sobota, 5 września 2015

Blondynka w ZOO

W sierpniu nadwyrężyłam sobie ścięgno Achillesa i z miesiąca wolontariatu zrobiły się niecałe dwa tygodnie, więc przedłużyłam swój pobyt tam do końca września. Roboty jest od zarąbania i bywa naprawdę męcząca, ale nawet jak budzę się o tej piątej nad ranem z myślą "Kuźwa. Nie chce mi się", to jak już dojadę na miejsce, jestem zachwycona. Myślę, że wreszcie udało mi się odkryć swoje prawdziwe powołanie (durr hurr). Gdy w gimnazjum przyszła pora wybrać szkołę mającą ułatwić start do nowej kariery, byłam przerażona. No bo kto to widział, decydować o całym swoim życiu w wieku, kurde, piętnastu lat. Myślałam o różnych technikach, np. leśniczym, ale, cóż... Nie wiem, czy teraz też tak jest, ale w moich czasach (kurde, jak to brzmi) słowo "technikum" było jak klątwa, bo panowało powszechne przekonanie, że do techników i zawodówek idą wszyscy ci debile i chuligani, którzy są za głupi na normalne liceum, i we wszystkich tego typu placówkach panuje powszechna patologia. Bujda na resorach, no ale nieważne. Skończyło się na tym, że poszłam do LO. Elitarnego. Nabawiłam się tam kosmicznej depresji i w klasie maturalnej - mimo tego, że prawie wszyscy mi to odradzali - zmieniłam szkołę. No i zaraz kolejny wybór: co zdawać na maturze, na jakie studia pójść? Cóż, w poprzednim liceum byłam na profilu humanistycznym, wszyscy najbliżsi znajomi wybierali się na filologię polską... więc poszłam za nimi. I znów był płacz i zgrzytanie zębów. Koszmar. Starocerkiewnosłowiański i Nowy (sz)Korbut do tej pory mi się śnią po nocach. Wtedy odkryłam, że na łódzkim kulturoznawstwie otworzyli nową specjalność: twórcze pisanie. Radość, euforia, no przecież zawsze chciałam zostać pisarzem! No to tam poszłam. I niby było fajnie... ale wciąż miałam jakieś takie poczucie, że nie do końca tam pasuję. Wokół sami Ahtyści przez wielkie Ah, ę, ą, teatry i opery, a ja nudzę się przeraźliwie w teatrach i na operach, i ogólnie jakoś mi ten specyficzny światek Ahtystów nie odpowiada, a jak miałam praktyki, to umierałam z nudów i z utęsknieniem patrzyłam na siedzące na parapecie gołębie.

Chyba już kiedyś o tym tu pisałam, że jednym z moich najszczęśliwszych wspomnień jest czas, kiedy przychodziłam na wolontariat do przytuliska dla zwierząt i tam razem z innymi dziewczynami wypuściłyśmy stado koni na łąkę, i biegałyśmy razem z nimi. I teraz, z tej perspektywy, jakoś ciężko mi ogarnąć, dlaczego mimo tego, mimo mojej miłości do zwierząt, mimo wypracowań w podstawówce, jak to będę weterynarzem, zamiast pójść w tym kierunku, poszłam w zupełnie innym - niby też pokrewnym moim zainteresowaniom, ale jednak nie aż tak bardzo. 

Uwielbiam czyścić terraria na wystawie, by zwierzęta pięknie się w nich prezentowały (mimo że niektórzy ludzie to chyba się z tymi szybami całują, tak ciężko je domyć). Uwielbiam sprzątać kupska i zapewniać zwierzakom dobre warunki. Uwielbiam robić sałatkę dla legwanów fidżijskich i karmić agamę brodatą bananem. Uwielbiam, jak za każdym razem, gdy otwieram terrarium kameleonów lamparcich, jeden z nich wyciąga łapki i wchodzi mi na rękę. Uwielbiam ten dreszczyk, kiedy w moim kierunku z szybkością błyskawicy rzuca się około 30-40 kilogramowy boa madagaskarski, gdy podaję mu na pęsecie szczura. 

I nie mam najmniejszego zamiaru się z tym rozstawać. Będę się starać o pracę w tym ZOO. Choćbym musiała czekać kilka lat albo tyrać przez ten czas za darmo. Płaca jest mizerna, ale zdecydowanie wolę pracować za minimalne wynagrodzenie w miejscu, do którego kocham przychodzić, niż zmagać się z niemijającą depresją za 3k golda, a potem dostać zawału w wieku 40 lat i umrzeć. Muszą mnie tam przyjąć, bo już sobie umyśliłam, że napiszę o tym książkę i w ogóle.

Niecałe dwa tygodnie temu podjęłam jedną z najbardziej spontanicznych decyzji w życiu: zapisałam się do szkoły policealnej na kierunku technik weterynarii. Umieram ze strachu, ale jestem pełna entuzjazmu. Kupiłam sobie zestaw słowników zoologicznych Juszczyka i teraz wszędzie z nimi jeżdżę, otwieram na losowej stronie i czytam, starając się jak najwięcej zapamiętać. I - matko świnto - sprawia mi to przyjemność. PIERWSZY RAZ W ŻYCIU NAUKA SPRAWIA MI PRZYJEMNOŚĆ.

No, to chyba muszę zaktualizować cutie marka Raindancer.

Cutie mark stąd, kucyk zrobiony tu.
Swoją drogą, co za debilny pomysł, dzielić sezon na dwie połowy? CHCĘ KUCYKI! :C

9 komentarzy:

  1. Jak już tę książkę wydasz, to ja ją bardzo chętnie przeczytam (może nawet kupię, a nie wyżebram o wydawcy;P). A tak przy okazji, jak Ci się podoba "Kupiliśmy ZOO"?:)
    Trzymaj się tego technikum, przydatne jest. Nawet moje kolerzanki ze studiów je robiły i sobie chwaliły. Fakt, że technicy często robią dużo więcej, niż pozwalają na to przepisy pracy (właściwie wszystko poza poważnymi zabiegami) i za marne pieniądze,ale to zawsze jakiś konkret.:) Najważniejsze, że to lubisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie wyżebrasz, bo ci dam, z autografem i fokle. /)(^3^)(\

      "Kupiliśmy ZOO" bardzo mi się podoba, ale ostatnio jakoś nie chce mi się czytać i powoli mi schodzi. xD

      Usuń
  2. Aż miło przeczytać taki radosny post :) Szkoda, że zmarnowałaś trochę lat na czymś, czego nie lubiłaś, ale zawsze lepiej późno niż wcale, nie? Oby wszystko szło w jak najlepszym kierunku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie myślę o tym w stylu "olaboga tyle lat zmarnowanych". Po pierwsze, zawsze to jakaś wiedza i doświadczenie, a po drugie są ludzie, którzy dopiero na starość odkrywają swoje powołanie, więc absolutnie nie czuję, że na mnie olśnienie przyszło za późno albo coś w tym stylu. Wyszło jak wyszło no i uj, teraz może być już tylko lepiej. ;3

      Usuń
  3. No i super! :) Zmarnowane lata się zdarzają - ja mam 5 lat w plecy przez kierunek, który nawet do końca mnie nie interesował - zdarza się. Nie każdy ma plan na siebie od samego gimnazjum
    Grunt, to znaleźć coś, co się naprawdę lubi robić. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Będzie dobrze, trzymam kciuki! Ja zamierzam iść na zootechnikę lub zoofizjoterapię – chcę mieć radosć z pracy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo!!!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  6. Winky, jestem taka dumna! Nareszcie udało ci się wyrwać. Teraz będzie wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń