poniedziałek, 8 grudnia 2014

Krótko o książkach, vol. 8

W czasie okienek Winifredy się nudzą...

Simon R. Green "Błękitny księżyc", część 1 i 2
Przy lekturze pierwszej części myślałam głównie: ojaa, ale to fajne! Potem, gdy doszłam do drugiego, było już tylko: o maaatko, jakie to nudne! Początek naprawdę jest fajny: książę popylający na gadającym jednorożcu, awanturnicza królewna, smok kolekcjonujący motyle, słowem: pastisz najbardziej oklepanych klisz fantasy. Ale potem nagle w drugim tomie atmosfera robi się ciężka, ponura, co chwilę ktoś ginie straszliwą śmiercią, wszyscy są smutni i zrozpaczeni... Jak bym do połowy czytała "Opowieści z Narnii", a od połowy zmieniła nagle książkę na "Księgę jesiennych demonów" (która jest beznadziejna i naprawdę nie ogarniam zachwytów nią [jak i nie ogarniam zachwytów nad 99% polskiej fantastyki]). 
Ocena: 3/6



Katarzyna Michalak "Serce Ferrinu"
Byłam o wiele zbyt wyrozumiała dla poprzedniego tomu. Ta seria to KUPA. Wielka, śmierdząca kupa zapakowana w ładny, błyszczący papierek. Tu nie ma akcji. Tu nie ma fabuły. Tu nie ma bohaterów. To tylko papierowe lalki, które Michalak ubiera w szkarłatne płaszcze i alabastrowe sukienki, które nie mają żadnego celu, które istnieją tylko po to, by gwałcić lub być gwałconymi. Naprawdę nie rozumiem tej chorej fascynacji gwałtem - czemu ten motyw musi się pojawić w niemal każdej książce tej aŁtorki rzekomo ciepłych książek dla kobiet? No dlaczego? Nie rozumiem!
Nawet nie będę próbować streścić tego gówna, bo tu kompletnie nic nie ma sensu. Wyrażę tylko swoje dogłębne obrzydzenie tym, jak potraktowana została siostra Anaeli - Kamila, samobójczyni z pierwszego tomu, która jednak nie umarła, nie wiem, nie ogarniam, mam to w dupie. W każdym razie, Kamila jest ciężko chora na depresję, a jedyne, co dostaje, to plaskacz w twarz od córci Anaelci, bo ta miała czelność powiedzieć o nich prawdę: że obie są zafiksowane na tym chorym Ferrinie, w którym nie spotyka ich nic dobrego, i zostawiają ją zupełnie samą na Ziemi w rozpadającej się ruderze w środku lasu, i traktują ją jak niewolnicę i służkę. I żeby ta tępa pizda, córcia Anaelci, mogła wrócić do Ferrinu, Kamila poświęca swoje życie, by przeprowadzić ją przez portal. Jak ja NIENAWIDZĘ tych suk, głównych bohaterek.
Ocena: 1,5/6

Anna Downer "Narodziny magii"
Na dobrą sprawę, nie wiem, co powiedzieć o tej książce. Jej lektura jest jak seans jednego z tych niskobudżetowych, amerykańskich filmów fantasy dla dzieci: identyczne schematy, przewidywalny rozwój akcji, nawet przejścia do innych scen opisane są tak, że przed oczami ma się film. No i niby błąd to nie jest... ale mimo że książeczka jest strasznie cieniutka, to lektura się dłuuuży jak kurde blade. Jeśli ktoś ma ochotę na niezbyt wymagającą opowieść o dziewczynce, która znajduje średniowiecznego wywerna, a po piętach depcze jej kilku czarodziejów, może sięgnąć po tę pozycję. Ale nie musi.
Ocena: 3/6





 Licia Troisi "Dziedziczka smoka. Testament Thubana"
Niby wiedziałam, że ten cykl został napisany z myślą o młodszych czytelnikach, ale mimo to jestem ciut zawiedziona tym, za jaką gówniarę uważa mnie ta książka. Enyłej... Licia Troisi postanowiła dla odmiany napisać coś dziejącego się we współczesności i wyszło jej to - moim zdaniem - mocno średnio. Szczególnie rażą potwornie sztuczne dialogi: jaka trzynastolatka mówi takim językiem?! Główna bohaterka zaś, Sofia, to jęczybuła tak emowata, że nawet mnie doprowadzała do szału swoim zachowaniem. Po drugiej stronie barykady mamy Lidję - ta z kolei jest pyskatą, rezolutną gówniarą, która też doprowadza do szewskiej pasji swoim chamstwem. No i jak czytać, jak tu nie ma kogo lubić?
Jeśli w poprzednich książkach Troisi irytowało was hołubienie natury i pogarda dla nowoczesności, to tutaj osiągnęło to apogeum. Maszyny są ZUEEE! A drzewka są DOBLEEE! Najfajniejszy akcent, czyli mechaniczne wszczepy stosowane przez zwolenników Wielkiego Zuego Wiwerna, są zepchnięte na dalszy plan jako zuyyy rekwizyt. Ech, o wiele chętniej poczytałabym o Nidafjoll i jej bracie, mimo że sami też są strasznie nijacy i czarno-biali.
Ocena: 3/6

Licia Troisi "Dziedziczka smoka. Drzewo Idhunn"
Ych, czy w każdej trylogii jest tak, że środkowy tom jest najnudniejszy? Nie wiem, jak u innych, ale u Troisi drugi tom zawsze pełni rolę takiego zapychacza, w którym na dobrą sprawę niewiele się dzieje, no ale gdyby seria nie była trylogią, to nie byłaby TROO.
Sofia nadal emuje, choć trochę mniej, Lidja dalej jest bucem, a na horyzoncie pojawia się ochmójbożejakiprzystojny chłopak, w którym Sofia zakochuje się niczym Bella w Edwardzie - kompletnie go nie zna, wzdycha do niego mimo że on jej robi krzywdę i jej uczucie jest tak mistyczne i w ogóle, że dajcie torebkę na rzygi. I nadal coś mało tu smoków. Jestem zawiedzion.
Ocena: 2,5/6



Natalia Molenda "Anarion"
Nie spodziewałam się wiele po tej książce. Kupiłam opko i dostałam opko - rozkosznie opkowate do bólu. Świat fantasy, cudaczne imiona, idiotyczne nazwy (wioska Darckastlehill - wcale nie angielska, nope), piękne elfki walczące w pięknych sukienkach niczym piękniejsza wersja Bruce'a Lee. Bohaterowie robią coś, choć kompletnie bez przekonania, tak tylko żeby akcję popchnąć do przodu, bo żeby oni mieli w tym jakikolwiek interes, to tego w ogóle nie czuć. Wszyscy jak jeden mąż są dość płascy i nijacy, określa się ich na podstawie wyglądu (fiołkowooki, złotowłosa, ych) i tego, kto komu dokucza. 
No słabo jest, słabo. Ale... uroczo. Książka sprawia wrażenie, jakby sama nie traktowała się zbyt poważnie - vide rozdział zatytułowany "Kiepski zwrot akcji". Ta książka wie, że jest opkiem i nie próbuje udawać, że jest inaczej.
Ocena: 2,75/6

3 komentarze:

  1. O, fajnie poczytać! Szczególnie o Michalak! No,sądząc po okładkach,Dostojewskiego bym się nie spodziewała...:)

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Próbowałam swego czasu przeczytać "Błękitny księżyc", ale już I tom mnie odrzucił - miałam wrażenie, że jest taki łopatologiczny: "ha, ha, zobaczcie, zobaczcie, jaką satyrę żem napisał"! Do II tomu nawet nie zajrzałam, ale widzę, że nie straciłam wiele. Napisałabyś, jak dobierasz sobie lektury? Tematami, zgodnie z nastrojem, masz jakąś listę "najlepszego, kanonicznego, musthave'ovego" fantasy do przeczytania?

    Komentujący tu od czasu do czasu Anonim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo myślałam nad odpowiedzią i doszłam do wniosku, że nie wiem. xD W największej mierze zależy to od aktualnego widzimisię. List żadnych takich nie mam, bo ich nie lubię, nie cierpię tego wpędzania w poczucie winy, bo nie przeczytałam sryliona jakichś książek, a drugi srylion mi się nie podobał. ;P

      Usuń