wtorek, 12 kwietnia 2016

Pyrkon i takie tam

Łobosz. Tak dawno nie byłam na żadnym konwencie (dawno = rok), że zapomniałam już, jakie to zajebiste. Niby w trakcie Pyrkonu tęskniłam za swoim czystym sedesem i łóżkiem, ale jak w niedzielę wieczorem wróciłam do domu i natychmiast świat zaczął mi zawracać głowę tymi wszystkimi przyziemnymi duperelami typu lekarz, recepta, urząd pracy et cetera, to byłam gotowa odwrócić się na pięcie i wrócić na konwent. Szkoda, że zastałabym tylko bałagan. *sigh*

W każdym razie: omg, było cudownie. Kij tam z kilometrowym kolejkonem do wszystkiego z kiblem włącznie, bawiłam się świetnie. Zbiłam lubego w pojedynku na miecze larpowe, spotkałam wielu znajomych, wydałam trochę mniej pieniędzy na znajdźki niż chciałam, ale za to poczyniłam dużo planów na wydanie ich w przyszłości, pograłam w to i owo i w ogóle zajebioza. Teraz żałuję, że tak mało zdjęć zrobiłam, bo nie mam czego do notki wrzucać, lol.

Przed konwentem często śniło mi się, że biorę udział w LARPie i podświadomie zaczęło mnie to kusić, ale jak przyszło co do czego, I noped. To wszystko wygląda kusząco, ale się boję jak ja pierdziu. Ograniczyłam się do sesji RyPyGy i też było zajebiście. Na sesji Soul Marketu, systemu lubego o demonach (o czym szerzej możecie poczytać tutaj), zrobiłam sobie postać będącą maksymalnie stereotypową disneyowską księżniczką. Po przemianie w anioła zrobiła się jeszcze piękniejsza niż była i zyskała moc zamieniania w kamień tych, którzy spojrzą jej w oczy. Niemożność spojrzenia w oczy ukochanemu lordowi Przystojniakowi? Czarna rozpacz. O mało nie zakończył przez księżniczkę Amber żywota. Jej bajka nie skończyła się za dobrze, choć całkiem heroicznie: została zmiażdżona przez ogromnego gryfa, którego zamieniła w kamień, gdy atakował miasto.W ogóle to system przeszedł sporo zmian od kiedy walnęłam mu reckę, już nie jest tak trudny od samego startu (chyba że się gra w hardcore mode, czyli ludźmi) i dzięki trybowi sezonowemu łatwiej zarabiać wyznawców. Niedługo luby założy odpowiednią stronę na fejsie, więc będę go tu namiętnie reklamować, hłe.

Wracając do konwentu... Udało mi się uciułać trochę piniondza i chciałam zacząć kompletować strój na przebranie Winifredy - mojej postaci z Amberu. Potrzebuję do tego: miecza (najlepiej piankowego, żeby bezkarnie bić ludzi po głowach), stalowych naramienników i, no, nacycnika (znalazłam już idealną artystkę z Ukrainy na Etsy), skórzanych karwaszy z odpowiednim wzorem, jakiegoś gorsetu, koszuli, butów, pasa z kaletkami i pluszowego białego królika. Niestety, na konwencie nie znalazłam nic odpowiedniego. Jakoś tak strasznie mało było sklepików z takimi właśnie rzeczami. Ale różnych innych pierdół było od groma i udało mi się upolować KUCYKOWĄ SPÓDNICZKĘ! <3

Na urodziny mama wykupiła dla mnie cały asortyment ciuchów z kucykami z Cropp Town, będą jak znalazł. <3

A tak z rzeczy kompletnie nieważnych, to udało mi się zdobyć staż. Będę pracować w rejestracji w przychodni i w międzyczasie spamować lecznice weterynaryjne, bo wiem na 100%, że gdzieniegdzie biorą do pracy techników w trakcie nauki. Także ten, hurra.