środa, 24 sierpnia 2016

Dziń dybry

Mało brakło, a miałabym bezwakacyjne wakacje, ale praktycznie na ostatnią chwilę udało się kupić bajlety na samolot i poszłaaam w pizdu, znaczy do siostry, znaczy do Anglii. Siostra ma zwyczaj przemieszczać się kłusem zapierdalającym, a ja jestem stateczny, powolny człek, który nie lubi się spieszyć i woli poczekać godzinę na następny pociąg niż zrobić sprint na peron, więc po pierwszym dniu latania po Londynie byłam prawie pewna, że mam zniszczone w nogach mięśnie, ścięgna i w ogóle wszystko. Okazało się, że nie (trochę szkoda, nie pogardziłabym małym L4), ale choć doświadczenie wyczerpujące, to bardzo pozytywne.

Miałam okazję zobaczyć:
- martwego szczura przy wiejskiej drodze,
- parę fajnych muzeów, w tym nauki, historii naturalnej, zabawek,
- dużo zabytków natury architektonicznej,
- piękny park przed pałacem Buckingham, pełen pelikanów, kaczków i gołębiów,
- Brick Lane, coś jak Piotrkowska w Łodzi, tylko że nie,
- Camden Town, omg, omg,
- Thorpe Park, czyli lunapark, moje największe marzenie od kiedy grzdylem będąc, zagrałam pierwszy raz w Rollercoaster Tycoon.

Na Brick Lane żłopałam te słynne szejki ze słoika, choć bez słoika, bo napięty grafik wymusił opcję "na wynos", ale za to cupcake posypany brokatem był pyyyyszny i szejk też był pyyyszny. W muzeum zabawek był strasznie creepy zabawkowy królik w kapuście, który wyglądał jak truchło, a także KOLCZYKI Z ŁEBKÓW KOLIBRÓW. D: Byłam przekonana, że London Dungeon to też muzeum, a tu wszędzie aktorzy, scenki, efekty specjalne i na dobre zakończenie - symulator wieszania na szubienicy, czyli... cholibka, jak to się nazywa? Takie toto, że siadasz, zapinasz pasy jak na kolejce górskiej i robisz JEBUDU dziesięć metrów w dół. W Thorpe Parku najbardziej mi się spodobał najstraszniejszy rollercoaster, jaki mają: Saw the Ride, tematycznie związany wiadomo z jakim filmem. Fanką filmów nie jestem, ale jazda była zajebista, mimo że nie byłam w stanie utrzymać głowy w pionie i potem mnie strasznie bolała. Powinni do siedzeń zamontować takie pasy na czoła, to by było super, nie dość, że klimaty filmowe, bo człek uwięziony, to jeszcze by się tak ŁEB NIE TELEPAŁ, EKHEM EKHEM. Byliśmy na niej dwa razy i mam kompromitujące zdjęcia, których tu nie pokażę. Na pamiątkę kupiłam se długopis wyglądający jak strzykawka pełna krwi i chciałam go używać w pracy - przychodni alergologicznej - ale jednak się boję, że mi ktoś ukradnie, tam ciągle wszyscy kradną długopisy, a ten jest zbyt fajny, żeby jakiś burak mi go ukradł. A w Camden Town wreszcie miałam okazję odwiedzić sklep, o zakupach w którym marzyłam od lat... CYBERDOG. Bogu Maszyno, jakie to miejsce jest epickie, wszędzie rzeźby androidów, manekiny wyglądają jak cyborgi, jest futurystycznie i kosmicznie, i omg omg. <3 Kupiłam sobie top z mechajaszczurką, błyszczącą się jak psu jajca i z elementami, które świecą w ultrafiolecie, ale nie będę mieć okazji do wystawiania się na ultrafiolet, więc wsio ryba. Gdybym miała więcej funduszy, wyniosłabym stamtąd pół asortymentu. No, ale co się odwlecze to nie uciecze...

Kiedyś postawię sobie taki w sypialni,
czy się to lubemu podoba czy nie.

No. A poza tym to jestem częściowo podekscytowana (tylko, bo w drugiej części masakrycznie zestresowana pracą, i jak jeszcze raz ktoś powie, jaka to ona fajna i luźna, to dostanie w łeb czymś obuchowym), bo BENDE ROBIĆ KOSPLEJ! Pierwszy raz od tak dawna, ojej. I to z udziałem pianki EVA, sryliardem tutoriali, z których nic nie będę rozumieć, palcami sklejonymi kropelką i w ogóle. Mam zamiar zrobić przebranie mojej postaci z Amberu, córki Gerarda (jeśli nie wiecie, co to Amber: MARSZ DO BIBLIOTEKI WYPOŻYCZYĆ JEDEN Z NAJLEPSZYCH CYKLI FANTASY EVER). Mam już miecz (który po dotarciu do mego domku okazał się być dwuręczny i prawie tak wielki jak ja, ups), pluszowego królika i gacie, tunikę w odpowiednim kolorze już zamówiłam w Płaszczu i Sukni, potrzebuję jeszcze sensownej pochwy na ten wielki mieczor, napierśnika, jakichś butów i wahom się, czy robić puklerz. I się tak nie mogę doczekać efektu końcowego, omg. <3

Sesje RPG to ostatnio jedyny powód, dla którego mam ochotę dotrwać do końca tygodnia. Staram się znaleźć lepszą pracę, ale wszelkie wysiłki spełzają na niczym. A jak przerwę staż z powodu innego od  "znalazłam normalną pracę" lub ewentualnie "umarłam", to diabli wezmą wszystkie moje przywileje z urzędu pracy. A jest źle, bardzo źle. Znaczy, praca sama w sobie zalicza się do, jak to określił luby, górnych poziomów dna, więc nie jest NAJGORZEJ na świecie, ale dla mnie to jest nie do zniesienia. Nie śpię po nocach nawet w weekendy i inne dni wolne, bo się non stop zamartwiam, co będzie następnym razem w robocie, stres mnie wykańcza i nie pomaga nic, ani leki, ani dobre rady. Tylko sesje są fajne. I zwierzaki. Ale to krótkotrwałe ukojenie.

Żeby nie kończyć pesymistycznym akcentem, porównanie Puchacza właściwego z Puchaczem kosplejowym:

Wstrętny potwór mi zeżarł słuchawki. :c Ale i tak go kocham. <3

2 komentarze:

  1. O,Winky,fajnie,ze jesteś!Wakacje w Anglii, super! Też byłam w muzeum zabawek,fajne było.
    Po London Dungeon miałam ochotę zabić mojego męża za ten pomysł (albo co lepsze:niech go rozszarpią prawnicy). Nie bierz do pracy długopisu, bo szkoda.
    Winky,czasem w pracy jest fatalnie, taki lajf. No,przykro czytać.Zrób fajny cospley,pogłaskaj Puchacza, postaraj się nie myśleć o pracy po 16.00,bo Ci całe życie zatruje.Ja sobie czasem podśpiewuję na wakacjach piosenkę z Firefly: You can;t take the sky from me...
    Powodzenia w szukaniu nowej!I fajnie,ze się odezwałaś,cieszę się!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie blog znowu ożył ^^

    Czy mi się zdaje, czy przy tej rzeźbie, co ją sfotografowałaś, jest zakaz robienia zdjęć? ;P

    Mam nadzieję, że cosplay Ci się uda. Choć coś dużo rzeczy kupujesz zamiast samemu zrobić xP Nie no, wiadomo, że się wszystkiego nie zrobi (chyba, że jest się profesjonalnym cosplayarem, który ma doświadczenie, czas i pieniądze). Nie wiem, na jaki konwent go planujesz, ale chciałabym zobaczyć Cię w nowym stroju ;)

    A Puchacz wygląda na bardzo niezadowolonego ze swojego dublera xD

    Co do pracy i stresu... może spróbujesz jogi? Wydaje mi się, że mi pomaga :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń