niedziela, 4 stycznia 2015

Życie o smaku kakałka

Źródło
Kakałko najlepiej smakuje przy płonącym kominku i choince. Opcjonalnie za oknem może być śnieg, ale kakałko najlepiej się pije po zmroku, więc śniegu i tak nie byłoby widać. W ramach rozrywki do wyboru: ulubiony film lub ulubiona książka.

Gdy piję kakałko, nie mam ochoty na nic nowego. Chcę spędzić czas przy czymś, co znam i mi się podoba. Lubię przy kakałku czytać setny raz "Wodnikowe Wzgórze" albo oglądać kilka razy pod rząd "Opowieści z Narnii". Coś, czego jeszcze nie czytałam/nie widziałam, natychmiast mnie nudzi i irytuje. No bo pff, jak to tak można nie wiedzieć, co się stanie i czy w ogóle warto poświęcać temu uwagę. Przy kakałku najlepiej cieszyć się starociami od nowa, przeżywać znów te same przygody, cieszyć się znajomym otoczeniem i chrupać ciasteczka.

Dobre kakałko ma smak miłych chwil. Ma puchatą piankę nostalgii i szczyptę narcyzmu. Dobrze się przy nim czyta swoje stare opka i obojętnie jak głupie są, zawsze będą się podobać. Nie, żeby od razu uznawać je za arcydzieła i pędzić do Novae Res, ale podobają się w taki... pobłażliwy sposób. Taki "O rany, jakie ja fajne bzdury kiedyś wypisywałam". Nikt inny nie uznałby tego za nawet odrobinę urocze, dla całej reszty świata to tylko zbiór nudnej grafomanii, ale dla autora lektura takich dzieł to zawsze świetna rozrywka. Najlepsza, gdy pod ręką jest kakałko - słodkie do bólu zębów i przyjemnie rozgrzewające. W ulubionym, wielkim kubku z fajnym nadrukiem. I łyżeczką wystającą ze środka na złość wszystkim, którzy z uporem maniaka usiłują wmówić mi, że wybiję nią sobie oko.

No dobra, a porzucając ten słodkopierdzący bełkot: trwam sobie w stanie mentalnego zastoju i bardzo mi z tym dobrze. Czytam znane mi książki, oglądam filmy oglądane już milion razy, gram w gry, w które gram od lat. Zima jest taką porą roku, że nie mam ochoty na rozwój i poznawanie świata. A teraz przepraszam, ale idę się zawinąć w kocyk i poczytać swoje stare opka. I pić kakałko, oczywiście.

6 komentarzy:

  1. Mam tak samo z tym oglądaniem tego, co znam - w takich chwilach to, czego nie znam, też mnie irytuje. Ale nie umiałam tego nazwać. Dzięki za to! Pozdrowienia!

    Zaglądający tu od czasu do czasu Anonim :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, jaka ta notka jest urocza i puchata. :3 Miło czasem przeczytać coś takiego. I aż nabrałam ochoty na obejrzenie "Narnii". Na kakałko nie, bo nie mogę się zmusić do tknięcia choćby podgrzanego mleka - no a kakałko zimne lub bez mleka, to jakby nie kakałko.

    Miłego zimowego zastoju, czasem takiego właśnie potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, aż mam ochotę wypić czekoladę/kawę z tymi, no. Piankami. I zawinąć się, chociaż u nas śniegu nie uświadczysz boguniechbedodzieki.


    Czytałaś kiedyś taką książkę- "umierająca ziemia" (albo coś z tego uniwersum)? Dorwałam za grosze antologię opowiadań z tego świata i czyta się rozkosznie, nabrałam ochoty na zgłębienie tematu. Niestety czyta mi się wszystko tak opornie, że od świąt jedyny kontakt ze słowem pisanym to "Lalka" czytana w wannie :( więc mam pewien zastój. Ale może z kakałkiem/kawą z piankami coś się ruszy, kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę, pierwszy raz słyszę, że nie tylko ja lubię trzymać łyżeczkę w kubku, kiedy coś piję. Miło, miło...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem co masz na myśli, znalazłam ostatnio swoje stare opko. Tak mi się je pociesznie czytało z tymi wszystkimi zdaniami bardzo pojedynczymi i kwiatkami w stylu "miała włosy tak czarne, że aż fioletowe."
    Smacznego kakałka, najbardziej lubię takie z bonusem w postaci łyżki nutelli. ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak,kołdra, czekolada i odpieprz się świecie! Smacznego!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń