niedziela, 7 grudnia 2014

Somnamskrybizm: Syndrom sztokholmski

Z góry zaznaczam: fakt, że miałam taki sen i postanowiłam go spisać, nie znaczy, że podoba mi się jego treść. Znaczy, w pewnym sensie mi się podoba, ale jest to sens metaforyczny i samanieumiempowiedziećjaki, a nie dosłowny. Porywanie ludzi jest be i twierdzenie, że robi się coś dla ich dobra jest jeszcze bardziej be. Kontynuujmy.

Syndrom sztokholmski


Bezsens – pomyślała, cisnąwszy kamyk do stawu.
Usiadła na brzegu i objęła kolana ramionami. Wytarła łzy, choć w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby je zobaczyć i spytać: „Co się stało? Czemu płaczesz?”. A nawet gdyby był, nie wiedziała, co mogłaby odpowiedzieć. Owszem, mogła powiedzieć: „Wczoraj dostałam pałę z klasówki, którą – byłam pewna – napisałam dobrze”, albo: „Zgubiłam moje ulubione pióro, to, które dostałam od dziadka, nim umarł”, lub też: „Tak bardzo chciałabym mieć pieska, ale jestem uczulona na sierść”. Jednak żaden z tych problemów nie był tym, przez który czuła tak głęboki smutek.
Przełknęła ostatnie łzy i zmusiła się do wstania. Zapadał wieczór, powinna wracać do domu. Nocą w lesie bywało niebezpiecznie, lecz tak bardzo kochała noc!
Szła ścieżką, wpatrzona w gwiazdy. Nawet nie zauważyła, kiedy podjechał do niej granatowy samochód, ze środka wypadł jakiś człowiek, złapał ją na ręce i porwał do pojazdu.
Na początku wystraszyła się. Wyjrzała przez tylną szybę i zobaczyła oddalający się szybko las. Kierowca prowadził jak wariat, samochodem raz po raz rzucało na boki przy wtórze pisku opon. Kto ją porwał, dlaczego? Zdała sobie sprawę, że cały czas siedzi na kolanach porywacza. Z jakiegoś powodu... uspokoiło ją to. Skuliła się i wtuliła twarz w jego tors. Pogłaskał ją po włosach.
– Nie martw się. Teraz wszystko będzie dobrze.
Uwierzyła mu.
Nagle pojazd gwałtownie wyhamował. Usłyszała huk wystrzałów. Kierowca wyskoczył na zewnątrz i odpowiedział ogniem na ogień. Wtem drzwiczki z tyłu otworzyły się, ktoś uderzył pięścią w twarz jej porywacza i wyciągnął ją za rękę z samochodu. Ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że to jej znajomy ze szkoły. Uciekali wzdłuż drogi, wkrótce dołączyli do nich jeszcze jeden kolega i koleżanka. Gdy dobiegli na przystanek, wsiedli w czekający tam autobus, ciągnąc ją za sobą.
Wszyscy byli bardzo zadowoleni z przeprowadzonej akcji. Podnieceni adrenaliną, gratulowali sobie nawzajem.
– Nie martw się – powiedział ten kolega, który wyciągnął ją z samochodu. – Teraz wszystko będzie dobrze.
Skuliła się na siedzeniu i objęła kolana, jak jeszcze parę minut temu nad stawem. Była przeraźliwie smutna i teraz wiedziała, dlaczego – żałowała, że nie jest z tamtym porywaczem.
 ______________________________________________________________

Nie powiem, jak się czuję, bo wiem, jaka by była reakcja, ale załączę filmik.


Zaczęłam myśleć nad opkiem z Naveen w roli głównej. Jak na razie wszystkie pomysły są strasznie cheesy i nie mogę wpaść na lepsze, więc w tym tempie zacznę pisać za jakieś *liczy* pięć lat. Yay! Kocham blokady twórcze. Ich jedynym plusem jest to, że mam czas wszystko dokładnie przemyśleć i przeanalizować na miliard sposobów, tylko po to, by po spisaniu tego wszystkiego dojść do wniosku, że to się nijak kupy nie trzyma. C'est la vie.

Ziółta ziaba zwana Armageddonkiem ostatnio skuliła mi się w kłębuszek na dłoni, po czym nagle coś mu się nie spodobało i uciekł z głośnym KWAK! Poirytowane ziaby właśnie tak robią, skrzeczą, co brzmi bardzo podobnie do KWAK i jest przeurocze. Trochę mniej urocze było to, że potem próbował mi srujnąć na klawiaturę, ale to i tak fajna ziaba i rośnie jak na drożdżach, więc kto wie, może na wiosnę nam terrarium obrodzi w małe ziaby na sprzedaż w dobre ręce.

No, to to by było na tyle.



E: Ulala, aż się zapomniałam radosną nowiną podzielić. Zostałam copywriterem. Na razie idzie mi beznadziejnie, bo nie umiem lać wody, ale powoli nabieram wprawy (choć wizja pisania 20 tekstów dziennie wciąż wydaje mi się odległa i nierealna).
Jeżu w borze, edytowanie notki na telefonie sprawia, że odkrywam nieznane mi dotąd pokłady frustracji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz