wtorek, 24 stycznia 2017

Rebecca

"Pamiętasz mnie? Ja ciebie pamiętam."
Rebecca J. Riddick autorstwa Reliah. Klikajcie i lajkujcie, bo Reliah zasługuje na wszystkie lajki tego świata.


So familiar and overwhelmingly warm
This one, this form I hold now.
Embracing you, this reality here,
This one, this form I hold now, so
Wide eyed and hopeful.
Wide eyed and hopefully wild.

Twarz Rebecki pulsowała potwornym bólem, z epicentrum w wypalonych rozgrzanym metalem oczach. Niczego nie pragnęła bardziej niż tego, by to widok rozpalonego do białości żelastwa był ostatnim, jaki zapamięta; by to skwierczenie skóry i jej własny wrzask śniły się jej po nocach do końca życia.
Arthro, Peeves, Jay-Lee... Nagan. Wciąż czuła na twarzy palce Hammera Jonesa, który upewniał się, że Rebecca nie przegapi ani sekundy ze spektaklu tortur, jakim Krwawe Słońca poddali jej towarzyszy. I wszystko to z jej winy.
„Tak się rozprawiamy z konkurencją. Zapamiętałaś, laleczko?”
Zostawili ją na tym pustkowiu, razem z nieludzko okaleczonymi ciałami przyjaciół; nie widziała ich, ale aż za dobrze zdawała sobie sprawę, że tam są. Siedziała na ziemi, oparta o pień suchego drzewa, oddychając spazmatycznie. Po policzkach ściekały jej krew i płyn z pękniętych gałek ocznych. Na zmianę traciła i odzyskiwała przytomność, z tego samego powodu: bólu, który raz otępiał, a raz pobudzał.
Nie wiedziała, ile minęło czasu, nim zaczęła odbierać inne bodźce. W pewnej chwili usłyszała nad sobą szelest, a następnie – znajomy skrzek.
– Diesel... – wychrypiała.
Znów skrzek, tym razem głośniejszy. Podkurczyła nogi i zagwizdała sygnał. Poczuła szpony lekko wbijające się w skórę, gdy na kolanie wylądował corelliański ptak banshee. Odruchowo chciała go pogłaskać w ramach pochwały, ale wtedy skrępowane za plecami nadgarstki przypomniały o swoim położeniu. Zaklęła pod nosem. Nauczyła Diesela różnych komend, ale przecinanie więzów do nich nie należało. Zagwizdała melodię na „przynieś broń” w nadziei, że ptak znajdzie coś ostrego.
Słyszała, jak przelatuje wte i wewte, szukając przedmiotów podobnych do tych, które nauczony był przynosić. Niestety, gangsterzy zabrali Rebece i jej towarzyszom wszystko, co mieli przy sobie.
Oprócz...
Przewróciła się na bok i po dłuższej chwili wysiłku udało jej się przełożyć związane ręce pod nogami. Ze ściśniętym gardłem zaczęła pełznąć na kolanach ku miejscu, w którym wiedziała, że leży ciało Nagana.
Załkała, gdy jej dłonie natrafiły na leżące w suchej trawie odpiłowane rogi zabraka.
Dotarłszy do niego, odszukała po omacku mechanizm w obcasie jego lewego buta i z przodu wyskoczyło ostrze noża. Przecięła nim krępujące ją więzy. Pomasowała obolałe nadgarstki; do zmarzniętych dłoni znów napłynęła krew.
Usiadła i powoli obracała głowę, jakby spodziewała się, że będzie w stanie znów zacząć widzieć i pozwoli jej się to rozejrzeć. W rzeczywistości próbowała zorientować się w terenie. Zaszli statek Krwawych Słońc od południowego wschodu, od strony miasta. Gangsterzy wywlekli ich na przeciwną stronę. Kiedy ich ustawili, Rebecca patrzyła na północ. To znaczy, że żeby wrócić, musi kierować się... Odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, wyciągnęła lewą rękę przed siebie i skierowała na godzinę dziesiątą. Cel.
Odetchnęła ciężko, opuszczając rękę. Po chwili zaczęła szukać dłońmi twarzy Nagana. Żołądek ściskał jej się boleśnie za każdym razem, gdy natrafiała na lepką krew lub wyczuwała połamane kości. Skuliła się nad nim, przycisnęła czoło do jego czoła.
– Wybacz.
Pocałowała jego zimne usta. W gardle urosła jej twarda gula.
Podniosła się z trudem. Wróciła do drzewa. Ułamała z niego dostatecznie grubą gałąź – krzywą i za krótką, ale nie mogła wybrzydzać. Gwizdnęła Dieselowi komendę „podążaj za mną” i badając kijem teren przed sobą, ruszyła w stronę miasta.

We barely remember who or what came before this precious moment
We are choosing to be here right now
Hold on, stay inside...

Torray syknęła głośno na widok częściowo zabliźnionej, częściowo zszytej masy w miejscu, gdzie kiedyś były oczy Rebecki.
– W mordę – mruknęła. – Paskudne. Musiało kurewsko boleć.
Rebecca bez słowa komentarza założyła z powrotem czarne gogle.
– No... to chyba tyle, jeśli chodzi o wojaże, co? – ciągnęła Torray. – W takim stanie daleko nie zajdziesz.
– Dlatego przyszłam do ciebie. – Rebecca wyciągnęła rękę w kierunku stołu i zacisnęła palce na swojej szklance. Poczuła przyjemną ulgę, że udało jej się to za pierwszym razem, bez wywrócenia naczynia. Napiła się piwa; nie było takie złe.
Twi'leczka milczała przez chwilę. Rebecca założyłaby się o całą zawartość swojego konta, że tamta w tej chwili kręci głową.
– Naprawdę cię nie rozumiem. Gdybym ja miała tyle hajsu, rzuciłabym tę robotę i wybudowała domek letniskowy na Kashyyyk.
– Kiepska miejscówka.
– Wiesz, o co mi chodzi. Że też nie potrafisz po prostu usiedzieć na dupie! Sama widzisz, do czego cię to doprowadziło.
Rebecca zacisnęła palce na szklance.
– Pomożesz mi czy nie?
Torray westchnęła ciężko. Zakładając nogę na nogę, trąciła stół, który zadrżał.
– Znam gościa. A ten gość zna gościa, który jest chirurgiem. Może uda mi się coś załatwić po znajomości.

Twirling round with this familiar parable
Spinning, weaving round each new experience
Recognize this as a holy gift and celebrate this chance to be alive and breathing
A chance to be alive and breathing

Środki usypiające przestały działać. Rebecca coraz mocniej czuła tępy ból po lewej stronie głowy. Po jakimś czasie odzyskała przytomność i motorykę na tyle, by unieść rękę i dotknąć opatrunku. Skrzywiła się, gdy jej czaszkę przeszyła fala silniejszego bólu.
Usłyszała kroki blisko łóżka.
– Żyjesz. Muszę przyznać, że jestem zadowolony z takiego obrotu spraw.
Chciała mu odpowiedzieć, że to pewnie dlatego, że nie zapłaciła z góry; zamiast tego z jej ust wydobyło się jedynie długie stęknięcie. Doktor Shin zbliżył się i kolejno kłuł igłą czubki palców jej nóg i rąk; za każdym razem wzdragała się lekko.
– Wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Zaraz ci dam coś przeciwbólowego... – Urwał, pstryknął palcami. Czyjeś delikatne dłonie ujęły jej ramię i wbiły igłę w mięsień. Ulga była niemal natychmiastowa. – Jak się czujesz? Jakieś zawroty głowy? Mdłości?
Rebecca przełknęła kilkukrotnie ślinę i zwilżyła usta.
– Czemu nie widzę? – wychrypiała. – Co z Dieselem?
– Nic mu nie jest, spokojnie. Wybudził się już jakiś czas temu, ma założony kaptur, żebyś nie doznała szoku. Ptasi wzrok... nieco różni się od ludzkiego.
Kiwnęła głową. Podniosła się powoli do pozycji siedzącej. Te same delikatne dłonie, które podały jej zastrzyk, przytrzymały ją. Odtrąciła je niedbale.
– Jestem gotowa.
Lekarz mruknął.
– No, dobrze. Jeśli tylko się poczujesz gorzej, natychmiast daj znać. To będzie wymagało przyzwyczajenia się, ale wierzę, że dasz sobie radę.
Kroki oddalające się, skrzek, kroki zbliżające się, stuknięcie metalowej klatki, gdy została postawiona na stoliku obok. Skrzypnięcie metalowych drzwiczek.
Nagle coś ścisnęło jej trzewia, gdy dopadły ją wątpliwości. Czy dobrze zrobiła, decydując się na ten zabieg? To nie było jedyne wyjście... ale podobno bezpieczniejsze. Terapia bioinżynieryjna spalonych nerwów wzrokowych niosła większe niż w przypadku rozwiązania, które wybrała, ryzyko trwałego uszkodzenia mózgu, paraliżu, w skrajnym przypadku śmierci... lecz w razie powodzenia, odzyskałaby wzrok.
Ale teraz nie ma już odwrotu... Co jeśli operacja się nie udała?
Serce Rebecki zatrzepotało. A w następnej chwili...
Zobaczyła. Jasne pomieszczenie, w dziwnej, strasznej perspektywie – szerokiej, obejmującej trzy ściany kwadratowego pokoju naraz. Kolory stały się wyraziste i było ich jakby... więcej. Wszystko w zasięgu wzroku było tak wyraźne, jak gdyby leżało tuż obok.
Nadmiar bodźców tak ją oszołomił, że dopiero po chwili zaczęła zwracać uwagę na osoby znajdujące się w polu widzenia. Doktor Shin, szczupły, skośnooki, uważnie obserwujący jej reakcje. Pielęgniarka, młodziutka, niebieska twi'leczka, jeszcze nastolatka. I... ona sama, Rebecca.
Zobaczyła siebie, swoją twarz, swoje rany. W detalach o wiele większych, niż by chciała. Pusty żołądek zareagował mdłościami. Zachwiała się.
– W porządku, wystarczy tych atrakcji – powiedział Shin, zakładając Dieselowi kaptur. Znów wszystko spowiła ciemność. Dłonie twi'leczki przycisnęły Rebeccę do łóżka. – Wasze wszczepy pozwalają ci nie tylko widzieć to, co on, ale też wydawać mu rozkazy. Będzie je odbierał jako swoje własne pomysły. Ale to przetestujemy następnym razem... Jak wypoczniesz i nabierzesz sił.
Rebecca posłusznie leżała na posłaniu, choć już rwała się do czynu. Szczęście oszołomiło ją jak narkotyk. Nie mogła odzyskać własnego wzroku, ale zyskała lepszy. Chciała wykorzystać każdą możliwą chwilę na naukę swojego nowego życia. Potrzebowała tego, by wyrównać rachunki.

This body holding me reminds me of my own mortality
Embrace this moment, remember, we are eternal
All this pain is an illusion

Trzy długie miesiące planowania, śledzenia, niezliczone ilości kredytów wędrujących z ręki do ręki, nawet jeden trup... Wszystko to zaprowadziło Rebeccę do tego miejsca: niepozornego burdelu w jednej z gorszych dzielnic Coruscant. To tu szef Krwawych Słońc raz w miesiącu odreagowywał stres, jakiego przysparzała mu kariera najgorszej szumowiny w galaktyce.
Stała obok drzwi, w kącie pokoju wyposażonego w wielkie łoże i czekała z blasterem w pogotowiu. Dzięki Dieselowi wiedziała, że jej cel już jest w środku. Ptak w tej chwili czaił się na szczycie szafy, również gotów do akcji. W półmroku widział równie dobrze jak za dnia.
W końcu, przez irytującą, nudną – w zamyśle pewnie „zmysłową” muzykę – usłyszała zbliżające się kroki. Zacisnęła palce na kolbie.
Drzwi rozsunęły się i do środka wszedł on, szef gangu Krwawych Słońc – Hammer Jones, w towarzystwie zielonowłosej kurtyzany odzianej jedynie w półprzezroczystą, czerwoną szatę. Zajęci sobą, nie zauważyli przyczajonej w kącie Rebecki. Gdy automatyczne drzwi się zamknęły, Diesel runął w dół ze szponami wyciągniętymi ku Hammerowi. Wbił mu je w kark, a paralizatory przyczepione do łap poraziły gangstera na tyle mocno, by padł na podłogę w drgawkach.
Kobieta nawet się nie wzdrygnęła. Odwróciła się ku Rebece i z uśmiechem wyciągnęła dłoń.
– Dobra robota – rzuciła tylko Rebecca i wcisnęła obcej kilka małych sztabek kredytów. Gdy ta odeszła, wstukała na konsolce obok drzwi kod i zaryglowała je.
Odwróciła się do leżącego gangstera, powoli odzyskującego sprawność. Tyle razy wyobrażała sobie tę chwilę... Na początku, przepełniona furią, myślała o zadaniu mu tyle bólu i cierpienia, ile musieli w ostatnich chwilach życia znieść jej przyjaciele. Jednak im dłużej o tym myślała, tym bardziej się tego planu brzydziła. Nie mogła zniżać się do poziomu takiego plugastwa. W ten sposób nie uszanuje pamięci Nagana.
Zbliżyła się do jęczącego bandyty i silnym kopniakiem obróciła go na plecy. Wyrwała jego broń z kabury i odrzuciła na drugi koniec pokoju. Klęknęła nad nim i przyłożyła mu lufę do skroni. Chłód metalu momentalnie go ożywił i spojrzał na Rebeccę, wciąż oszołomiony.
– Pamiętasz mnie? – spytała.
Drugą ręką sięgnęła do twarzy i zdjęła gogle.
– Ja ciebie pamiętam.
Hammer wytrzeszczył oczy. Już otwierał usta do krzyku... i wtedy strzeliła.

Wykorzystano fragmenty piosenek „Parabol” i „Parabola” zespołu Tool



Święci Pańscy, Winky jebła opko, i to starwarsowe na dokładkę, świat się kończy.

Enyłej, przedstawiam opko opisujące urocze backstory Rebecki J. Riddick (J. to skrót od Jokasty; podobno nikt, kto poznał to rozwinięcie, nie pożył długo), mojej postaci z erpeżkowych sesji w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Napisałam je, by uczcić tego cudownego arta (serio, idźcie polubić Reliah, jeśli z jakiegoś powodu jeszcze tego nie zrobiliście), szczególnie w tym dość ciężkim dla mnie czasie. Widzicie, wypierdzielili mnie z pracy, i to w bardzo chamskim stylu. Staram się pozbierać, adorując Rebeccę: silniejszą, pewniejszą siebie, stanowczą (i łysą) wersję mnie. 

Nie przyzwyczajajcie się do wcięć akapitowych.

5 komentarzy:

  1. A dobre! Opis bohaterki siedzącej na pustkowiu i macającej ciało kumpla bardzo Ci się udał.
    Przykro mi,Winky.Ja się zbierałam 3 miesiące,teraz będę szukać nowej.To ta część życia której nie lubię.Szlag.Ściskam bardzo.
    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *tulu tulu* Znajdziemy sobie zajebiste prace i wszyscy będą nam zazdrościć, o.

      Jak tak paczę na to opko, to bym je napisała jeszcze raz, i o jakieś 15 stron dłuższe. Hm. Tak, sporo muszę poprawić. Nie ma to jak opka pisane na kolanie na potrzeby notki. ;P

      Usuń
  2. Przykro mi strasznie, Winky :( Pomyśleć, z twoich relacji wynikało że ludzie w twojej robocie są w porządku - widać pozory mylą.
    Nic to, obyś jak najszybciej coś znalazła - ale na pewno znajdziesz, a jak jeszcze ukończysz tech - weta będziesz miała wiele możliwości :D
    Duslawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, o przykrych zdarzeniach nie pisałam... a trochę ich było.

      Usuń
  3. Opowiadanie mocne, dobre. Fakt, że daje możliwość na napisanie nieco dłuższej formy, może kiedyś się skusisz. Ale taki short też jest niezły. Fajnie, że udało Ci się coś wytworzyć :)

    Współczuję, że tak kiepsko się w pracy potoczyło... Oby udało Ci się trafić następnym razem w lepsze miejsce, gdzie Cię docenią.

    OdpowiedzUsuń