poniedziałek, 12 grudnia 2016

Hello darkness my old friend

Zastój za zastojem... Jakoś nie mam ochoty tu pisać. Niby mam co i czasem nawet mam wenę, i mam pełno pozaczynanych notek w narzędziach bloggera, ale za każdym razem dochodzę do wniosku, że nie, to nie działa.

Sama nie wiem, jak jest. Jak zwykle: raz dobrze, raz źle, nihil novi sub sole. Zmieniło się to, że mam W KOŃCU diagnozę i pracę, która nie sprawia, że codziennie idąc do niej modlę się o to, by potrącił mnie samochód. Serio, w poprzedniej byłam bliska całkowitego załamania nerwowego, powrót do niej po urlopie w Anglii to był koszmar. No i teraz pracuję w lecznicy weterynaryjnej, głównie zajmuję się sklepikiem zoologicznym, ale też ogarniam burdel i przyuczam się do zawodu. I niby mogłabym opowiedzieć, jak wygląda ta praca i zarzucić jakimiś ciekawymi anegdotkami, ale... nie mam ochoty. Zarzucam na bieżąco na fejsie i na więcej nie mam siły.

Wyszło, że jestem neurotykiem. Mówiąc w skrócie: gorzej znoszę stres. A ponieważ stresują mnie takie pierdoły, jak konieczność otworzenia do kogokolwiek gęby, to ten, no, zajebiście. Tak, tak, chodzę na terapię. Cudów nie ma. Jak już mi się zaczyna wydawać, że udało mi się coś zwalczyć i jest lepiej, to zaraz się okazuje, że jednak nie, albo coś innego dowala ze zdwojoną siłą. A inni ludzie machający na moje problemy ręką z nieśmiertelnym "inni mają gorzej" są tak jakoś umiarkowanie pomocni.

Lubię moją pracę, ale szkoła w co drugi weekend i pracujące soboty sprawiające, że mam czasem jeden dzień wolnego w miesiącu mnie wykańczają. W robocie nie mogę się doczekać powrotu do domu, a jak już wrócę... to nie wiem, co robić, bo nic mi nie sprawia przyjemności. Ani gry, ani filmy, ani twórcze zajęcia, a im mniej powiem o czytaniu książek, tym lepiej.


To jest Ripley. Ripley jest mieszanką srokacza olbrzyma i baranka miniaturki, przez co ma jedno ucho na Maroko, a drugie na Kaukaz. Puchacz zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, mimo że jak Ripley dorośnie, to będzie pewnie ze dwa razy większa od niego. Teraz mam dwa puchostwory do pocieszania. Niestety, Ripley nie dość, że jest przebrzydłym szczochem i psują, to jeszcze jest sprytnym szczochem i psują i musiałam zbudować Alcatraz dla królików. Koniec z budzeniem się z nabzdyczonym Puchacidłem na piersi. :c

2 komentarze:

  1. No jak bywa, że masz tylko jeden dzień wolny w miesiącu, to ja się nie dziwę, że nic Ci się nie chce. Jak na mój gust, to pomijając wszystko inne, jesteś po prostu przemęczona. Nawet, jeżeli się lubi, co się robi, to czasem po prostu sił nie starcza i ma człowiek wszystkiego dosyć. Nie wiem, czy jesteś w stanie coś z tym zrobić, pewnie przynajmniej na razie nie, ale postaraj się jakoś poluzować swój grafik bo się wykończysz.

    Trzymaj się! :)

    I może trochę częściej zachce Ci się coś napisać ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Winky, ja też źle znoszę stres...Więc Cię rozumiem.I sytuacja polityczno -społeczno -religijna mnie dobija.A tu znowu Święta.Dobrze, ze masz taką pracę,cieszę się z Tobą.
    Oby było lepiej.Królik cudny.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń