁA.

Do sieci wyciekły concept arty z epizodu VII Gwiezdnych Wojen. Jaram się knight trooperem i tym panem, choć nie mam zielonego pojęcia o lore jednego i drugiego. Niemniej, natchnęło mnie to do namalowania na szkle grupki szturmowców tańczących kankana w ramach kontynuowania serii rozpoczętej przez szturmowca-serduszkowca, a także do wzięcia szturmem Etsy. Co prawda po wpisaniu w ichniejszą wyszukiwarkę "glass painting" wyskakują takie arcydzieła, że z miejsca dostaję depresji, ale jeśli nie spróbuję, to do końca świata będę tylko jęczeć, że nic mi nie wychodzi, a tego by nikt nie był w stanie słuchać. Tak więc, jak tylko skończę z obecnym, gargantuicznym zamówieniem, biorę się do dzieła właściwego.

Z okazji powyższego, wróciłam także do kończenia KotORa. Chyba już wspominałam, jak bardzo pogłębiła się moja nienawiść do Jedi po wielkim plot twiście, a jak znowu obejrzałam tę cut-scenkę, to tylko się utwierdziłam w tym przekonaniu. [SPOILER ALERT] Serio, Jedi to obrzydliwe, wyrachowane dupki, którzy zasłaniają się swoją domniemaną mądrością, by ukryć to, jak bardzo manipulatorscy i oderwani od rzeczywistości są. Niby w jaki sposób Revan miał/a zrozumieć lekcję, skoro usunięto mu/jej wszystkie wspomnienia na temat swojego poprzedniego życia? Gówno, nie chodziło o żadną lekcję i odkupienie, wszczepili Revan(owi) fałszywe wspomnienia i zindoktrynowali, by mieć potężnego niewolnika po swojej stronie. W jaki niby sposób to nie jest złe do szpiku kości? Dlaczego mam sympatyzować z tymi zadufanymi kaznodziejami? Do tej pory kreowałam swoją postać na 100% light side, ale walić to, od konfrontacji z Malakiem skłaniam się ku ciemnej stronie. I dlaczego nie mogę mieć romansu z HK-47?! Carth to dupek!!! (A Bastila jeszcze gorsza).

W zasadzie gdyby nie ogólna arogancja, parcie na władzę i dążenie do celu po trupach, byłabym skłonna uważać Sithów za równych gości. Znaczy, dobra, Sithowie to nie są równi goście, ale ich przekonania mają dla mnie dużo sensu. A kodeks Sithów pragnę mieć na jakiejś koszulce, bo jest epicki.
Peace is a lie, there is only passion.
Through passion, I gain strength.

Through strength, I gain power.

Through power, I gain victory.

Through victory, my chains are broken.

The Force shall free me.
Wracając do normalnego, nudnego życia: po pierwszym seminarium licencjackim stwierdziłam z pełnym przekonaniem, że nie ma szans, bym była w stanie to wszystko zdać. Nie będę się rozwodzić nad powodami i tak dalej - po prostu NIE. A oczywiście nie mam wyjścia. MUSZĘ skończyć studia. Bojakżetotak, cała rodzina magistry, wszystkie koleżanki magistry, cały świat magistry, tylko ja śmiem tego nie chcieć i sobie nie radzić na - och och - najprostszym kierunku we wszechświecie. Okej. Niech wam będzie. Podejdę do tego gówna, żebyście przynajmniej nie mieli pretensji, że nie próbowałam. I tak już się przyzwyczaiłam do tego, że nikogo nie obchodzi moje zdanie i to, co ja chcę robić. Było tak zawsze i we wszystkim, nie mogłam nawet w dzieciństwie zdecydować, w co się bawimy. Całe moje życie to jedna wielka strata czasu, jeden rok więcej nie zrobi mi różnicy. Przepraszam, że mam, jak to było? "Zero ambicji, zero". Przepraszam, że nie chcę być uwięziona na jednym stanowisku - koniecznie w tak zwanym ZAWODZIE - do końca życia. Przepraszam, że moja największa aspiracja związana z zarabianiem pieniędzy to iść-odbębnić-wrócić-mieć w dupie-móc się zająć swoimi zainteresowaniami. Jestem do dupy córką i do dupy człowiekiem.

W takich chwilach żałuję, że naprawdę nie jestem jakimś Sithem, z sithowym charakterem i sithowymi przekonaniami. Zdanie innych po prostu by mnie nie obchodziło.

Karta na dziś:

*Na melodię "How I became the sea" Owl City

E: Włączyła mi się faza na Dimmu Borgir, a ponieważ dobrą muzyką trzeba się dzielić, zarzucam linkiem.

17 komentarzy:

  1. Jedi to dupki, Sithowie to w sumie równi goście - yay, zawsze miło zobaczyć, że ktoś zgadza się ze mną w takiej poważnej światopoglądowej kwestii. Z ciekawości, grasz może w SW:TORa?

    I nie jesteś do dupy człowiekiem. Jesteś zajebista, pamiętaj o tym. Wiem, że to tylko moje zdanie, ale męczenie się kolejny rok na studiach, których nie lubisz jest głupie jak cholera, i nie powinnaś przechodzić przez to tylko dlatego, że rodzinka tak mówi. ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, jesteś drugą osobą, która mnie popiera w kwestii studiów. Jeszcze trochę i będę mogła wytrącić innym argument "skoro wszyscy uważają, że się mylisz, to coś w tym musi być". <3

      A w TORa grać zaczęłam, ale się od razu pogubiłam. xD gry MMO to jednak nie są dla mnie.

      Usuń
  2. Winky, mało kto teraz pracuje w zawodzie, szczególnie z kierunków humanistycznych. Pracodawcy zawsze lepiej patrzą na kogoś z papierkiem, ale studia nie muszą Cię ograniczać na tym polu. Zawsze można dorobić jakiś kurs albo coś, wstrzelić się w rynek z ciekawym pomysłem. Studiów nie rzucaj, bo mogą się przydać, ale pomyśl do czego mogą się przydać Twoje zaintersowania. Do czegoś na pewno, wszystko się przydaje.
    Goma

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem do dupy córką i do dupy człowiekiem.
    Nie jesteś.Szkoda, że się tak męczysz na studiach.Nie słuchaj rodziny, zawsze marudzą.Szkoda,ze nie masz jakiegoś pomysłu na siebie, ale - o Borze szumiący- nie każdy ma.Odwalić pracę i zając sie sobą -to właśnie robię.Powodzenia.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, kodeks Sithów taki piękny, ze idę go zapisać w cytatowym kapowniczku.^^

    Nie jesteś do dupy człowiekiem. Studia dla studiów się nie przydają, bo i tak jeśli nie lubisz wyuczonego zawodu, zwiejesz do jakiegokolwiek innego zaraz po skończeniu studiów. Ja dotąd uważam pójście na magisterkę za bodaj największy błąd mojego życia. A nie, większym była podyplomowa. W każdym razie zaraz po skończeniu wiedziałam, że w żadnym z tych zawodów absolutnie nigdy nie chciałabym pracować, i poszukałam czegoś zupełnie innego, tak że ten... Ale wiem też, że jak boich sie utraty wsparcia bliskich, to rzucenie wszystkiego i pójście własną droga nie jest takie łatwe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro tak ci źle z rodzicami, to dlaczego po prostu się nie wyprowadzisz? Wtedy nikt ci nie będzie ględził, że rzuciłaś studia. Hmm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie jak by nie istniały telefony. :P Poza tym nie chodzi o samych rodziców i samo trucie doraźne, że tak powiem.

      Usuń
    2. Rozmowę możesz przerwać lub wcale telefonu nie odbierać. Jak dla mnie, to szukasz wymówek, by kompletnie nic nie robić. Serio, dziewczyno. Czas przelatuje ci przez palce, twoi rodzice nie będą żyć wiecznie i zawsze cię utrzymywać. I nie dziwię się, że ględzą, skoro widzą, że mija kolejny rok, który przesiedziałaś na dupie, nie robiąc kompletnie nic. A no przepraszam, pykasz w gierki i płaczesz, że w domu nie ma białego chleba. Rozumiem, że nogi ci urwało w wypadku, wózek ukradli, a dwa złote zeżarł przechodzący bazyliszek. Dziewczyno, obudź się! Zacznij chodzić na terapię, bo pewnego dnia obudzisz się i stwierdzisz, że przesrałaś życie. I to nie będzie wina złych rodziców. Serio.

      Co do pracy: mało kto teraz pracuje od razu w zawodzie. Ba! Mało kto pracuje w wyuczonym zawodzie, nie mówiąc o tym, że utrzymuje się w jednym miejscu pracy przez całe życie.

      Teraz coś do współkomentujących: Możecie mnie zjeść, ale wieczne głaskanie po główce i pocieszanie, jaka to jest wyjątkowa a jej rodzice źli i w ogóle niech spieprzają jej nie pomoże. Wręcz przeciwnie, sprawia, że kisi się w tym sosiku własnego nieszczęścia coraz bardziej.

      No, w końcu to z siebie wyrzuciłam. Możesz się obrazić, ale już nie mogłam tego czytać. Z każdym kolejnym postem na forum/wpisem na blogu siekiera mi się ostrzyła. Przejrzyj na oczy. Ja już bym ci zafundowała terapię szokową i wystawiła walizki za drzwi. Skoro tak ci źle, to żyj tak jak chcesz za swoje.

      Usuń
    3. Naprawdę myślisz, że sobie nie zdaję z tego wszystkiego sprawy? Czy po prostu lubisz traktować ludzi jak idiotów? To musi być niezły boost do samooceny.
      PS NIGDZIE nie napisałam, że moi rodzice są źli. "Rodzina" odnosi się do szerszego grona osób.

      Usuń
    4. Serduszko, ja sobie samooceny nie podnoszę ani twoją, ani niczyją sytuacją. Moja samoocena zależy od tego, co ja robię i jak się z tym czuję, a nie od tego, że inni sobie radzą gorzej czy lepiej ode mnie. Pojmiesz to, jak dorośniesz, bo jak na razie, to jesteś potwornie niedojrzała.

      I co z tego, że masz świadomość, jak jedyne, czego oczekujesz, to głaskania po główce? Z depresji wychodzi się małymi kroczkami, ale trzeba coś chcieć i dawać od siebie, nie tylko buczeć na wszystkich i wszystko, i oczekiwać na cud. I coś robić, a ty nie robisz nic. Jeśli źle czujesz się na studiach, to rzuć je w cholerę, bo z tego co widać i tak nie zamierzasz ich skończyć, choćby przez nieuczenie się.

      Serio, przejmujesz się tym, co sądzi o twojej drodze życiowej dalsza rodzina/sąsiedzi/ktokolwiek inny? Cholera, idź na terapię, bo bez tego nie ruszysz, a szkoda się robi, jak się młody człowiek marnuje na swoje życzenie. ;/

      Usuń
    5. Emmm... Byłam przekonana, że Winky chodzi na terapię... Jeśli faktycznie nie, to należy się opierdziel.

      Winnie, nie bierz tego za wyżywanie się na słabszym, ale Ty faktycznie potrzebujesz kopa w dupę zamiast głaskania po główce.

      Usuń
    6. Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że ja czekam na głaskanie po główce, to się myli. Piszę tu to całe gówno, żeby to z siebie wyrzucić - to dla mnie forma terapii. Skoro blog już jakiś czas temu przestał być miejscem odwiedzanym tylko przez krewnych i znajomych królika, to może jednak powinnam ograniczyć do niego dostęp, by ludzie nieznający mnie blisko nie wyciągali nieodpowiednich wniosków. Terapia właściwa też istnieje, dziękuję bardzo za troskę.

      Usuń
    7. Skoro uważasz, że pisanie po raz pięćsetny jaka to jesteś beznadziejna to wyrzucanie z siebie gówna a nie pogrążanie się w nim, to ja nie mam więcej pytań. Spoko, zamknij blogaska, szczerze mówiąc, wisi mi to. Im dłużej będziesz się w tym taplać, tym bardziej będzie bolała dupa, w którą życie cię kopnie.

      Żeby terapia właściwa przyniosła efekty, trzeba coś robić, cokolwiek. Nie tylko ograniczać się do wylewania gorzkich żalów. Naprawdę, życzę ci, żebyś wyszła z depresji, ale samo nic się nie zrobi bez twojego udziału.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    8. Winky, nie zamykaj bloga, bo wchodzą na niego ludzie, którzy Ci dobrze życzą. Nie warto tego odrzucać. Problem jest taki, że nie pomoże Ci ani głaskanie ani kopanie, bo chęć zmiany i pracy nad sobą musi pochodzić od Ciebie i to Ty musisz zdecydować co chcesz zrobić ze swoim życiem, jak chcesz, żeby wyglądało i co możesz w sobie zmienić, żebyś czuła się szczęśliwa. Jak będziesz słuchała tych, co każą Ci się nie przejmować, bo jest super, to nigdy nic nie zmienisz i zawsze będziesz nieszczęśliwa. Jak będziesz chciała uszczęśliwić tych, którzy chcą Cię do czegoś zagonić, to też nie będziesz tego "czuła". Zastanów się nad sobą, nad tym, co Cię wpędza w zły nastrój i zacznij od rozwiązywania tego. Jak nie znosisz studiowania to znajdź coś innego, ale nie uciekaj od problemów i nie odkładaj rozwiązań na później.
      Wychodzenie z depresji i życiowego dołka to długi i trudny proces, w który trzeba włożyć dużo pracy. Nie staniesz się szczęśliwa i nie zaczniesz odnosić wielkich sukcesów z dnia na dzień. Nikt tego od Ciebie nie wymaga. Ale wszyscy bylibyśmy szczęśliwi mogąc któregoś dnia przeczytać, że coś Cię w życiu cieszy, zdecydowałaś się na coś, czego do tej pory się bałaś, że chociaż jest trudno to walczysz i się nie poddajesz. Tego Ci życzymy :)
      Goma

      Usuń
  6. Czasami trudno się odnaleźć, ale dokopywanie komuś nie jest rozwiązaniem.Ani oceny,że jest niedojrzały. Może po prostu młody i zagubiony?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  7. Aprobuję nową skórkę bloga ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować. :3 Miała być tez notka, ale chedozony Internet mi umarl i nawet sie nie da do "wsparcia technicznego" dodzwonic...

      Usuń