czwartek, 7 maja 2015

Ta notka powstała wyłącznie z nudów

Parę plusów i minusów odnośnie wolontariatu w zoo:
+ Facet nie trzasnął słuchawką jak usłyszał, że studiuję kulturoznawstwo zamiast *tu wstaw nazwę dowolnego kierunku związanego z pracą ze zwierzętami*. Zbytnim entuzjazmem też się nie wykazał, ale z rozmowy wynika, że mnie tam chcą.
- Chcą mnie tam dopiero od czerwca, jak skończę studia.
- Co się równa kolejnemu miesiącowi czekania.

+ Chcą tak dlatego, że trzy dni w tygodniu ich nie urządzają, a traktują ten wolontariat całkiem poważnie: jak normalną pracę, z podpisywaniem umowy i w ogóle, tylko za tak zwany "wpis do portfolio/CV".
+ To rodzi nadzieję co do otrzymania zatrudnienia, jeśli się spiszę.
+ Duże nadzieje.

- Ciekawe, ile mi zajmie przyzwyczajenie się do codziennej pobudki o 5:00 (praca zaczyna się od 7:00, dojazd zajmuje mi godzinę... tralala).
Tak czy siak... BĘDĘ PRACOWAĆ W ZOO!!! <3 <3 <3

Z ogłoszeń parafialnych: sprzedaję ładny sukienek i ładny but, oba praktycznie nowe. Sukienek kocham, ale zgrubłam od czasów wesela, na którym go założyłam i nie chce mi się chudnąć (jeżu, serio kiedyś wchodziłam w 36?!). A but jest totalnie nowy, ale okazał się jednak niedobry, a w sklepie go nie chcą z powrotem. Kup ktoś, zbieram na My Little Pony CCG.


Mam fazę na kucyki i stwierdziłam, że pojadę w lipcu na kucykowy konwent: Vistulian. Zobaczymy, z czym się je kucykowe konwenty. Może spróbuję zrobić cosplay Zecory, akurat szyję brązową pelerynę, nadałaby się. Ale raczej nie będzie mi się chciało o tym myśleć w przerwach między krojeniem marchewki i zamiataniem owczych bobków.

Na zakończenie tej bezsensownej notki: mój najukochańszy na świecie gif z Angelem.


9 komentarzy:

  1. Oby tylko faktycznie potem była szansa na zatrudnienie, a nie że wykorzystują chętnych, ale biorą tylko tych po odpowiednich studiach. W każdym razie, fajnie, że znalazłaś coś, co naprawdę chciałabyś robić ;) Trochę na zaś, ale powodzenia ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Yay! :D Świetna wiadomość, a ten dodatkowy miesiąc jakoś zleci, zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia! Fajnie!
    Ty zgrubłaś?! Widziałam zdjęcia!Nie mów o zgrubieniu, Ty szczupła młoda księżniczko! Jak Cię zdybię na następnym Pyrkonie, wrzucę Cię w środek rozgrywek jagger! Tam sobie schudniesz.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W środek CZEGO? *boi się googlać*
      No zarobienie 10kg w trzy miesiące można zaliczyć jako "zgrubnięcie". xD

      Usuń
    2. Tam były takie rozgrywki wzorowane na jednym starym filmie "Pokłon dla zawodnika".No,coś jakby walki gladiatorów. Pomachasz w zoo narzędziami, to schudniesz.

      Chomik

      Usuń
  4. Komentarz piszę cokolwiek nieśmiało (dlatego też anonimowo), bo w zasadzie wciskam się w czyjś prywatny blog, gdzie wszyscy się znają, towarzystwo hermetyczne, pakowane próżniowo, i tak dalej, i tak dalej. Zdarzyło trafić mi się tutaj przez przypadek (naprawdę), i z ciekawości przejrzałam kilka wpisów. Naparła na mnie specyfika bohemy ludzi czytających fantastykę - tych z roczników 90 i około tego, którzy naprawdę żyją tym, co robią. Bo w pewnym wieku nie znali popkultury i mogli po prostu czytać. To - powiem szczerze - dziwne doświadczenie, ale w zasadzie całkiem ciekawe. To po prostu nie mój świat. Mnie dotknęła już błyszcząca popkultura. Oh. Niestety lub stety. Wszystko jedno.
    Niemniej, przechodząc do sedna (bo coś jednak miałam na myśli, zaczynając komentarz) - przeczytałam kilka Twoich krótkich form prozatorskich. Jestem nikim, żeby Cię oceniać, jednak - oh dear God - nie chcę oceniać. Nie chcę nawet recenzować, bo nie mam do tego ani umiejętności, ani wiedzy. Chcę tylko się wypowiedzieć.
    Widzę u Ciebie skłonności do high fantasy, z elfami, magią, smokami - takiego, jakie pan Tolkien po mistrzowsku opisał, zamykając usta dziesiątkom pisarzy, którzy próbowali tego później. Jednorożce, wielkie przygody, miecze, krew, bitwy i pożegnania przy zachodzącym słońcu, na ostatnim statku do Valinoru. I to jest okej. To jest konwencja, którą można żyć, mimo zalewu urban fantasy. Ale żeby to pociągnąć, trzeba być Tolkienem właśnie (albo Białołęcką) - bo w świecie jak z baśni łatwo zahaczyć o kicz. O beznadziejną powtarzalność schematu, pewien niewytłumaczalny rodzaj przaśnej gawędy, Arturów w gładkiej wersji, gdzie Lanceloci są praworządni i nie ciągnie ich do cudzych ukochanych. Piszesz dobrze, o ile mogę tak powiedzieć przy swoim zerowym niemal talencie i jeszcze mniejszym doświadczeniu. Czyta się świetnie, czasami nawet można się uśmiechnąć, generalnie rzecz ujmując - widać warsztat i pomysł. Zaryzykuję stwierdzenie, że boisz się stworzenia Mary Sue i zabrnięcia poza fantasy, ale to w porządku. Są klify, z których trzeba skoczyć samemu. Albo i nie skakać. Wszystko zależy od tego, co widzi się w dole.
    Nie umiem dokładnie określić, czego mi brakuje w Twojej twórczości; jest dobra. Jest poprawna. Widać iskrę - nie zawsze, ale przeważnie. Widać, że nie piszesz pod publikę, i naprawdę wkładasz serce w to, co robisz. Ale nadal nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że... może brak tutaj szerszego spojrzenia? Studiujesz kulturoznawstwo, z tego, co mi się obiło o oczy. Głupio więc mi pisać, że masz zawężone horyzonty - bo zdecydowanie nie masz. Wydajesz się być inteligentną osobą, bardzo wartościową i w ogóle. Mimo to, Twoje teksty - przynajmniej te zamieszczone tutaj, na blogu - wydają mi się nie do końca pełne. Jakby brakowało im... świeżości? Może to dobre słowo, a może nie. Po prostu widzę w Twojej twórczości pewne skamieliny fantastyki i duże wpływy wielkich mistrzów. Pozwolę sobie jednak na rewolucyjne zdanie, że dopiero kiedy zrzucono Targaryenów z Żelaznego Tronu w Westeros zaczęło dziać się coś, co warto było opisać w książkach. Jasne, fajnie czasami, jak King, wpaść w Lovecrafta - ale świata nie podbije się już monarchią konstytucyjną. Rozumiem Twoje awersje do polskiej, współczesnej fantastyki (są autorzy, którzy nie powinni publikować), ale proszę, nie zamykaj się w tworzeniu tylko na klasykę gatunku. Otwórz okna, drzwi, wpuść coś, czego nie lubisz i pisz to tak, żeby nie dało się czuć dystansu. Wiem, głupoty piszę. Powinnam już skończyć.
    Proszę się na mnie nie obrażać, jeżeli przypadkiem gdzieś uraziłam; to, co napisałam, napisałam wyłącznie dlatego, że uważam każdą opinię (odpowiednio wyrażoną i umotywowaną) za choć trochę ważną, jeżeli chodzi o twórczość. Może moja nie jest zbyt porządna, ale przepraszam za to. Słowa nie wychodzą mi dobrze, jeżeli w ogóle.
    Toteż proszę ładnie o ewentualną łaskę i serdecznie pozdrawiam. Fajnie od czasu do czasu znaleźć taki blog, jak Twój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ tu się nie ma o co obrażać, co najwyżej się zarumienić i powiedzieć: "Aww, shucks". ^.^
      Dziękuję, że ci się chciało nie dość, że czytać te wypociny, to jeszcze napisać taką długą opinię. Obawiam się, że w najbliższym czasie nie wynajdę remedium na twój zarzut (jeśli można tak nazwać to nieśmiałe stwierdzenie ;)). Ja tam od zawsze powtarzam, że nie mam ambicji na bycie megaoryginalnym pisarzem z MISJĄ, ja chcę po prostu opowiadać historie, które wydają mi się fajne i cieszyć się, jak ktoś jeszcze uzna je za fajne. ^^ Ale nie jesteś pierwszą osobą, która mi o tym mówi, więc przemyślę.
      Takoż pozdrawiam!

      Usuń
  5. Trzymam kciuki za prace w zoo :) Może znajdziesz to, czego szukasz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Taki ładny, taki ładny but, ale co zrobić, kiedy mam nogę jak przysłowiowy podolski złodziej ;_;
    Twoja produktywność kole moje leniwe oczy, ale faaajnie, że będziesz miała praktyki w zoo, czyli tam, gdzie tak bardzo chciałaś. Też bym chciała chociaż wiedzieć, gdzie by mi się mogło na praktykach podobać. Życzę ci powodzenia, naprawdę naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń