sobota, 8 sierpnia 2015

Najlepsze, co przydarzyło mi się w życiu

Pierwszy dzień wolontariatu w ZOO. Zostałam przydzielona do wiwarium (yay!), gdzie jest jeszcze bardziej duszno i upalnie niż na zewnątrz (nie yay!). Okazało się, że to, co jest na wystawach to jakieś 10% tego, co jest na zapleczu (jeśli liczyć każdego świerszcza z osobna, to będzie pewnie z 5%). Według statystyk, w całym budynku znajduje się 511 (!) zwierząt wymagających opieki. Challenge accepted!

Oprócz mnie do pracy w wiwarium przyszła jeszcze stażystka - Paulina. Najpierw było szkolenie BHP i takie pierdoły oraz oprowadzenie po całym budynku przez zastępcę kierownika ZOO, gdyż kierowniczka wiwarium była na urlopie. Z miejsca dał nam szlaban na kajmana i gatunek wyjątkowo trujących ropuch, ale to naprawdę trujących, zakaz dotykania kijem, wywołują halucynacje i w ogóle, mamy nawet nie myśleć o otwieraniu terrarium, śmiertelne niebezpieczeństwo. Trzy godziny sprzątania na zapleczu później, w ostatnim pokoju zostało duuuże terrarium. Zaglądamy do środka, a tu pełno tych ropuch-morderców. Eee, szefie Januszuuu (nie kierownik), te ropuchy też mamy czyścić? No pewnie, wszystkimi zwierzakami trza się zająć. Ale kierownik mówił, że one nas zabiją i mamy na nie szlabaaan. Pff, żeby coś wam zrobiły, musiałybyście je polizać. No więc terrarium zostało wyczyszczone przy przesadnej dozie ostrożności, jakby w środku była bardzo wrażliwa bomba. Zabiją czy nie, te ropuchy wyglądają dość paskudnie i nie widzi nam się ich dotykać. xD

Szybkie podsumowanie dnia: pierwszy raz trzymałam kameleona - świetne uczucie, tak uroczo obejmują łapkami paluchy i bardzo mocno trzymają, zezując jednocześnie na wszystkie strony. Karmiłam kijankami malutkie pończoszniki, absolutnie prześliczne, kolorowe wężyki z czerwonymi łebkami. Przy okazji odkryłam, że łapanie kijanek w pęsetę to rzecz trudniejsza niż się wydaje, te małe cholerstwa są strasznie śliskie i zwinne. Poznałam gatunek żab, które nie kumkają, nie rechoczą, tylko się nadymają i drą na cały budynek: TAK!!! Oczywiście nie pamiętam, jak się nazywają. Jak próbowałam wyczyścić terrarium warana szmaragdowego, buc rzucił się na mnie i jestem z siebie dumna, bo nawet się nie wzdrygnęłam, tylko ze stoickim spokojem zabrałam rękę z jego trajektorii lotu i zamknęłam terrarium.

Drugi dzień wolontariatu w ZOO. Skaleczyłam się nie wiem gdzie i o co, oparzyłam się o lampę grzewczą, oparzyłam się o pistolet na klej i przycięłam sobie dłoń dziurkaczem (dwa razy). Rano cała się uwaliłam zgniłą kapustą. Waran szmaragdowy z zaplecza chyba mnie nie lubi, jak próbowałam mu umyć terrarium, to warował przy drzwiach i nie pozwalał mi ich otworzyć. Ze cztery razy oblałam się wodą z żabimi gównami. Pod koniec dnia dowiedziałam się, że mieli wolny etat w wiwarium i pilnie kogoś szukali. Moja reakcja na tą wiadomość to wrzask na całą kanciapę: JA CHCĘ! 

Niestety, już następnego dnia okazało się, że zajęte i do pracy za niedługo ma przyjść jakaś dziewczyna. :c Cała nadzieja w tym, że będzie się bała węży i żab i długo nie wytrzyma, hłe hłe.
Nie no, i tak bym nie miała szans na tym etapie, nie mam wykształcenia, a doświadczenie zbieram od kilku dni. Ale może jak bym przyszła na kwartalny staż...

Moje ulubione płazy z zaplecza to żaby omszone. Jak się im wymienia wodę w basenikach, to trzeba je najpierw z nich powyjmować, a one się wtedy rozklapiają na palcach i nigdzie nie wybierają, i są takie mięciutkie i milutkie. <3

Wolontariatu w ZOO dzień trzeci. NIENAWIDZĘ ROŚLIN NIENAWIDZĘ PIELENIA NIENAWIDZĘ STRZYŻENIA KRZEWÓW CHCĘ WRACAĆ DO ŚRODKA SPRZĄTAĆ KUPY.

Bonus: otworzyłam terrarium z szarańczami i jedna radośnie kicnęła mi na ramię. Mówię jej: no i po co żeś wylazła, wracaj do środka, żarcie dostałaś. Popatrzyła na mnie, odwróciła się i wskoczyła z powrotem.

W tym tygodniu na tym się niestety skończyło, bo przy pracy w ogrodzie (cholernym ogrodzie z cholernymi roślinami, chwastami do wyrwania, krzaczorami do ścięcia, bukietami pokrzyw, girlandami pajęczyn, argh, argh, nienawidzę prac ogródkowych!!!) coś sobie zrobiłam ze ścięgnem w stopie i ledwo mogłam chodzić. Mam fajny opatrunek, ale nic poza tym. Ale to nic, w poniedziałek wracam i żadna obsrana szyba mi niestraszna! (Żaby uwielbiają przyklejać się do szyb i je przy tym obsrywać, potem trzeba to namaczać i zeskrobywać).

Tak... Chyba znalazłam swoje powołanie.

Jedyne zdjęcie, jakie miałam czas zrobić - roboty jest od zarąbania. Kameleonek. <3

PS Ostatnio bawiłam się ustawieniami bloga i najwyraźniej przez przypadek namieszałam w opcjach komentowania, teraz już wszystko wróciło do normy. ^^